reklama

O agentce Sylwii i "świętej prawdzie" prezesa

Kolejna odsłona korupcyjnej sprawy

Na okładce

O agentce Sylwii i "świętej prawdzie" prezesa

Kolejna odsłona korupcyjnej sprawy

- Stać mnie było, żeby dawać łapówki - powiedział w czwartek przed sądem były już prezes Zakładu Energetyki Cieplnej Norbert G. Zaprzeczył jakoby łączyły go bliższe relacje z agentką Sylwią (CBA), a o Justynie Z. mówił, że przekazywała mu tylko informacje.
Na czwartkowej (5 lipca) rozprawie w Sądzie Rejonowym w Starachowicach mieli zeznawać dwaj byli prezesi ZEC-u, ale zeznawał tylko Norbert G. i to prawie trzy godziny. Obrońcy chcieli wykazać niespójność w jego zeznaniach i zwrócić uwagę sądu oraz opinii publicznej na jego dość specyficzną osobowość. Pytali go między innymi o spotkanie w biurze prezydenta, a także wcześniejsze na składzie węgla. Podczas rozprawy wracano często do odtworzonego wcześniej nagrania ze spotkania w gabinecie B. po jego wyjściu z aresztu 24 listopada zeszłego roku, podczas którego G. miał deklarować, że jeśli adwokaci znajdą jakiś sposób, żeby "zrobić w ch... panią prokurator i CBA", to on nie mówi nie. Przed sądem tłumaczył, że mówił tak, bo był ... zestresowany sytuacją i widmem utraty pracy. Przekonywał, że grał tylko na zwłokę i walczył o przetrwanie. Taką strategię miał mu doradzić jego adwokat. Prezes przeprosił za swoje wulgarne słownictwo. Ale, jak stwierdził, nie wiedział nic o nagraniu i mówił językiem urzędowym, co wywołało spore zdziwienie. Zapytany o "propozycję nie do odrzucenia", jaką złożyć miały mu służby i o jakiej miał mówić podczas spotkania u prezydenta, stwierdził, że miał dylemat, czy dalej uczestniczyć w układzie, czy też powiedzieć prawdę. Ostatecznie wybrał to drugie.  
- Nie wiedziałem, czy ktoś się już przyznał, czy nie - mówił wbrew temu, co można było usłyszeć w nagraniu, kiedy twierdził, że czytał akta prokuratury. - Mogłem brnąć dalej, albo się przyznać. Przed agentami CBA powiedziałem prawdę, a nawet "świętą prawdę" - powtarzał kilkakrotnie. 
 
                     Tajemnicza agentka Sylwia...
O stosunki Norberta G. z funkcjonariuszami CBA dopytywał się broniący prezydenta mecenas Kazimierz Jesionek, a najbardziej interesował się agentką Sylwią, do której G. miał wydzwaniać po godzinie 22.00 i informować o spotkaniu na składzie. Numer do niej wziął z wizytówki, którą zostawili agenci, po tym, jak weszli do ZEC-u. Na pytanie, czy łączyły ich stosunki natury osobistej nie chciał odpowiedzieć, twierdząc, że jest to żenujące. Przymuszony jednak przez sąd wyraźnie temu zaprzeczył. Temat kontynuował później jeszcze mecenas Jerzy Siwonia, który próbował ustalić, ile razy świadek spotkał się funkcjonariuszami, którymi dokładnie i w jakich okolicznościach. Zastanawiający był również fakt, skąd wiedział, jak zeznawali inni świadkowie (mówił tak podczas rozmowy w gabinecie prezydenta - przyp. red.), skoro - jak stwierdził - nikt mu o tym nie mówił.
- To był blef, kłamstwo, czy może prawda? - dopytywała się sędzia Barbara Nowak - Łon. 
- Idąc do prezydenta miałem przekonanie, że stracę pracę - usłyszała w odpowiedzi. 
"Wiem, że w twojej sprawie Lipiec ostro monituje do CBA (...), a Sierpień (mowa  przewodniczącym Rady Nadzorczej ZEC - przyp. red,) konfabuluje" - cytowano nagrania. Skąd Norbert G, miał takie  informacje dopytywali obrońcy. 
- To były moje prywatne oceny - uciął dość krótko. - Adwokat powiedział, żebym grał na zwłokę i grałem - stwierdził G. - To, co mówiłem o prawnikach (że to sprytne budrysy, które wszystko "upier...ą" i że jeśli znajdą sposób na zrobienie w  ch... panią prokurator, i CBA, to nie mówi nie - przyp. red.) to była także gra na zwłokę. 
 
