"Stary" na mecie Paryż - Dakar

Wspomnienia Tomasza Sikory

Informacje sportowe

"Stary" na mecie Paryż - Dakar

Wspomnienia Tomasza Sikory

Ciężarówki "star" wpisały się również w historię słynnych rajdów Paryż - Dakar. Za kierownicą pojazdów wyprodukowanych w Starachowicach, 29 lat temu, Tomasz Sikora i Jerzy Mazur, jako pierwsi Polacy, ukończyli ten morderczy wyścig.

O rajdach Paryż-Dakar słyszał chyba każdy i to niekoniecznie miłośnik sportów motorowych. To jeden z najtrudniejszych na świecie wyścigów, gdzie o laur zwycięzcy walczą kierowcy samochodów osobowych, ciężarowych, motocykliści i kierowcy quadów. Jednak dzisiejszy Dakar (bo tak teraz nazywa się ten wyścig) z historią ma coraz mniej wspólnego.

Pierwsi Polacy, którzy przeszli do historii rajdu i go ukończyli, dokonali tego na „starach 266”, wyprodukowanych w Fabryce Samochodów Ciężarowych w Starachowicach (o konstruktorach piszemy na str. 9). Co prawda oficjalnie nie zostali sklasyfikowani, bo przekroczyli limity czasowe, ale do mety dojechali. Było to w 1988 roku, a za sterami pojazdów zasiedli Tomasz Sikora z pilotem Jerzym Frankiem oraz Jerzy Mazur z pilotem Julianem Obrockim.

Pomysł udziału w najcięższym rajdzie świata narodził się niejako na Węgrzech, gdzie „stary” rywalizowały w wyścigach ciągników siodłowych.

- Na Węgrzech, na słynnym torze Hungaroring odbywały się zawody ciągników siodłowych. Starachowicka fabryka została zaproszona do udziału w tym rajdzie. Przyjechali tam również Czesi, którzy rok wcześniej startowali w rajdzie Paryż-Dakar. Pojawił się pomysł, żeby wystartowały tam również „stary”, tym bardziej że rywalizował już tam „Jelcz”. Fabryka chciała zaistnieć medialnie. Podczas prologu, jeszcze we Francji, transmisje z tego odcinka prowadziło wiele telewizji z całego świata. Pamiętam jak przed wyjazdem dyrektor fabrycznego OBR Waldemar Grzyb powiedział nam: „Chłopaki, musicie być lepsi od Jelcza”. To zadanie zostało wykonane, Jurek był 14., a ja zająłem 34. miejsce, „jelcze” były za nami - wspomina Tomasz Sikora, kierowca „stara” z numerem startowym 630.

Prawdziwa walka zaczynała się jednak dopiero na afrykańskich odcinkach, gdzie kierowcy zdani byli wyłącznie na siebie. Nie było wiadomo, jak starachowickie ciężarówki będą spisywać się w nietypowych, pustynnych warunkach. Nasi kierowcy wieźli ze sobą wiele części zamiennych i okazało się, że było to bardzo dobrym pomysłem, bo nie obyło się bez usterek. Dzisiaj niektóre z tych sytuacji brzmią zabawnie.

- Przed wyjazdem mój mechanik Jurek Kosmala podszedł do mnie z pakunkiem pod pachą. Pytam, co to jest? On na to, że szyba. Ja zapytałem, po co mi szyba? Jurek odpowiedział, że w „Afryce szyba, na pewno ci się przyda”. Wziąłem ten pakunek i włożyłem za siedzenie. No i już na początku rywalizacji w Afryce ktoś rzucił w szybę mojego auta cegłą. I przydała się - opowiada nasz rozmówca.

Zdarzały się jednak sytuacje mrożące krew w żyłach.

- Pomyliliśmy w pewnym momencie trasę i wjechaliśmy... do kopalni. Nagle wokół nas zebrali się czarnoskórzy ochroniarze, którzy zaczęli do nas celować z karabinów. Przestraszyliśmy się, bo nie wiedzieliśmy, czy nie zaczną strzelać. Na wstecznym biegu jechałem chyba kilkaset metrów i na szczęście udało się bezpiecznie oddalić z tego miejsca - dodaje.

Udział „starów” w rajdzie Paryż - Dakar był wydarzeniem nie tylko dla FSC i starachowiczan.

- Nasz wyjazd był ogromnym przeżyciem nie tylko dla kierownictwa fabryki, ale także dla wszystkich mieszkańców. Codziennie w fabrycznym radiowęźle podawano informacje, jak nam idzie. Kilka lat temu leżałem w szpitalu w Starachowicach i jeden z lekarzy powiedział mi, że był wówczas młodym chłopakiem, ale pamięta jak rywalizowaliśmy w rajdzie Paryż-Dakar. To bardzo miłe, że tak tamto wydarzenie jest wspominane - mówi T. Sikora.

„Stary 266” na pustynnych bezdrożach spisały się bardzo dobrze. Dlatego fabryka rozpoczęła przygotowania do udziału w rajdzie w 1989 roku. W tym celu powstał Unistar, samochód jeszcze lepszy, bazujący na doświadczeniach Tomasz Sikory i Jerzego Mazura.

- Mechanicy wiedzieli co ulepszyć i my również zdobyliśmy doświadczenie. Niestety, w 1989 roku zrezygnowano z udziału ciężarówek, bo dochodziło do wypadków śmiertelnych i organizatorzy chcieli tego uniknąć. Tym samym „stary” już więcej na rajdzie Paryż-Dakar się nie pojawiły - przypomina T. Sikora.

Kierowcy naszych „starów” zapisali piękną kartę w historii FSC. Pozostały im wspomnienia na całe życie, którymi Tomasz Sikora podzielił się z czytelnikami GAZETY.

P.S. Tomasz Sikora jest radcą prawnym i prowadzi własną kancelarię w Busku-Zdroju. Pasji do motoryzacji jednak nie zatracił. Odnalazł swój dawny bolid, którym rywalizował w Formule Polonia, gdzie zdobył dwa tytuły wicemistrza Polski. Odrestaurował go i rywalizuje w wyścigach towarzyskich w Poznaniu. (mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