JUŻ W KIOSKU

Na stole chlebek mały i drzewko u powały

2020-12-29 10:20:11

Ocena:

0/5 | 0 głosów

Święta Bożego Narodzenia zajmują w naszym życiu szczególne miejsce, nie na darmo mówi się o nich wyjątkowe, magiczne, najważniejsze. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na ich rodzinny charakter i "magię", którą w odniesieniu do tego czasu odmieniamy przez wszystkie przypadki

Pixabay

Komercja i konsumpcja? Puste symbole pozbawione znaczeń? Nie zawsze tak było, wróćmy zatem do przeszłości i spójrzmy, jak to drzewiej bywało...kiedy wizja świata opierała się na wierze.

 Na świętokrzyskiej wsi, wiek czy dwa temu, wiedzy o świecie dostarczał kościół, dwór i karczma, królował magiczno - religijny światopogląd. Święci niebiescy korelowali z wędrującymi duszami zmarłych przodków, a w to wszystko wpisywały się święta wypełnione obrzędami, rytuałami nie zawsze mającymi swoje korzenie w wierze chrześcijańskiej. Współgrało to jednak ze sobą i odbywało się według określonego schematu. Przygotowanie do świąt rozpoczynało się z dniem Wszystkich Świętych, nasilało w adwencie, a kulminację osiągało w dzień Bożego Narodzenia. 

.                                                                                                         W adwenta same posty i święta

Pierwsze nieszpory czwartej z kolei niedzieli poprzedzającej Boże Narodzenie do zmierzchu 24 grudnia - to adwent, czas pokuty i ascezy. Oczekiwanie na powtórne przyjście Jezusa, czas bez zabaw, muzyki i tańców, czas zadumy i modlitwy. Z początkiem grudnia wkraczamy już w mistykę porannych nabożeństw ku czci Matki Bożej.

 

  Przed wiekiem czy dwoma....tłumy wiernych zmierzają do kościoła, ledwie słońce wzejdzie a już słychać wołanie ""Rorate caeli desuper" - spuśćcie rosę niebiosa. Tak właśnie rozpoczynają się roraty, nawoływanie o światłość, którą niesie światu Matka Boża, dlatego też na ołtarzu wita nas świeca przystrojona wstążką i gałązką mirtu. Symbolizuje ona Tę, która Światło na ziemię przyniosła.  "Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają" (Łk. 1, 78-79), dlatego też w klimat mszy roratnej wchodzimy z lampionem, dając tym samym znak, że czuwamy i oczekujemy. 

                                 Łucja czyli przedsmak świąt 

 

Świętej Łucji, która swoje święto obchodzi 13 grudnia. Dziś mało kto o niej pamięta, ale onegdaj...

 Wszyscy się radują, bo przecież "Święta Łuca nocy skróca, dnia przyrzuca" czyli otwiera się czas wróżb meteorologicznych, 12 dni, które dzielą dzień Świętej Łucji od dnia Bożego Narodzenia to odpowiednik 12 miesięcy Nowego Roku, a zatem uważnie obserwując w tych dniach pogodę nabywano wiedzy o tym jaki będzie pogodowo rok kolejny. Ale nie tylko pogoda interesowała mieszkańców dawnej kieleckiej wsi, panny i kawalerowie wkładali tego dnia gałązki wiśni do dzbanów z wodą, jeśli zakwitły one do wigilii wróżyło to szybkie zamążpójście i ożenki. Starsi zapalali na Łucję głownie, które przechowywano do wigilii bacząc by nie zgasły, przed pasterką potem rozniecano z nich ogień, który miał strzec domowe bydlątka przez złym okiem czarownicy. 

Ile gospodyń owe obrzędy pamięta? Ile praktykuje? Trudna sprawa, ale na pewno wszystkie panie, które do wigilii domy przygotowują praktykują zwyczaj, który pojawił się na tym świecie wraz z pierwszą kobieta. Sprzątanie czyli tradycja porządków. Dziś myjemy okna, pucujemy każdy kąt, ale kiedyś...

