JUŻ W KIOSKU

Wiśta, wio! Starachowickie dorożki

2022-01-05 17:00:00

Ocena:

4.3/5 | 7 głosów

Jednokonna dorożka z woźnicą znużonym i zagrzebanym w kożuch wlokła się ulicami. Deszcz mżył drobny, lecz gęsty i buda dorożki całkowicie była podniesiona, w środku ktoś klął cicho pod nosem. Na pogodę, ludzi i wszystko po kolei. Nowy Rok wpadł słabą pogodą i nic nie zapowiadało, by zima miała powrócić...

Ze zbiorów Aleksandra Pawelca

Tak mogłaby zacząć się nasza historia, gdyby nie fakt, że kiedyś to jednak bywały prawdziwe zimy i o deszczową byłoby trudno. Przyjmijmy jednak, że właśnie tak rozpoczął się rok 1926.

Wszyscy na pewno potraficie dziś wymienić postoje taksówek, wiecie zapewne co gdzie i za ile pojedzie. Ale czy wiecie, gdzie dawniej w naszym uroczym miasteczku dorożkę można było złapać i w jakiej cenie tu i tam dojechać?

Dorożka wlokła się ospale w stronę Majówki, siedzący pod skórzaną budą pasażer, mężczyzna na oko czterdziestoletni, ubrany był w ciemną marynarkę zapinaną na dwa guziki, płaszcz niedbale narzucony na ramiona był bardziej ozdobą niźli chronił od styczniowego chłodu. Na kolanach  leżał - pedantycznie ułożony - najnowszy numer "Echo Wierzbnika". Końskie kopyta uderzały o zroszony deszczem bruk, on sam zaś w zadumie szarpał kunsztownie ułożoną brodę...

Przyjmijmy, że pasażerem tym był na przykład dyrektor Zakładów Starachowickich, który dorożkę ową złapał przy ulicy Starachowickiej. Tam, przy domu Bielskiego, miały postój dwie dryndule należące do Wagnera. To jednak nie wszystko, była w mieście trzecia dorożka, ta stacjonowała przy ulicy Sztolni, dziś Borkowskiego, jej właścicielem był niejaki Przemyski.

11 lat później dorożki były często widziane w na ulicach miasta, pasażerów wozili m.in Dawid i Germin Topfler, Icek i Szlama Nudelman, Andrzej Barszcz, Edward Lisiecki czy Mordka Pracownik. Znaczna liczba żydowskich nazwisk wskazuje na to, że całkiem nieźle sobie Żydzi w tym biznesie radzili.

Zatrzęsło dorożką, głuchy odgłos końskich kopyt spłoszył ptaki na gałęziach drzew. Mężczyzna postawił kołnierz i potarł dłonie. Do jego uszu dobiegł głośny i ostry dźwięk rozbijanej szyby. Znów na pierwszej stronie będzie pożywka dla gawiedzi. Był na miejscu, jeszcze tylko zapłacić dorożkarzowi i koniec. Otworzył drzwi i wyskoczył w deszczowy wieczór. Lało.

Cena ma znaczenie, a zatem podsumujmy ile mógłby zapłacić dyrektor Zakładów Starachowickich tudzież inny reprezentant dobrze sytuowanej inteligencji technicznej. Gdyby jeden z drugim jechali z Rynku na Majówkę Wierzbnicką, to zapłaciliby od 1,0 złotego do 1,20. Gdyby celem miała być Majówka Starachowicka, to kwota wzrosłaby do 1,50 złotego - w korzystaniu z dorożki rolę odgrywał również czas podróży. Orłowo I lub II to już od 1,50 do 2 złotych. Najwięcej, bo 2,5 złotego kosztował przejazd na Bugaj lub w okolice Wąchocka.

Na dorożkę pozwalali sobie dyrekcja Zakładów, pasażerowie pociągów zatrzymujących się w Wierzbniku, którzy do Zakładów za czymś przybywali i, jak już wspominaliśmy, miejscowa inteligencja.

Lubicie niedziele? Dorożkarze czekali na nią z niecierpliwością, wtedy szykował się dla nich największy zarobek, wszystko dlatego, że mieszkańcy miasta nad Kamienną tłumnie wyruszali na relaks. Gdzie? Na uroczysko pod Lubienią, tam spędzano czas na majówkach, organizowano pikniki, nie brakowało pewnie niedzielnych śniadań na trawie...

Dla każdego dorożkarza był to złoty dzień, bo oprócz odległości liczył się także czas przejazdu.

Majówka?

Chłodny wiatr muskał policzki dziewczyny. Ubrana w różową sukienkę wyglądała bardziej elegancko niż zwykle. Długie, brązowe włosy miała spięte w nieco luźny kok, lekka falbanka falowała z każdym ruchem konia. Ania, Kasia, Marysia... nie mogła się napatrzeć na uciekający przed dorożką świat...

