JUŻ W KIOSKU

Zaniedbania wierzbnickiego magistratu

2022-04-02 16:00:00

Ocena:

4/5 | 1 głosów

Czym żył Wierzbnik w latach 20 i 30? Ano tym, czym my dziś - afery i awantury. Lubiliśmy zaglądać burmistrzowi na podwórko, wytykać błędy, zaglądać do miejskiej kasy. Od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby się temu przyjrzeć, a zatem...

Za ileś lat przez wierzbnicki świat już inni ludzie wieczorami będą szli. Lata dwudzieste, lata trzydzieste wrócą tekstem, sukni szelestem...

Słowa znanej wszystkim piosenki (tu nieco zmienione) towarzyszyły mi od chwili, gdy dostałam do rąk zarówno akta dawnego miasta, jak i dołączone do tekstu zdjęcie. I nieważne, czy zdjęcie jest z tamtych lat, dla mnie pozostaje w klimacie tamtego  Wierzbnika. Myślicie sielskie miasteczko, ale nie do końca, trochę się w tym naszym mieście działo, w magistracie szczególnie. Dochodziło do różnych sytuacji, jeśli nie nadużyć, to przynajmniej zaniedbań czy uchybień, czujni mieszkańcy - być może już wówczas stowarzyszeni - trzymali jednak rękę na pulsie i zawiadamiali władze wyższe.

I tak we wrześniu 1922 roku zjawia się w Wierzbniku Inspektor Samorządu Gminnego i notuje. W wyniku tychże notatek dymisję z pełnionej funkcji burmistrza składa Władysław Miernik, zarzucono mu wielkie zaniedbania, w niektórych przypadkach nadużycie władzy.

Burmistrz Miernik był jednocześnie urzędnikiem prowadzącym akta stanu cywilnego wyznań niechrześcijańskich i już w związku z tym naleziono co nieco do poprawy.

— Po sprawdzeniu książek o urodzonych, zaślubionych i zmarłych za czasokres wojny do czasu obecnego, skonstatowałem że akta powyższe prowadzone są z pominięciem obowiązujących przepisów. Żadnego aktu strony zainteresowane ani urzędnik nie podpisały, niektóre daty są odskrobane i poprawione bez omówień. Przez cały okres urzędowania burmistrz duplikatów akt nie sporządzał i nie przekazywał ich do hipoteki. Sporządzane akty nie mają znaczenia prawnego, mimo to burmistrz wydawał stronom odpisy tychże. Księgi ludności stałej mimo wielokrotnych poleceń Wydziału Powiatowego nie są dotąd doprowadzone do ładu i nie widać żadnych kroków ze strony Magistratu (pisownia oryginalna) — punktował zaniedbania wyższy rangą urzędnik.

Stwierdzono także karygodne zaniedbania w takiej kwestii, jak wojskowość.

— Listy poborowe roczników 1885 - 1900 nie są oprawione i nie są przechowywane oddzielnie, z aktami "bierzącymi" magistratu. "Niema" adnotacyj z jakim rezultatem wciągnięci do list odbyli wojskową powinność. Nie prowadzi się listy uchylających się poboru, co stanowi karygodne zaniedbanie  (pisownia oryginalna)— pisano w sprawozdaniu.

Kolejnym uchybieniem był brak podpisu sekretarza pod uchwałami magistratu, nie wyszczególniano imiennie członków biorących udział w posiedzeniach Rady Miejskiej, stąd nie było możliwości stwierdzenia wiarygodności powziętych uchwał.

- "Tembardziej", że i Sekretarz Rady żadnego protokołu nie podpisał i jego nazwiska w protokołach nie figuruje. Uchwały Rady przepisuje się z brulionu sporządzonego przez sekretarza magistratu (pisownia oryginalna) - czytamy.

Sekretarz p. Gierak miał powiedzieć inspektorowi |(w tajemnicy), że robi to z polecenia burmistrza, a swojego podpisu nie złoży bo nie jest sekretarzem Rady Miejskiej.

