JUŻ W KIOSKU

Milena, Hania i Barbie - trzy mamy jednego sukcesu

2021-08-17 18:00:00

Ocena:

4.3/5 | 6 głosów

Milena to mama, Hania to córeczka, a Barbie zna każdy. O co chodzi? O pomysł, który przekuł się w sukces. Zaczelo się dość banalnie, Milena mieszka w Starachowicach i jak duża część młodych, rzutkich i pewnych siebie ludzi decyduje się na studia w Warszawie.

Magda Gawlik

Te są czasem wzmożonej nauki i odnajdywania się na rynku pracy. Jedna, druga, trzecia korporacja, aż w końcu zamienia stolicę Polski na dolnośląską perełkę - Świdnicę. To miasto również jej sprzyja, Milena realizuje się w pracy - to ważne - ma z niej satysfakcję. Pracując w dziale HR ma świetny kontakt z ludźmi, co potem przełoży się na to, co robi dziś.  Ale, że nie samą pracą człowiek żyje, tak i ona zakochuje się, wychodzi za mąż i wita na świecie córeczkę, malutką Hanię. To jest ten czas, kiedy świat się zatrzymuje, zmieniają się priorytety, ale przecież nie na tyle, żeby całkowicie z siebie zrezygnować. Milena wie, że chce być obecna w życiu córeczki podczas jej pierwszych lat, ale boi się, że za dwa, trzy lata w branży HR nie będzie miała czego szukać. I właśnie wtedy zaczyna się historia, która prowadzi od specjalistki ds. HR do projektantki.

Szukając swojego zawodowego miejsca Milena niemal codziennie wysłuchuje skarg swojej małe dziewczynki na to, że nie w co ubrać... swoich lalek. Hania jak to dama, dba o siebie, ale inne damy też chciałaby widzieć dobrze ubrane, a lalki są ważne. Wie to każda dziewczynka (nawet tak duża, jak ja - dopisek redakcji). Żeby spełnić marzenie córki Milena przeszukuje cały internet i niestety... piękną pannę Barbie można ubrać tylko w ma w ubranka "plastikowe" o bardzo słabej jakości. Wtedy też młoda mama rzuca okiem w stronę maszyny do szycia, którą otrzymuje kilka lat wcześniej. Przypomina sobie, że nawet próbowała się nauczyć na niej szyć, ale  temat się gdzieś rozmył. Do teraz.

Nie, wcale nie było prosto. Powiemy więcej, było bardzo trudno. Milena, żeby uszyć lalce kopie dorosłych ubrań często brała swoje, pruła je i sprawdzała, jak to zrobione. O co chodzi w tej wiedzy tajemnej zwanej krawiectwem.

- Przydała się tu moja wiedza techniczna wyniesiona z Politechniki Warszawskiej, swoją drogą to nigdy nie myślałam, że właśnie tak ją wykorzystam. Po latach spędzonych za biurkiem w korporacji nadszedł czas przeprosin z linijką, kalkulatorem i miarką, ruszyłam wyobraźnią i zaczęłam szyć maleńkie odpowiedniki moich ubrań. Przyznaję,że zacięłam się w tym temacie i obiecałam sobie, że laleczki mojej Hani będą mieć najpiękniejsze ubranka na świecie, sądzę, że tak właśnie jest, ale ile ja się naprułam i naszyłam od nowa, to tylko ja wiem - śmieje się Milena Witek, projektantka.

Tygodnie poświęcenia przyniosły efekty. Pewnego dnia mąż naszej bohaterki - Gabriel Witek - zaproponował, by Milena wstawiła zdjęcia ciuszków na jedną z grup na facebook.

- Zrobiłam to w ogromnym strachu, pamiętam do dziś, jak odświeżałam co chwile stronę, żeby zobaczyć czy ktokolwiek to polubi. I właśnie wtedy pojawił się przełom. Nagle pod moim zdjęciem pojawiły się setki komentarzy i polubień, a w ciągu kilku chwil dostałam mnóstwo zapytań o możliwość zakupu - Milena do dziś nie może uwierzyć, że to się wydarzyło. 

Czas nie stał w miejscu, ludzie też nie czekali, zachwyceni ubrankami zaczęli zamawiać coraz więcej i więcej. Nie było wyjścia, Milena Witek zakłada firmę i staje się projektantką i krawcową w jednym. Jeśli jednak ktoś pomyśli, że teraz to już z górki, to będzie w błędzie.

