JUŻ W KIOSKU

Tajemnicza dziewczyna z Kilińskiego

2022-01-31 10:22:44

Ocena:

5/5 | 1 głosów

Ulica Kilińskiego tonęła w ciepłym popołudniowym świetle. Jesień 1942 roku była cudna, taka na przekór wojnie. Kolorowe liście szeleściły pod nogami, zachodzące powoli słońce lekko muskało dachy domów i zaglądało przez okna. Tu i ówdzie srebrzyste prześwity tworzyły delikatną mgłę. Przemykający ludzie nieśmiało wystawiali twarze ku niebu, prawie zapomnieli, jak piękne potrafią być pory roku. Jesień szczególnie, podczas wojny była odpowiednikiem ich życia... Krótka, jak ono, a jednocześnie pełna miłosnej przygody przyrody. Mnóstwo radosnej czerwieni i gasnących uroków...

To był czas niespokojny, bolesny i krwawy, człowiek mordował człowieka. Wśród wojennej zawieruchy trafiali się jednak tacy, którzy otwierali serca i drzwi, wbrew wątpliwościom. I można wciąż pytać, skąd odwaga do tego, by współczucie okazywało się silniejsze od strachu o siebie i rodzinę?

Poznajmy jedną z takich historii.

Kiedy wysiadała na stacji kolejowej Starachowice była ciemna noc. Nie miała gdzie spać, na dworcu też nie mogła zostać. Kasjer był zdziwiony, że wychodzi w godzinę policyjną, ale cóż miała do stracenia. Szła pustymi ulicami, między dwoma szeregami wysokich domów. Noc była jasna, więc bez trudu znalazła ulicę Kilińskiego. Na jej końcu majaczyła ciemna ściana lasu. W miarę oddalania się od stacji kolejowej ulica przybierała coraz bardziej wiejski charakter, za parterowymi domkami rozpościerały się pola pokryte cienką warstwą śniegu. Szła wolno, jakby niosła na plecach cały ciężar świata, z trudem odczytywała numery na domach. Gdzieś wokół niej rozszczekały się psy. Nic to, skoro jej oczom ukazały się dwa przytulone do siebie domu, a na jednym z nich numer 4. Kilińskiego 4  — ten adres miała wyryty w pamięci. Ten adres, jak i same Starachowice, był dla niej symbolem ocalenia. Także dlatego, że tego niewielkiego miasta miały dotrzeć Sara (jej macocha) z córeczką Helenką.

Mieszkańcy domu Karoliny Słowik drgnęli, gdy rozległo się pukanie. Zawsze się tego obawiano. Pukanie mogło oznaczać wszystko. Tym razem jednak za drzwiami stała młoda dziewczyna, jasnowłosa panienka z walizeczką w ręce. 

— Dobry wieczór. Nazywam się Maria Nowakowska, adres ten dostałam od pani córki, a mojej serdecznej koleżanki, Marii. Czy mogłabym się zatrzymać? — Gość został przyjęty czym chata bogata. A bogata nie była, miejsca też niedużo, dwuizbowe mieszkanie zajmowały wspominana już Karolina Słowik wraz z drugą córką (30 letnią Olgą). Przybyła dziewczyna umyła się i poszła spać, panie Słowik nie męczyły jej rozmową, domyślając się, że ma za sobą długą drogę.

Znalazła się nagle w w zapomnianym świetle kolorów i światła. Za drzwiami pozostała zmora ciągłej niemieckiej pogoni. Maria zapadała w sen, ostatkiem świadomości słyszała pojękiwania dzikich gęsi przelatujących nad miastem, bezszelestne cienie kładły się na ścianach, a blady sierp zaglądał przez okno. Miasto spało, ale wciąż drgało jakimś nieuchwytnym tętnem. Żyło, tak jak i ona. Zasnęła z obrazem Sary i Helenki pod powiekami. Gdzie one są?

Karolinę i Olgę wciąż budził jej urywany oddech. Nie mogły nie zauważyć skrzyżowanych na piersi rąk, które trzepotały niczym motyle na uwięzi.