...Sprzątano, szorowano drewniane podłogi, prano, bielono chałupę i piec, przygotowywano wnętrza do świąt. Domy pełne wielopokoleniowych rodzin zasiadały do tworzenia specjalnego wystroju, w oknach pojawiały ozdobne, wycinane w pergaminie firanki, na piecu pyrkały gary pełne pyszności, mężczyźni wyruszali na poszukiwanie iglastych drzewek.

                                                                                                            Zielona gałązka u powały

Zanim w wiejskich izbach pojawiły się choinki ozdabiano je iglastymi gałązkami. Dekorowano nimi ściany, wkładano za obrazy, układano na piecu, od czasu do czasu zdarzały się tzw. "podłażniczki". Inaczej "boże drzewko", "rajska jabłoń" czy "drzewko życia" wiąże się z wnoszeniem do domu błogosławieństwa urodzaju i szczęścia. Drzewko o zielonym igliwiu symbolizuje trwałość życia, sprowadza dom do miejsca, w którym cykl życia rokrocznie się odradza. 

Na Kielecczyźnie praktykowało się wieszanie drzewek u powały. Za czubek powieszone ozdabiane były plonami ziemi, pieczonymi ciasteczkami, a z biegiem lat papierowymi ozdobami. W międzywojniu, kiedy coraz bardziej popularne stawały się choinki, wciąż wieszano je mocując do stropu, zawsze gdzieś w kąciku, by nie przeszkadzały. Mniejsze stawiano na stołach. Na choince musiały pojawić się, oprócz ozdób, również świeczki, które przywiązywano do gałązek i zapalano w wigilię. I znów sakralno magiczną moc ognia, który odwraca zło, odgania złe duchy. Świeczki żywym ogniem płonące symbolizują gwiazdy, które przyświecały rodzącemu się Panu. 

Jakie są nasze choinki? Czy wspólnie je ubieramy, poświęcamy czas na wykonanie ozdób? Kolorowy galimatias czy styl nawiązujący do najnowszych trendów? Żywe i pachnące czy sztuczne i w fantazyjnych kolorach? Jakie by nie były odmieniają naszą codzienną przestrzeń, wiążą się z rodzinnymi zwyczajami i wspomnieniami, zachęcają prezentami. Te ostanie to też produkt całkiem współczesny, Prezent dawniej, czy bardziej dar, to po prostu dobre słowo, czyn i wspólny posiłek, o który wcale łatwo nie było. Dopiero od niedawna dar prezentem się stał przybierając bardziej materialną formę. 

                                                                                  Uroczyście, spokojniutko, żeby nie było kłopotu w życiu

Do dziś wigilia, obchodzona 24 grudnia i kończąca okres adwentu, obfituje w zwyczaje o najdawniejszym rodowodzie, tu trzymamy się tradycji i nie ma przeproś. Dbamy o szczególną, rodzinną atmosferę, nadajemy temu spotkaniu wyjątkową oprawę. Od zawsze był to, i do dziś jest, wieczór niezwykły, czas przejścia między codziennością a świętem, stawiający wszystkich w jednym szeregu i łączący w obliczu Dzieciątka. Od zawsze istniało przekonanie,że tego wieczoru...

....Cuda się dzieją Panie dzieju, woda zamienia się w wino, drzewa w zimowym ogrodzie zakwitają, a zwierzyna ludzkim głosem gada. 

