JUŻ W KIOSKU

Krew, gwałt i pożoga

2022-03-26 18:00:00

Ocena:

5/5 | 1 głosów

Oto starachowicki sierpień 44, właśnie wtedy u bram miasta stanął Kałmucki Korpus Kawalerii. Wkraczał brutalnie, końskie kopyta ciągnęły za sobą krwawy ślad z gościńców kieleckiej ziemi.

Geograficznie Europa, stepy ciągnące się po horyzont, stada owiec, krów, kóz, buddyjskie świątynie. W rozlewiskach rzeki Manycz ptasie trele, na horyzoncie zamajaczy suhak, antylopa, którą nazywa się rówieśniczką mamutów z epoki lodowcowej. Tak wygląda dzisiejsza Kałmucja - kraina leżąca w międzyrzeczu Donu i Wołgi nad Morzem Kaspijskim, zasiedlona w XVII wieku przez przybyszów z Chin i Mongolii. Kiedy wiek później tereny te zostaną skolonizowane teoretycznie autonomiczni Kałmucy zamieszkają w kołchozach. Gdy w 1942 roku do Kałmuckiej Autonomicznej  Socjalistycznej Republiki Radzieckiej wejdzie Wehrmacht będzie to dla ludności powiew wolności.

Niemcy rozwiążą kołchozy, przywrócą kałmucką administrację i zezwolą na formowanie policji i wojska. Powstanie między innymi kałmucki oddział Abwehrtruppe 103, podlegający niemieckiej 6. Armii, a dowódca oddziału - Othmar Wrba - rozpocznie formowanie szwadronów kawalerii kałmuckiej. I tak, z połączenia kilku szwadronów powstaje Kałmucki Korpus Kawalerii, który zapisze się tragiczną kartą na świętokrzyskiej ziemi, w tym także starachowickiej.  Była to jednostka sprzymierzona z III Rzeszą, na jej czele stał zawsze niemiecki oficer. Bój Kałmucy toczą z wieloma, walczą z Armią Czerwoną, a na Ukrainie z oddziałami Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Step był wyjątkowo cichy tego dnia. Jeźdźcom towarzyszyły błękitne niebo, lekko kołysząca się trawa i wiatr. Wstrzymywali konie, to znów kłuli je i pędzili z wiatrem wpadając ze śmiechem w ciemną smugę jurt. Step ich kołysał, koił i kusił, a oni gnali w jakimś szaleńczym pędzie, z okrzykami na ustach. Bezkres piękna przyrody zdawał się nigdy nie kończyć i na nowo zachwycał. Horyzont wzywał ich i porywał, budził zmysły, obiecywał,że świat się nigdy nie kończy, wśród piaszczystych wydm, w samym środku zegara natury pędzili dla samego ruchu, dla upojenia bezmiarem. Z nadzieją, że zapach chłodu i słońca będzie im towarzyszył zawsze.
I nagle w ten sielski świat wkraczają niemieckie oddziały, dają złudzenie wolności, rodzą się najgorsze instynkty. W wolnych dotychczas sercach budzą się prymitywne żądze...

Kałmucki Korpus Kawalerii zasłynął z wyjątkowego okrucieństwa wobec partyzantów i ludności cywilnej. Krew, gwałt i pożoga - taki los czekał świętokrzyską ziemię. Po wojnie, w latach 60, na wniosek organów ścigania ZSRR, które zajmowały się zbrodniami wojennymi popełnionymi przez KKK w Polsce śledztwo będą prowadzić funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. W materiałach dostępnych w Instytucie Pamięci Narodowej zachowały się zeznania świadków tamtych wydarzeń, zeznania, które jeżą włos. Teczki te zawierają także fotografie przedstawiające członków kałmuckiego korpusu - zwykłych żołnierzy, podoficerów, oficerów. Apel o zgłaszanie się świadków wystosowało, na prośbę SB, Słowo Ludu z dnia 5 listopada 1965 roku.

I zgłaszali się ludzie i opowiadali.

