JUŻ W KIOSKU

Powrót do bolesnej przeszłości    

2023-06-26 12:32:55

Ocena:

5/5 | 1 głosów

Do Starachowic po raz kolejny przyjechał Howard Chandler, dawny żydowski mieszkaniec naszego miasta, któremu udało się przeżyć Holocaust. Towarzyszyło mu około 70 osób ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, dla których ten ponad 90-letni mężczyzna był żywym świadkiem dramatu II wojny światowej. I cudu ocalałego życia.   

Howard Chandler / fot. UM Starachowice

Howard Chandler przed II wojną światową mieszkał wraz z bliskimi w Wierzbniku - dzisiejszej dzielnicy Starachowic, który wówczas stanowił  główne skupisko judaistycznej społeczności.  Gdy Niemcy napadli na Polskę, rozpoczynając 6- letni okres krwawej okupacji naznaczonej szczególnym okrucieństwem wobec Żydów, Howard był nastolatkiem. Hitlerowcy zamienili jego normalną niegdyś dzielnicę w getto. Stłoczeni tu ludzie codziennie zmagali się z terrorem, głodem, chorobami i przymusem niewolniczej pracy na rzecz okupantów. Byli też z byle powodu mordowani, ale prawdziwe piekło zaczęło się w październiku 1942 roku. Wtedy hitlerowcy zaczęli likwidację getta, wywożąc jego mieszkańców do obozu zagłady w Treblince, gdzie czekała ich natychmiastowa śmierć w komorach gazowych. To straszne miejsce stało się przypuszczalnym grobem bliskich pana Howarda.    

- Ja i brat przeżyliśmy. Moja matka, siostra i młodszy brat nie. W jednym dniu połowa rodziny przestała istnieć. Nie wiedzieliśmy dokąd ich biorą - mówił nienaganną polszczyzną w krótkiej rozmowie dla "Gazety Starachowickiej".

Howard Chandler ocalał jako jeden z nielicznych. Paradoksalnie, uratowało go to, co inni przypłacili życiem - pobyt w starachowickim obozie pracy przymusowej. 

- Pracowałem na Wielkim Piecu, potem w stalowni. Chorowaliśmy na tyfus, co było bardzo niebezpieczne, bo Niemcy rozstrzeliwali wszystkich, którzy nie mogli pracować. Ja dałem radę, choć do pracy wychodziłem chory - wspominał.           

Howard Chandler wraca do Starachowic praktycznie co roku od wielu lat. Przyjeżdża w towarzystwie przedstawicieli współczesnego pokolenia Żydów: młodzieży i dorosłych. W ramach edukacji historycznej razem podążają śladami swoich przodków.

- Młodzi słyszeli od swoich rodzin i są ciekawi, gdzie tu żyli Żydzi, gdzie mieli sklepy, gdzie handlowali - mówi.    

W Starachowicach zwiedzają m.in. dawny Wierzbnik, czyli dzisiejszy Rynek i jego okolice. Howard Chandler pełni rolę przewodnika: pokazuje budynki i ulice i opowiada, jak tu niegdyś toczyło się życie jego i sąsiadów, co się zmieniło. Zawsze są też w miejscach poświęconych pamięci społeczności wyznania mojżeszowego. W naszym mieście taką rolę pełni choćby tablica na Rynku upamiętniającą 4500 starachowickich Żydów - ofiar hitlerowskiego terroru, czy cmentarz żydowski przy ulicy Bieszczadzkiej na osiedlu Trzech Krzyży.      

Tradycyjnie już, w czasie pobytu w Starachowicach Howarda Chandlera i jego towarzyszy podejmują lokalne władze. W tym roku oficjalne powitanie przez m.in prezydenta miasta Marka Materka odbyło się na terenie Muzeum Przyrody i Techniki. 

- Może się Pan dzielić tym, co przeżył sam oraz inni mieszkańcy Wierzbnika z żyjącymi tu obecnie. To ma ogromną wartość nieprzeliczalną na żadne pieniądze. Serdecznie za to dziękuję - mówił szef miasta.         

