Na innych łamach

"Polityka" nr 20

Martyna Bunda i Joanna Cieśla przypuszczają, że jesienne wybory samorządowe mogą należeć do kobiet. Bo kobiety są "Wkurzone".

Pod sądami rejonowymi w całej Polsce latem zeszłego roku stały głównie one. Podobnie na protestach po samospaleniu Piotra Szczęsnego. Nie mówiąc o manifestacjach przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego. Ba, dziękują już Kościołowi. Dzisiejszy ferment różni się od praktykowanej przez dziesięciolecia formuły narzekania na opłaty pobierane przez księdza za ślub czy pochówek. Kobiety nie mogą znieść, że o uszkodzonych ciążach dyskutują głównie księża. W skali mikro spory toczą się o plakaty ze zdjęciami antyaborcyjnymi. "Kilkadziesiąt takich spraw trafiło do sądów, w dziesiątkach innych mieszkańcom udało się wymusić na proboszczach, żeby sami zdjęli drastyczne fotografie – jak np. w Wejherowie. Albo też w Węgorzewie, gdzie policjanci nie chcieli przyjąć zgłoszenia, ale mieszkanki nie dały za wygraną. W końcu ustąpił proboszcz. Lokalne ruchy mieszkańców (a głównie mieszkanek) walczą też z parafiami nadużywającymi nagłośnienia (co przez lata było domeną wielkich miast) /.../. Zmienia się stosunek do religii w szkole; w wielkomiejskich nierzadko jest już pół na pół – podobna liczba uczniów chodzi na religię, co na etykę, ale w mniejszych ośrodkach coraz mniej jest szkół, którym udało się wywinąć od obowiązku organizowania lekcji etyki. Z wewnętrznych, niepublikowanych badań Kościoła wynika, że już połowa uczniów nie zna modlitwy "Ojcze nasz". Zmieniła się atmosfera. O kobietach podrzucających na niektóre polskie plebanie ulotki z pytaniem, czy gosposie będą księżom gotować w wolne od pracy niedziele, opowiada się po cichu, ale z uznaniem. Ferment się sfeminizował. Ale wcześniej Kościół zamknął drzwi przed feminizmem." Stoi za powracającą atmosferą powrotu do tradycjonalizmu kulturowego. Zupełnie zignorował równościowe wątki obecne w nauczaniu papieża Franciszka. No i kobiety się uaktywniły. Coraz więcej jest sołtysek. W 2013 r., co trzeci sołtys był kobietą. Ogólnopolski Strajk Kobiet urósł do rangi instytucji. Zaistniał STÓŁ: Kobiety idą do wyborów! Obydwa ruchy się połączyły, by stworzyć większą i mocniejszą sieć. Chcą zmienić rzeczywistość. Podnoszą głowy w całej Polsce. "Ostatnio – Kielce. Jest ich 12, chciałyby wystartować, żeby wreszcie coś się zmieniło. Pytają, czy STÓŁ pomoże w szkoleniach?" Za politykę się nie biorą. Idą coś zrobić, zmienić. Zamierzają odebrać decydowanie tym, którzy postępują zgodnie z własnym, a nie wspólnym interesem. Wśród postulatów jest również świeckie państwo, wierność humanistycznym ideałom i szacunek dla nauki.

"Gość Niedzielny" nr 17

Prawie 200 milionów chrześcijan na całym świecie jest narażonych na szczególnie silne prześladowania – zauważa Krzysztof Błażyca w "Furii".