Tamten starachowicki sierpień 1944 był katastrofą nicości. Trwała wojna, ale przecież życie toczyło się dalej.

Na rozgrzanej słońcem ziemi bawią się dzieci... Jedni odchodzą, inni się rodzą, zakochują, gdzieś wśród pachnących lip chłopiec czule obejmuje dziewczynę. Powietrze przesycone jarzębinowym zapachem jest z lekka niepokojące, ale może dlatego, że przywołuje wspomnienia beztroskich przedwojennych lat.

Coś lekko ściska w żołądku. Strach?

Wkroczyli brutalnie, końskie kopyta ciągnęły za sobą krwawy ślad z gościńców kieleckiej ziemi. Niezbyt rośli, raczej szczupli, o kruczych włosach, skośnych oczach i płaskich nosach. Przynieśli łzy i ból.

                                                                        Pozostały po niej druty parasolki 

13 sierpnia w niedzielę spodziewając się łapanki wspólnie z żoną Stanisławą udałem się do lasu, gdzie nocowaliśmy do rana w poniedziałek. Razem z nami ukrywał się mężczyzna o imieniu Antoni, także mieszkaniec Starachowic. W poniedziałek rano, tj. 14 sierpnia, dołączyło do nas dwóch nieznanych mężczyzn, od strony północnej /Jasieniec/ usłyszałem strzały karabinowe. Ja udałem się w głąb lasu, natomiast moja żona i Antoni, a także dwóch nieznanych mężczyzn pozostali na miejscu z myślą przedostania się do Starachowic. Ukryty w głębi lasu widziałem, jak Kałmycy na koniach przejeżdżali w stronę Lipia. Udałem się w stronę tzw. Dębowej Góry, gdzie przebywało kilka lub kilkanaście osób. Do Starachowic wróciłem we wtorek 15 sierpnia, od chłopców wracających z lasu dowiedziałem się, że w lesie leży zabita kobieta. Domyślałem się, że może to być moja żona i udałem się, żeby ją odnaleźć. Po drodze natknąłem się na zwłoki Antoniego, widziałem, że miał opuszczone do kolan spodnie. Około 50 metrów dalej znajdowały się zwłoki mojej żony. Była w samej koszuli. W czasie oględzin stwierdziłem, że palce obu rąk miała poszarpane od pocisków, ponadto na głowie stwierdziłem osiem dziur po pociskach. Wyglądało na to, że została zabita strzałami oddanymi w tył głowy, ponieważ wyloty znajdowały się na twarzy. Przestrzelone zostały także palce u rąk. Niedaleko leżały spopielone ubrania i druty po parasolce. Wiedziałem, że ona, bo tego dnia zabrała ze sobą parasolkę zeznawał jeden z mieszkańców Starachowic, pan Kazimierz.

                                                                                Straciłam córkę i siostrę

Kolejnym świadkiem będzie pani Stefania, która w starachowickim lesie znajdzie zwłoki córki i siostry. Miały one uciec ze Starachowic do Lubieni.

W lesie obok Starachowic przy drodze wiodącej do Lubieni znalazłam ciała trzech kobiet, Kobietami tymi były moja córka, siostra i nieznana mi dziewczyna. W czasie oględzin stwierdziłam, że głowa mojej córki była tak rozbita, że mózg znajdował się na zewnątrz. Wszystkie trzy ciała posiadały dziury, jakby były zadane bagnetami. Nogi mojej córki były prawie czarne, jakby od ran zadanych twardym narzędziem. Ręce miała związane do tyłu. Niedaleko znalazłam zwłoki członka rodziny i sąsiada, którzy byli związani ze sobą za ręce. U obu mężczyzn na prawych ramieniach widoczne były dziury - zeznawała podczas przesłuchania.