Wobec zgromadzonych żydowski gość wygłosił długie wspomnieniowe przemówienie w języku angielskim. Następnie odbyło się zwyczajowe zwiedzanie Wierzbnika i przejście pod tablicę na starachowickim Rynku, gdzie oddano hołd męczennikom Holocaustu modlitwą w obrządku judaistycznym i złożeniem kwiatów. Były też odwiedziny kirkutu przy ulicy Bieszczadzkiej, a następnie nowy akcent: pobyt na starachowickiej strzelnicy, na terenie której Niemcy utworzyli obóz niewolniczej pracy dla  Żydów, a pod koniec wojny wymordowali bezbronnych robotników. W miejscu w którym znajdował się największy masowy grób Howard Chandler, prezydent Starachowic Marek Materek oraz prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Starachowicach Jerzy Miśkiewicz wkopali symboliczny nagrobek żydowski, czyli macewę, z napisem upamiętniającym ofiary.   

Howard Chandler w czasie likwidacji wierzbnickiego getta stracił tych, których kochał, sam niemal cudem przeżył obóz pracy. Co roku podejmuje jednak wyzwanie bezpośredniej konfrontacji z bolesną przeszłością, by edukować młode pokolenie. Mimo wszystko pobyt w naszym mieście nie jest dla niego wyłącznie powodem do cierpienia. 

- Widzę, że ludzie są lepsi. Jak pamiętam moich sąsiadów i kolegów w szkole, to nie wszyscy lubili Żydów. Dziś w Starachowicach jest pięknie - dodaje.   

fot. Gazeta Starachowicka

fot. FB Marek Materek 

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Zapomniany dobroczyńca

2024-02-14

Zapomniany dobroczyńca

Postać Feliksa Sławka być może kojarzą dziś tylko najstarsi starachowiczanie. I może tylko oni oraz pasjonaci - regionaliści nie mieliby problemu z odpowiedzią na pytanie, dlaczego dzisiejsze wzgórze Trzech Krzyży było kiedyś nazywane Górą Sławka. Kilkadziesiąt lat temu wiedzieli to wszyscy mieszkańcy naszego miasta. Także i to, że Feliks Sławek posiada niezwykły dar leczenia. Ten prosty rolnik z powodzeniem składał złamane kości i nastawiał zwichnięte stawy zyskując uznanie zawodowych medyków i dozgonną wdzięczność swoich pacjentów, od których nie brał zapłaty. Jego postać chce przywrócić zbiorowej pamięci  starachowiczanin Wiesław Michałek. Zaproponował władzom miasta, by imieniem Feliksa Sławka nazwać rondo na zbiegu ulic: Radomskiej i Batalionów Chłopskich. A my już teraz przypominany postać zapomnianego dobroczyńcy Starachowic na podstawie informacji ustalonych przez Wiesława Michałka.      
Zgoda króla to był dopiero początek

2024-01-18

Zgoda króla to był dopiero początek

16 stycznia 1624 roku król Zygmunt III z dynastii Wazów wydał dokument zezwalający na założenie miasta Wierzbnik przez opata świętokrzyskich benedyktynów Bogusława Radoszewskiego. Zakon utarł nosa swoim cysterskim konkurentom, którzy zarzucali mu bezprawne przejęcie terenów pod przyszłe osadnictwo. Ale i tak miasto powstało dopiero 33 lata później. A sprzyjające warunki stworzyło ku temu wcześniejsze nielegalne działanie pewnej wdowy. Zapraszamy do lektury intrygującej historii narodzin naszego miasta, przygotowanej przez Pawła Kołodziejskiego, dyrektora Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach.   
Pamięć o starach

2023-12-01

Pamięć o starach

W Starachowicach nie produkuje się już starów, ale wspomnienie o nich jest tu nadal żywe. Jak się przejawia? Zapraszamy na ostatni odcinek poświęcony naszym ciężarówkom.      
Star 944 i 1466, czyli ostatnie ciężarówki ze Starachowic