Wigilijne działania miały mieć decydujący wpływ na to jak będzie przebiegał nadchodzący rok, a zatem::należało wcześnie wstać, aby zachować dobre samopoczucie; wstawać bez wołania by nie być ospałym; nie pożyczać niczego z domu, aby niczego w nim nie brakowało. Wolno było natomiast dopuścić się drobnej sąsiedzkiej kradzieży, by zapewnić własnemu gospodarstwu całoroczny dobrobyt. Nie kląć i nie kłócić się, śmieci wymieść i wynieść, najlepiej sąsiadowi pod drzwi, głównie po to, by się nas nie czepiały...pchły. Konia z rzędem temu, kto nie baczy na to, żeby próg naszych mieszkań w wigilijny dzień jako pierwszy mężczyzna przekroczył. No właśnie. Nie miało to nic wspólnego z pechem a oznaczało jedynie, że byczek na świat w oborze przyjdzie. Jeśli zaś kto krowy posiada, to placek upiec im trzeba, z dziewięciorga zbóż zmielonych na opak i podlanych wodą święconą. Wszystko po to, by czarownice mleka im nie odebrały. A jak któraś z gospodyń ma gąsiora to niech nie zapomni dać mu owsa poświęconego, czosnku i wódki, żeby czasem szczęścia w innym gospodarstwie nie szukał. Mnie to się jakoś inaczej kojarzy, ale nie wiem czy nazywanie gąsiorem panów ucieszy. 

Wigilijna wieczerza to, wg ludowych wierzeń, czas kiedy dusze opuszczają zaświaty i spędzają ten czas wśród swoich bliskich. I jeśli nam się zdaje, ze w to nie wierzymy to skąd zatem dodatkowe nakrycie na naszych stołach. Niespodziewany gość to wcale nie musi być człowiek z krwi i kości, przede wszystkim jest to nakrycie dla krewnego, który tę noc chce spędzić w naszym towarzystwie.

...Gdy w wigilijną noc zaświeci betlejemska gwiazda otwierają się wrota światów i podziemnych i niebios, nasi dziadowie byli przekonani, ze tej nocy magicznej w odwiedziny przychodzą i przodkowie zmarli i Wszyscy Święci Niebiescy, i Jezus Malusieńki co to się narodził dopiero, ale i sam Pan Bóg. I w związku z tym znów zwyczaje: na podłogę nie pluć, nie szyć, drew nie rąbać, nożyczkami nie machać, ostrych narzędzi używać ostrożnie, żeby duszy, która przybyła czas z nami spędzić, nie uszkodzić. Wszystko po to, by zapewnić sobie dostatek, dusze jako te, które po ziemi gościnie chodzą i do niej odchodzą wpływ mają na to jak bardzo urodzajna ona będzie. 

                                                                                                    Susz z owoców, krupy i z grochem kapusta 

Wigilijny posiłek zwany również obiadem czy też postnikiem, zależnie od regionu, to moment zjednoczenia. Do dziś przetrwał zwyczaj rozpoczynania go z chwilą pojawienia się gwiazdki na niebie, przed tzw. "wiecerzą", bo i takiej nazwy się używa, najpierw domownicy łamią się opłatkiem. Wierzono, ze wypowiadane tego dnia życzenia mają szczególną moc sprawczą, i to one spełniały kiedyś funkcję daru. Składamy je przecież tym, którzy są nam bliscy, albo chcemy, żeby bliskimi się stali - a co w takim razie może być większym podarunkiem. 

Postna i bezmięsna, w ciszy i powadze, bez wstawania od stołu - tak wyglądała wigilia doskonała według przepisu prababć naszych. Liczba dań winna być nieparzysta (żadne tam dwanaście), ale żeby w domu nigdy niczego nie brakło gospodyni powinna jak najwięcej na stół podać. Tam, gdzie grzybiarze mieszkają należy pamiętać, żeby kapustę na koniec wigilijnego spotkania spożyć, ma to zapewnić szczęście do wynajdowania grzybów w lesie. Tak jak mile widziane były wszelkie płody roli, kasze, owoce, grzyby i ryby tak nie wolno było pod żadnym pozorem jeść kartofli. ziemniak w wigilię skutkował wrzodami w roku następnym. Nie można było odejść od stołu nie spróbowawszy wszystkich potraw, miało to zapewnić nieustający dobrobyt. Wszystkie te wigilijne pyszności na stole stały, na nim także sianko i chlebek mały, opłatkiem zwany od łacińskiego oblatum czyli daru ofiarnego. Naszym pradziadom znany w dwóch kolorach, biały towarzyszył ludziom, z kolorowym zaś szło się do zwierząt. Te ostatnie wypiekano z dodatkiem ruty, która miała zapewnić czystość zwierzęcia i zabezpieczenie go przed szkodliwością czarownicy, żeby wzmocnić jego działanie należało go przybić nad oborą czy stajnią.  Swoją drogą, pracowicie czas spędzały te nasze świętokrzyskie Baby Jagi, mleko krówkom odebrać, konia znarowić, w studni wodę zepsuć, złym okiem rzucić...

