JUŻ W KIOSKU

Tajemnicze, egzotyczne, zaczarowane. Takie jest właśnie Świętokrzyskie.

2022-07-10 18:00:00

Ocena:

2/5 | 1 głosów

Dzisiejsza podróż po naszym magicznym regionie poprowadzi nas nieco bocznymi dróżkami, takimi, które zostawia się na kiedyś tam. Jeśli szukacie miejsc mało obleganych, a mających to i owo do zaoferowania ciekawskim podróżnikom, to jest to tekst dla Was.

Zacznijmy od gminy Mniów. W całości położona na terenie Suchedniowsko - Oblęgorskiego Parku Krajobrazowego, Płaskowyżu Suchedniowskiego i jednocześnie na Konecko - Łopuszańskim Obszarze Chronionym, stanowi teren niezwykle atrakcyjny pod kątem krajobrazowym. Górna Krasna, Stawisko czy jezioro Ług to miejsca wymarzone do wypoczynku - aktywnego i leniwego. Jeśli chcecie odpocząć od zgiełku remontowanych Starachowic, to gmina Mniów nadaje się do tego doskonale.

Mniów znany nam jest przede wszystkim z pewnego kamienia zwanego głazem z Kontrewersu. Dlaczego? Bo właśnie na skraju wsi, o dość niespotykanej nazwie, został znaleziony. A tak na marginesie Kontrewers od kontrowersu czyli kłótni o grunt. Zdaje się, że tamtejsze były kwestią mocno sporną. 

Na kamieniu dwie postacie z rogami, pod stopami jednej znak w kształcie półksiężyca, obok coś jakby Y. Wierzono, że kamień diabelskim jest, wskazywać na to mają owe rogi, a i sam teren Łysogór mógłby na to wskazywać - czartów tui bowiem pod dostatkiem.

Są tacy, którzy w postaciach tych widzą istoty pozaziemskie i w związku z tym przez gminę Mniów przewinęła się spora grupa miłośników UFO. W 2005 roku pojawiła się kolejna teoria mówiąca, że postacie te to wyobrażenie Kokopelli - duszków płodności i miłości z mitologii północnoamerykańskich Indian Hopi. Skąd oni na świętokrzyskiej ziemi? No jeśli Kielce od Keltów czyli Celtów mogły się wziąć, to dlaczego przez Mniów mieliby nie wędrować Hopi. Mnie ta wersja bardzo się podoba. 

Kamień i postacie na nim wyobrażone datuje się na ok 3000 - 2500 tysiąca lat p.n.e. Warto zobaczyć na własne oczy i spróbować rozwikłać zagadkę, może to Waszą teorię przewodnicy świętokrzyscy będą opowiadać złaknionym wiedzy turystom.

Zakładając, że robicie sobie trasę do Końskich, to warto zajrzeć przynajmniej na chwilkę na Świętokrzyski Biegun Ciepła. mowa o Stąporkowie. O 1978 roku stoi tam pomnik grzejnika i to on ściąga turystów niczym magnes. Nieprzypadkowo się tam znalazł, bo przecież Stąporków to odlewnia, której początki sięgają XVI wiecznej kuźnicy. Jednak pierwsze grzejniki to połowa wieku XIX, idą one na eksport aż za Ural do daczy najbogatszej części tamtejszego społeczeństwa. W latach 70 XX wieku w Stąporkowie produkowano 10 milionów żeberek rocznie, a stąporkowskie kaloryfery stanowiły 96% grzejników w naszych domach. W niektórych są do dziś...

Pomnik grzejnika najpierw stanowił chlubę i był symbolem rozwoju, potem stał się obrazem upadku miasta. Dziś stanowi atrakcję turystyczną. I ja tam byłam, przy grzejniku stałam, nieco się ogrzałam i serdecznie polecam.

Rzut beretem od Stąporkowa znajduje się Czarniecka Góra, która jeszcze nie tak dawno tętniła życiem i uzdrowiskowym, i kulturalnym. Bywali tu Felicjan Składkowski, Jadwiga Smosarska, Bolesław Prus, Stefan Starzyński. Z Łodzi kursowały tu specjalne pociągi przywożące tych, którzy leczyli serca, kręgosłupy, astmy. Tym ostatnim sprzyjał klimat sosnowych lasów.

ileż tajemnic słyszało źródełko Stefan? Trudno powiedzieć, zdaje się jednak, że dotyczyły one spraw uczuciowych - lecznicza woda bowiem w kamiennym sercu zamknięta była. Słówko "była" jest tu kluczowe - skamieniała sercówka i rzadko kto tam bywa.

