STAR na trasie morderczego rajdu

Konstruktorzy (III)

Na okładce

STAR na trasie morderczego rajdu

Konstruktorzy (III)

 

Jest rok 1988. W kolejnej edycji raju Paryż - Dakar startują cztery polskie ciężarówki, dwa STAR-y i dwa Jelcze. Do mety, z czterech dojechał dwa polskie auta. Wyprodukowane w Starachowicach STAR-y 266. Zapraszam na trzecie, ostatnie spotkanie z konstruktorami Ośrodka Badawczo - Rozwojowego Fabryki Samochodów Ciężarowych STAR. 

Idea rajdu Paryż - Dakar zrodziła się pod koniec lat 70-tych. Jeden z Francuzów biorących udział w rajdzie Abidżan - Nicea zgubił się na trasie wyścigu. Podczas pobytu na pustyni w Libii stwierdził, że jest to idealny teren do rozgrywania ekstremalnych rajdów samochodowych. W 1979 roku, pierwszy raz na trasę tego morderczego rajdu wyjechały samochody. Polskie auta można było obserwować od 1987 roku. W 1988 obok załogi Jelcza do wyścigu stanęły dwie załogi samochodów ciężarowych STAR, na Starach 266, które po przystosowaniu do startu otrzymały nazwę 266 Rally Turbo.

- To był pomysł centrali handlu zagranicznego, Pol-Motu. Chodziło o to, by za granicami wypromować markę STAR - opowiada nasz przewodnik po historii Ośrodka Badawczo - Rozwojowego, Waldemar Grzyb.

- I przede wszystkim, promować chęć naszego - FSC uczestnictwa w tym rajdzie.

Waldemar Grzyb był jednym z odpowiedzialnych za konstrukcję samochodu, który mógłby wystartować w morderczym wyścigu Paryż - Dakar.

- Ten samochód wyglądał inaczej i miał zupełnie inną, cięższą wagę w porównaniu z innymi zagranicznymi samochodami. Przy naszym silniku i naszej myśli, a przede wszystkim dzięki umiejętności kierowców i pilotów, nasze samochody dojechały do mety - mówi były dyrektor OBR.

STAR - ów na rajd Paryż - Dakar wyprodukowano trzy egzemplarze. Dwa na Paryż - Dakar 1988 i jeden w roku 1989. Każdy z trzech kierowców miał swój samochód. W rajdzie w 1988 roku wystartowali Jerzy Mazur i Tomasz Sikora. Natomiast w 1989 planowany był start Juki Jalonena z Finlandii.

W 1988 roku na trasę STAR-ami 266 wyjechali i na metę dotarli dwaj polscy kierowcy wraz ze swoimi pilotami. Pierwszym wozem, o numerze bocznym 629 jechali Jerzy Mazur i Julian Obrocki. Starem o numerze bocznym 630 - Tomasz Sikora i Jerzy Franek.

- Nad produkcją i konstrukcją ciężarówek na rajd Paryż - Dakar pracowało pół załogi Prototypowni non stop - mówi Waldemar Grzyb - bo w porównaniu do samochodu ciężarowego wojskowego STAR, było sporo zmian. Musieliśmy wyrzucić dużo rzeczy, znaleźć inne rozwiązania, dodać silnik z większą mocą. Dodać dwa koła zapasowe. Albo na przykład, amortyzatory grzały się bardzo, syczały i nie wytrzymywały uszczelniacze. Dlatego kierowcy dostali zalecenie, by co jeden - dwa etapy wyrzucać do piachu te przegrzane amortyzatory i zakładać nowe - opowiada W. Grzyb. - Do Dakaru załogi zużyły je wszystkie.

Jak wspomina były dyrektor Ośrodka Badawczo - Rozwojowego, zarówno Jerzy Mazur, jak i Tomasz Sikora non stop testowali ciężarówki przed wyjazdem na rajd. Testy odbywały się na różnych torach. Swoje uwagi zgłaszali inżynierom - konstruktorom z FSC.

Załoga ciężarówki z Mazurem za kierownicą, początkowo znajdowała się w pierwszej 40 klasyfikacji zawodów. Na jednej z prób, samochód i załogę zatrzymała bardzo duża wydma.

Straty czasowej nie udało się już nadrobić. Ten pechowy przypadek sprawił, że załoga nie znalazła się w czołówce.

Ale najważniejszym faktem jest to, że samochód dojechał do mety, jako piętnasta załoga. Druga załoga dojechała później i ostatecznie w klasyfikacji generalnej zajęła 36. miejsce. Kierowcy w polskich ciężarówkach pokonali wszystkie 13 etapów wyścigu.