Wykazano także, że burmistrz Miernik i Magistrat uzurpowali sobie prawo karania obywateli miasta grzywną i aresztem. Mianowicie:

— Decyzją z dnia 31 lipca r.b. Magistrat ukarał właściciela sklepu z wodą sodową — Mordkę Stupnickiego na 2.000 Mk (marek polskich) grzywny za nalepienie na butlach z wodą sodową używanych banderoli miejskich. W sierpniu natomiast, tego samego roku, Magistrat ukarał miejscowy Dozór Bóżniczny w osobie Fiszla Najmana grzywną 1.000 Mk za samowolne pobieranie piasku z terenów miejskich — punktowano.

Ciekawostką jest  wydane przez Magistrat zezwolenie dla Frojma Cymermana na remont domu w Wierzbniku. Zgoda ta była wbrew Nadzorowi Budowlanemu.

23 maja 1922 roku burmistrz miasta Wierzbnika ukarał aresztem miejscowego obywatela - Stanisława Michałowskiego za obelgi uczynione urzędnikowi magistratu przy pełnieniu czynności urzędowych. Postanowienie to przekraczające zresztą kompetencje burmistrza załączono w oryginale do akt.

Podobnie rzecz się ma z postanowieniem z dnia 5 sierpnia 1921 roku. Burmistrz miasta Wierzbnika ukarał dwudniowym aresztem mieszkańca wsi Starachowice (gmina Styków) Wincentego Wieczorka za odmowę zapłaty na rzecz Magistratu opłaty targowej.

Dodajmy, ze burmistrz robił to wszystko nielegalnie. Wobec uchylania się burmistrza Miernika od wykonania poleceń władz zwołano  nadzwyczajne posiedzenie, na którym podjęto kroki mające na celu usprawnienie pracy urzędu.

W roku 1922 Wierzbnik był w posiadaniu 3 morgów ziemi ornej z placem przy ulicy Rynek, 6 morgów ziemi ornej przy szosie wiodącej do Rzepina  i 2 morgi łąki w wierzbniku przy rzece Kamiennej. I tu kolejna samowolka miasta jest zanotowana. 

Otóż całe 11 morgów wydzierżawiono niejakiemu Janowi Schabowskiemu, który w latach 1919 - 21 dzierżawił ziemię za 1000 marek polskich  rocznie. Po upływie terminu przekazano obywatelowi Schabowskiemu ziemię znów, tym razem za 80000 marek. Co ciekawe do wydzierżawienia tej ziemi zarząd miasta uprawnień nie miał, licytacji nie przeprowadził, samowolnie oddał mieszkańcowi ziemię z uszczerbkiem finansowym dla miasta. Kontrakt dzierżawy podpisał jedynie Jan Schabowski, nie było na nim podpisu urzędnika - mimo to pieniądze do kasy miejskiej Schabowski wpłacił.

Zarzuty kontroli obejmowały także bałagan w podatkach państwowych i powiatowych.

Pozostaje zapytać wierzbnickie duchy. dlaczego Magistrat nie wykonał piętnastu wyroków karnych, które zgłosił wierzbnicki Sąd Pokoju. Pominięto na przykład wyrok skazujący Moszkę Koguta na karę dwumiesięcznego aresztu. Stanowiło to podstawę do wniosków, że Magistrat ignoruje zarządzenia starostwa, nie licząc się z nimi zupełnie. Ba, w kwestiach ważnych przejmuje jego rolę. tak wynika z dokumentów dostępnych w Archiwum Państwowym w Kielcach.

Ciekawostkę stanowi podstawa wydawania dowodów osobistych, szczególnie, że księgi ludności prowadzone były z wielką niefrasobliwością. Dowody te wydawano na oświadczenie burmistrza, na podstawie paszportów rosyjskich i metryk urodzenia.