Na przemysłowej trasie warto zawitać do Muzeum w Maleńcu. żartobliwie mówi się, że gdyby nie Maleniec, to nie byłoby dzisiejszej Warszawy. O co chodziło? A o to, że właśnie w Maleńcu produkowano ogromne ilości szpadli i łopat, a te potem trafiały w ręce osób odgruzowujących stolicę po zniszczeniach II wojny światowej. Zwiedzanie polecam gorąco, szczególnie z opcją warsztatów, dla nieco bardziej leniwych będzie to po prostu relaks nad zbiornikiem wodnym. Można się zasłuchać w szum wody toczonej przez pracowite koło...

  Nie pomijajcie egzotycznych Końskich. Tak, wiem, myślicie sobie, że nic na tyle ciekawego tam nie ma, żeby się tam zatrzymać. Nic bardziej mylnego.

Końskie to po pierwsze Banditenstadt. Wszystko zaczyna się w nocy 31 sierpnia na 1 września 1943 roku, gdy "Robot" opanowuje Końskie. Wszystko zaczyna się wieczorem, grupa 20 żołnierzy pod dowództwem Mariana Janikowskiego ps. "Kmicic" udaje się do miasta, by obstawić posterunki żandarmerii przy ulicy Kilińskiego i 3 Maja. W tym samym czasie Waldemar Szwiec - "Robot" ze swoimi ludźmi przecina linie telefonicznie i uszkadza linię energetyczną.

Gasną światła. To znak, że akcję czas zacząć.

Rozlegają się strzały, dochodzi do starć z patrolami krążącymi po mieście oraz z żandarmerią, która próbuje wydostać się z budynku, w którym stacjonuje. Niemcy wystrzeliwują rakiety z żądaniem pomocy. Partyzanci wystrzeliwują serię z karabinów, z różnych punktów miasta, robiąc wrażenie, jakby miasto było atakowane przez znaczne siły partyzantów lub desant lotniczy. W tym samym czasie trwała rekwizycja towarów żywnościowych i tekstylnych z niemieckich magazynów. W tym też czasie inne patrole dokonują likwidacji konfidentów. Kiedy towary załadowano na na zdobyczny samochód niemiecki, akcja "Końskie" została zakończona, a partyzanci wycofali się bez strat własnych. "Robot" przejął dokumenty, donosy i listy osób, które przewidziane były do wywózki na roboty przymusowe.

To była wielka otucha dla mieszkańców, a zachwianie poczucia niemieckiego bezpieczeństwa. Tym bardziej, że Niemców było 1700, a Szwiec dowodził niecałą setką partyzantów. 

Brawurową akcję z 1943 roku w Końskich, w której nie zginął żaden polski żołnierz, upamiętniają obchody Koneckiego Września. Po tym ataku Niemcy nadali miejscowości Końskie miano „Banditenstadt”, czyli „bandyckiego miasta”.

Efekt akcji był kolosalny. Żandarmeria była wręcz przerażona. Oceniała polskie siły na 300 do 500 ludzi z kawalerią i działkami przeciwpancernymi.

Warto o tym pamiętać będą na koneckiej ziemi. Ale Końskie znane są także, jako Żelazne Kimberley, południowoafrykańskie miasto słynęło diamentami, Końskie zaś to swego czasu potentat żelaza. To tym surowcem spłacano długi, a chłopi przy wydobyciu odrabiali pańszczyznę.

Egzotyka końskich to egipska oranżeria, której pilnują faraony. Skąd taka budowla w świętokrzyskim miasteczku? Stanisław Małachowski kończąc zamysł swojego dziada - Jana Małachowskiego - przy pomocy włoskiego włoskiego architekta tworzył kompleks pałacowo parkowy. Obaj ulegli modzie na Egipt. Powiada się, że Małachowski należał do kilku lóż masońskich i egipska oranżeria jest pokłosiem jego działalności w Świątyni Izydy... 

Lubię wierzyć, że tak właśnie było. 