2023-11-24

Star 944 i 1466, czyli ostatnie ciężarówki ze Starachowic

Te terenowe pojazdy zaczęły być wytwarzane od 2000 roku. MAN liczył, że zyska na nie stałego odbiorcę w postaci polskiego wojska. Jednak stary 944 i 1466 sprzedawały się tak słabo, że po około 6 latach zniknęły z oferty produkcyjnej. Wraz z nimi skończyła się 58 - letnia historia ciężarówek ze Starachowic.  
Star S 2000, czyli ostatnia rodzina tej marki

2023-11-19

Star S 2000, czyli ostatnia rodzina tej marki

Były to ciężarówki już całkowicie zunifikowane z wyrobami koncernu MAN. Nowy właściciel większości zakładu w Starachowicach zostawił mu jeszcze dawną nazwę, do używania której nabył wyłączne prawo. Star S 2000 zadebiutował pod koniec 2000 roku w 8 wersjach, ale słabe zainteresowanie nabywców przypieczętowało jego los po zaledwie 2 latach produkcji.    
Star 8.125 i 12.155, czyli efekty prywatyzacji

2023-11-13

Star 8.125 i 12.155, czyli efekty prywatyzacji

Pojawiły się w 1998 roku na bazie współpracy nowego większościowego współwłaściciela zakładów Star, czyli Sobiesława Zasady z koncernem MAN. To Niemcy przygotowali stara 8.125 oraz stara 12.155 i tę nowość widać było choćby w nietypowym oznaczeniu numerycznym tych ciężarówek. Zmiany objęły także logo przypominające teraz dwupasmową drogę. I rzeczywiście te samochody wyznaczyły już zupełnie nową drogę funkcjonowania starachowickiej fabryki. 
Star 742, czyli wolnorynkowe kłopoty małej ciężarówki

2023-11-03

Star 742, czyli wolnorynkowe kłopoty małej ciężarówki

Zaproponowano go jako samochód pośredni między dostawczym żukiem a ciężarowym starem 200. Z tego powodu był nazywany popularnie "starachowickim maluchem". Miał jednak pecha, bo zadebiutował w bardzo trudnym momencie: masowego sprowadzania samochodów z zagranicy w ramach początkującego w Polsce wolnego rynku, ale też towarzyszącej tym przemianom drożyzny, masowych zwolnień, strajków i postępującego zadłużenia FSC. Star 742 był świadkiem końca jej istnienia.  
Star 1142, czyli dziecko kryzysu stanu wojennego

2023-10-26

Star 1142, czyli dziecko kryzysu stanu wojennego

Nie był całkowicie nowym samochodem, ale zmodernizowaną wersją stara 200. Powstał pod koniec lat 70- tych, ale wtedy odstawiono go na boczny tor, by wydobyć z zapomnienia po stanie wojennym. Z największym zainteresowaniem star 1142 spotkał się dopiero w latach 90 - tych, gdy dawna FSC, teraz sprywatyzowana, powoli chyliła się ku upadkowi. Był w produkcji do 2000 roku, w którym nowy właściciel zakładu zrezygnował z wytwarzania pojazdów o nazwie star. 
Star 244, czyli hit PGR- ów i baza strażaków

2023-10-20

Star 244, czyli hit PGR- ów i baza strażaków

Szosowo - terenowy star 244 łączył w sobie umiejętność jazdy w trudnym terenie z dużą ładownością. Tę zaletę wykorzystało m.in. socjalistyczne rolnictwo PRL - u. W latach 70 - tych XX wieku ciężarówka stała się bardzo pożądanym pojazdem w Państwowych Gospodarstwach Rolnych. Przez 30 lat była też podstawą wyposażenia straży pożarnej. Wytwarzano ją długo, bo aż do początku XXI wieku.   
Star 200, czyli szosowiec z silnikiem terenówki

2023-10-16

Star 200, czyli szosowiec z silnikiem terenówki

Miał być pierwszym z całkiem nowej generacji starów napędzanych nowoczesnym silnikiem, ale ważniejszy okazał się realizowany dla wojska star 266. "Cywilny" star 200 skorzystał jednak na zmianach, które objęły jego poprzednika. Jeździł na takim samym jak on mocnym silniku, miał bardziej komfortową kabinę i mnóstwo zabudów.