Medycyna i pacjenci są tu i teraz

Wywiad Gazety

Na okładce

Medycyna i pacjenci są tu i teraz

Wywiad Gazety

 

Ze służbą zdrowia związana jest ponad 20 lat. Przez ostatnie dziewięć miesięcy pełniła funkcję p.o dyrektora szpitala powiatowego, by w maju br. wygrać konkurs i stać się pełnoprawnym dyrektorem Powiatowego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Starachowicach. O planach szpitala, ale również o problemach w służbie zdrowia w wywiadzie z Katarzyną Arent.

- Dziewięć miesięcy na stanowisku pełniącej obowiązki dyrektora szpitala. To okres trudny w życiu szpitala i jednocześnie czas trzech konkursów na stanowisko dyrektora.

- Do trzech razy sztuka

- Żeby zaskoczyć komisję konkursową, trzeba mieć pomysł na funkcjonowanie placówki. Czym pani zaskoczyła, jakie rozwiązania zaoferowała?

- Chyba szczerością. Przemyślałam wszystkie kwestie, o które mogę być pytana i oczywiście bardzo chciałam, jak najlepiej wypaść. Ale myślę, że o mnie świadczy te dziewięć miesięcy. To jest ta naprawdę obiektywna ocena mojej działalności.

- Ten okres to m.in. protest rezydentów, rozmowy z lekarzami specjalistami dotyczące podwyżek, to problemy związane z dofinansowaniem. Ogólnie rzecz ujmując, klasyczne problemy służby zdrowia.

- Na samym początku, w momencie objęcia obowiązków priorytetem było uruchomienie nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej od podstaw. Przez ten okres działo się, temu nie da się zaprzeczyć. Kiedy toczyły się kolejne konkursy wiedziałam, że rozstrzygnięcie może być różne i pewnych strategicznych decyzji finansowych nie mogę podejmować. I rzeczywiście, był to okres spowolnienia, jeśli chodzi o decyzje. Później doszłam do wniosku, że nie mogę sobie dłużej pozwolić na czekanie i niezależnie od tego, kiedy i jakie będą rozstrzygnięcia, to pewne rzeczy muszą się dziać. I te decyzje następowały, niezależnie od tego, że w wyniku konkursu, może w tym gabinecie pojawić się ktoś inny. Ale pewne rzeczy, pewne sprawy nie mogły stać w miejscu. Dlatego pracowałam z nastawieniem, że dopóki tu jestem, to działam.

- Jest pani młodą osobą, ale zawodowo doświadczoną. W służbie zdrowia przeszła pani przez wszelkie szczeble. Od pracy w szpitalu, poprzez Narodowy Fundusz Zdrowia, kierowanie poradniami, funkcję p.o dyrektora do dyrektora.

- Mam 22 lata stażu pracy. Bez doświadczenia byłoby mi trudno działać. Znam pracę pielęgniarki, lekarza i dlatego łatwiej mi z pozycji dyrektora rozumieć ich problemy. Prawdą jest, że nie wszystkie da się rozwiązać od razu, nie wszystkie można rozwiązać tu i teraz, ale je rozumiem. I może małymi krokami uda się je rozwiązać. Chcę, aby każdy pracownik PZOZ czuł się potrzebny i doceniony. Chciałabym, żebyśmy dalej kroczyli drogą w kierunku godziwych wynagrodzeń. Uważam, że doświadczenie zarówno medyczne, jak również sześcioletnie doświadczenie pracy w Narodowym Funduszu Zdrowia pozwala mi łatwiej poruszać się w sferze zarządzania. Wiem czym są negocjacje, wiem co z punku widzenia NFZ jest istotne. Wyznaję zasadę, że trzeba dążyć do rozmów ze wszystkimi i staram się wprowadzać tę zasadę w sferę zawodową.

- Przejmowała pani placówkę w trudnym momencie, chodzi mi o kardiologię, pracę poradni, finanse...

- To prawda. Moment, w którym objęłam szpital był trudny. Staliśmy przed wieloma niewiadomymi i wieloma problemami. Wypowiedziane opt-outy, groźba problemów z zabezpieczeniem dyżurów, nowa ustawa o sieci szpitali, to nie nastrajało optymistycznie. Ale z perspektywy tych miesięcy wiemy, jak poruszać się w nowej rzeczywistości, wiemy jaki był powód niewykonań. Po korekcie ryczałtu, po pierwszym kwartale 2018 roku mamy go wykonany ponad sto procent, więc liczymy na to, że przy utrzymaniu tej tendencji na drugie półrocze, Narodowy Fundusz Zdrowia dokona korekty na plus tego ryczałtu. Po tych kilku miesiącach doświadczeń z nowym finansowaniem jest nam łatwiej zarządzać finansami. Jeśli chodzi o personel (wypowiedzenie klauzuli opt-out), to na szczęście dzięki dialogowi udało nam się w sposób partnerski to zagrożenie zażegnać. Uważam to za wspólny sukces. Cieszymy się z dyrektorem Piotrem Nowakiem, że nie było zagrożenia z tytułu nieobstawienia dyżurów. Mam nadzieję na poprawę sytuacji w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Wiem, że trzeba zatrudnić dodatkowych lekarzy dyżurujących. Takie działania są już podejmowane. Mam nadzieję, że z czasem pacjenci odczują poprawę opieki w SOR. Bardzo ważne jest także to, że udało się nam uruchomić nocną i świąteczną opiekę medyczną. Teraz mogę powiedzieć, że w momencie kiedy obejmowałam funkcję, we wrześniu minionego roku, w tym zakresie nie było nic zrobione. W związku z wejściem w życie ustawy o sieci szpitali wprowadzono obowiązek uruchomienia przy szpitalu punktu nocnej i świątecznej opieki medycznej. Mieliśmy bardzo mało czasu, by to zrobić. Zorganizować nową komórkę organizacyjną w niespełna miesiąc, to było duże wyzwanie. Udało się, działa, nie słyszę o jakichkolwiek problemach, mamy dyżurujących tam lekarzy, w tym pediatrę. Cieszę się również, że udało nam się uruchomić pracownię badań EMG. Wcześniej sprzęt stał niewykorzystany.