Dziś ulicami Starachowic płyną sznury samochodów, taksówek, autobusów. Te ostatnie to jakoś rzadko (tak trzy z rzędu, a potem przez godzinę nic) - to tak z przymrużeniem oka.

Nie ma dorożek, dorożkarzy, o konia też trudno. Trochę tęskno za tamtym światem, za kocimi łbami, gazowymi latarniami, dwiema studniami i srebrzystymi od księżyca dachami...

A gdyby tak dostać telegram z tajemniczą dość treścią?

Co byście zrobili z taką wieścią?

- Na wierzbnickim rynku STOP Przy dawnym szynku STOP Będą czekały STOP O północy albo lepiej... o drugiej w nocy STOP - Zaczarowana Dorożka, Zaczarowany Dorożkarz i Zaczarowany Koń...

 

 

(Temat dorożek poruszył w swojej książce - Ze Starzechem w tle - Aleksander Pawelec. W zaczarowaną opowieść ubrałam ja, a czarów użyczył niezwykły Konstanty Ildefons Gałczyński).

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Przywróćmy im twarze

2022-01-12

Przywróćmy im twarze

Pisaliśmy o starachowickich dorożkach, podawaliśmy nawet cennik - taki połowiczny. Gdyby ktoś się uparł, mógłby nam wcale nie zechcieć uwierzyć, ze kiedyś tak się właśnie podróżowało.
Pozostały po nich żółte karty zdjęć

2022-01-15

Pozostały po nich żółte karty zdjęć

Kiedyś przemierzali te same co my ulice, spieszyli z pracy do domu, zajmowali dziećmi, odpoczywali... 
Dyliżans i pocztylion. Tak, to Wierzbnik właśnie

2022-01-16

Dyliżans i pocztylion. Tak, to Wierzbnik właśnie

Dyliżans dotarł do serca miasta, spokojnie tocząc się po bruku. Mijał wozy gałganiarzy, przejechał obok poidła, z którego cztery dorożkarskie szkapy piły łapczywie, w końcu wturlał się w pocztową uliczkę. Konie pogalopowały alejką pośród promieni złocących kocie łby wierzbnickiego traktu...
Rybna anegdotka w liście zaklęta

2022-01-08

Rybna anegdotka w liście zaklęta

- Do Wielmożnego Pana Doktora, Wicestarosty w Wierzbniku. W związku z nadchodzącym Nowym Rokiem... - tak zaczynał się pewien list znaleziony w domu, którego już nie ma.
Echa wierzbnickiej prasy

2022-01-09

Echa wierzbnickiej prasy

Ilu czytelników, tyle opinii o lokalnych mediach. Temu za dużo polityki, tamtemu za mało sportu, jeszcze inny chciałby więcej sensacji. - No nie dogodzisz - mówi moja redakcyjna koleżanka i pewnie racji trochę ma. Mnie pociesza myśl, że czytelnik niewiele się zmienił i redaktorzy dawnej wierzbnickiej gazety z podobnymi problemami się zmagali.

2022-01-02

"Odważny, uparty i nieustępliwy. Taki był Józef Krzos"

Sto lat temu zamordowano Józefa Krzosa. Kto dziś o nim pamięta? Czyż nie jest jedynie odległym echem  ulicy, której też już nie ma? I przyjdą pokolenia, dla których Józef Krzos będzie nic nie mówiącym nazwiskiem, uniosą brwi w lekkim zdziwieniu, albo po prostu pominą je milczeniem. Przypomnijmy więc postać chłopca, który zawalczył o swoich współpracowników.
Jak kąpiel, to w łaźni

2021-12-27

Jak kąpiel, to w łaźni

— Łaźnia sklepista, / Przy niej dwie izbie, zamczysta; / Pieca w niej nie masz, przez parę / Czyni ogień jakąś wzwarę — to opis łaźni pewnego pałacu w Warszawie, ale samo to słowo łaźnia przywołuje mniej więcej taki obraz miejsca, o którym dziś napiszemy. Starachowicka łaźnia przy ulicy Radomskiej...
Ze Starachowic do Konstantynopola

2021-12-26

Ze Starachowic do Konstantynopola

Ach te podróże... I wcale nie jest tak, że "Zielona" to tylko buty na nogi i gdzie ją tam oczy poniosą. Redakcyjnie lubimy bardzo sentymentalne podróże, co zresztą można zauważyć śledząc nasze historie. Liczymy, że jakaś nowinka się zawsze znajdzie i czymś Was zaskoczymy. A zatem, czy wiecie, że...

2021-12-22

"Nie pamiętam jego twarzy"

Pomnik żołnierzy radzieckich jest solą w oku miasta. Przynajmniej kilkukrotnie dewastowany, oblewany farbą, ma zniknąć z miejskiej przestrzeni. Nie chcemy go tu, nie lubimy tego, co "ruskie", precz z czerwonoarmistami. Dla wielu to tylko kamień, nic konkretnego, symbol czegoś znienawidzonego.