— Skonstatowałem, że większość tymczasowych dowodów osobistych wydawana jest bez poparcia na dowodach stwierdzających przynależność do Państwa Polskiego osób, dla których takie dowody wydano — stwierdzał Inspektor Samorządu Gminnego. Zastanawiał się on także, dlaczego po rezygnacji jednego wiceburmistrza nie wybrano kolejnego, dlaczego Magistrat wydaje zaświadczenia obywatelom, do których wydawania upoważnione był jedynie władze administracyjne.

Nadużyciem można nazwać bezprawne zwiększanie opłat kancelaryjnych. Te wg cennika oscylowały w ramach 20 - 100 marek polskich. Słuszny sprzeciw inspektora wzbudziła natomiast opłata, jaką Magistrat pobrał od niejakiej Zofii Skoczewskiej - 1000 (słownie tysiąc) marek polskich. Skąd różnica? Nie wiadomo, określono to więc jako urzędniczą samowolkę.

Przez niedbalstwo burmistrza miasto Wierzbnik od dnia 1 września 1922 pozbawione było dochodu z rzeźni - przeciętnie to 100 tysięcy marek polskich miesięcznie. Dlaczego? Zamknięto starą rzeźnię, jako nie nadającą się do użytku, a mimo nacisków starostwa nie uruchomiono nowej.

Kolejnym zaniedbaniem było niedopilnowanie końca dzierżawy terenu miejskiego i pobieranie wciąż tej samej opłaty. Nie ogłaszano nowych licytacji i Magistrat nie brał pod uwagę dewaluacji marki.

Zaciekawić może kwota 2500 marek polskich, które burmistrz nałożył na obywatela Jana Strząskę za, jak napisano w aktach, upicie się.

Sporo zastrzeżeń miał Inspektor co do wyglądu Magistratu i jego wnętrza.

— Biuro Magistratu przedstawia się niżej wszelakiej krytyki. Jest brudno, podłogi od dawna nie myte, wszędzie osiadły grube warstwy kurzu i pajęczyny. Gabinet burmistrza nie jest codziennie sprzątany, a podłoga od dłuższego czasu nie myta. W trzecim dniu rewizji biura zauważyłem te same śmiecie, które były po kątach podczas pierwszego dnia rewizji. Gabinet burmistrza robi wrażenie raczej jakiego składu rupieci, a nie biura. Na stole burmistrza leżą cale góry rozrzuconych papierów urzędowych i wszelkiego rodzaju pism perjodycznych, w kątach stoją wypełnione worki skradzionemi przedmiotami stanowiącemi dowody rzeczowe, składane na przechowanie przez sądy. Na szafach znajdują się lichtarze, poduszki i inne fanty zabrane od niewypłacalnych dłużników podatków. Na wszystkim tym osiadły grube warstwy kurzu (pisownia oryginalna) — zdziwieniu inspektora nie było końca.

Oczywiście Władysław Miernik - burmistrz młody, bo lat 41, ze wszystkiego się wytłumaczył. Między innymi  z zaniedbań odnośnie nie wykonania wyroków karnych.

— Magistrat nie ma aresztu i korzystał z aresztu przy urzędzie gminy Styków jako własności wspólnej. W ostatnich jednak czasach urząd Gminy Styków robi trudności w przyjmowaniu skazanych. Ponieważ nie mam oficjalnych wskazówek zezwalających na odsyłanie do więzienia w Radomiu osób skazanych na areszt przeto potworzyły się zaległości  — bronił się burmistrz. — Pan Jan Strząska ukarany zaś został za opieszałość w sprzątaniu ulic, a nie za pijaństwo, jak mylnie w księgach zapisano.

W związku z dymisją burmistrza postępowanie dyscyplinarne uchylono. Władysława Miernika na stanowisku Burmistrza zastąpił Antoni Góralczyk.

Kiedy wiatr wiał od szlachtuza, cały Wierzbnik śmierdział jak zbiorowa mogiła ofiar zarazy w środku lata... 