Kilka następnych dni upływa w spokoju. Panienka Maria odpoczywa, dochodzi także do zwierzeń. Nie ma dokumentów, podobno gdzieś w Warszawie zgubiła kenkartę i boi się zgłosić do władz. Nie było to jeszcze powodem do nieufności, ale przedłużająca się wizyta dziewczyny już tak. Maria nie miała żadnego planu, unikała tematu przyszłości, nikt nie wiedział z czego dziewczyna będzie żyć i co ma zamiar robić.

Niepokój, powoli rodzące się napięcie, nieufność. Ta ostatnia będzie dotyczyć Heleny Kostrzewy - właścicielki mieszkania, w którym mieszkają Słowiki i w którym gości nieznana nikomu dziewczyna.

— Kim jest naprawdę ta kobieta? — zadawała natarczywe pytania. —I dlaczego, jeśli już jest, nie poprosi o zameldowanie jej w urzędzie kwaterunkowym? Matka i córka nie umiały i nie chciały odpowiedzieć. Maria Nowakowska - tajemnicza sublokatorka - udawała, że nie słyszy. Ale słyszała i coraz bardziej uświadamiała sobie złożoność swojej sytuacji.

W mieszkaniu pań Słowik spotyka się z Sarą i Helenką, ale macocha nie może jej pomóc, bo sama jest w gorszej sytuacji. Maria zostaje zatem na Kilińskiego, co niemile zaskakuje Karolinę i Olgę. Owszem pomogły, ale nie tak to miało wyglądać.

— Dokąd ona tu będzie? Dlaczego naraża nas na niebezpieczeństwo? — Starsza pani załamywała ręce.

— To Żydówka. — Olga wypowiadała na głos niechciane słowo. I nagle każda z nich przypomniała sobie o farbowanych na jasno włosach.  — Te ciężkie powieki, grube wargi. To się wyda — Karolina Słowik z rozpaczą spojrzała na córkę. — Dziuniu, (tak nazywa Olgę), co my zrobimy?

Rozmowę przerywa rozpaczliwy szloch starszej z kobiet.

Maria zdrętwiała. Żydówka... Żydówka... Żydówka! Żydówka! — Zrobiła przecież tak wiele, żeby nikt jej z Żydówką nie pomylił. Tak wiele jeszcze była w stanie zrobić.

Przez uchylone okienko wpadł wiatr, przyniósł ze sobą zapach Kamiennej. Tak, jak niespokojna woda rwała brzeg, tak jej wspomnienia rwały się do wyjścia na powierzchnię. Codziennie rano upychała je pieczołowicie gdzieś do najgłębszych zakamarków, a one każdego wieczoru szukały ujścia. Marzyła, żeby całun zapomnienia zakrył ten krajobraz po bitwie, jakim stało się jej życie. 

— Ona musi odejść. — Karolina i Olga podejmują ostateczną decyzję. Tylko co z tego? Do ostatecznej rozmowy i tak nie dojdzie, a gdyby nawet, to gdzie ta dziewczyna ma pójść. Getto w Wierzbniku już nie istnieje, jego mieszkańcy zostali wywiezieni do obozów pracy. Większość z nich zostaje zamordowana. Życie tak wiele warte, tak niewiele znaczy.

Maria Nowakowska, chociaż już przecież wiecie, że nie jest to jej prawdziwe imię i nazwisko, musi zostać w domu na Kilińskiego. Dom to mało życzliwy, ale jedyny jaki ma, dlatego też zrobi wszystko, żeby przekonać do siebie jego mieszkańców. Musi. To jej jedyna szansa.

Prawie nie sypia, tkwi w półśnie, próbując wyprzedzić myśli gospodyń. Ledwie miesiąc zniknie za chmurami, a ona biegnie do pobliskiej studni, by przydźwigać wiadra z wodą, krząta się i sprząta, chodzi po zakupy, pomaga w gotowaniu, zmywa. Miła, uczynna i usłużna. Jednego się boi, żeby nigdy, nie usłyszeć za sobą słowa Żydówka. Ale usłyszy. Wracając z targu, jeden z wyrostków stojących przy ogrodzeniu zmierzy ją wzrokiem i wykrzyczy: — To Żydówka. patrzcie, tam jest. 