                                                                           Widziałem mnóstwo trupów

Mieszkaniec Majówki, któremu udało się nie dostać w ręce Kałmyków zezna, że kiedy 17 czerwca wracał z lasu do Starachowic na swojej drodze widział dziesiątki zamordowanych osób. Na Dębowej Górze znalazł zwłoki około 15. osób, miały się wśród nich znajdować także kobiety. Zapamiętał, ze jedna z nich miała rozpruty brzuch i wnętrzności na zewnątrz. Ciała miały być rozrzucone w znacznej od siebie odległości. Kolejne znajdował także w pobliżu wsi Lipie, w lesie przy szosie Lubienia Starachowice. Natknął się na ciała swojego ojca i nieznanego mu mężczyzny, jego uwagę zwrócił fakt, że że obaj nie mieli prawych oczu. Niewiele dalej rozpoznał trzy nieżyjące kobiety. U jednej z nich widział w klatce piersiowej pięć dziur, a na nogach i udach sińce i otarcia.

                                                                                        Była w ciąży

Starachowiczanin o imieniu Jan, wraz z żoną i trzema synami rankiem uciekał do bunkra w lesie. Wieczorem jednak wrócił do domu przy ulicy Skalistej.

Na podwórku zastałem około pięćdziesięciu koni. Po chwili do mieszkania weszło około siedmiu Kałmyków, dwóch w stopniu oficerskim. U mnie w domu zjedli kolację i pili wódkę. Następnego dnia widziałem jak odjeżdżali w stronę lasu. Słychać potem było strzały. Potem widziałem pokrwawione zwłoki, a od ludzi dowiadywałem się, kto i jak zginał. Pamiętam małżeństwo ze Starachowic, które wracało od rodziny z Jasieńca. Ona była w ciąży i kiedy zaciągnęli ją do jakiejś stodoły prosiła, by jej nie męczyli. Puszczono ich wolno, ale i tak zostali zamordowani zostali. dokonał tego w Lipiu inny oddział Kałmyków.

                                                                                    Miała tylko 17 lat

Pracownik Państwowych Zakładów Drzewnych w Starachowicach wspominał tamten czas następująco::

13 sierpnia chłopcy z oddziału "Ośki" przyszli do mojego brata i uprzedzili o obławie Kałmyków, w związku tym obydwaj powiadomiliśmy mieszkańców Lipia o tym fakcie. Cześć z nich uciekła i schroniła się w lesie. Kałmycy nadjechali w poniedziałek 14 sierpnia. Tętent końskich kopyt słychać było ze wszystkich stron, w każdym domu przeprowadzili rewizję szukając partyzantów. U mnie znaleźli karabin, ale ponieważ nie przyznawałem się do niego przywiązali mi go do ramion i kazali uklęknąć tyłem. Jeden z dowódców strzelał do mnie z odległości półtora metra, ale kule mnie omijały. Doszedłem do wniosku, że chciał mnie nastraszyć. Potem zaprowadzono mnie do stodoły, było tam zatrzymanych czternastu mężczyzn i jedna dziewczyna w wieku 17 lat. Znów rozpoczęło się przesłuchanie, jeden z nich ustawił mi lufę karabinu koło ucha i strzelał seriami. Potem mnie i  kilkunastu mężczyzn przetransportowano na koniec wsi, widziałem po drodze grupę 50. mężczyzn  ustawionych na kolanach w okrąg i przechadzających się wokół nich Kałmyków opowiadał. W czasie prowadzenia mnie widziałem, jak Kałmycy na podwórkach gwałcili kobiety. Inni rabowali wszystko, co mogłoby się im przydać, pościel, odzież, żywność, konie, drób.

Kałmycy opuścili Lipie w godzinach popołudniowych i puścili się w stronę Starachowic. 50 zatrzymanych przez nich osób została wywieziona do Pińczowa, do kopania okopów. Większość z nich wróciła potem do rodzinnych domów. Grupę 16 osób, w której był mężczyzna opowiadający tę historię prowadzono do Skarżyska. W okolicach Wąchocka przesadzono ich na furmanki  i wywieziono do jakiejś wioski obok, której nazwy świadek nie pamięta.