- Ten pierwszy start pozwolił nam na pełną analizę samochodów. Ciężaru samochodu w stosunku do silnika, możliwości kinematyki, dynamiki. Mogliśmy sprawdzić kwestię amortyzatorów. A samochody marki STAR sprawdziły się w warunkach pustynnych m.in. z tego powodu, że nasze doświadczenie wynikało z produkcji aut dla wojska, z wymagań taktyczno - technicznych, jakie dostawaliśmy - wspomina Waldemar Grzyb.

Wiadomości o problemach na jakie napotykali podczas jazdy, przekazane przez kierowców po powrocie, pozwoliły konstruktorom Ośrodka Badawczo - Rozwojowego przy Fabryce Samochodów Ciężarowych STAR wprowadzić zmiany.

- Obaj kierowcy, gdy już dojechali do mety i wrócili do kraju, to chyba z miesiąc siedzieli w fabryce przekazując swoje uwagi - opowiada Waldemar Grzyb - Dzięki nim dowiedzieliśmy się, że samochód na dynamice traci przez tył, który jest trudny do utrzymania.

Kiedy już przygotowywano unowocześnioną ciężarówkę STAR 266 do startu w kolejnym rajdzie Paryż - Dakar, sprawdzano ją m.in. na polskich drogach: leśnych i wiejskich. Chciano wtedy sprawdzić, jak ten samochód, po rekonstrukcji będzie się sprawował na morderczej trasie wyścigu.

Ciężarówki Star 266 Rally Turbo były jedynymi polskimi pojazdami, które dojechały do mety. W 1989 roku planowano także start na samochodach Star 266c „Unistar” 4x4. Przeszły one wszystkie próby jakościowe i prędkości, sprawdzono je w najbardziej ekstremalnych warunkach. STAR miał mieć fińskiego kierowcę, już tu wspomnianego Jukę Jalonena, któremu miała towarzyszyć doświadczona załoga. Jednak do startu samochodu nie doszło. Rok 1989 to początki transformacji w Polsce i początki kłopotów Fabryki Samochodów Ciężarowych.

- Było pełno zapaleńców, którzy kibicując Juce i STAR-owi finansowali wszystko, co ze startem było związane - wspomina Waldemar Grzyb. - Finowie byli bardzo zaangażowani. Ten zespół młodych ludzi był pełen profesjonalistów.

Juka Jalonen stwierdził, że on i jego ludzie wezmą auta, będą je serwisować i wzajemnie się wspierać podczas startu rajdu w 1989 roku. Do startu jednak nie doszło. Zmiany przepisów wyścigu, m.in. zakaz startu modeli prototypowych, uniemożliwiły start samochodom ciężarowym.

- Samochody marki STAR sprawdziły się w warunkach pustynnych z tego powodu, że nasze doświadczenie wynikało z produkcji aut dla wojska, z wymagań taktyczno - technicznych, jakie dostawaliśmy - wspomina Waldemar Grzyb.

Samochód Star z numerem startowym 630 jest zachowany jako eksponat w Muzeum Przyrody i Techniki „Ekomuzeum” im. Jana Pazdura w Starachowicach. W prywatnym Muzeum Górnictwa i Sportów Motorowych w Wałbrzychu, prowadzonym przez kierowcę Jerzego Mazura, znajduje się replika samochodu z numerem 629 zbudowana na podstawie samochodu wycofanego z Wojsk Lądowych

. . .

- Tamte czasy, okres istnienia Ośrodka Badawczo - Rozwojowego przy FSC wspominam z wielkim sentymentem. Spotkała się grupa ludzi kochających swoją pracę, która chciała i robiła coś nowego, coś co się sprawdzało - mówi Waldemar Grzyb. - Ten, kto miał zdolności dostawał szansę na rozwój. Każdy dobry projekt miał szansę realizacji. My się rozwijaliśmy, a polski przemysł motoryzacyjny pozyskiwał coś nowatorskiego. Na tę innowacyjną myśl składało się wszystko, od naszych inżynierskich, konstruktorskich pomysłów, poprzez ciężką pracę pracowników Prototypowni i FSC. Nasi inżynierowie, którzy tu, w Ośrodku rozpoczynali swoją pracę, w dalszych latach dostawali awans. Tworzyliśmy kadrę specjalistów. Skąd wyszliśmy, ze Starachowic, z Fabryki Samochodów Ciężarowych STAR.

Anna Ząbecka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