Pozostańmy jeszcze chwilę przy dawnym wigilijnym stole, spod obrusa sianko zerka, zapach drzewka u powały przyjemnie drażni nos, świeczki lekko oświetlają bielone ściany, okna puszą się dumnie ozdobione papierowymi firankami...posiłek czas zacząć. Jesteś pewny, ze wiesz co jesz? Trwając w ludowo kościelnej obrzędowości nie możemy pominąć symboliki wigilijnych potraw. I tak, jeśli jabłko rumiane na waszym stole gości to wiąże się ono ze zdrowiem domowników, urodą, pań szczególnie, i płodnością. Zrywanie ich z choinki czy podłaźnika oznacza zaloty. Z zaświatami zaś nieodmiennie kojarzyć się będą grzyby, pochodzą z lasu, który dla pradziadów naszych stanowił przestrzeń dziką i obcą. Z uwagi na to, że trujące są przyczyną śmierci, spożywane podczas wigilii są potrawą niejako specjalnie przygotowaną dla odwiedzających nas tego dnia zmarłych. Symbolem dostatku i obfitości są orzechy, ich kształt kulisty przywołuje na myśl czas początku, wyłanianie się bytu z niebytu stąd też nieprzypadkowo dodaje się je do potraw tudzież wykonuje z nich ozdoby. A gdy do głosu dochodzi mak to już wkraczamy w troszkę inny wymiar; posiadający właściwości usypiające, uśmierzające ból i halucynogenne symbolicznie uwalnia ludzi od ograniczeń, pomaga przekroczyć granicę oddzielającą świat śmiertelników od zaświatów i...pozwala wrócić. 

                                                                                                       Ojce mówią, żeby wyjść i krzykać  

To zupełnie nie tak, że jak wróżyć to tylko w Andrzeja, na Barbarę czy Łucję, wróżyło się również w wigilię. Największą popularnością cieszyły się wróżby dotyczące urodzaju, w każdym niemal domostwie urządzano "ciskanie kop" czyli podrzucanie słomy. Jeśli zaczepiła się u powały oznaczało to bujne plony w lecie. Obserwowano również niebo, gwiaździste niebo w wigilijną noc zapowiadało rok urodzajny, zamglone obiecywało obfitość mleka. 

Urodzaj i dostatek gospodarczy to jedno, ale nie można zapomnieć o pannach i kawalerach, którzy po tej magicznej nocy wiele sobie obiecywali. Zaloty, narzeczeństwo i małżeństwo -to jest to co nas najbardziej interesuje, a zatem... 

Ojców słuchać należy, mądrość wieków bowiem przez nich przemawia, wyjść zatem należy przed dom i krzykać donośnie, skąd echo do nas wróci stamtąd mąż lub żona przyjdzie. Można też do drewutni po drwa się udać, jeśli chłopiec nie do pary drew przyniesie wdowa mu się dostanie, jeśli zaś dziewczyna to wdowiec do ołtarza ją poprowadzi. Ale i do płota panny biegiem leciały, żeby się sztachet doliczyć, jak do pary było to się szykować mogła do rychłego zamążpójścia, jak nie do pary to rok w staropanieństwie ją czekał

- Ej, a całowanie pod jemiołą? Obowiązkowo - mówi Magda, a Beata doda, ze buzi owszem tak, ale najważniejsze to ości z karpia to portfela schować, bo to pieniądz oznacza. .