       Pensji wystarczyło na łapówki 
Broniący prezydenta Kazimierz Jesionek pytał świadka o jego stan zadłużenia i dlaczego nie miał własnego konta, korzystając z należącego do matki lub żony. Włodarz zasiadający na ławie oskarżonych zadał mu inne: - Dlaczego będąc prezesem brał ryczałt na samochód, mimo że jeździł autami ojca? Usłyszał też, że grał w piłkę, będąc na zwolnieniu lekarskim. 
- Chciałbym wykazać osobowość świadka, żeby wysoki sąd, media, wiedziały, kto tu składa zeznania - tłumaczył zasadność swych pytań mecenas Jesionek. Norbert G. nie chciał odpowiadać na wszystkie pytania, twierdząc, że nie ma to związku ze sprawą. Dopiero przymuszony przez sędzię mówił:. 
- Pieniądze na łapówki niestety miałem. Kiedy przyszedłem do ZEC-u, wszedłem w koła trybiku. Sz. poinformował mnie o "przypadłości" B., że pół nagrody należy się jemu. Potrafił w ciągu jednego dnia zmienić regulamin spółki, żeby zamiast dwóch nagród, mógł wypłacić trzecią - mówił o prezydencie. 
Mimo że lwią część jego pieniędzy zabierał komornik, który ściągał mu alimenty, na łapówki też zostawało.
- Jestem osobą oszczędną - twierdził G. - Jeżeli zarabiam, to wszystkiego od razu nie tracę - zakomunikował G. - Stać mnie było, żeby dawać łapówki. 
O wiele więcej miał dawać jego poprzednik, bo "to jest łapówkarz" - mówił G. Nie wiedział jednak co odpowiedzieć na pytanie: dlaczego nie zgłosił tego właściwym organom. 
 
Tylko informowała?
Justyna Z. dopytywała prezesa G. po co przyszedł do niej dzień przed spotkaniem w urzędzie z białą teczką podpisaną "CBA", a wcześniej dzwonił i nalegał na tę wizytę. 
- Być może zadzwoniłem, ale nie przypominam sobie po co poszedłem na to spotkanie - stwierdził przed sądem. Zaprzeczył jakoby Justyna Z. wpływała na jego decyzję, choć wcześniej mówił inaczej. Twierdził, że podczas wieczornego spotkania 23 listopada na składzie opału jej dziadka Mariana S., oskarżonego o wręczanie łapówek B., miała postawić mu jasny warunek, że albo o godzinie 8.00 rano będzie na biurku u prezydenta jego wycofanie się z zeznań, albo straci pracę. Później jednak się z tego wycofał.   
- Dla mnie to była informacja przekazana od B. Justyna Z. mogła być tylko takim przekaźnikiem. 
  Obrona ujawniła też zdjęcia, z których jasno wynika, że jego rodzinę oraz rodzinę S. łączyła bliższa znajomość, wbrew temu, co wcześniej zeznała jego żona. Były to zdjęcia z Zakopanego wykonane podczas jednego z majowych, albo czerwcowych weekendów, a na nich synowie S. wraz z rodzinami oraz rodzina G. 
- Nie pojechaliśmy wspólnie, a w jednym czasie. Z rodziną nocowaliśmy w innym pensjonacie - mówił G. i dodał: "znajomości z Justyną nigdy się nie wypierałem. Bywała też u niej moja żona". 
 Obie panie miały łączyć jedynie relacje służbowe, wynikało z wyjaśnienia Justyny Z. 
Co nowego wniesie do sprawy Szymon Sz. przekonamy się w czwartek, 26 lipca, bo właśnie wtedy wznowiona zostanie rozprawa. Sędzia Barbara Nowak - Łon planuje przesłuchać część świadków wnioskowanych. Następna odsłona zapowiedziana została na 30 sierpnia.  
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