JUŻ W KIOSKU

Skąd się wzięła Lubianka

2021-07-01 13:41:31

Ocena:

5/5 | 1 głosów

Jest w naszym województwie sosna wędrująca, ta obecnie stacjonuje w miejscowości Wełecz. Jest sosna spleciona z dębem – to dwoje młodych ludzi, których ciała zastygły w miłosnym uścisku, patrzą na swój rodzinny Adamów. Ale pamiętajcie, że i Starachowice swoją tajemnicę mają. Bardzo piękną. Chcecie bajki?

Marcin Maruszak

Na zachodnim brzegu zalewu Lubianka, w miejscu gdzie cisza od wieków przemyca spokój i ukojenie, dziś rozgościła się dzika plaża. Teren piaszczysty, pochyły, nawet jakby wydmowy, czasem z pobliskich łąk doleci tu zapach macierzanki, czasem piołunu. W tej pięknej przestrzeni, którą wyznacza tylko horyzont, na szczycie brzegu rosną sosny, dwie z nich zupełnie inne od swych dumnych sióstr.

Co je wyróżnia, zapytacie? Ano korzenie wyrastające ponad poziom gruntu. Korzenie złączone kształtem serca.  Są tacy, co powiedzą, że to wspólne dzieło natury i człowieka, że człowiek usypując zbiornik wodny doprowadził do zmiany ukształtowania terenu, a natura się podporządkowała.

Naprawdę w to wierzycie?

I macie rację, że nie, ponieważ splecione korzenie dwóch sosenek to piękna opowieść o miłości i tęsknocie.

A było to tak…

Dawno, dawno temu, kiedy o Wierzbniku nikt nawet nie pomyślał, a o Starachowicach nawet nie śnił, w rejonie dzisiejszego kąpieliska była maleńka osada. Niewielkie chałupki rozrzucone po niegościnnej ziemi rozbrzmiewały śmiechem młodych rumianolicych dziewczyn i rosłych niczym dęby chłopców. Jedną z piękniejszych panien była Janka, wysoka, czarnowłosa i czarnobrewa  dziewczyna, mieszkająca na skraju osady. Nie było chłopca, który by się za nią nie obejrzał, ale serce Janki biło tylko dla pewnego rybaka. Spotykali się codziennie na zachodnim brzegu, wody niedużego zalewu były świadkiem uroczych wyznań miłosnych, a sosny do chóru z wiatrem śpiewały im pieśń wiecznego szczęścia. Aż do pewnej niedzieli, gdy w pobliskim kościółku jasne ziarenka kadzidła padły na żarzące się węgle, a z rozkołysanego trybularza popłynął wonny dym, wtedy to padły słowa przysięgi miłości, dopóki śmierć nie rozłączy.

Piękne to było wesele, piękne. Wśród sosen majaczyły tańczące pary, a  do tańca szumiały błękitne wody. A potem przyszła… nie, nie, nie proza życia. Janka z mężem żyli długo i szczęśliwie w małej chatce nad brzegiem zalewu. Pracowity rybak codziennie wracając do domu śpiewał:

„Luba Janka, luba Janka

Czy czeka na swego kochanka?"

Czekała a jakże, przez całe lata, aż do pierwszego siwego włosa na skroniach. Aż nadeszła chwila, gdy czas okrył całunem lubą Jankę. Smutek zawitał do osady, nad wodami zalewu od rana do wieczora niósł się głos zrozpaczonego mężczyzny… Luba Janko, Luba Janko…

I czas się zlitował. O świcie mieszkańcy osady znaleźli pustą chałupkę, tylko na zachodnim brzegu zrobiło się jakby gęściej, czegoś jakby przybyło. Dwa drzewa, dwie sosny splecione w uścisku, a z ich koron śpiew… Luba Janka…Luba Janka… Lubajanka…Lubianka.

