Będą zwolnienia w urzędzie

Budżet kosztem miejsc pracy

Nawet ponad trzydzieści osób, w tym ośmiu strażników, może niebawem stracić pracę w Urzędzie Miejskim w Starachowicach. To cena, jaką trzeba będzie zapłacić za przyjęcie w piątek poprawek do tegorocznego budżetu miasta, zgłoszonych przez radnych. Wnioskowali, by z administracyjnych oszczędności m.in. dopłacać do wody i ścieków, kontynuować roboty na ul. Wylotowej, Doktorskiej i Dobrej.

O nadzwyczajną sesję wnioskował wiceprezydent po tym, jak radni za pierwszym podejściem nie uchwalili budżetu na rok 2013, zarzucając mu nadmierny optymizm w planowaniu dochodów, zarówno ze sprzedaży gminnego majątku, jak i z tytułu wpływów z podatków CIT i PIT. Opozycja uznała, że w projekcie powinny znaleźć się wszystkie potencjalne inwestycje zaplanowane do realizacji za pieniądze, których jeszcze nie ma. Miała też wiele uwag do wzrostu wydatków w administracji, bo - jak wyliczyli radni - zatrudnieni urzędnicy mieliby zarobić o 700 tys. zł więcej niż w zeszłym roku. Przeciwni temu byli rajcy Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej, Spółdzielczości Mieszkaniowej oraz dwaj niezrzeszeni, którzy jeszcze niedawno należeli do SLD.

- Jestem trochę zdumiony, że radni zrzekli się swoich statutowych kompetencji, nie chcą decydować o losach naszego miasta, oddając je w ręce Regionalnej Izbie Obrachunkowej i licząc, że ta zrobi to lepiej. Jak oceniać taką radę? Radni nie składają konstruktywnych wniosków, nie mają własnych pomysłów. Po co miastu taka rada? Po co wydawać 350 tysięcy złotych rocznie na diety? Radni wyżej cenią sobie uprawnianie lokalnej polityczki niż dobro mieszkańców miasta. To jest porażka miasta, że ma taką radę - skomentował na konferencji decyzję radnych wiceprezydent miasta Sylwester Kwiecień.

- Może i dobrze się stało, że po raz drugi przedstawiono nam dzisiaj projekt - powiedział na piątkowej sesji Krzysztof Różycki. - Bo starachowiczanie, jak stwierdził, zasługują na dobry budżet.

- I nie jest prawdą, że radni nie działają na rzecz tego miasta i wyżej cenią sobie polityczkę - zaprzeczał Sylwestrowi Kwietniowi. - Pyta pan retorycznie: po co miastu tacy radni? Nie ma pan prawa takimi wypowiedziami podważać ładu prawnego i decyzji mieszkańców. Jakim prawem przypisuje pan sobie wiedzę na temat gospodarki w mieście? Zarzuca pan, że radni opozycyjni nie mają pomysłu na budżet, a ja od kilku miesięcy zgłaszam wnioski i propozycje, które nie są niestety uwzględniane. Cały czas tylko słyszymy, że brakuje nam środków, a rosną wydatki na administrację.

Radny wnioskował zatem, aby „zdjąć” 320 tys. zł z puli na wynagrodzenia dla urzędników, 100 tys. zł ze składek na ubezpieczenie, 50 tys. zł z wydatków na materiały i wyposażenie, a kolejne 100 tys. z zakupu pozostałych usług. O 30 tys. zł zaproponował uszczuplić wydatki na promocję jednostek samorządowych, a o 200 tys. zł środki na bezpieczeństwo publiczne, co w konsekwencji oznacza Straż Miejską. Uzyskane w ten sposób 800 tys. zł postulował przeznaczyć na dopłaty do wody i ścieków, co pozwoli utrzymać ceny na dotychczasowym poziomie.

Podobne propozycje zmian w budżecie zgłosił Michał Walendzik. Postulował przekazać 310 tys. zł z kosztów administracji magistratu na kontynuację prac na ul. Wylotowej, Doktorskiej i Dobrej w Starachowicach - 210 tys. zł z puli na wynagrodzenia a 100 tys. zł ze składek na ubezpieczenie.

- Znam rozkład sił i rozumiem zasady demokracji. Ale jeśli zdejmiecie tyle pieniędzy z administracji, to będzie ich mniej niż w roku poprzednim. To oznacza zwolnienia. Wkrótce wyjdzie, że administracja jest w ogóle niepotrzebna - ripostował wiceprezydent.

- Nie mogę zgodzić się z takim podejściem. Zmniejszenia w dziale administracji spowodują zwolnienia, a w urzędzie będzie brakować nawet na papier. I tak go okroiliśmy, wcześniej zdjęliśmy już 200 tys. zł z przeznaczenia na kluby sportowe. Dziś chcecie zmniejszyć o ponad milion, a sami zauważyliście, że ubiegły rok nie był bogaty - tłumaczył bezskutecznie wiceprezydent.

Wszystkie zgłoszone poprawki przeszły jednak większością głosów radnych opozycji, którzy je wnieśli. 14 było „za”, dziewięciu (SLD, Porozumienie Samorządowe - czyli rządząca koalicja) wstrzymało się od głosu. Dla zatrudnionych w urzędzie oznacza to niestety zwolnienia. Pracę może niebawem stracić ponad trzydziestu urzędników, w tym ośmiu strażników miejskich.         

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