JUŻ W KIOSKU

Miłość, małpy i Lech Wałęsa

2021-09-22 20:00:00

Ocena:

0/5 | 0 głosów

Powiada się, że Indie albo się kocha, albo się je nienawidzi i coś w tym jest. Indie wzięły mnie szturmem. Chwyciły za gardło, ścisnęły żołądek, nie pozwoliły tylko na jedno - na obojętność. Po chwilowym oszołomieniu wiedziałam jedno - zakochałam się

Aneta Marciniak

Z całym brudem lepiącym się do ciała, rozpaczliwą biedą na ulicach i wielkim kunsztem zabytków, niezwykłą różnorodnością kulturową i kolorem, przez który dostaje się oczopląsu. Są cudownym obiektem do fotografowania, są tyglem wierzeń, wielkich bazarów, slumsów, miejsc, w których świątynie buddyjskie sąsiadują z katolickim kościołem.

Jest październik, gdy ląduję na lotnisku Indiry Gandhi w New Delhi, jest parno i duszno. Z okolic lotniska w stronę miasta ruszają autobusy i tuk tuki, wsiadam do tego ostatniego i jadę. Przede mną pełne kontrastów Nowe Delhi, różowy Jajpur, Agra z symbolem miłości, ale także pachnące przyprawy, których nawiozę do domu ogromne ilości, barwne stragany, jaskrawe sari. Indie to magia, historia pięknej miłości i ludzie. Ci ostatni towarzyszą przyjaźnie na każdej niemal mojej drodze i chcą się fotografować. Zdarzy się handlarz, który swojską i soczystą "kurwą" pokaże znajomość języka polskiego. Nie da się nie uśmiechnąć.

Pierwszy raz o Taj Mahal usłyszałam w szkole podstawowej i obiecałam sobie wtedy solennie, że kiedyś tam dotrę. Że będę wielkim podróżnikiem na miarę Kolumba, który będzie poznawał kraje i potem o nich opowiadał. Potem chciałam zostać Tonym Halikiem, a jeszcze później Halikiem pomieszanym z Marią Wiernikowską i Waldemarem Milewiczem. Eh...

Do Indii jednak dotarłam i Taj Mahal zobaczyłam na własne oczy. W 1607 roku Shah Jahan spotyka na bazarze Mumtaz Mahal i wybucha piękna miłość. Ona jest jego drugą lub trzecią żoną, ale niewątpliwie jest to najszczęśliwsze małżeństwo. Po kilku wspaniałych latach nadchodzi czas bólu i łez, W 1630 roku Mumtaz Mahal umiera, a jej ostatnim życzeniem jest, by mąż troskliwie opiekował się dziećmi oraz by nigdy jej nie zapomniał. Tej samej nocy, po stracie żony, Shah Jahan osiwiał, a kiedy doszedł do siebie nakazał wybudowanie największego i najbardziej okazałego mauzoleum, jakie świat miał kiedykolwiek zobaczyć. 22 lata trwałą budowa, 25 tysięcy ludzi z całego świata pracowało na najlepszych materiałach, koszty nie grały roli. Legendy głoszą, że wszystkim osobom, biorącym udział w budowie Taj Mahal ucinano kciuki, po to by nigdy nie powtórzyli tak wspaniałego dzieła. Dla Shah Jahana był to wyraz jego ogromnej miłości do zmarłej żony.

Wciąż pamiętam to uczucie, gdy weszłam przez bramę (symbolizującą wejście do raju) i spojrzałam na lśniącą białym marmurem budowlę. Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy.

Wracając do New Delhi warto znaleźć polski akcent i pójść do Raj Ghat, w którego centrum znajduje się miejsce kremacji Mahatmy Gandhiego. Zawsze są tu ludzie. Tu też, jeśli wejdziemy na Aleję Drzew zobaczymy drzewo pokoju zasadzone w 1994 roku przez Lecha Wałęsę.

Galta JI czyli świątynia małp to hinduistyczny kompleks świątynny, wkomponowany malowniczo w górskie zbocza. Legenda mówi, że pewien człowiek żył tu całe swoje życie, nie ruszając się stąd na krok i przez 100 lat tkwił w ascezie odmawiając sobie wszelkich doczesnych przyjemności. Bogowie to docenili, sprawili, że wytrysnęło tu źródło słodkiej wody, a kąpiel w nim oczyszcza ze wszystkich grzechów. Dla turystów największą atrakcją są tu małpy, które o zachodzie słońca zlatują się z lasów i rozbiegają się po budynkach lub zaczepiają turystów. Można je karmić orzeszkami, uważać trzeba tylko, bo kradną złodziejaszki figlarne.