- Czy przez te dziewięć miesięcy był taki moment, że chciała pani zrezygnować?

- Jak każdy, miewam gorsze i lepsze dni. Są zawsze momenty zwątpienia, szczególnie gdy widzimy, że coś nie idzie po naszej myśli. Natomiast jestem też taką osobą, która lubi sobie podwyższać poprzeczkę. Im trudniej się robi, tym większa moja determinacja, by te przeszkody pokonać. To jest satysfakcja z pracy, nie poddać się. Nie mogę nie wspomnieć o osobach, z którymi współpracuję. Dyrektor Piotr Nowak, dyrektor Dorota Rurarz, Magdalena Moskal, to fantastyczni współpracownicy, którym ufam w stu procentach i mogę na nich liczyć. Sprawa kardiologii... Cieszę się, że oddział działa, procedury są wykonywane. Ponadto 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę działa pracownia hemodynamiki. Ale nie ukrywałam i nie ukrywam, że brakuje lekarzy, że cały czas są poszukiwani. Jest duża potrzeba wzmocnienia oddziału. Chcemy go powiększyć, ale będzie to możliwe dopiero po zwiększeniu obsady kadrowej medyków. Udało się zyskać dwóch lekarzy na dyżury i lekarza na kilkanaście dodatkowych godzin do poradni specjalistycznej, ale cały czas działamy w kierunku zwiększenia liczby kardiologów. Prowadzimy rozmowy – osobiste, telefoniczne, wysłane są pisma do konsultantów wojewódzkich wszystkich ościennych województw. Szukamy rozwiązań, by oddział kardiologiczny powiększyć, zwiększyć bazę łóżkową, bo widzimy większą liczbę pacjentów od października (przyp. aut. – zamknięcia działalności AHP).

- A co z chirurgią naczyniową?

- Bez dodatkowych środków, czyli bez uruchomienia pieniędzy i ogłoszenia kontraktowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia nie ma szansy na utworzenie takiego oddziału. Jesienią ubiegłego roku był powołany zespół, który badał możliwości szpitala i po przeliczeniu kosztów wiadome jest, że nie stać nas na to. Potrzeba ogromnych pieniędzy, by taki oddział uruchomić. Gdyby NFZ uznał, że jest zapotrzebowanie na tego rodzaju świadczenie, to musiałby ogłosić postępowanie konkursowe, do którego na pewno przystąpiłaby jednostka, która do tej pory - do października ubiegłego roku - te świadczenia realizowała. To nie chodzi o to, czy to ma robić PZOZ czy PAKS, tylko ważne jest, by dane świadczenia były. Jeśli będzie tylko wola ogłoszenia takiego postępowania ze strony NFZ, to chirurgia naczyniowa mogłaby powrócić do Starachowic. Mam nadzieję, że byłaby wtedy możliwa dalsza współpraca, wsparcie ze strony chirurgów naczyniowych, którzy udzielali nam konsultacji i pomocy w zakresie chirurgii naczyniowej.

- Zawieszona działalność Oddziału Reumatologii? Co dalej?

- Brakuje lekarzy, odeszła większość kadry. I tak, jak już informowaliśmy, zostały wysłane pisma do wszystkich konsultantów ościennych województw z informacją, że poszukujemy specjalistów. Funkcjonowanie oddziału uwarunkowane jest spełnieniem wymagań kadrowych - potrzebujemy minimum dwóch pełnych etatów. Jeden etat lekarski to za mało, dlatego jest to trudna sytuacja. Na naszym terenie reumatologów jest niewielu, a jeśli są, to mają swoje miejsca zatrudnienia. Starsi reumatolodzy pracują w poradniach. Pani konsultant nas poinformowała, że może być duży problem ze znalezieniem etatowych lekarzy u nas w regionie. Zostają inne województwa. Podjęcie pracy przez lekarzy spoza regionu jest związane z decyzją o zmianie miejsca zamieszkania. Jednak nie wywieszamy białej flagi. W dalszym ciągu prowadzimy rozmowy z reumatologami i publikujemy ogłoszenia o pracę. Zanim zapadnie decyzja o zamknięciu oddziału, musimy wyczerpać wszystkie możliwości poszukiwań lekarzy. Jeśli do końca czerwca ta sytuacja się nie zmieni, to prawdopodobnie będziemy musieli, niestety ogłosić zamknięcie oddziału.