 Tam obwiązanych drutem umieszczono nas w komórce. W godzinach nocnych z komórki naszej wyprowadzili tę młodą 17 letnią dziewczynę i na podwórku ją gwałcono. Widziałem to na własne oczy, słyszeliśmy jej jęki i płacz. Było ich wielu. Potem wycieńczoną zamknęli ją znów razem z nami w komórce. Byliśmy tam tydzień.

Z całej szesnastki 12 osób wypuszczono po przesłuchaniach, część rozstrzelano na strzelnicy w Skarżysku.

                                                                                     Wykopała sobie grób

Mieszkanka Starachowic z ulicy Dr Anki (dzisiejsza Konstytucji 3 Maja) zezna, że była świadkiem jak Kałmycy przyprowadzili na teren fabryki (późniejsza Fabryka Samochodów Ciężarowych) młodą kobietę. Po rozmowie z jakimś Niemcem Kałmycy kazali jej zdjąć płaszcz, pantofle, oddać torebkę i kopać grób.Niemiec strzałem w tył głowy pozbawił ją życia.

                                                                               Strzelano do ludzi jak do kaczek

Echa tamtych wydarzeń wybrzmiewają także pamiętniku Mieczysława Frycza. Spójrzcie na to, co zachowało się na kartach jego wspomnień (pisownia oryginalna).

15 sierpnia 1944. Wczoraj cały dzień trwały w lasach strzały. Jak mówią, w lasy spędzili coś 800. azjatów będących w służbie niemieckiej. Ci zeszli z koni i poszli w las. Kogo chcieli zabili, kogo chcieli brali w niewolę. Do chat wchodzili, zabierali, kradli, nawet i palili. Część tej dziczy, coś ze 200, przejechało przez naszą kolonię (Robotnicza). Wszyscy jak bracia, śniadzi o oczkach czarnych, nosach pociągłych, słaby zarost. Jechali dwójkami, uzbrojeni. Na jednym wozie skuci byli jakaś młoda para. on w koszuli a'la Słowacki, ona w różowej sukience. Na innym wozie dwóch młodzieńców, na kolejnym sześciu lekko ubranych. Za nimi i w koło tłumy dzikich kałmuków. W lesie strzelano do ludzi jak do kaczek. Pełno trupów (...)

18 sierpnia 1944. Kałmuki w mundurach niemieckich po lasach i wsiach dopuszczali się nieludzkich bestialstw. Kobiety zniewalano aż do śmierci. Na oczach rodzin (...) Kradli wszystko, co można było wymienić na wódkę, wódka przez tych mongołów jest nader poszukiwana. Wódką wykupić się można. 

20 sierpnia 1944. Obławy są codzienne, tak w poszczególnych częściach Starachowic, jak i w okolicach. Po wsiach łapanki robią Kałmuki, tu gonią zwłaszcza za dziewczętami. Na przykład w Tychowie dziewczęta skryły się w gnoju, żeby ich nie napastować. Kałmuki je znaleźli, spędzili do Strumyka, kazali się umyć, a potem je gwałcono.

                                                                                                           &

Te historie można mnożyć, na swoją kolej czekają dramaty z Brodów, Śniadki, Bodzentyna, Wzdołu Rządowego, Skarżyska, Górna, Wilkowa, Świętej Katarzyny, Masłowa, Kielc i okolic. Za każdym z nich stoi człowiek, nieludzko sponiewierany, wykończony ale przecież nie złamany. Odzierany z godności, ale jej nie pozbawiony. W kartach akt dostępnych w instytucie Pamięci Narodowej zamknięta jest przeszłość, która boli, którą łatwo wyprzeć, o której łatwo zapomnieć. A akta te są tak bogate, że musiałabym kolejne numery tylko temu tematowi poświęcić.

Jest w Starachowicach pomnik, chociaż słowo pomnik to pewne nadużycie. Kamień pamięci raczej. Jest przy drodze, przy Rondzie Karola Kality "Rębajły/ skrzyżowanie Kościelnej z Leśną/, widać go czy to z przejeżdżającego auta, autobusu, mijają go codziennie dziesiątki pieszych. Ilu z Was wie, że poświęcony jest pamięci ofiar kałmuckich rąk i bagnetów?

