Niech się wybudzi!

Szansa jest duża, ale potrzeba pieniędzy

Na okładce

Niech się wybudzi!

Szansa jest duża, ale potrzeba pieniędzy

 

Nadzieja, wiara, miłość i przyjaźń dają jej siłę na drugie życie. Agnieszka się nie poddaje. Jej mama - Barbara twierdzi, że córka robi postępy i jest duża szansa na wybudzenie. Tuż przed Wigilią starachowiczanka miała wypadek. Wprawdzie udało się ją uratować, ale zapadła w śpiączkę. Pomóc jej może pobyt w klinice wybudzeniowej. Dlatego jej bliscy zaczęli zbierać pieniądze. Mają już ponad 23 tys. zł.

Cztery dni przed Wigilią, ok. godz. 23.00 na ulicy Ostrowieckiej w Starachowicach, doszło do kraksy dwóch samochodów: volkswagena passata i mercedesa. Siedem osób zostało rannych, w tym 25-letnia Agnieszka Gładysz, która w stanie krytycznym trafiła do miejskiej lecznicy.

Miała wielonarządowe urazy: złamanie podstawy czaszki, obrzęk mózgu, krwawienie podpajęczynówkowe, odmę środczaszkową, stłuczenia płuc, złamanie miednicy, trzonu mostka z niewielkim przemieszczeniem. Kiedy trafiła na SOR była nieprzytomna, niewydolna oddechowo i krążeniowo.

- Miała strzaskaną czaszkę, obrzęk mózgu, pęknięty mostek, ustawało jej krążenie. Przestawały pracować jej nerki... - wylicza jej matka, pani Barbara, choć - jak dodaje - łatwiej by było wymienić, które narządy działały dobrze.

- Mąż zadzwonił do mnie od razu, jak wyszedł ze szpitala. Byłam na kontrakcie we Włoszech. Od razu wsiadłam w busa i przyjechałam - opowiada nam pani Barbara.

Kiedy dotarła na miejsce, najgorsze było za córką. Ze Starachowic przewieziono ją do Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Wojewódzkim Szpitalu w Kielcach. Jej stan był wciąż ciężki, ale w miarę stabilny, po tym jak usunięto jej krwiaka z lewej półkuli mózgu. 23 grudnia ub.r. wykonano jej tracheotomię, potem lekarze zajęli się ręką. Miała złamanie kości promieniowej z przemieszczeniem i skróceniem odcinków, a także pęknięcie kości łokcia. Z upływem czasu poprawiał się stan reaktywności, ale chora była wciąż nieprzytomna, chociaż reagowała zarówno na ból, jak i czynności pielęgnacyjne.

- Pierwsze doby były najgorsze. Kiedy wreszcie minęły, dowiedziałam się od lekarzy, że Agnieszka może mieć niedowłady, ale będzie żyła. Dla mnie liczyło się tylko to - powiedziała nam pani Barbara, która od kilku tygodni walczy o córkę. Szybko się okazało, że w Kielcach nie może za długo zostać. Przewieziono ją stamtąd do Starachowic.

- Nie wolno nam było nawet jej ruszać. Lekarz zabronił nam do niej podchodzić. Długo nie mogliśmy jej także dotykać, aby nadmiernie nie pobudzać jej mózgu. Nawet na łóżku była tabliczka z dużym napisem, by nie przekręcać chorej ani nie zmieniać pozycji. Chodziło o jej miednicę - tłumaczy pani Barbara, nie kryjąc, jak bardzo było jej ciężko. Zaczęła się, na szczęście, intensywna rehabilitacja...

- Widzę, że czasem zaczyna już reagować. Zmiany nie są spektakularne. Kiedyś dość lekko ruszyła nogą. Czasem wykonuje też polecenia. Uśmiecha się delikatnie, gdy ktoś obok się śmieje, albo jest rozżalona, kiedy nie przychodzę za długo. Gdy pytam, czy chce, żebym przyszła jutro, bywa że kiwnie mi głową. Na wszystko potrzeba czasu - mówi pani Barbra, która wierzy, że wszystko się jeszcze ułoży.

- Kręgosłup jest cały, miednica jakoś się „zlała”, a głowa... tego nikt jeszcze nie wie. Będzie można powiedzieć dopiero po wybudzeniu. Rękę ma ciągle jeszcze na szynie, ale wiadomo, że się nie zrosła, tak jak powinna. Kiedy się wreszcie wybudzi, będzie musiała przejść operację - mówi matka dziewczyny, która jest wdzięczna lekarzom i pielęgniarkom za to, co już zrobili i co robią ciągle dla córki.

Lekarze robią co mogą

- Widzę oddanie i poświęcenie, to w jaki sposób do niej podchodzą, zwłaszcza, że nikt tak naprawdę nie chciał nas przyjąć - powiedziała pani Barbra. - Dla osób w śpiączce nie ma oddziałów. Przyjęli ją tylko na rehabilitację, choć tak naprawdę właściwszy byłby tu oddział pourazowy. Ale wszędzie mi odmawiano. Zapraszano nas z córką po wybudzeniu. Tylko co mamy zrobić do tego czasu? - pyta pani Barbara. - Córka wymaga nieustannej opieki. Jak mamy zapewnić ją w domu? - zastanawia się, choć i taką możliwość, jak przyznała w rozmowie, brała już pod uwagę.

Musiałaby jednak przebudować swój dom, bo wszystkie pokoje są na piętrze. Na dole znajduje się tylko ganek.

- Jeśli nie będziemy mieć wyjścia, to trzeba będzie tak właśnie zrobić - stwierdziła.

Nie ustawała jednak w poszukiwaniach. Dzwoniła do różnych ośrodków w Bydgoszczy, Poznaniu, Rzeszowie.