Stołu nie sprzątać  - oto najważniejsze przykazanie dnia. Tak jak my pojedliśmy, tak i dusze, które nas odwiedziły, niech mają ucztę. Na stole po wieczerzy chleb z kozikiem zostawić należało, żeby Pan Jezus skibkę mógł sobie ukroić, kiedy po kolędzie dom odwiedzi. 

...A kiedy już od stołu wstawać zaczęli, szli w kolędę do zwierząt swoich, niosąc trochę potraw wigilijnych i sianko ze stołu. I witając słowami "Chrystus się nam narodził" tak świętowali pospołu. Wszystko w myśl, ze Dzieciątko wśród bydlątek się narodziło nie można ich było więc w świętowaniu pominąć. Zielony, różowy lub żółty - taki był zwykle był opłatek przeznaczony dla zwierząt, roznoszony zresztą zgodnie z tradycją przez organistę. Nieobce było także nasłuchiwanie o czym to "gadzina" rozmawia, nie zachowały się jednak źródła cytujące stworzenia gospodarcze. Na Kielecczyźnie nowinę o narodzeniu Pana Jezusa zanoszono również do "bożych robaczków", pszczoły, bo o nich mowa cieszyły się ogromnym szacunkiem mieszkańców kieleckich wsi.

Potem odwiedzano drzewka w sadzie, obwiązywano powrósłami i zaklinano by rodziły. No i do nieba głowy chłopy zadzierali i gwiazdy liczyli, a im więcej ich rachowali tym większą radość mieli, bo to obiecywało, ze kury więcej jaj zniosą. 

Dziś, szczególnie w mieście, ani kur, ani zwierząt hodowlanych, ale w klimacie tradycji można pozostać i spróbować sobie zapewnić przyszłoroczne bogactwo. Jak? Weź balię, wodą napełnij, dziecko wykąp a potem pieniądz wrzuć. Będą się Ciebie jak nigdy trzymały. W przypadku braku balii powinna wystarczyć wanna, w przypadku braku dziecka, może sąsiad poratuje. Kąpiel w rzece natomiast zapewni zdrowie i uleczy ze wszystkich dolegliwości.Kto zatem morsem temu droga na Piachy otworem. Jeśli jednak boicie się przeziębień to pamiętajcie wówczas o czosnku, należy w wigilię ząbek zjeść. Co ważne, nie może być obrany, legenda mówi, że sam czosnek rzekł kiedyś do gospodarza: Nie obieraj mnie do gołego, bo ja cię chronię od wszystkiego złego. 

                                                     Mizerna i cicha 

Było cicho i spokojnie, uroczyście i wzniośle, przynajmniej jeśli chodzi o wigilijny dzień i posiłek. Ale potem, kiedy już i wróżby zakończone nadchodził czas kolędowania. Kolęda kolędzie jednak nierówna, na początku bowiem sam termin odnosił się noworocznych pieśni w formie życzeń. Śpiewane prze kolędników w odwiedzanych domach miały być darem dla domowników i zapewniać wszelaką pomyślność. Nam jednak chodzi o kolędę pieśń, to właśnie ona gromadziła społeczność, wspólne śpiewanie umilało czas oczekiwania na pasterkę. 

 Uroczysta msza, odbywająca się o północy, jest kolejnym elementem tradycji, który do dziś przetrwał i gromadzi tłum wiernych. Dziś droga do kościoła zajmuje nam chwilę, idziemy sami lub w gronie kilku osób.  Kiedyś to była cała wyprawa, od kościołów dzieliło wieś kilka lub kilkanaście kilometrów, spotykano się zatem w ustalonym miejscu i szło się wspólnie. Śpiewano kolędy, zapalano świece, które oświetlały drogę, i odliczało minuty do Bożego Narodzenia.  Była to również noc...figlów i psot, kawalerowie urządzali kawały szczególnie u gospodarzy, którzy mieli córki na wydaniu. 