Zatrzymałam się przy nim przed trzema laty. Przypadkiem, bo nie o kamień mi chodziło, a o kapliczkę na drzewie. I właśnie wtedy gdzieś się we mnie ten temat utknął, dziś przyszła pora by ujrzał światło dzienne.

Jeśli będziecie tamtędy przechodzić pomyślcie o Nich. O każdej z tych ofiar, która tam zginęła, zamordowana, brutalnie zgwałcona, rozstrzelana, przebita bagnetem. Pomyślcie o Nich, jak o ojcach, braciach, synach, mężach, żonach, córkach, siostrach. Niech to miejsce nie będzie "kolejnym pomnikiem czegoś tam".

Kieleckie Służby Bezpieczeństwa przez lata poszukiwały żony jednego z kałmuckich dowódców Szandzu Mukiebienowa. Klaudia Krawczenko ukrywała się pod zmienionym nazwiskiem gdzieś na kieleckiej ziemi. Wiadomo, że była z dzieckiem, wiadomo, że szła szlakiem krwi razem z kałmuckim taborem. Kim była i co mogłaby powiedzieć nie wiem. Szukano jej wszędzie, funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej szukali jej w każdym mieście Kielecczyzny, także w Starachowicach. Nie natrafiono jednak na jej ślad.

Historia poszukiwań świadków tamtych wydarzeń, to także anonimy. W jednym z nich pojawia się informacja o "kobiecie, która jeździła koniami zniemi (Kałmukami) i dziecko sprzedała we wsi w pow. Starachowice".

Żaden ze świadków zeznających przed Służbą Bezpieczeństwa nie podał nazwisk i nie był w stanie określić stopni żołnierzy Kałmuckiego Korpusu Kawalerii.

                                                                                                                     &

Kałmucy/ Kałmycy (obie formy są poprawne) w czasie II wojny światowej walczyli zarówno w Armii Czerwonej, jak i w uformowanym przez Niemców Korpusie Kawalerii Kałmuckiej. Za służbę w tym ostatnim Kałmucy zostali oskarżeni przez władze ZSRR o zdradę ojczyzny i przesiedlano ich na Syberię. Tam życia uczyli się od mieszkających Polaków.

Historia się zamknęła.

Korzystałam z teczek akt jawnych dostępnych w Instytucie Pamięci Narodowej w Kielcach, w zeznaniach zachowując pisownię.  Zdjęcia żołnierzy Kałmuckiego Korpusu Kawalerii również pochodzą z zasobów IPN.

Wykorzystałam także fragment pamiętnika Mieczysława Frycza. Za pozwolenie publikacji dziękuję Andrzejowi Fryczowi.

Ze względu na poszanowanie pamięci ofiar, a także być może żyjących rodzin, nie podaję nazwisk osób zamordowanych, zgwałconych. Nazwiska osób zeznających przed funkcjonariuszami SB są dostępne w aktach Instytutu Pamięci Narodowej, w tekście nie było potrzeby ich podawania.

 

 

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Krótka historia pewnego Aniołka

2022-09-01

Krótka historia pewnego Aniołka

Kuczów - niewielka wieś nieopodal Starachowic. Malownicze tereny ciągnących się pól, lasy kryjące historie walk o wolność, ale także ziemia która rodzi życie, a ono wierzy w szczęście. We wspaniałą i długą przyszłość wierzył Eugeniusz Aniołek, który w Kuczowie dorasta, tam się zakochuje i... traci wszystko na Westerplatte.
Nazywał się Becker

2022-06-02

Nazywał się Becker

Kat Starachowic. Drżeli przed nim wszyscy, modlono się, by nie zwrócił uwagi, płacono kosztownościami z nadzieją, że złoto uchroni, a on...
Stasia na Łąkach Miłości