Będzie szła spokojnym krokiem, chociaż serce mało jej z piersi nie wyskoczy. Na szczęście nikt nie zareaguje, nikt nawet na nią nie spojrzy, Maria wie jednak, że zdradzają ją oczy. Och, nie kolor. Żyda pozna się po utrwalonym w oczach przerażeniu. Jak się tego pozbyć? No jak?

Będzie się więc starała dopasować. W pewną zimową, mroźną noc pójdzie z nową rodziną na pasterkę. Mimo osamotnienia i tęsknoty za swoimi, umoczy palce w święconej wodzie. Związana silniej niż zwykle ze swoim prześladowanym narodem uklęknie i zrobi znak krzyża.

Tak, przy ulicy Kilińskiego 4 w Starachowicach Maria Nowakowska/ Józefa Czajkowska (bo takie dokumenty dostanie od Stanisława Kostrzewy) ocaleje. Jej droga do życia będzie kręta i długa, tam, gdzie będzie mogła czuć się bezpiecznie przeżyje próbę morderstwa i gwałtu. Będzie brudnym odpadem, ale też "Czarną Żydówką" — kobietą, która zagości w myślach pewnego polskiego mężczyzny. Uda się także Sarze (Petroneli) i Helence, choć one nie w Starachowicach znajdą ocalenie. Zabraknie na ich drodze dobrych Słowików.

Maria Nowakowska to Halina Zawadzka. Urodziła się i wychowała w Końskich jako Halina Kon, tam dosięgła ją wojna, tam też została uwięziona w getcie. Moment jego likwidacji był dla niej końcem świata. Paradoksalnie ten zakątek był jedynym łącznikiem ze światem, który pamiętała z bezpiecznych lat dzieciństwa.

— Marzyłam o aryjskim wyglądzie — powie i będzie farbować włosy perhydrolem tak długo, aż będą w idealnym odcieniu blond. Uciekała z Końskich razem ze swoją macoszką Sarą i przyrodnią siostrzyczką Helenką. Ich droga do Starachowic wiodła przez Czarniecką Górą, Skarżysko, Koluszki i Warszawę. Na sfałszowanych dokumentach wystawionych na polskie nazwiska, próbowały ratować życie. Jak przebiegała walka?

Przeczytajcie niezwykła książkę "Ucieczka z getta", Halina Zawadzka z domu Kon vel Maria vel Józefa wspomni o tych Polakach, którzy chcieli wystawić pomnik Hitlerowi za to, że uwolnił Polskę od Żydów, ale opowie także piękną historię tych Polaków, którzy mimo strachu pomagali. Ta książka to właśnie strach, wszechogarniający, wypełzający z zakamarków, czający się na każdym kroku. To także młodzieńcze pożegnanie z miłością, tą "najpierwszą i najpiękniejszą", która będzie miała na imię Moniek. To podziękowanie Karolinie i Dziuni Słowik, za to, że w pewnym momencie przestały zamykać drzwi dzielące ich pokoje przyjmując ją tym samym do rodziny. To ukłon w stronę Marii Słowik, która kiedyś, wiedziona okruchem współczucia, przekaże naszej "Czarnej Żydówce" adres Starachowice, Kilińskiego 4.  To także obraz Starachowic, z okna domu, w którym mieszka, widzi obóz na Majówce, światła wieżyczek strażniczych, widzi nawet sylwetki ludzi. Boleśnie przeżyje jego likwidację. "Zbłąkane żydziątko" — tak będzie o sobie myśleć.