- Są pieniądze na dofinansowanie przenosin Oddziału Zakaźnego. Możemy mówić o przełomie i o tym, że wreszcie doczekamy Zakaźnego na odpowiednim poziomie.

- Na pewno wykonany został pierwszy duży krok. Otrzymaliśmy dotację z rezerwy budżetu państwa w wysokości 80 procent całego przedsięwzięcia. Bardzo się z tego cieszymy, to jest dobra wiadomość, która pozwala myśleć pozytywnie. Ale nie ukrywam, że przed nami bardzo trudne zadanie, bo mamy niedużo czasu. Same procedury przetargowe trochę trwają, a przecież przetargi budowlane najczęściej toczą się jesienią. W okresie wiosenno - letnim firmy wchodzą z pracami. Przetargi zostały ogłoszone dziś (25 maja 2018 r. - dzień podpisania dofinansowania w Urzędzie Wojewódzkim - przyp. red). Będziemy robić co w naszej mocy, by na koniec roku obwieścić, że oddział zostaje przeniesiony.

- Spędza to sen z pani powiek?

- Na pewno... Choć wiem, że na pewne czynniki nie mam wpływu. Sen z oczu spędza i oddział zakaźny, i oddział kardiologii

- Czy pani zna sformułowanie: nie da się?

- Uważam, że nie jest dobrze na wstępie zakładać, że się nie da. Staram się patrzeć do przodu i z optymizmem. Gdy coś wydaje się trudne, staram się wspierać wiedzą i doświadczeniem innych. Przy dobrym podejściu i chęciach, udaje się naprawdę dużo zrobić. Chyba, że jest coś zupełnie niezależne od nas lub wydarzy się coś, na co kompletnie nie ma się wpływu. Porażki też są wpisane w działalność zawodową. Wiem, że nie na wszystko mam wpływ.

- Poprzedni dyrektor charakteryzował się tym, że rzadko osobiście odpowiadał na pytania, choćby radnych czy dziennikarzy. Pani wychodzi na mównicę, nie boi się konfrontacji, nie boi się - często niewygodnych pytań.

- Powiem szczerze, irytuje mnie trochę, jak padają nieprawdziwe informacje. Nie mogę siedzieć spokojnie i nie bronić pracowników, czy po prostu szpitala. Nie można słuchać biernie czegoś, co nie jest prawdą. Ja z każdą stroną rozmawiam, niezależnie czy jest to opcja rządząca czy opozycja, i chcę być podziałami. Jestem biernym obserwatorem życia politycznego. A najważniejsze, to być uczciwym w stosunku do samego siebie.

- Czyli z PZOZ-u nie będzie Kliniki?

- Na pewno na razie nie, a co dalej czas pokaże. Staram się podejmować decyzje zdroworozsądkowe, które mają mieć pozytywny wpływ na działalność szpitala. Trzeba racjonalnie podchodzić do tematu, szczególnie służby zdrowia.

- Plany Katarzyny Arent dotyczące szpitala w Starachowicach są dalekosiężne?

- Nie! Życie zaskakuje człowieka w życiu osobistym i zawodowym. Nie można planować tego, co będzie za pięć lat, bo ja nie wiem, co będzie za miesiąc. Znam bieżące problemy szpitala i to jest dla mnie, jako dyrektora, najważniejsze. Chcę skupić się na nich. A najważniejsze priorytety to oddziały zakaźny, kardiologiczny i reumatologiczny. Bardzo chciałabym, by do struktur szpitala powróciła Poradnia Dermatologiczna, by nawiązać współpracę z chirurgami naczyniowymi w kontekście poradni. To na razie najbliższe i w miarę realne plany do realizacji. Kiedyś w moich planach była ogromna chęć utworzenia geriatrii w PZOZ. Jest to ogromnie trudne zadanie, bo geriatrów jest bardzo mało. By utworzyć oddział czy poradnię, potrzeba pozyskać lekarzy, to nie jest łatwe zadanie. Plany realne, to akcje profilaktyczne dla społeczeństwa, bo jest na to duże zapotrzebowanie. Pokazała to choćby Biała Niedziela pod Skałkami. Z naszego punktu diagnostycznego, edukacyjnego i informacyjnego skorzystało ponad trzystu starachowiczan. Kolejna akcja będzie poświęcona sercu. Na jesieni zaprosimy mieszkańców do siebie.

- Czyli to, co tu i teraz?

- Tak, medycyna jest tu i teraz, pacjenci i ja jestem tu i teraz. Jestem dumna, że tu pracuję. Dziękuję pracownikom za dotychczasową współpracę i liczę na dalsze współdziałanie.

- Dziękuję za rozmowę.

Anna Ząbecka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