                                                                                                                W dzień Bożego Narodzenia 

25 grudnia zaczynał się okres Godów i trwał do dnia Trzech Króli. Chrześcijanie świętują narodzenie Zbawiciela, ale był to również czas świąt pogańskich; perski kult boga słońca, który miał narodzić się w ubogiej grocie,  niejako sam narzucał skojarzenia. Data Bożego Narodzenia, której przecież Biblia nie podaje, została ustalona przez Ojców Kościoła i odnosi się przede wszystkim do dnia poczęcia Jezusa. Wróćmy jednak do dnia Pańskiego Narodzenia...

Był to dzień uroczysty, do kościoła szło się dwukrotnie, pomijając pasterkę, obowiązkowo uczestniczono w porannej mszy anielskiej, na cześć tych ,którzy obudzili pastuszków. Msza południowa zwana królewską gromadziła wiernych w dziękczynieniu władcom przybywającym do żłóbka. I tak jak w wigilię nie wolno było pracować, zbyt długo spać czy chodzić, wykluczone były wizyty, ten dzień spędzano rodzinnie. Unikano głośnych rozmów czy śmiechu. Klamki obwiązywano szmatkami by nie robić hałasu. Boże naradzenie to czas sakralny, którego nie wolno było profanować czynnościami ludzkimi. Tego dnia zatem nie gotowano, potrawy należało przygotować wcześniej, Też wróżono, gałązka wsadzona do do wody, jeśli puściła listki na Trzech Króli zapowiadała urodzajny rok. 

                                  Na Święty Szczepan każdy sobie pan

To raz, a dwa na pamiątkę jego ukamienowania obsypywano owsem kapłana. Wcześniej oczywiście poświęconym. Ten zwyczaj jednak na Kielecczyźnie dotyczył oczywiście...panien na wydaniu. Im więcej ziarenek na ubraniu zostało tym większym powodzeniem się ona cieszyła. Poświęcony owies sypano również do siewu co zapewnić miało dobre plony. Nie obowiązywały już takie surowe zakazy jak w dni poprzednie, Już sprzątano i gotowano, Szczepan rozpoczynał również czas odwiedzin, rodzinnych i sąsiedzkich. Likwidowano powoli świąteczne ozdoby. Kielecczyzna słynęła również ze słomianego "szczepanka", słomianą kukłę robiono z wigilijnej słomy, wynoszono na pole, a tam w miejscu gdzie rosły chwasty i wołano: oset, oset, mówił ci Szczepan, żebyś stąd posed:. Skąd oset? Uważany przez naszych dziadów za ziele diabelskie, które na polu pełnym obfitości jest czymś uciążliwym. I znów nie pominiemy wróżb, panny bowiem zamiatały, a w która stronę śmieci szły stamtąd mąż miał nadejść. 

Na Świętego Szczepana kończyły się także umowy robotnicze, gros parobków i służby szukało sobie nowych, może lepszych gospodarzy. A kiedy kończył się dzień Świętego Szczepana zaczynało się kolędowanie, ale o tym innym razem.  

                                                                                                       Wrócimy z noworoczną kolędą

Tak to oto świętowano w czasach, o których mówi się, ze były zdrowsze, lepsze i fajniejsze. W czasach, gdzie rodzina i społeczność to jedno, gdzie tradycja była wyznacznikiem życia i moralności. Część tradycji zanikła, cześć przetrwała w pamięci, cześć jest praktykowana, od nas samych zależy jak będzie dalej. Co przekażemy następnym pokoleniom? Komercjalizację i konsumpcjonizm czy tradycję naszych babć? A może wcale nie jest tak źle, może komercja wcale nie wyklucza świadomego przeżywania? Najważniejsze to przeżyć ten świąteczny czas w oderwaniu od codzienności, nieważne czy spotkamy się przy stole osobiście czy na przykład połączymy przez telefon. Najważniejsze, ze tak czy inaczej, będziemy razem, bo wspólna modlitwa, jak niegdyś wierzono, jest skuteczniejsza i szybciej trafia przed oblicze Najwyższego. Pamiętajcie, żeby tego dnia nikt nie był sam. A od GAZETY, która w rolę "kolędziorzy" się wcieli przyjmijcie dar:

"Żebyście byli zdrowi, weseli, jako w niebie anieli.