"Czarna Żydówka" czy też "zbłąkane żydziątko" rozpocznie w Starachowicach współpracę z Armią Krajową. Na prośbę jednego z partyzantów pomoże w przeprowadzeniu napadu na inkasenta konsumu fabryki zbrojeniowej. Tu wykaże się także Dziunia, cała rodzina Słowików bowiem współpracuje z partyzantami, a Dziunia (jako pracownik fabryki) doskonale zna zwyczaje inkasenta. Biorący udział w napadzie partyzanci zostają schwytani, skrzynka kontaktowa u Słowików zostanie zawieszona, a Halina Kon czy też Maria Nowakowska trafia do lasu. I tak "Czarna Żydówka" staje się "Maliną", a na leśnej polanie wita ją sam "Grot." Nasza dziewczyna nauczy się obsługiwać broń, dosiądzie konia, przy ognisku będzie słuchać ludowych i żołnierskich pieśni, zachwycą ją te o "Ponurym", leśnym dowódcy. Później pozna chłopców z Narodowych Sił Zbrojnych. Zakończenie tej historii pozostawię Wam, zachęcając do zaczytanie w "Ucieczce z getta"

W jej opowieści złotą literą zapisze się Olga Słowik czyli Dziunia. Jej należy się osobny tekst i ukłon. To postać, dzięki której wiele rodzin przeżyje czas wojny, do wielu domów dzięki Dziuni trafi żywność. Ta dziewczyna wie, jak zakombinować, by zwiększyć bardzo szczupłe racje żywnościowe. Ten uroczy, optymistyczny piegus wniesie trochę radości w smutną wojenną rzeczywistość. Wszystkie trzy kobiety (Karolina, Olga, Maria) zostaną uhonorowane odznaczeniem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" - Halina Kon/Zawadzka będzie się o to usilnie starać.

  A może żyje w Starachowicach rodzina Karoliny i Dziuni Słowik? Ktokolwiek coś wie, proszony jest o kontakt.

Drodzy Czytelnicy, ja tak mogę długo jeszcze pisać, ale tym samym streszczę wam książkę. Czytajcie zatem, a ja tylko dodam, że bohaterka tej opowieści po wojnie zamieszkała w Łodzi. Tam uzyskała maturę i ukończyła studia. W 1950 roku została pracownikiem naukowo-dydaktycznym w Katedrze Chemii Organicznej UŁ, a w 1962 obroniła doktorat i objęła stanowisko adiunkta. W 1969 roku wyemigrowała wraz z synem Andrzejem do USA. Przez ponad 20 kolejnych lat pracowała naukowo na Uniwersytecie Nowojorskim jako associate profesor.

Gdzie trafiłam na "Czarną Żydówkę? Na jej trop naprowadził mnie Aleksander Pawelec, który jednak z racji, że pisał raczej krótsze formy, poświęcił jej jedynie krótkie wspomnienie. Pokusiłam się zatem odnaleźć Halinę Kon Zawadzką, trafiłam na książkę (jest dostępna na Kochanowskiego w Miejskiej Bibliotece Publicznej), przeczytałam jednym tchem i dziś Wam oddaję tę historię.

Wzruszeń i refleksji na pewno nie zabraknie.

Ulica Kilińskiego w latach wojny ciągnęła się dzisiejszym fragmentem Alei Armii Krajowej aż do lasu wiodącego na kopalnię. Dom Heleny i Stanisława Kostrzewów, w którym zamieszkiwały Karolina i Olga Słowik i gdzie przyjęły Halinę Kon vel Marię Nowakowską, stał prawdopodobnie w miejscu dzisiejszych schodów, nieco poniżej kościoła na Majówce, prowadzących na ulicę Kopalnianą. Schody, obok Szkoły Podstawowej nr 12. Gdy będziecie tamtędy przechodzić wspomnijcie nieistniejący już dom... Karolinę, Dziunię i Halinę "Malinę".