- Nawet w Warszawie nam odmówili... Większość z nich działa na zasadzie odnowy czy SPA. Nikt nie chce brać sobie ciężaru w postaci chorego, znajdującego się w śpiączce. Nie potrafiono mi też powiedzieć do kogo mogę się zwrócić. Szukałam więc po omacku. Wieczorem siadałam do komputera, natomiast z rana do telefonu. Zapisałam już cały zeszyt. Mam w nim namiary na wiele klinik.

Dopiero bratanek powiedział jej o toruńskiej Fundacji Światło, wspierającej osoby znajdujące się w śpiączce.

- Zadzwoniłam do nich. Okazało się, że mają własny ośrodek, w którym pobyt jest nawet refundowany. Miesięczny koszt oscyluje wokół 1600 zł. Tyle, że miejsca są już pozajmowane. Trudno powiedzieć, ile wyniesie oczekiwanie. Wszystko zależy od tego, jak szybko się chory wybudzi - stwierdziła pani Barbara.

Alternatywą może być dla niej krakowska klinika, w której 4 - tygodniowy pobyt kosztuje 25 tys. zł, co dla pani Barbary jest sumą astronomiczną. Z pomocą przyszła więc rodzina i przyjaciele, którzy postanowili zebrać pieniądze. Zorganizowali zbiórkę pod hasłem: Aga wracaj do nas! Pomoc dla Agnieszki Gładysz. Każdy kto tylko chciał mógł wpłacać pieniądze, minimum 5 zł, choć oczywiście można było więcej. I udało się! W trakcie kilku tygodni zgromadzono ponad 23 tys. zł. Kolejne 4540 zł zebrano podczas charytatywnego koncertu Mateusza Mijała, Toffi Bandu oraz Dj Yezzi`ego w klubie Chillout.

- Jesteśmy z mężem ogromnie wdzięczni za okazaną pomoc. To przerosło nasze oczekiwania. Wspiera nas mnóstwo osób. Pomagają znajomi i znajomi znajomych, ludzie, których nie znamy, a którzy w obliczu takiej tragedii, chcą jakoś nas wesprzeć. Trudno mi nawet znaleźć słowa, którymi mogłabym podziękować... - mówi łamiącym głosem pani Barbara.

- Dzięki wielu anonimowym darczyńcom wkrótce będziemy mieli wystarczająco dużo pieniędzy, by zacząć rehabilitację córki, zwłaszcza, że szanse na wybudzenie są dosyć duże.

„Światło” pomaga

Kilka dni temu było dość głośno o 25-letnim Patryku, który po siedmiu miesiącach wybudził się także ze śpiączki. Był jednym z pacjentów toruńskiej Fundacji „Światło”, do której od kilku tygodni należy także właśnie Agnieszka.

Zakład przy Fundacji „Światło” jest jedynym w Polsce ośrodkiem, w którym pomaga się dorosłym chorym wyjść ze śpiączki. W placówce są 43 miejsca i wszystkie zajęte. W kolejce czeka ponad 60 osób, a cały czas zgłaszają się kolejni, dla których nie ma alternatywy... Zakład szczyci się pielęgnacją na bardzo wysokim poziomie oraz wzorcową opieką. Sześciu rehabilitantów pracuje nad dobrą kondycją fizyczną pacjentów, a ich układem oddechowym i narzędziami mowy zajmuje się neurologopeda. Zarówno nad chorymi jak i nad ich bliskimi czuwa psycholog. Każdy dzień pełen jest zajęć indywidualnych i grupowych. Regularnie prowadzona jest także dogoterapia dzięki współpracy z Toruńskim Stowarzyszeniem Dogoterapii. Na liście oczekujących są młodzi ludzie. Mają po kilkanaście, czy tak jak Agnieszka dwadzieścia kilka lat. To ludzie, którzy żyją inaczej niż my, ale żyją. Ich organizmy pracują dobrze, tylko mózg odmówił posłuszeństwa. Pacjenci, którzy już wyszli w Toruniu ze śpiączki, są całkowicie świadomi, większość porusza się na wózkach, trzy chodzą samodzielnie, jedna o kulach.

Osoby po wybudzeniu muszą od nowa uczyć się komunikacji, mowy czy poruszania. Ćwiczyć odruchy połykania, ssania, gryzienia. Od początku nabywać umiejętności społeczne, poznać normy, uczyć się alfabetu, tabliczki mnożenia czy... zasad savoir - vivre. Nikt nie zna granic ich maksymalnej sprawności. Jedni już po kilkunastu miesiącach mogą myśleć o powrocie do szkoły czy pracy, innych czeka długa żmudna rehabilitacja. Ale nawet i ona jest lepsza od śpiączki. Pani Barbara wierzy głęboko, że jej też dane będzie stanąć do dalszej walki o córkę. Dzięki ludziom dobrego serca, którzy wpłacają pieniądze na konto Agnieszki, może się to niebawem udać.

- Czekamy wciąż na odpowiedź z Torunia. Być może zwolni się jakieś miejsce. Jeżeli nie...Wybierzemy się do Krakowa, modląc się o telefon z fundacji - mówi pani Barbara.

Wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć jej córkę, mogą wpłacać pieniądze na konto: 34 1240 4009 1111 0000 4490 9943 z dopiskiem „Na leczenie Agnieszki Gładysz”, albo przekazać jej 1 procent swojego podatku. Wystarczy, że w formularzu PIT poda się nr KRS 0000183283 z dopiskiem „Na leczenie Agnieszki Gładysz”. Wkrótce odbędzie się również kolejny koncert, z którego dochód przeznaczony zostanie na leczenie Agnieszki. (An)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