JUŻ W KIOSKU

Sekret opuszczonej willi - cz. II

2021-12-29 17:00:00

Ocena:

5/5 | 2 głosów

Modrzew posłużył za budulec, drzewa i krzewy kryją budynek, w którym nikt dziś nie mieszka... Tak zaczynaliśmy kilka tygodni temu historię pewnego domu w gminie Brody.

fot. archiwum prywatne

Okazała willa, zbudowana w stylu zwanym tyrolskim, ma liczyć sobie dobrze ponad sto lat. Miejscowe opowieści głoszą, że została zaprojektowana przez Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wnętrza, za czasów świetności, ponoć zachwycały przepychem, pokoje zdobiły efektowne sztukaterie.

Jak wyglądał? Tego możemy się jedynie domyślać, a zatem...

To musiał być dom pełen ciężkich, starych mebli. Pomieszczenia zdają się wciąż czekać na gości, a kaflowe piece marzyć o blasku ognia. Po korytarzach snują się duchy przeszłości, Czasem, tu i ówdzie, zatańczy ciepły, różowozłoty blask słońca, któremu uda się przebić przez zasnute pajęczyną okna. Wokół budynku ogród. Kiedyś kipiący kolorem i życiem traw i krzewów, dziś straszy pniami powalonych drzew.

Po opublikowaniu tego króciutkiego materiału okazało się, że duża część naszych czytelników ten budynek zna. Pisaliście, komentowaliście i mamy nadzieję, że nabraliście ochoty na nieco więcej informacji. Jeśli tak, to dobrze, bo skontaktował się z nami syn właścicielki posiadłości i... popłynęła opowieść.

— Dom ten w świadomości ludzi istnieje jako Dom Bałatów, ma to zresztą podstawy, bo przecież od tejże rodziny został odkupiony przez moich rodziców. Mama zakochała się w tym budynku niemal od pierwszego wejrzenia i tym sposobem posiadłość znalazła się w naszych rękach — mówi syn właścicielki brodzkiej willi. — Wcześniej mieszkała tu pani Anna Bałata, dom ten należał do jej rodziny i to im zawdzięczał swoje powstanie. W tym kontekście pojawia się nazwisko Szulewicz. Tak, jak napisano w jednym z komentarzy, mogło to być nazwisko panieńskie Anny Bałat, chociaż tego nie jesteśmy pewni. Pan Szulewicz miał być konserwatorem lub architektem związanym z Zamkiem Królewskim w Warszawie i on miał ten dom budować w roku 1910. Zresztą moja mama potwierdza, że za tym budynkiem stoi właśnie jakaś postać architekta z Warszawy. Nie wiemy jednak, czy budował go dla siebie i czy był to właśnie ojciec Anny Bałatowej, czy po prostu architekt z Warszawy projektujący dom na zlecenie jej ojca — dodaje w rozmowie.

Rozpalająca wyobraźnię willa dziś jest w rejestrze zabytków, wiek robi swoje. Zależnie od pogody tonie w śniegu, zieleni lub morzu liści. od czasu do czasu mrugnie oknami, jakby chcąc zdradzić nieco ze swej tajemnicy. 20 pokoi, niektóre po 40 - 50 m2 przyprawia o zawrót głowy... w ich ścianach zapisana historia.

— To naprawdę ogromny dom, ktoś kiedyś bardzo się postarał, żeby powstało coś tak pięknego. Wiem, że mówiąc o Domu Bałatów pojawia się nazwisko Witkiewicza i jestem w stanie w to uwierzyć. Nie są mi obce historie o balach, które tam był organizowane, państwo Bałatowie byli tu rodziną poważaną z szerokimi kontaktami z Krakowem i Podhalem, zjeżdżała tu śmietanka towarzyska tamtego okresu i dla ich rozrywki urządzano tu zapewne duże przyjęcia. Biorąc pod uwagę wielkość pomieszczeń nie jest mi trudno to sobie wyobrazić - opowiada mój rozmówca.

 — Jak dawno przejeżdżał tędy powóz? (...)

— Jak dawno?

— Tak, jak dawno?

— Doprawdy, ze nie wiem. I dawno, i niedawno, tak jakoś pośrodku.