Kolejnym miejscem jest Pałac Wiatrów. To już Jajpur i Hawa Mahal, różowy ul, z 953. oknami. Zbudowany dla kobiet z pałacu, by mogły podglądać uliczne życie, same pozostając w ukryciu. To okno na świat, wielka widownia miejskiego teatru, tu przychodziły zony, kuzynki, nałożnice i córki radży, by spojrzeć na to, co nigdy miało nie być im dane. Na wolność. Zbudowany z czerwonoróżowego piaskowca, finezyjnie zdobiony, oświetlany słońcem przybiera różne kolory w różnych porach dnia, jest przestrzenny i świetlisty. Może w tym tkwi urok.

Inna rzecz, że to nie tyle budynek, co nieco grubsza ściana, samotna fasada z setkami otworów, baloników, wgłębień, nisz i komór obserwacyjnych. Ściany głaskane wiatrem niosą echo dawnych śmiechów i dworskich ploteczek.

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Nie po

2021-09-21

Nie po "Krzyk", a po figle

Dzisiejsze inspiracje nieco nietypowe, bo Warszawie towarzyszy Chełmno, a do tego wszystkiego dodam Oslo. Ale, że ze stolicy wszędzie blisko, to...
Tam, gdzie Orient flirtuje z Europą

2021-09-20

Tam, gdzie Orient flirtuje z Europą

Tu każdy zakątek jest tu malowniczy, każde miejsce historyczne, tu Orient zaleca się do Europy i śni, że jest władcą - tak o Stambule pisał Hans Christian Andersen, a ja przyznaję, że słowa te opisują to miasto jak żadne inne.
Islam, koty i stambulska menażeria

2021-09-18

Islam, koty i stambulska menażeria

Wiem, że ostatnio zabierałam Was do Stambułu i udowadniałam, że jest pełen magii i uroku. Tak na marginesie to mnie to miasto przypomina wielki pchli targ - z wózków, które wciskają się w każdą najmniejszą szczelinę, można kupić niemal wszystko. Dziś jednak na małą chwile zaproszę do Stambułu ze względu na mruczki.
O kijowskich zaułkach, zabytkach i kocie Pantiuszy

2021-09-17

O kijowskich zaułkach, zabytkach i kocie Pantiuszy

Kijów, nazywany miastem złotych kopuł, ma się czym pochwalić, przepiękne cerkwie, zabytki, smaczna kuchnia - to sprawia, że warto tu wpaść na dłużej. 
Podróże według Moniki

2021-09-04

Podróże według Moniki

Lekarz medycyny rodzinnej, radna Rady Miasta, znana z celebrowania chwil i uwieczniania ich na pięknych zdjęciach. Jeśli nie możecie jej spotkać w Starachowicach to na pewno znajdziecie ją w górach, Tatry, Bieszczady, Gorce - to jej klimaty. Ale przecież nie tylko
Z Kraju Klonowego Liścia do Starachowic

2021-05-05

Z Kraju Klonowego Liścia do Starachowic

Zostawili za sobą sześć stref czasowych, przepiękne, mało zaludnione obszary we władaniu dzikiej natury i kosmopolityczne Toronto. Zostawili kraj łosi, łososi i niedźwiedzi, pachnący żywicą, ośnieżone, poszarpane szczyty i szmaragdowe doliny, ostre jęzory lodowców, słońce przeglądające się w jeziorach i migoczące w wodospadach...
Małe i duże rodzinne podróże

2020-12-27

Małe i duże rodzinne podróże

Kowaliki w podróży 

2020-08-08

Kowaliki w podróży 

Z wykształcenia nauczycielka przedszkolna, mimo emerytury wciąż aktywna.  Ciekawska, zawadiacka, roześmiana - w kowbojskim kapeluszu i z ukochanym wnukiem przemierza polskie i europejskie szlaki. Oto oni - wesołe Kowaliki - Marysia i Tristan. 
Muszę mieć dokąd wracać

2020-07-25

Muszę mieć dokąd wracać

Przedwojenny dom, w którym do dziś słychać szept minionych pokoleń, zapach drewna, czar świątków i ona - starachowicka nomadka. Jeszcze jeden nie do końca rozpakowany plecak, a ona już planuje kolejny wyjazd, Monika Rutkowska od Świętego Franciszka - zwierzolub, lekarz medycyny rodzinnej, radna, miłośniczka podróży i...