Niestety - szlachtuza czyli rzeźni nie było, jak wiemy, dopiero po rezygnacji burmistrza Miernika podjęte szeroko zakrojone działania, by nadrobić zaniedbania poprzedniej władzy.

* Szlachtuz tłumaczy się również jako zamtuz, ale nie wiem, czy takowy w Wierzbniku był. Jeśli natrafię na ślad nie omieszkam Szanownych Czytelników poinformować.

 

                                                                                         Gmina Żydowska

Ku pocieszeniu powiem, że podobny bałagan panował w Wierzbnickiej Gminie Żydowskiej.

Już dziesiąty chyba raz biegał po kancelaryi i ręce załamywał, gdy nagle otworzył się drzwiczki i przez drzwi te pojawiła się pierwej ręka z jarmułką, potem broda szpakowata, a następnie Żydek w stroju starozakonnym, mały, żywy, a oczy mu biegały wkoło.

—Aj waj — żałosnym głosem zajęczał patrząc na porozrzucane wokół księgi...

Nie wiem, czy tak to dokładnie wyglądało, ale mogło. Doszło nawet do tego, że do wierzbnickiego starostwa wpłynęło doniesienie, że w Gminie Żydowskiej w Wierzbniku czynione są nadużycia. Rewizję gospodarki gminy przeprowadzono u Sędziego Śledczego, skutkowało to zwolnieniem żydowskiego sekretarza i inkasenta oraz uporządkowaniem finansów. Te zaś prezentowały się następująco: wynagrodzenie Rabina wynosiło 6 tysięcy zł  (1930 rok, już nie ma marek polskich), sekretarz zarabiał 1500 zł, szkulnik i śpiewak po 400 zł, stróż bóżnicy 300 zł.

W rozchodach wierzbnickiej gminy uwzględnione były także pobory wdowy Małki Regensberg (wdowy po rabinie) w kwocie 500 zł, ale też takie wydatki jak czyszczenie ustępów w kwocie 500 zł. Przewidziano także 1000 zł na zakup macy dla najbiedniejszych członków Gminy Żydowskiej.

Wszyscy wiemy, gdzie w Wierzbniku była mykwa i łaźnia. W dokumentach archiwum zachowało się sprawozdanie techniczne do projektu kanalizacji we wspomnianej łaźni żydowskiej. Wiemy, że wanien było 4, a w ciągu godziny obsługiwano ośmioro klientów. Mykwa była własnością Gminy Żydowskiej, ale jednocześnie była wydzierżawiana. Jednym z dzierżawców w roku 1929 był niejaki Jankiel Waiman. Do jego obowiązków należało utrzymywanie 3 dni w tygodniu ciepłej wody w mykwie, a w łaźni parę jeden dzień w okresie dwutygodniowym i utrzymywać wszystkie urządzenia w łaźni w czystości oraz dostarczać potrzebną ilość opału. Mniejszy remont urządzeń należał także do dzierżawcy, zaś "dla usługi winien być na każde zawołanie stróż łaźni i mykwy".

Jesteście ciekawi, ile kosztowały wizyty?

— Od właścicieli domów i kupców za całą rodzinę miesięcznie 50 gr.

— Od robotników i ubogiej ludności miesięcznie 30 gr.

Za użycie mykwy rytualnej:

— od właścicieli domów mających lokatorów i kupców zamożniejszych mających własne domy za całą rodzinę miesięcznie 1 zł, 50 gr.

— Od kupców drobnych nie posiadających własnych domów i rzemieślników większych warsztatów z czeladnikami za całą rodzinę miesięcznie 1 zł.

— Od robotników i rzemieślników, którzy pracują bez czeladników i ubogiej ludności miesięcznie 80 gr.

Umowę dzierżawy zatwierdzał przewodniczący Gminy Żydowskiej Szmul Isser i starosta Śmietanko. Cennik oczywiście był zmienny, z roku o parę groszy drożał. Nie zawsze też budżet Gminy Żydowskiej udawało się spiąć, wszystko zależało od tego, ile składek do kasy wpłynęło.