- Ja szyłam, mąż wycinał materiały, a  wieczorami wysyłał paczki, w międzyczasie i po nocach odpisywałam na dziesiątki wiadomości. To był bardzo ciężki okres, były momenty, że czas realizacji zamówień dochodził do miesiąca, a do tego doba wcale nie chciała się rozciągnąć. W tym wszystkim była także nasza córeczka. Nie mamy blisko siebie dziadków, którzy mogliby wesprzeć nas na co dzień w opiece, na przedszkole była jeszcze wtedy za mała, a zatem całe dnie spędzałyśmy razem. Godzinami z Hania na kolanach szyłam kolejne zamówienia. Dla niej była to ogromna frajda, a z czasem dla nas obu stało się to normą. Miedzy sukienką a płaszczykiem‘jadłam’ jej wypieki z modeliny i kolorowałam książeczki. W tym całym szaleństwie to było dla mnie najważniejsze, że jest obok mnie. Godzinami rozmawiałyśmy, opowiadałam jej historie swojego dzieciństwa, bajki, nie raz usypiała na kanapie obok maszyny - wspomina Milena Witek.

Mama i córka - przykład, że można pracować i nie stracić ważnych chwil z życia dziecka.

Biznes się rozwijał, klientki szukały nowych możliwości. Zaczęły się pytania, czy "Pani Milenka" nie uszyłaby dresu dla lalki i dla córki, bo małe córeczki klientek zaczęły marzyć, by wyglądać jak ich lalki. Wcale nie było tak, że Milena weszła w ten temat od razu. Właściwie to wcale nie chciała. Kolejny raz nauka, prucie, szycie - nie, no nie - myślała. Górę wzięła jednak ambicja. 

- Kupiłam overlocka i znów pierwsze próby na Hani. I tu się zdziwiłam, bo wszystko okazało się łatwiejsze niż za pierwszym razem. Znów posypały się zamówienia, a my w końcu postanowiliśmy to jakoś wszystko ujednolicić i otworzyliśmy internetowy sklep naszej marki. Żeby zdobył popularność musiał zainteresować, najłatwiej to osiągnąć za pomocą zdjęć, postanowiliśmy pójść za ciosem i wynająć fotografa.

Osobą, która spełniła ich oczekiwania stała się Magda Gawlik, z którą współpracują już przy trzeciej kolekcji. Niezmiernie ambitna młoda fotograf, która również próbuje połączyć pracę z marzeniami i macierzyństwem. Z jej pomocą udało im się wynająć na pierwsza sesję Wielki Piec w Starachowicach. Milena Witek nie ukrywa, że był to wielki stres, mali modele byli dziećmi przyjaciół, znajomych i rodziny Było to dla mnie ogromne przeżycie, z nutką strachu o to co będzie dalej. Mali modele byli dziećmi znajomych, bądź rodziny... wszyscy chcieli wypaść jak najlepiej.

Jak poszło?

- Chyba nieźle, chociaż ja pamiętam tylko ten moment, jak pękł mi w rękach karton pełen ubrań - śmieje się Milena.

Po sesji zdjęcia trafiły do sklepu i machina sprzedażowa  ruszyła. I tak co pół roku trafiają do Starachowic na kolejna sesje  dresów, które cieszą się ogromną popularnością.

Czy jest łatwo?

- Wcale. Na wiosnę, z uwagi na pandemie, mieliśmy ogromny problem ze znalezieniem miejsca na sesje i tu z pomocą przyszła nam  mama prowadząca swój biznes. właścicielka Bistro Manhattan w Starachowicach, która pozwoliła nam zrobić sesję u siebie w restauracji. Fajne jest to, że mamy wokół siebie ludzi z pasją i zawsze gdzieś pojawia się ktoś, kto podrzuci ciepłe słowo, ale też bardziej wymierną pomoc.

Milena i Gabriel Witek poszli dalej. Dresy dziecięce swoją drogą, ale w ich asortymencie znalazły się identyczne jak dziecięce dresy dla kobiet.

- Jesteśmy na etapie ciągłego rozwoju firmy, pojawia się nowy asortyment, pojawiają nowi pracownicy. Chcę, by wśród nich pojawiły się mamy, które chcą połączyć pracę z wychowaniem dzieci, bo wiem, że jest trudne. Mogę pomóc - cieszy się Milena.

