Ofensywna Kamienna, Łysica w dołku

W IV lidze grali w środku tygodnia

Informacje sportowe

Ofensywna Kamienna, Łysica w dołku

W IV lidze grali w środku tygodnia

 

W minioną środę rozegrano 5 kolejkę świętokrzyskiej IV ligi. Skuteczność w ofensywie zaprezentowała Kamienna Brody, za to Łysica Bodzentyn jest w małym dołku i z Buska - Zdroju wróciła na tarczy.

*Zdrój Busko-Zdój - Łysica Bodzentyn 3:2 (2:1). Bramki dla Łysicy: Mirosław Kalista (35), Mariusz Jaros (82-karny).

Łysica: Wróblewski - Czerkaszyn (46. Dulęba), Kołodziejski, Kowalski, Cielibała (76. Niemaszewski), Gryz, Pietrzyk, Garbacz (65. Anduła), Trela, Jaros, Kalista. Trener: Krzysztof Trela.

W letniej przerwie dało się w Bodzentynie słyszeć głosy, że drużyna będzie chciała jak najszybciej wrócić do III ligi. Patrząc jednak na wyniki z początku sezonu, ciężko o taki optymizm. Po pięciu kolejkach podopieczni Krzysztofa Treli mają na koncie tylko jedno zwycięstwo i na nic fakt, że Mariusz Jaros jest w dobrej strzeleckiej formie i jest jednym z liderów klasyfikacji najlepszych strzelców.

Na meczach, w których grają bodzentynianie, kibice nie mogą się nudzić, bo pada tam najwięcej goli. Do tej pory w spotkaniach z udziałem zespołu Krzysztofa Treli padło ich najwięcej, bo aż 21, co daje średnią ponad 4 bramki na mecz. Niestety, Łysica jest skuteczna w ofensywie, ale równie nieskuteczna w obronie. Dlatego można odnieść wrażenie, że podczas spotkań tej ekipy na boisku prezentowany jest "radosny futbol". W środę (30 sierpnia) przez 90 minut rywalizacji kibice w Busku - Zdroju zobaczyli aż 5 bramek. O punkty na tym terenie ciężko jest każdej ekipie, bo Zdrój jest jednym z kandydatów do awansu. Niemniej Łysica nawiązała walkę z rywalem, ale niestety na nic się to zdało. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli miejscowi, ale chwilę później wyrównał Mirosław Kalista. Wydawało się, że do przerwy utrzyma się remis, ale w samej końcówce gospodarze znów objęli prowadzenie. Po przerwie dołożyli kolejnego gola, a rozmiary porażki zmniejszył strzałem z rzutu karnego Mariusz Jaros. Mecz mógł się podobać, ale nie zmienia to faktu, że nastroje w Bodzentynie są kiepskie, bo Łysica w 5 meczach wywalczyła tylko 5 punktów.

*Kamienna Brody - Partyzant Radoszyce 3:0 (1:0). Bramki: Piotr Jedlikowski (18-karny, 67), Artur Kidoń (87).

Kamienna: Tomasz Dymanowski - Kacper Kozera, Artur Kidoń, Krzysztof Świątek (85. Paweł Sado), Radosław Kardas, Grzegorz Zięba, Piotr Jedlikowski, Szczepan Dziewięcki (55. Kacper Maciejczak), Jakub Praga (80. Mariusz Jagieła), Piotr Frańczak (60. Piotr Pyskaty), Hubert Czerpak (70. Bartłomiej Niedbała). Trener: Marcin Wróbel.

Beniaminek przygodę z IV ligą rozpoczął bardzo nieśmiało, od dwóch bezbramkowych remisów. Mogłoby się wydawać, że po zmianach kadrowych przeskok o klasę wyżej to bardzo duże wyzwanie, ale Kamienna wyraźnie się rozkręciła. Pierwszym tego sygnałem była wygrana z niedawnym trzecioligowcem Wierną Małogoszcz. Teraz podopieczni Marcina Wróbla pewnie pokonali przed własną publicznością Partyzanta Radoszyce 3:0.

Bohaterem spotkania został Piotr Jedlikowski, którzy dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Wynik meczu otworzył w 18. minucie golem z rzutu karnego i od tej pory piłkarzom Kamiennej grało się łatwiej, ale nie popadli w hurraoptymizm. Grali rozważnie i z szacunkiem dla rywala, zabezpieczając defensywę. W drugiej połowie wyczekiwali na dogodną okazję do ataku i taka nadarzyła się w 67. minucie. Wówczas ponownie na listę strzelców wpisał się Jedlikowski. Wynik spotkania ustalił w 87. minucie Artur Kidoń. Kamienna w 5 spotkaniach zgromadziła 9 punktów, nie przegrała żadnego meczu i jako jedyna drużyna z całej ligi straciła tylko jednego gola.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