Na dochody w 1931 roku składały się, oprócz składek, opłaty od uboju zwierząt, opłata z pomników, z czytania rodału, z dzierżawy łaźni i mykwy, ze sprzedaży rajskich jabłuszek. Z tego trzeba było utrzymać dwóch rzezaków, nadzór religijny, emerytowanego rabina, wdowę po rabinie, sekretarza, szkulnika, śpiewaka, woźnego gminy, stróżkę bóżnicy, stróża przy cmentarzu. Opłacić należało macę dla najbiedniejszych, oczyszczanie ustępów, ubezpieczenie pracowników w Kasie Chorych, piśmienne materiały i wiele innych.

Ciekawą zdaje się być skarga wierzbnickich Żydów na przewodniczącego Gminy złożona do Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach.

— Od czasu wyboru nowych członków gminy wyznaniowej żydowskiej w Wierzbniku pozostajemy jakby w zaczarowanym kole, bo z powodu powołania na stanowisko przewodniczącego zarozumiałego i mało przystępnego żyda z Wąchocka, nie wiemy co się w gminie dzieje i dopiero wgląd do budżetu na 1932 rok daje nam obraz marnotrawnej gospodarki powodującej kilkukrotne podniesienie składek bóżniczych na pokrycie zbytecznych wydatków (...) Widzimy, że Zarząd Gminy na swoją rękę dokonał zniszczenia dorobku ogólnego i winien ponieść konsekwencje — czytamy w skardze.

Żydzi z Wierzbnika byli zbulwersowani faktem, że Przewodniczący Gminy Żydowskiej zatrudnia zupełnie niepotrzebnie kolejnego rzezaka, mimo, ze dwóch rzezaków z Wąchocka narzeka na brak zajęcia. Niepotrzebne etaty to jedna z wielu bolączek tamtejszego wierzbnickiego sztetla.

— Wobec tego przybiegamy do Urzędu Wojewódzkiego z protestem za postępowanie lekkomyślnego Zarządu Gminy i prosimy o zarządzenie przeprowadzenia dochodzenia względem samowolnego działania i pociągnięcie do odpowiedzialności, a przede wszystkim o rozwiązanie Zarządu Gminy, który dąży do zniszczenia mienia i narażenia na niepotrzebne wydatki członków gminy.

Takich akt i skarg troszkę w aktach miasta Wierzbnika jest. Z nostalgią przewracam pożółkłe strony, czasem z trudem odszyfrowuję wyblakły nieco tusz. Trudniej rozwikłać pismo ręczne, gdzieniegdzie trafi się kleks. Za każdym nazwiskiem pieczołowicie wykaligrafowanym stoi jakaś osoba, jakaś historia...

...Rubinsztajn, Wajberg, Goldwasser, Kogut, Menzel, Lejbuś, Chaim, Josek...

Tylko zegar stary zna, jakie Anioł Czasu imię ma. Imię biedne niczym wdowi grosz, Zbierzmy imion pełen kosz...

 

(Cytat z piosenki Justyny Steczkowskiej z płyty Alkimja).

Wszystkie informacje zaczerpnięte z akt dostępnych w Archiwum Państwowym.

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Krótka historia pewnego Aniołka

2022-09-01

Krótka historia pewnego Aniołka

Kuczów - niewielka wieś nieopodal Starachowic. Malownicze tereny ciągnących się pól, lasy kryjące historie walk o wolność, ale także ziemia która rodzi życie, a ono wierzy w szczęście. We wspaniałą i długą przyszłość wierzył Eugeniusz Aniołek, który w Kuczowie dorasta, tam się zakochuje i... traci wszystko na Westerplatte.
Nazywał się Becker

2022-06-02

Nazywał się Becker

Kat Starachowic. Drżeli przed nim wszyscy, modlono się, by nie zwrócił uwagi, płacono kosztownościami z nadzieją, że złoto uchroni, a on...
Stasia na Łąkach Miłości