Jeśli macie dosyć latania po miastach, to zapraszam w skały. Piekło pod Niekłaniem to miejsce także dla małych podróżników, biegania i odkrywania dziwów będzie tam pod dostatkiem. Baczyć tylko należy, czy gdzieś śladu kopyta nie ma, podobno diabły tam czyhają na dusze niewinne.

Legenda mówi, że....

Pośrodku ogromnego boru stała sobie mała wioseczka Klan, której mieszkańcy w głównej mierze zajmowali się wydobywaniem rudy żelaza w pobliskiej kopalni. Mężczyźni harowali w pocie czoła od rana do zmierzchu, razem z nimi pracował od niedawna młody chłopak Janek.

Pewnego dnia pracował bez przerwy, pot zalewał mu oczy, ciało odmawiało posłuszeństwa. W pewnym momencie, po uderzeniu skały kilofem po raz kolejny, coś błysnęło. Janek przerwał pracę i wiedziony intuicją chwycił za kaganek oświetlając podejrzane miejsce.

– Złoto!!! Złoto znalazłem!!! Jego głos rozszedł się po całej kopalni

Górnicy nie zwlekając ani chwili ruszyli w stronę szybu. Janek wyciągnął rękę, na której spoczywał słusznej wielkości samorodek. 

– Tu na tej ścianie i pewnie więcej tego będzie, trzeba tylko kuć!!! - rzucił hasło.

Dwa razy nie trzeba im było powtarzać, wszyscy wzięli się do roboty. Mijały godziny, skała pękała pod silnymi uderzeniami odsłaniając kolejne warstwy, lecz jak złota nie było, tak nie było. Zniecierpliwieni mężczyźni ze złością rzucili kilofy w kąt.

– Cały dzień zmarnowany na gonitwę za złotem którego nie ma – krzyczeli górnicy i źli na Janka rozeszli się do domów.

Przygnębiony Janek  pozostał w szybie i zmęczony pracą zasnął na kamieniach. Przyśniło mu się, że ściana, którą kuli  nagle z łoskotem rozpadła się, a za nią kryje się wielka komnata z ogromnymi ilościami złota.

Janek zbudził się i po chwili zaczął kuć skałę po raz kolejny. Szybko okazało się, że za skalną ścianą ukryte były potężne metalowe drzwi, które odpuściły wpuszczając górnika do środka komnaty.  Wszystko ociekało złotem,  pod ścianami piętrzyły się złote dukaty rzucone w stosy i mnóstwo klejnotów. Chłopak nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, już się schylał zbierać skarby, gdy zauważył w oddali dziwne postacie. Ubrane w czarne płaszcze, twarze mieniły się purpurą, a oczy iskrzyły się niczym palące się drewno, w rękach dzierżyli włócznie i zakrzywione trójzęby.  Gdy zauważyły intruza, z potępieńczym skowytem ruszyły w jego kierunku.

Przerażony chłopak ruszył pędem w kierunku wyjścia z kopalni, w ostatniej chwycił ze skarbca piękny srebrny miecz wysadzany drogimi kamieniami.

Pędził na złamanie karku i krzyczał ile sił w płucach by ostrzec mieszkańców o grożącym im niebezpieczeństwie. Jednak mieszkańcy nie do końca chcieli Jankowi uwierzyć. Dopiero, gdy zatrzęsła się ziemia, a za plecami uciekającego chłopaka wyrastające potężne czerwone skały i potworne istoty, uwierzyli. Wycie zmroziło im krew w żyłach.

Tych, którzy nie zdążyli pobiec za Jankiem dopadła sfora biesów.  Trwało to krócej niż mrugnięcie okiem, jak diabły zmiotły wioskę Klan z powierzchni ziemi i ruszyły w pościg za resztą.

Janek coraz bardziej zmęczony ucieczką także powoli tracił nadzieję, tym bardziej, że nagle potknął się i  upadł.  Wtedy to stała się rzecz dziwna. Ostrze miecza, który Janek zabrał ze skarbca diabłów wbiło się w ziemię, a z tego miejsca  natychmiast wytrysnęło źródło wody o cudownej mocy.

Diabły zatrzymały się, popatrzyły złowrogo i wyjąc niczym stado wygłodniałych wilków,  pobiegły z  powrotem w kierunku skał, z których niedawno wyszły na powierzchnię.

Dawni mieszkańcy wioski Klan, którym było dane przeżyć, założyli w miejscu wybicia źródła  nową wioskę, którą nazwali Nieklan, która z biegiem lat zmieniona została na Niekłań, zaś skały z których na powierzchnię wybiegła armia demonów ochrzcili mianem Piekło, by ostrzec potomnych.

