JUŻ W KIOSKU

Ćmielowska "sierotka", "Leżąca kotka" czyli historia i magia porcelany

2021-10-05 19:00:00

Ocena:

0/5 | 0 głosów

Niewielka miejscowość, nieco zapomniana, a przecież wyjątkowa na mapie Polski, na pewno zaś świętokrzyskiego. Stolica porcelany, zamek i gorliwy "sierotka" - tego po prostu nie można przegapić.

Aneta Marciniak

Zacznijmy jednak od początku.

Powstanie porcelany datuje na początki naszej ery i umiejscawia w Chinach, gdyby być jednak dokładnym, to warto pamiętać, że w rejonach Ćmielowa już w czasach neolitu wykonywano narzędzia i naczynia z krzemienia pasiastego i gliny. A zatem można by sądzić, że początków porcelany można szukać właśnie w świętokrzyskiem. Niemniej jednak za ojca porcelany na naszych ziemiach uważa się hrabiego Jana Małachowskiego, który, który w 1804 roku przejmuje małą fabrykę stworzoną wcześniej przez lokalnego garncarza. 

Powstanie tejże nie było przypadkowe, w końcu okolice Ćmielowa to bogate złoża glinki. Istotna data w historii ćmielowskiej porcelany to rok 1936, kiedy pracownicy istniejącej tu Fabryki Porcelany i Wyrobów tworzą nową markę i firmę. To im zawdzięczamy recepturę różowej porcelany. Powstaje Wytwórnia Porcelany Świt, która skupia się porcelanowych dziełach sztuki - artyzm pełną gębą. Dziś dzieło artystycznej porcelany jest kontynuowane przez  właściciela Adama Spałę. Udało się odtworzyć recepturę na różową porcelanę, która uznawana była za bezpowrotnie utraconą. Po 70 latach poszukiwań okazało się jednak, że przetrwały notatki twórcy różowej porcelany – Bronisława Kryńskiego, zostały przekazane w 2010 roku przez jego córkę fabryce AS Ćmielów. Od tego roku fabryka w Ćmielowie szczyci się opatentowaniem i wyprodukowaniem porcelany szmaragdowej.

Ćmielów turystyczny to Żywe Muzeum Porcelany,chętni mogą zobaczyć cały proces powstawania tych arcydzieł, a lekkie jak  piórko filiżanki wzbudzaj nieustanny podziw. Można wziąć udział w specjalnych warsztatach ceramicznych. Koniecznie trzeba zawiesić oko na wystawach -  starej porcelany, ale także zabytków archeologicznych z czasów neolitu, XIX wiecznych koszyczków fajansowych.  Porcelanowe cuda z różnych stron świata wprawią w zachwyt nawet najbardziej odpornych.

Na tych, którym się zamarzy kawowe szaleństwo, czeka "Leżąca kotka" - kawiarenka, w której spróbować można najsłynniejszej kawy świata - kopi luwak - ale również wielu rodzajów herbat. Wszystko podawane w ćmielowskiej porcelanie.

Jest i Aleja Małp, to przesympatyczna wystawa, figurki  opatrzone flagami Państw Europy symbolicznie nawiązują do  integracji krajów europejskich. Warto się z małpami sfotografować.

                                                                                          "Sierotka" na zamku

Od lat w ruinie, malowniczo położony wśród rozlewisk Kamiennej, dziś siedziba duchów i łabędzi. Nie wiem, co boli bardziej - brak pomysłu na ten zabytek czy niechęć. Nieco nietypowy, bo nie na wzgórzu, nie obronnie, ale przecież trudno dostępny. Kiedy powstawał rozlewiska rzeczne stanowiły barierę równie trudną do przebycia jak wzniesienia. Jedna z ulubionych siedzib Krzysztofa Szydłowieckiego. Podobno zjeżdżali się ludzie cuda zamkowe te oglądać: przysionki, komnaty, izby niewieście, ogrody, spacery, ganki, sale senatorskich narad...