2022-04-15

Stasia na Łąkach Miłości

Niegdyś, kiedy wiosna zalśniła w przezroczu, marzyły mi się bóstwa żywiołów ocknięte, lasów bogi szumiące i przejasne, święte... Słowa Kazimierza Przerwy Tetmajera same się wprosiły, wpadły z wiosennym pozdrowieniem i zapowiedziały, że one do tych okoliczności przyrody nadają się najlepiej. Gdzież bym śmiała odmówić poecie…
Polskie miłości niemieckiego oficera

2022-04-09

Polskie miłości niemieckiego oficera

Niemiecki mundur, karabin, krzyk, groźby i przekleństwa - ta wojenna rzeczywistość do końca życia będzie się śniła tym, którzy ją przeżyli. Równie długo niemiecki żołnierz kojarzyć się będzie z nieludzkim traktowaniem. Nie bez powodu.
Krew, gwałt i pożoga

2022-03-26

Krew, gwałt i pożoga

Oto starachowicki sierpień 44, właśnie wtedy u bram miasta stanął Kałmucki Korpus Kawalerii. Wkraczał brutalnie, końskie kopyta ciągnęły za sobą krwawy ślad z gościńców kieleckiej ziemi.
Duchy starego szpitala

2022-03-19

Duchy starego szpitala

Mówi się, że straszy i może coś w tym jest. Wygląd to jedno, ale można się spodziewać, że do dziś spacerują tam duchy przeszłości. Tkwią w zadumie, dlaczego tak to się musiało skończyć. Stary szpital przy ulicy Radomskiej to pokolenia ludzi, którzy tam się ze światem witali i kolejne, które tam z tego świata odchodziły. Te mury to historia miasta. 
Swawolne MPK, MZK czyli jak mieszkańców trafia szlag

2022-03-12

Swawolne MPK, MZK czyli jak mieszkańców trafia szlag

Skarg na starachowickie MZK jest tyle, że gdyby chcieć na każdą z nich reagować, to co tydzień jedna strona musiałaby być temu poświęcona. Co ciekawe, nie jest to problem tylko dzisiejszego miasta. Czytając stare wydania czy to "Zielonej", czy Budujemy samochody aż się w nich roi od niezadowolonych pasażerów. I tak na przykład...
Głos Jakubowych Dzieci

2022-02-26

Głos Jakubowych Dzieci

Któż by nie chciał zobaczyć burzliwych tańców hory, które napełniały serca radością i szczęściem? Któż by nie chciał zanurzyć się w barwną mozaikę tłumu ludzi wstających o świcie, by oddać cześć Bogu, i zmierzających do codziennej pracy? Słyszycie te unoszące się  w powietrzu dźwięki pieśni i modlitwy, celebrujące dobro i pokój? Odkąd odkrywam tajemnice naszego miasteczka, wciąż połową siebie tkwię w tamtym świecie. I nie, nie tylko w maleńkim i ubogim sztetlu, chociaż to między innymi z niego przecież wyrastamy. Spróbujmy zaprzyjaźnić się z przeszłością, a zatem  ‏שָׁלוֹם עֲלֵיכֶם - szalom alejchem Drodzy Czytelnicy.
Powrót kiły

2022-02-20

Powrót kiły

Niespecjalnie dobra to wiadomość. Oj, nie. Szczególnie, że wciąż dokucza koranawirus, a w powietrzu hula kula czyli omikron. Do rzeczy jednak.  Kiła powróciła....
O dziewczynie, co folksdojczem została

2022-02-17

O dziewczynie, co folksdojczem została

Konformista, sprzedawczyk, zaprzaniec - nikt nie ma wątpliwości o kim mowa, tak nazywano folksdojczów. Wywodzili się z każdego środowiska, mogli być naszym dobrym znajomym, sumiennym pracownikiem, sympatyczną panią z sąsiedztwa. Tak, Starachowice nie były wyjątkiem. Mieliśmy swoich folksdojczów.