Dickens wpasował mi się tu idealnie, pewnie dlatego, że jego dawno i niedawno są jakby odbiciem tego domu. Dawno przepadła świetność tego miejsca, a tak niedawno jeszcze ktoś tu żył, mieszkał, śmiał się i tańczył...

— Już z chwilą powstania był to dom mocno doinwestowany. Z biegiem czasu bywało pewnie różnie, ale przecież wciąż o niego dbano. Jeszcze moja mama włożyła w niego sporo środków to i owo odnawiając. Inna sprawa, że zupełnie inaczej ten dom wyglądał, gdy zamieszkiwała w nim pani Marta, osoba związana z nim od zawsze. Pani Marta zajmowała się domem, również po zakupie domu przez rodziców. Pani Marta opiekowała się tym miejscem przez lata, po jej śmierci robił to mój tata, a potem... do akcji wkroczyli wandale — mój rozmówca nie ukrywa żalu. — Rozkradli wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, to zaś, czego nie zdołali wynieść porozbijali w drobny mak. Zastaliśmy tam koszmarny widok, piękne stare kominki porozbijane, ruszty wyniesione pewnie na złom, powyrywano stare paleniska, poziom wandalizmu osiągnął szczyt. Szkody wyrządzone są kilkadziesiąt razy większe niż kwota za którą sprzedawano to, co rozkradziono — dodaje w rozmowie.

Niemniej jednak po tym, co zostało, po sztukateriach na sufitach i po resztkach zdobień kominkowych widać, że mamy do czynienia z perłą. Status zabytku też o czymś świadczy. Czy taki wpis przeszkodzi w doprowadzeniu domu do stanu świetności?

— Może być to jakieś ograniczenie, ale też nie sądzę, żeby konserwator miał przeszkadzać w odnowieniu zabytku. W przypadku tego domu największym problemem są pieniądze, my nie możemy sobie pozwolić na to, by przywrócić mu blask, ale też jesteśmy otwarci na każdą propozycję tych, którzy mogliby sobie pozwolić na zajęcie się nim. Kiedyś na temat domu prowadzone były rozmowy z Gminą Brody, sprawa jednak nie posunęła się naprzód, my to rozumiemy, bo przecież Gmina ma na pewno jakieś ograniczenia budżetowe i pilniejsze inwestycje. Wciąż jednak liczymy, że coś się w tym temacie ruszy. Jesteśmy gotowi oddać ten dom w nieodpłatne użytkowanie nawet na wiele lat, za symboliczną kwotę wydzierżawić, jeśli tylko ktoś miałby pomysł, chęć i przede wszystkim fundusze. Fakt, że dom jest zabytkiem paradoksalnie może pomóc, sporo jest dofinansowań, które można pozyskać na renowację takich obiektów — przedstawia sytuację syn właścicielki.

Co mogłoby tu być?

— Myślę, że jeśli miałaby się tym zająć Gmina Brody, to tam najlepiej wiedzą, jak by to można było spożytkować. Znając jednak powierzchnię domu sądzę, że spokojnie mogłyby się tu znaleźć jakieś gabinety lekarskie, może mała szkoła, biblioteka. A tak naprawdę, to ten dom jest idealnym miejscem na mały hotelik czy dom weselny — dodaje mój rozmówca.

Do mnie osobiście najbardziej ta ostatnia wizja przemawia. Gdyby ktoś dysponował funduszami, to mogłoby to wyglądać tak...

Skąpany w delikatnym blasku słońca Dom Bałatów otaczał zapach fiołków i i rozgrzanych za dnia pól. W lipach osłaniających dom tłukły się ptaki, znów wiły gniazda. Za chwilę Brody spowije mgła, powietrze przesycone jarzębinowym zapachem przywiedzie na myśl minione lata, gdy nikt tu nie mieszkał. Dziś gwar gości wybrzmiewa w pięknych wnętrzach hotelu...

To chyba idealny plan na ten niezwykły dom, prawda?

Dziś monitorowany i doglądany jednocześnie przez sąsiadów na razie czeka, aż ktoś się w nim zakocha, jak właścicielka budynku. Może... po lekturze tego tekstu...

Gdyby ktoś chciał się skontaktować w sprawie kupna lub dzierżawy, to redakcja dysponuje kontaktem do właścicieli.