I tak do dziś pozostało. A legenda? A droga tej legendy jest dziwna i zakręcona, bo to opowieść wymyślona przez przewodnika świętokrzyskiego Anetę Marciniak.

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Polskie Alcatraz, terroryści, brutalni rabusie i szpiedzy

2021-07-25

Polskie Alcatraz, terroryści, brutalni rabusie i szpiedzy

Niewysoki górski szczyt, otoczony nimbem duchowości, tu od wieków zawsze stało jakieś sacrum. Świst, Poświst, chrześcijańska Trójca Święta, a w międzyczasie surowe, wiecznie wilgotne i zimne, kamienne mury więzienia. Osadzani tu byli najgroźniejsi przestępcy przedwojennej Polski, panowała żelazna dyscyplina.
Jak ocalić jagnię, które samo wilka pragnie?

2021-07-24

Jak ocalić jagnię, które samo wilka pragnie?

I znów będzie o miłości. Bliżej mi do tej wesołej i swawolnej, w cnotach niewieścich nie zdążyłam się bowiem jeszcze wyćwiczyć, mniemam, że moje czytelniczki również. Czytelników (panów) winno to ucieszyć wielce.
Wąchocki piaskowiec w Warszawie

2021-07-22

Wąchocki piaskowiec w Warszawie

Przynajmniej w części i dodajmy, że rzecz w kamieniołomach i piaskowcach tu wydobywanych.
Duch Mnicha, Zła Pani czyli architektoniczny kalendarz

2021-07-19

Duch Mnicha, Zła Pani czyli architektoniczny kalendarz

Baszt cztery przedstawiały cztery pory roku, Dwie z jednego, a zaś dwie z drugiego znów boku. Sal ogromnych rozmiarów, ni mniej ani więcej, Tyle ich było, co w roku miesięcy. Pokoi rozmaitych i przyjemnych oku Tyle było w tym zamku, co tygodni w roku. Okien różnych rozmiarów, taki gmach wspaniały Tyle ich miał, z ilu dni rok składa się cały" (F.K Bartkowski) 
Trzecia obława na Wykus - 28 października 1943 r.

2021-07-18

Trzecia obława na Wykus - 28 października 1943 r.

Październik 1943 to czarny miesiąc w historii zgrupowań partyzanckich. Śmierć "Robota" przekonuje "Ponurego", że wśród jego ludzi jest szpieg.
Rozpustny pałac i zażarta walka o łoże

2021-07-17

Rozpustny pałac i zażarta walka o łoże

Zaraz, zaraz... czy to na pewno o Polskę chodzi? Z całą przewodnicką odpowiedzialnością odpowiadam, że tak, dopowiem również, że nie tylko o Polskę, ale nawet o nasze najpiękniejsze świętokrzyskie.
Druga obława na Wykus - 17 września 1943 r.

2021-07-14

Druga obława na Wykus - 17 września 1943 r.

Pierwszą obławę zakończyliśmy informacją, że 9 sierpnia Ponury dzieli zgrupowanie na trzy oddziały, by każdy z nich działał na określonym terenie (Konecczyzna, Góry Świętokrzyskie i lasy siekierzyńskie).
Lamenty i fochy niewieście

2021-07-14

Lamenty i fochy niewieście

Tych pewnie i dziś na świętokrzyskiej ziemi pod dostatkiem. Jak świat bowiem światem, pilna cnotliwa żona — mężowi korona, tak samo zresztą rzadka, a zła i swarliwa żona jak wrzód wzgardzona, ale częstsza chyba. Nie żebym miała w tym temacie jakąś wiedzę specjalną, chociaż nie powiem, swarliwą bywam.
Atrakcyjna Ruda

2021-07-11

Atrakcyjna Ruda

Ruda, niewielka wieś w gminie Brody oddalona około 8 km na zachód od Starachowic. Położona malowniczo nad Zalewem Brodzkim, zwanym niekiedy jeziorem, po północnej jego stronie, na obszarze tzw. Przedgórza Iłżeckiego