Podobno skarbiec diabłów czeka gdzieś tam w czeluściach na swojego odkrywcę.

Kto odważny?

/AM/

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
O czym szepcze Park Miejski

2022-08-30

O czym szepcze Park Miejski

Stary park miejski nakrył się oponą lśniących jasnozielonych liści i hodował w swej głębi, pełnej przecudnych cieniów i świateł, młode kwiaty i trawy. Dróżki ubite z okruchów cegły i wysypane żółtym piaskiem ginęły wśród zieleni niby drobne ruczaje między brzegami... - czyż nie pięknie pisał o kieleckim Parku Miejskim Stefan Żeromski?

2022-09-03

"Król alfonsów" vel "Kuba Rozpruwacz" pochodził z Kielc

Był nim, rzecz jasna słynny na cały świat Kuba Rozpruwacz czyli Józef Lis
Kieleckie Westerplatte

2022-09-01

Kieleckie Westerplatte

Wdrapując się na Wzgórze harcerskie w rezerwacie Kadzielnia niemal każdy widzi podobieństwo pomnika tam stojącego z tym, który jest na Westerplatte. A pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno kielecki monument poświęcony był Bojownikom o Wyzwolenie Narodowe i Społeczne i nazywano go UBeliskiem. Wystarczyło pozbawić "pewnych" symboli.

2022-09-01

"Dzika" historia Kielc

Zamarudziliśmy nieco w Kielcach, ale że cudze chwalimy, a swego nie znamy to postanowiłam, że pokaże i przybliżę stolicę naszego województwa. Za tydzień ruszamy na Warmię, kto ciekawy niech nas śledzi.
Tajemnice kieleckiej katedry

2022-08-21

Tajemnice kieleckiej katedry

Cudo to niebywałe, wspaniałe i urokliwe - kielecka katedra jest po prostu piękna i obfituje w male dzieła sztuki, ciekawostki, niezwykłości i legendy. Warto się nią zainteresować, nie jest to bowiem taki zwyczajny kościół.
Miłosne rozterki

2022-08-21

Miłosne rozterki

"Biruta’’ szła wolnym krokiem. Śnieżynki lekkie jak puch płynęły w powietrzu i krążyły dokoła tej głowy ubranej w barankową czapkę. Jedne z nich siadały potajemnie na promieniach jasnych włosów wymykających się spod czapki, inne obcesowo pędziły do ust różowych i za tę śmiałość świętokradzką konały w gorącym oddechu, jeszcze inne czepiając się brwi i długich rzęs zaglądały w smutne oczy. Borowicz raz tylko w nie spojrzał i wnet zleciało na niego jakby wśród widnego dnia wypadające zaćmienie słońca. Te duże lazurowe źrenice, co udzielały nawet białkom nikłej pół barwy błękitu, wcieliły się w jego duszę...."
Zuzelanką do Cygańskiej Kapy

2022-08-07

Zuzelanką do Cygańskiej Kapy

Na skrzyżowaniu dróg stań twarzą do słońca, spluń trzy razy przez lewe ramię i nie oglądaj się za siebie... To żart oczywiście, ale gdy pierwszy raz usłyszałam o Cygańskiej Kapie i drodze zwanej Zuzelanką to miałam nieco magiczne skojarzenia.
Tajemnica Chełmowej Góry

2022-07-31

Tajemnica Chełmowej Góry

Skryła się nieco na uboczu, całkiem blisko Starachowic, gdzieś po drodze do Nowej Słupi - niezwykła i tajemnicza. Ta, która dała początek Świętokrzyskiemu Parkowi Narodowemu. Oto ona księżna świętokrzyskich szczytów - Chełmowa Góra.
Na szczęście? Tylko krzemień pasiasty

2022-07-30

Na szczęście? Tylko krzemień pasiasty

W dodatku działa tylko w Sandomierzu. Klejnot Świętokrzyskich Gór, polski diament, osobliwość regionu - kto chociaż raz zobaczył, zechce go mieć. Przyjrzyjmy mu się zatem...
Kęsy czasu

2022-07-02

Kęsy czasu

Babom łydki bieleją w podkasanych spódnicach Ziemia pęka nadzieją rodzi się południca...