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Krótka historia pewnego Aniołka

2022-09-01

Krótka historia pewnego Aniołka

Kuczów - niewielka wieś nieopodal Starachowic. Malownicze tereny ciągnących się pól, lasy kryjące historie walk o wolność, ale także ziemia która rodzi życie, a ono wierzy w szczęście. We wspaniałą i długą przyszłość wierzył Eugeniusz Aniołek, który w Kuczowie dorasta, tam się zakochuje i... traci wszystko na Westerplatte.
Nazywał się Becker

2022-06-02

Nazywał się Becker

Kat Starachowic. Drżeli przed nim wszyscy, modlono się, by nie zwrócił uwagi, płacono kosztownościami z nadzieją, że złoto uchroni, a on...
Stasia na Łąkach Miłości

2022-04-15

Stasia na Łąkach Miłości

Niegdyś, kiedy wiosna zalśniła w przezroczu, marzyły mi się bóstwa żywiołów ocknięte, lasów bogi szumiące i przejasne, święte... Słowa Kazimierza Przerwy Tetmajera same się wprosiły, wpadły z wiosennym pozdrowieniem i zapowiedziały, że one do tych okoliczności przyrody nadają się najlepiej. Gdzież bym śmiała odmówić poecie…
Polskie miłości niemieckiego oficera

2022-04-09

Polskie miłości niemieckiego oficera

Niemiecki mundur, karabin, krzyk, groźby i przekleństwa - ta wojenna rzeczywistość do końca życia będzie się śniła tym, którzy ją przeżyli. Równie długo niemiecki żołnierz kojarzyć się będzie z nieludzkim traktowaniem. Nie bez powodu.
Zaniedbania wierzbnickiego magistratu

2022-04-02

Zaniedbania wierzbnickiego magistratu

Czym żył Wierzbnik w latach 20 i 30? Ano tym, czym my dziś - afery i awantury. Lubiliśmy zaglądać burmistrzowi na podwórko, wytykać błędy, zaglądać do miejskiej kasy. Od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby się temu przyjrzeć, a zatem...
Krew, gwałt i pożoga

2022-03-26

Krew, gwałt i pożoga

Oto starachowicki sierpień 44, właśnie wtedy u bram miasta stanął Kałmucki Korpus Kawalerii. Wkraczał brutalnie, końskie kopyta ciągnęły za sobą krwawy ślad z gościńców kieleckiej ziemi.
Duchy starego szpitala

2022-03-19

Duchy starego szpitala

Mówi się, że straszy i może coś w tym jest. Wygląd to jedno, ale można się spodziewać, że do dziś spacerują tam duchy przeszłości. Tkwią w zadumie, dlaczego tak to się musiało skończyć. Stary szpital przy ulicy Radomskiej to pokolenia ludzi, którzy tam się ze światem witali i kolejne, które tam z tego świata odchodziły. Te mury to historia miasta. 
Swawolne MPK, MZK czyli jak mieszkańców trafia szlag

2022-03-12

Swawolne MPK, MZK czyli jak mieszkańców trafia szlag

Skarg na starachowickie MZK jest tyle, że gdyby chcieć na każdą z nich reagować, to co tydzień jedna strona musiałaby być temu poświęcona. Co ciekawe, nie jest to problem tylko dzisiejszego miasta. Czytając stare wydania czy to "Zielonej", czy Budujemy samochody aż się w nich roi od niezadowolonych pasażerów. I tak na przykład...
Głos Jakubowych Dzieci

2022-02-26

Głos Jakubowych Dzieci

Któż by nie chciał zobaczyć burzliwych tańców hory, które napełniały serca radością i szczęściem? Któż by nie chciał zanurzyć się w barwną mozaikę tłumu ludzi wstających o świcie, by oddać cześć Bogu, i zmierzających do codziennej pracy? Słyszycie te unoszące się  w powietrzu dźwięki pieśni i modlitwy, celebrujące dobro i pokój? Odkąd odkrywam tajemnice naszego miasteczka, wciąż połową siebie tkwię w tamtym świecie. I nie, nie tylko w maleńkim i ubogim sztetlu, chociaż to między innymi z niego przecież wyrastamy. Spróbujmy zaprzyjaźnić się z przeszłością, a zatem  ‏שָׁלוֹם עֲלֵיכֶם - szalom alejchem Drodzy Czytelnicy.
Powrót kiły

2022-02-20

Powrót kiły

Niespecjalnie dobra to wiadomość. Oj, nie. Szczególnie, że wciąż dokucza koranawirus, a w powietrzu hula kula czyli omikron. Do rzeczy jednak.  Kiła powróciła....