- Nigdy nie myślałam o tym, że będę szyć, że będę prowadzić instagram i że sprawi mi to taką radość. Mam ogromne wsparcie męża, który jest zawsze obok i tak naprawdę bez jego przymusu nigdy by się to nie zaczęło. Sama nigdy bym nie uwierzyła w siebie na tyle, żeby pokazać to światu. Rynek małych przedsiębiorców jest bardzo trudny. Trudno jest się przebić, a media społecznościowe toną hand-made, ale jeśli jest się pewnym swojego produktu to warto walczyć - wiem to na własnym przykładzie. Poznałam mnóstwo innych marek, również zaczynających od zera, z wieloma z nich współpracuję czy to przy sesjach zdjęciowych, czy innych eventach. To jest nasz czas - mówi na zakończenie spotkania.

Milena Witek wie, że podjęła dobrą decyzję, ma ogromną satysfakcję z tego, co robi. Współpracuje z polskimi producentami dzianin, wciąż szuka nowych dróg. Jedną z nich jest małe atelier... Może kiedyś jego filia w Starachowicach.

Kto wie, co się im zamarzy i co się w ich życiu wydarzy.

Poczynania rodziny Witków można śledzić na stronie internetowej milenawitek.pl, na instagramie oraz na facebooku.

 
INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
„Świętokrzyskie legendy - Stop Motion”

2021-09-23

„Świętokrzyskie legendy - Stop Motion”

Park Kultury oraz KINO Kultura Starachowice zapraszają na premierę filmów z wakacyjnych warsztatów animacji poklatkowej „Świętokrzyskie legendy - Stop Motion”. Pokaz odbędzie się w czwartek - 23 września - o godzinie 18:00 w Kinie Kultura Parku Kultury. Wstęp wolny.
Spotkaj się z Lemem

2021-09-22

Spotkaj się z Lemem

W tym roku przypada 100 lecie urodzin Stanisława Lema, z okazji obchodów Miejska Biblioteka Publiczna w Starachowicach zaprasza na spotkanie literackie pt. „Wokół Lema”  
Jakby co to my ho, ho!

2021-09-22

Jakby co to my ho, ho!

Wielu z zaczynało w chórze kościelnym, a to na imieninach babci, na studniówce, w wojsku, potem kołysanki kochanej córeczce, ale zdarzało się również, że nucili sobie podczas powrotu z zakrapianego brydża. Od pewnego czasu niektóre żony zakazały wspomnianych spotkań... chyba, że są to próby chórzystów znanego i lubianego starachowickiego zespołu LOK „Wiarusy”.
SOWA w starachowickim muzeum faktem

2021-09-20

SOWA w starachowickim muzeum faktem

Już niedługo w Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach powstanie jedna z 32. Stref Odkrywania Wyobraźni Aktywności czyli wspomniana SOWA. 
Za nami XII edycja festynu historycznego „Od Prasłowian do Polaków”

2021-09-19

Za nami XII edycja festynu historycznego „Od Prasłowian do Polaków”

Od lat cieszy się zasłużonym zainteresowaniem, co roku inny temat, w tym prym wiodło dziedzictwo smaków.
Kartka urodzinowa dla Blanki

2021-09-18

Kartka urodzinowa dla Blanki

Mała dziewczynka kontra groźny glejak, a wokół uczniowie, którzy chcą sprawić jej przyjemność. O co chodzi?      
Hello Sofia

2021-09-17

Hello Sofia

Wyruszyli. Młodzież z Ośrodka Szkolenia i Wychowania OHP w Starachowicach, wyruszyła w podróż, której celem jest stolica Bułgarii, Sofia.
Przed nami wernisaż fotografii podróżniczej

2021-09-17

Przed nami wernisaż fotografii podróżniczej

Projekt "Od czytelnika do podróżnika. Ale jazda" to pomysł Miejskiej Biblioteki w Starachowicach, która promuje podróże wszelakie. Od tych książkowych, które nas wiodą przez najdalsze zakątki świata i wyobraźni po te całkiem realne.
Gdzie leży prawda? - kolejne spotkanie z kryminałem

2021-09-17

Gdzie leży prawda? - kolejne spotkanie z kryminałem

„ Wszystko, co słyszymy, jest opinią, nie faktem. Wszystko, co dostrzegamy, jest punktem widzenia, nie prawdą”