Nie przysłużyły się zamkowi oddziały księcia Siedmiogrodu Jerzego Rakoczego. Legenda mówi, że napastnicy zdobyli zamek fortelem. Wiedzieli, że w polskich dworach z wielką gościnnością przyjmowane są orszaki weselne objeżdżające zgodnie z tradycją okoliczne posiadłości. Co zatem zrobili? Przygotowali fikcyjne wesele. Przebrali żołnierzy w stroje weselne i wysłali ich na zamek. Chroniąca się za zamkowymi murami szlachta widząc z daleka orszak ślubny nieświadoma podstępu otworzyła bramę. Tymże sposobem najeźdźcy bez walki wtargnęli na pałacowy dziedziniec, po czym dokonali rzezi zaskoczonej ludności.

Ile w tym prawdy? Lubię wierzyć, że dużo, bo lubię legendy, inna rzecz, że trudno tak naprawdę orzec. Na pewno zamek nie został zburzony całkiem, bo gościł w nim później i sam Rakoczy i Karol Gustaw.

Tu też, w jednej z zamkowych komnat płakał rozpaczliwie pozostawiony sam sobie Mikołaj Krzysztof Radziwiłł. Wtedy jeszcze dziecięciem będący. Przydomek, według legendy, powstał, kiedy przechadzający się król Zygmunt August zauważył płaczące niemowlę i sierotką je nazwał. "Sierotka"był synem jednego z głównych protektorów protestantyzmu na Litwie, Mikołaja Radziwiłła "Czarnego", jednak, w przeciwieństwie do ojca, on był niezwykle gorliwym katolikiem. Nie bójmy się użyć słowa dewot. Poza tym to człowiek dwóch moralności - zbudował zamek i drukarnię w Nieświeżu, był fundatorem kościołów, klasztorów, szpitali i stypendiów dla ubogich studentów. Natomiast w życiu prywatnym nie brakuje wątpliwych moralnie wątków. Z jednej strony religijny fanatyk z drugiej człowiek zmagający się z chorobą weneryczną. Stanowczo sprzeciwiał się tolerancji religijnej w Rzeczypospolitej, wykupił egzemplarze Biblii Brzeskiej – wydanej dzięki mecenatowi jego ojca Mikołaja Radziwiłła „Czarnego” w Pińczowie – po czym kazał je publicznie spalić na rynku w Wilnie. Skąd ta świętoszkowatość? Powiada się, że wynikać może z choroby wenerycznej, której nabawił się się podczas młodzieńczych podróży. Miał wtedy złożyć ślub, że odbędzie pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Słowa dotrzymał. Odwiedzając przy okazji Egipt nazwał Sfinksa wszetecznicą. Swoją żonę, Elżbietę Eufemię Wiśniowiecką, która w dniu ślubu miała 15 lat, zmusił do przejścia z kalwinizmu na katolicyzm, spłodził z nią dziewięcioro dzieci, a koniec końców umarł na kiłę, umierając był głuchy jak pień i niespełna rozumu.

Ach ta świętokrzyska ziemia - ciekawostek moc, prawda?

Około 2 kilometrów od Ćmielowa znajduje się malownicza wioseczka Podgrodzie. A ta, na stromym wzniesieniu zamek rycerski... onegdaj pysznił się nad okolicą. Ten miał być pierwotnym ćmielowskim castrum, sprzedanym potem Gniewoszowi z Dalewic. Tak, to ten sam, który w Wiślicy szczekał. Dziś to właściwie ruiny, ale legenda o tym miejscu do dziś rozbudza wyobraźnię. Powiada się, że zameczek ten był warownią zbójecką i zdarzyło się, że zbój jak tur, z brodą po pas, zakochał się w córce jednego z miejscowych szlachciców. Porwał dziewczynę i na zamku uwięził. I nie zdzierżył ojciec hańby córki, poszedł z rycerstwem na zbójów. Podobno jakaś zbłąkana strzała zabiła i herszta i dziewczynę, a ojcu serce pękło. Są tacy, co mówią,że pierś dziewczęca zbója osłoniła, bo nie porwanie to było a miłość gorąca. Lubię w to wierzyć, bo zbój i broda to jest to, co na mnie działa najbardziej.

