JUŻ W KIOSKU

Tajemnica muzealnej kapliczki

2021-07-29 19:00:00

Ocena:

0/5 | 0 głosów

W polskiej tradycji kult maryjny jest bardzo silny, "zawinili" tu benedyktyni, do których nam niejako z gruntu blisko. Wyrazem uwielbienia są tak lubiane powszechnie nabożeństwa majowe, odprawiane wieczorami w maju w kościołach, przy grotach, przydrożnych figurach i kapliczkach, na stałe wpisały się w krajobraz Polski.  Jedna z takich kapliczek czuwała nad bezpieczeństwem pracowników Zakładów Starachowickich. Dziś czuwa nad Muzeum Przyrody i Techniki.

Wioletta Sobieraj

Kiedy w 1841 roku zakończono budowę zakładu wielkopiecowego, przy wejściu na teren zakładu postawiono dwa niewielkie obiekty. Jednym z nich jest zegar słoneczny, drugim za bohaterka tekstu -  kapliczka Matki Boskiej.

- Trzeba pamiętać, że praca górników i hutników, a taką wykonywali robotnicy w starachowickich zakładach, nawet dziś należy do niebezpiecznych, a przed laty była jeszcze bardzie ryzykowna. Kapliczka była niepozorna, o charakterze ludowym, powieszona została na drzewie przy wejściu do zakładów. Pracownicy huty, przychodząc codziennie do pracy, prosili Matkę Boską o wsparcie, aby mogli szczęśliwie wrócić do domu - mówi Paweł Kołodziejski, dyrektor Muzeum Przyrody i techniki. 

Pierwszy raz o Matce Bożej na drzewie słychać w końcu XIX wieku, w miejscu, gdzie stoi drzewo z wizerunkiem Świętej Panienki miała powstać kotłownia. Drzewo z kapliczką miało zostać ścięte. Wtedy też pracownicy zakładu wielkopiecowego podnieśli bunt.   Powiada się, że żona ówczesnego dyrektora poparła robotników i to w dużej mierze przyczyniło się do tego, ze drzewka z kapliczką nie ruszono. 

Kapliczka Matki Boskiej przetrwała do czasów II wojny światowej, nie zniszczono jej ani w czasach komunizmu, ani nawet w okresie stalinowskim. Jej kres przypadł na lata 60 minionego wieku, kiedy dyrekcja podjęła decyzję o usunięciu kapliczki. Wówczas, pod osłoną nocy, jeden z pracowników wyniósł ją z terenu zakładu i umieścił przy swoim domu.

Ponownie na swoim miejscu kapliczka Matki Boskiej zawisła w 190. rocznicę poświęcenia wielkiego pieca.

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Przywróćmy im twarze

2022-01-12

Przywróćmy im twarze

Pisaliśmy o starachowickich dorożkach, podawaliśmy nawet cennik - taki połowiczny. Gdyby ktoś się uparł, mógłby nam wcale nie zechcieć uwierzyć, ze kiedyś tak się właśnie podróżowało.
Pozostały po nich żółte karty zdjęć

2022-01-15

Pozostały po nich żółte karty zdjęć

Kiedyś przemierzali te same co my ulice, spieszyli z pracy do domu, zajmowali dziećmi, odpoczywali... 
Dyliżans i pocztylion. Tak, to Wierzbnik właśnie

2022-01-16

Dyliżans i pocztylion. Tak, to Wierzbnik właśnie

Dyliżans dotarł do serca miasta, spokojnie tocząc się po bruku. Mijał wozy gałganiarzy, przejechał obok poidła, z którego cztery dorożkarskie szkapy piły łapczywie, w końcu wturlał się w pocztową uliczkę. Konie pogalopowały alejką pośród promieni złocących kocie łby wierzbnickiego traktu...
Rybna anegdotka w liście zaklęta

2022-01-08

Rybna anegdotka w liście zaklęta

- Do Wielmożnego Pana Doktora, Wicestarosty w Wierzbniku. W związku z nadchodzącym Nowym Rokiem... - tak zaczynał się pewien list znaleziony w domu, którego już nie ma.
Echa wierzbnickiej prasy

2022-01-09

Echa wierzbnickiej prasy

Ilu czytelników, tyle opinii o lokalnych mediach. Temu za dużo polityki, tamtemu za mało sportu, jeszcze inny chciałby więcej sensacji. - No nie dogodzisz - mówi moja redakcyjna koleżanka i pewnie racji trochę ma. Mnie pociesza myśl, że czytelnik niewiele się zmienił i redaktorzy dawnej wierzbnickiej gazety z podobnymi problemami się zmagali.
Wiśta, wio! Starachowickie dorożki

2022-01-05

Wiśta, wio! Starachowickie dorożki

Jednokonna dorożka z woźnicą znużonym i zagrzebanym w kożuch wlokła się ulicami. Deszcz mżył drobny, lecz gęsty i buda dorożki całkowicie była podniesiona, w środku ktoś klął cicho pod nosem. Na pogodę, ludzi i wszystko po kolei. Nowy Rok wpadł słabą pogodą i nic nie zapowiadało, by zima miała powrócić...

2022-01-02

"Odważny, uparty i nieustępliwy. Taki był Józef Krzos"

Sto lat temu zamordowano Józefa Krzosa. Kto dziś o nim pamięta? Czyż nie jest jedynie odległym echem  ulicy, której też już nie ma? I przyjdą pokolenia, dla których Józef Krzos będzie nic nie mówiącym nazwiskiem, uniosą brwi w lekkim zdziwieniu, albo po prostu pominą je milczeniem. Przypomnijmy więc postać chłopca, który zawalczył o swoich współpracowników.
Jak kąpiel, to w łaźni

2021-12-27

Jak kąpiel, to w łaźni

— Łaźnia sklepista, / Przy niej dwie izbie, zamczysta; / Pieca w niej nie masz, przez parę / Czyni ogień jakąś wzwarę — to opis łaźni pewnego pałacu w Warszawie, ale samo to słowo łaźnia przywołuje mniej więcej taki obraz miejsca, o którym dziś napiszemy. Starachowicka łaźnia przy ulicy Radomskiej...
Ze Starachowic do Konstantynopola

2021-12-26

Ze Starachowic do Konstantynopola

Ach te podróże... I wcale nie jest tak, że "Zielona" to tylko buty na nogi i gdzie ją tam oczy poniosą. Redakcyjnie lubimy bardzo sentymentalne podróże, co zresztą można zauważyć śledząc nasze historie. Liczymy, że jakaś nowinka się zawsze znajdzie i czymś Was zaskoczymy. A zatem, czy wiecie, że...