Żeby się wam darzyło i szczęściło.

Pieniędzy w komorze, a w każdym kątku po dzieciątku"  
 
(aneta)
INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Chrystus z powstańczych szlaków

2021-09-18

Chrystus z powstańczych szlaków

Inny niż te zwykle spotykane w kościołach, leśnych duktach czy wiejskich gościńcach. Inny...jakby bardziej umęczony, jednocześnie pogodzony z losem i taki, który się nie godzi - Chrystus z "błędem." O co chodzi?
O

2021-09-15

O "dupie Maryni", czyli...

Zamysł był taki, żeby pociągnąć temat dupy (Maryni) i dokopać się do jej sekretów. Trochę się przeliczyłam, gdyż o ile w kwestii dupy coś powiedzieć możemy, to już dupa Maryni taka do końca prosta nie jest.
O kochanku słów kilka

2021-09-08

O kochanku słów kilka

Kochać to tyle co dotykać i sporo w tym prawdy. Nie oszukujmy się, miłość to doznania fizyczne i to one mącą nam w głowach. Podnoszą się nam poziomy czegoś tam, chemiczne procesy zachodzą, serce pompuje krew, ta krąży jak szalona i podejmujemy potem te pochopne strasznie decyzje. Małżeństwa, czy jak im tam, na przykład. I nie, nie zbaczam z tematu, w dotyku bowiem rzecz.
Ciemek, Omacek i Ciurek - o takich, co to ich nie ma, a są

2021-09-07

Ciemek, Omacek i Ciurek - o takich, co to ich nie ma, a są

Pewnie są w Starachowicach ludzie, którzy nie wierzą w krasnoludki i ja im naprawdę szczerze współczuję. Sugeruję, żeby się z nimi przeprosić i wierzyć w nie zacząć. Dlaczego? Ano dlatego, że niemal codziennie każdy z nas o nich wspomina. Zapraszam ponownie na słowne harce o tych, co to ich nie ma, a są, tylko trzeba umieć znaleźć.
Od kolana do pośladka...

2021-09-06

Od kolana do pośladka...

...droga niedaleka choć kręta bardzo.
O cycu

2021-09-02

O cycu

Były pośladki, kolanka, miednice? Były. Nie może zabraknąć i... cycka.
Jak to z babą bywało?

2021-07-31

Jak to z babą bywało?

Z naszym ojczystym językiem wcale tak prosto nie jest. Ortografia czy interpunkcja potrafią spędzić sen z oczu, a za niejeden siwy włos przybył za sprawą tych niedobrych przecinków. Nie w tym jednak rzecz. Dziś zajmiemy się skąd słowa pochodzą i dlaczego niektóre wcale nie są takie, jak nam się wydaje. 
Nie kocha cię? Rzuć czar

2021-06-11

Nie kocha cię? Rzuć czar

W bardzo dawnych czasach, tak dawnych, że najstarsze kroniki o nich milczą, region świętokrzyski zamieszkiwały wiedźmy maści wszelakiej. O tym, że psotne były - wiemy wszyscy, ale czasem służyły pomocą. Szczególnie wtedy, gdy w grę wchodziła miłość nieszczęśliwa.
Co straszy w świętokrzyskiem?  Ciacia, Łacia i Łup-cup-cup/ cz. 1

2021-05-24

Co straszy w świętokrzyskiem? Ciacia, Łacia i Łup-cup-cup/ cz. 1

Pośród wzniesień Gór Świętokrzyskich, w przepastnych lasach dawnej puszczy, między mokradłami i dzikimi ostępami kryje się mnóstwo tajemnic i niezwykłości. Szczyty Łysogór pamiętają i średniowieczne zamczyska i zabytki techniki związane z dawną działalnością górniczą i przemysłową