2022-04-15

Stasia na Łąkach Miłości

Niegdyś, kiedy wiosna zalśniła w przezroczu, marzyły mi się bóstwa żywiołów ocknięte, lasów bogi szumiące i przejasne, święte... Słowa Kazimierza Przerwy Tetmajera same się wprosiły, wpadły z wiosennym pozdrowieniem i zapowiedziały, że one do tych okoliczności przyrody nadają się najlepiej. Gdzież bym śmiała odmówić poecie…
Polskie miłości niemieckiego oficera

2022-04-09

Polskie miłości niemieckiego oficera

Niemiecki mundur, karabin, krzyk, groźby i przekleństwa - ta wojenna rzeczywistość do końca życia będzie się śniła tym, którzy ją przeżyli. Równie długo niemiecki żołnierz kojarzyć się będzie z nieludzkim traktowaniem. Nie bez powodu.
Zaniedbania wierzbnickiego magistratu

2022-04-02

Zaniedbania wierzbnickiego magistratu

Czym żył Wierzbnik w latach 20 i 30? Ano tym, czym my dziś - afery i awantury. Lubiliśmy zaglądać burmistrzowi na podwórko, wytykać błędy, zaglądać do miejskiej kasy. Od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby się temu przyjrzeć, a zatem...
Duchy starego szpitala

2022-03-19

Duchy starego szpitala

Mówi się, że straszy i może coś w tym jest. Wygląd to jedno, ale można się spodziewać, że do dziś spacerują tam duchy przeszłości. Tkwią w zadumie, dlaczego tak to się musiało skończyć. Stary szpital przy ulicy Radomskiej to pokolenia ludzi, którzy tam się ze światem witali i kolejne, które tam z tego świata odchodziły. Te mury to historia miasta. 
Swawolne MPK, MZK czyli jak mieszkańców trafia szlag

2022-03-12

Swawolne MPK, MZK czyli jak mieszkańców trafia szlag

Skarg na starachowickie MZK jest tyle, że gdyby chcieć na każdą z nich reagować, to co tydzień jedna strona musiałaby być temu poświęcona. Co ciekawe, nie jest to problem tylko dzisiejszego miasta. Czytając stare wydania czy to "Zielonej", czy Budujemy samochody aż się w nich roi od niezadowolonych pasażerów. I tak na przykład...
Głos Jakubowych Dzieci

2022-02-26

Głos Jakubowych Dzieci

Któż by nie chciał zobaczyć burzliwych tańców hory, które napełniały serca radością i szczęściem? Któż by nie chciał zanurzyć się w barwną mozaikę tłumu ludzi wstających o świcie, by oddać cześć Bogu, i zmierzających do codziennej pracy? Słyszycie te unoszące się  w powietrzu dźwięki pieśni i modlitwy, celebrujące dobro i pokój? Odkąd odkrywam tajemnice naszego miasteczka, wciąż połową siebie tkwię w tamtym świecie. I nie, nie tylko w maleńkim i ubogim sztetlu, chociaż to między innymi z niego przecież wyrastamy. Spróbujmy zaprzyjaźnić się z przeszłością, a zatem  ‏שָׁלוֹם עֲלֵיכֶם - szalom alejchem Drodzy Czytelnicy.
Powrót kiły

2022-02-20

Powrót kiły

Niespecjalnie dobra to wiadomość. Oj, nie. Szczególnie, że wciąż dokucza koranawirus, a w powietrzu hula kula czyli omikron. Do rzeczy jednak.  Kiła powróciła....
O dziewczynie, co folksdojczem została

2022-02-17

O dziewczynie, co folksdojczem została

Konformista, sprzedawczyk, zaprzaniec - nikt nie ma wątpliwości o kim mowa, tak nazywano folksdojczów. Wywodzili się z każdego środowiska, mogli być naszym dobrym znajomym, sumiennym pracownikiem, sympatyczną panią z sąsiedztwa. Tak, Starachowice nie były wyjątkiem. Mieliśmy swoich folksdojczów.