reklama

Od "Śnieżnych Dzieci" do "Rakietowego Paliwa"

Amatorskie drużyny piłkarskie

Informacje sportowe

Od "Śnieżnych Dzieci" do "Rakietowego Paliwa"

Amatorskie drużyny piłkarskie

"Łączy nas piłka" - to hasło Polskiego Związku Piłki Nożnej i reprezentacji narodowej, ale w Starachowicach też mamy sporą grupę ludzi, których połączyła i łączy nadal miłość do piłki nożnej. Na naszych łamach prezentujemy kolejną amatorską drużynę piłkarską. Czas na Rocket Fuel.

Na lokalnym podwórku Rocket Fuel wyrobił już sobie dobrą markę. Drużyna zawsze należy do faworytów rozgrywek ligowych czy turniejów. Początki jednak wcale łatwe nie były. Młodzi zawodnicy musieli zapłacić frycowe, ale teraz jest za to co wspominać.

- Początkowo nazywaliśmy się Snow Kids, a w zasadzie tak nazwali się Piotr Mirkowski i Daniel Nowak, bo oni założyli drużynę. To była bardzo spontaniczna decyzja, bo zgłosili się wtedy do jakiegoś turnieju i trzeba było podać nazwę drużyny. Chłopaki byli wtedy w gimnazjum, czyli jakieś 9 - 10 lat temu, a że Daniel był fanem Galactik Football (francuski serial animowany, opowiadający o przygodach drużyny piłkarskiej Snow Kids - przyp. red.), to pierwsza do głowy przyszła mu właśnie ta nazwa. Różniej nawet pod tą nazwą grali w "Lidze Szóstek". Jakieś sześć lat temu zmieniliśmy nazwę na Rocket Fuel i do dzisiaj występujemy pod tym szyldem. Kiedyś rozmawialiśmy właśnie co ta nazwa miała symbolizować, ale w sumie do dzisiaj tego nie wiem. Tak, po prostu chłopakom przyszło do głowy i nie wiąże się z tym żadna dodatkowa historia. Ja gram w drużynie mniej więcej od momentu nowej nazwy. Jestem od chłopaków trzy lata młodszy i z oczywistych względów nie mogłem jeszcze grać, gdy zakładali drużynę, bo po prostu byłem wtedy za młody - opowiada Karol Maciąg, obecny kapitan Rocket Fuel.

Jak to w przypadku drużyn amatorskim i w "Rakietach" jest spora rotacja, a wiąże się to z planami osobistymi zawodników. Jednak od kilku lat trzon zespołu się utrzymuje.

- W tym momencie z najdłuższym stażem w drużynie jest czterech zawodników, ja, Piotrek, Daniel i Ernest Lefek. Reszta składu się rotuje. Chłopaki wyjeżdżają na studia, zmieniają miejsce zamieszkania, ale zastępują ich młodsi. Na pewno dzisiejszy skład różni się od początkowego, ale od mniej więcej dwóch lat jest stały. Wszystko zaczęło się od chęci aktywnego spędzania wolnego czasu. Była rywalizacja w "Lidze Szóstek" i ciężkie początki. Chłopaki z racji wieku odstawali nieco od pozostałych, ale w tej chwili już potrafimy nawiązać walkę z najlepszymi. W zeszłym roku doszliśmy do półfinałów ogólnopolskich Playareny w Sosnowcu. Teraz gramy głównie w naszym regionie, czy to w Starachowicach, czy ościennych gminach, a także obowiązkowo w Playarenie - mówi kapitan "Rakiet".

Zespół Rocket Fuel tworzą stosunkowo młodzi zawodnicy, pokolenie gimnazjum i komputerów, ale zainteresowanie piłką nożną i aktywnym spędzaniem wolnego czasu jest silniejsze. Mimo licznych pokus techniki, młodzi piłkarze cały czas mają ogromne chęci do biegania po boisku.

- Przynajmniej raz w tygodniu staramy się spotykać i grać czy trochę potrenować. Wiadomo, że chłopaki studiują, pracują i nie zawsze mają czas, zwłaszcza na tygodniu, ale zawsze staramy się spotkać. Ciężko jest też z wolnymi terminami na Orlikach, bo jednak zainteresowanie jest, a do tego dochodzą jeszcze zorganizowane grupy. Do dzisiaj nie wiem, jak Albertowi (Głazowskiemu z zespołu Lwy Starachowice - przyp. red.) udało się mieć dwa terminy w tygodniu, bo my mamy problem, żeby mieć jeden (śmiech). Może i nie mogę pamiętać tych czasów co starsi zawodnicy, ale pamiętam jeszcze, jak grało się na betonowych boiskach, m.in. przy Szkole Podstawowej nr 9. Ja się na tym wychowałem, nie raz wracałem pozdzierany do domu, bo miłość do piłki zawsze była silniejsza. Teraz warunki są dużo lepsze, jest dużo prościej jeśli tylko chce się pograć. W okresie zimowym możemy grać o godz. 18.00 czy nawet później, bo boiska są oświetlone, ale 10 lat temu było to niemożliwe. Paradoksalnie teraz warunki są coraz lepsze, ale młodzieży jest mniej, bo wolą grać na komputerze czy pogapić się w telewizor. W naszym gronie jednak nie mamy problemów ze składem, zawsze mamy grupę chętnych do grania - zapewnia K. Maciąg.

Charakterystyczne dla drużyn amatorskich w Starachowicach jest to, że wszyscy tworzą jedną, wielką, sportową rodzinę. Rywalizacja sportowa, to jedna strona medalu, ale z drugiej jest to, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Szacunek, wsparcie i współpraca.

- Na boisku zawsze rywalizujemy i nie odstawiamy nogi, ale poza boiskiem mamy ze wszystkimi bardzo dobry kontakt. Często do siebie dzwonimy, ustalając jakiś mecz i nigdy nie ma z tym żadnego problemu. To nie jest tylko moje podejście, ale i innych zespołów. Wszyscy darzymy się sympatią i szacunkiem - twierdzi nasz rozmówca.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