INNE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU
Niech Cię wędrowcze sosna prowadzi

2021-10-16

Niech Cię wędrowcze sosna prowadzi

Wełecz. Malutka osadka na trasie z Buska do Pińczowa, łatwa do przeoczenia i niezauważalna jakby. Szkoda, żeby nie znalazła się na Waszej turystycznej trasie.
Od diabła się zaczęło, na lekarstwie skończyło

2021-10-17

Od diabła się zaczęło, na lekarstwie skończyło

Dziś zabieram Was do miasteczka, na którego widok buzia sama się uśmiecha. Po trosze dlatego, że już na wstępie w herbie owego wita nas letnie słońce, ale mnie osobiście na myśl o czarcie, od którego wszystko się zaczęło.
Szklana bima, pipki i gęsina

2021-10-16

Szklana bima, pipki i gęsina

Jedźmy do Chmielnika. Teraz, natychmiast i już.
O zbójach, co dobre serce mieli i Tarczek obronili

2021-10-15

O zbójach, co dobre serce mieli i Tarczek obronili

W gminie Pawłów byliśmy wielokrotnie, zawsze z ogromną przyjemnością spacerujemy doskonale znanymi nam szlakami, wierząc (nie bez przyczyny), że zawsze uda się coś nowego odnaleźć. Nie inaczej jest tym razem. Zapraszamy ponownie do Tarczka, tym razem śladami świętokrzyskich zbójów.
Wielcy świętokrzyskiej ziemi

2021-10-12

Wielcy świętokrzyskiej ziemi

Bogata historia, patriotyczne tradycje, oszałamiająca przyroda - taka jest właśnie świętokrzyska ziemia, która rodzi poetów i pisarzy. Poznajcie ich. Oto uwiedziony przez komunizm Jasieński, kochliwy Żeromski i Gombrowicz, który przyprawiał mnie o łzy rozpaczy.
O czarcie, gwoździach i piekielnym rezerwacie

2021-10-13

O czarcie, gwoździach i piekielnym rezerwacie

Dawno, dawno temu... Tak zazwyczaj zaczynają się baśnie, ale zabierając Was na wycieczkę po regionie nie sposób inaczej zacząć.
O ziemi, co Gombrowicza wydała

2021-10-05

O ziemi, co Gombrowicza wydała

Dziś w inspiracjach obszar bliski i znany, Doły Biskupie, niewielka wieś nad Świśliną, między Ostrowcem Świętokrzyskim i Starachowicami. Hula tu wiatr, ale przed laty rozlegał się tu gwar nowoczesnego zakładu, który należał do rodziców Witolda Gombrowicza.
Jak to diabeł w świętokrzyskiem zagościł

2021-10-02

Jak to diabeł w świętokrzyskiem zagościł

Swoją drogą nieźle musieliśmy nagrzeszyć skoro właśnie tu, gdzie bór przedwieczny śpiewa pieśń bez słów, a echo jej, niesione przez wiatr, wybrzmiewa gdzieś wśród malowniczych lasów i pól, diabeł piekło chciał postawić. Wiatr, figlarz jesienny, opowiedział mi tę historię, a ja na łamach "Zielonej" oddaję ją Wam.
Świętokrzyski

2021-09-28

Świętokrzyski "Biegun Ciepła"

Jesień. Wpadła w tym roku jakoś tak gwałtownie, szturchnęła pod żebro, rozpłakała się deszczem i wymusiła na którejś z miejskich instytucji, żeby z kaloryferów poszło ciepło. U mnie grzeją, a u Was?