Zabijanie ludzi i palenie kościołów stało się faktem. W Światowym Indeksie Prześladowań 2018 znalazło się 50 krajów. Najbardziej dramatyczną sytuację chrześcijan obserwuje się w Arabii Saudyjskiej, Korei Płn., Pakistanie, Somalii i Erytrei. "Chrześcijanie ponoszą tam męczeńską śmierć. W Arabii było dla nich drzewo wisielców. W koreańskich obozach są mordowani przez rozjechanie walcem. W Pakistanie, gdzie obowiązuje tzw. prawo o bluźnierstwie, mamy doniesienia o ludziach spalonych żywcem. W Erytrei chrześcijanie są zamykani w kontenerach, w temperaturze prawie 50 st. C. Krwawiącą raną pozostaje Bliski Wschód, gdzie dżihadyści z ISIS w czasie walk w Damaszku zrzucali z VI piętra chrześcijańskie dzieci. W Aleppo spalili piekarzy, a dzieci zabijano w maszynie do ugniatania masy piekarniczej. Tak zamęczono 250 chrześcijańskich dzieci /.../." Dostępne w Internecie drastyczne zdjęcia ukazują rzeczywistość chrześcijan mordowanych z powodu wyznawanej wiary. "Aktualne pozostają też porwania chrześcijańskich dziewcząt i kobiet, sprzedawanych jako seksualne niewolnice." Prześladowania mają też drugą twarz. W Indiach zabiera się Kościołowi ziemię, która prawnie do niego należy. Burzy się zabudowania kościelne, zamykane są szkoły chrześcijańskie. To odwet, że w Indiach Kościół broni godności ludzi z kasty dalitów, czyli niedotykalnych, pogardzanych przez innych. W Chinach z kolei obowiązuje prawo określające odległość położenia krzyża na terenie kościelnym. Nieprzestrzeganie przepisu skutkuje wjazdem buldożerów czyli zniszczeniem kościelnego terenu. W jednej z chińskich prowincji zakazano wstępu do kościołów osobom niepełnoletnim. Władze nie pozwoliły ponadto na sprzedaż Biblii przez podmioty niezależne od urzędów religijnych. "Polityka i prawo to narzędzia do zwalczania tendencji religijnych. Dziś to zjawisko coraz częściej zaczyna dotyczyć też Europy poprzez agresywny sekularyzm. /.../ Dziś możemy manifestować, że jesteśmy darwinistami, że wierzymy w Wielki Wybuch, natomiast zabrania się głosić Jezusa, który był postacią historyczną. Zmartwychwstania, które jest poświadczone faktami. Ten duch ostracyzmu, wymierzony w chrześcijan, przybiera na sile. Czy my wszyscy jako Kościół jesteśmy na to gotowi?"- powtarza pytanie za jednym z szefów polskiej organizacji monitorującej represje na świecie autor.

"Przegląd" nr 17 - 18

Tomasz Borejza, Mateusz Mazzini, Wojciech Osiński i Tomasz Skowronek ubolewają, że razem z otwarciem granic otworzyły się nowe możliwości dla polskich przestępców. Wspólnie opisują "Gangsterów znad Wisły na gościnnych występach".

Nie ma tygodnia, żeby media w którymś z europejskich krajów nie donosiły o przestępstwach dokonywanych przez Polaków. Coraz szerszy zasięg maja polskie gangi specjalizujące się w handlu narkotykami i ludźmi, praniu brudnych pieniędzy, a nawet sprzedaży broni. W Niemczech w tych niechlubnych rankingach mamy szanse wyprzedzić Turków. W 2015 r., niemiecka policja wykryła aż 44 zorganizowane grupy pod przewodnictwem Polaków właśnie. Obecnie jest ich prawdopodobnie więcej. "Ogniska zorganizowanej przestępczości skupiają się przy polsko – niemieckim pograniczu. /.../ Polsko – niemieckie pogranicze trafiło nawet do niemieckich seriali kryminalnych, takich jak "Polizeiruf 110"/.../, czy "Usedom – Kirimi" (w tym akurat polskiego funkcjonariusza zagrał Marcin Dorociński – przyp. ewa). Na mocy umowy podpisanej w maju 2014 r., niemieccy policjanci już nie muszą przerywać pościgu za przestępcami, kiedy przekraczają oni naszą granicę. Podobnie swobodnie mogą działać polscy policjanci w Niemczech. Takie zasady na granicy niemiecko – francuskiej obowiązują od lat. Na Wyspach tabloidy mogą przebierać w zbrodniach wyjątkowo odrażających. Z udziałem Polaków, niestety. Polskimi kryminalistami straszy się w Wielkiej Brytanii tak jak uchodźcami nad Wisłą! W brytyjskich zakładach karnych siedzi ponad tysiąc Polaków, więcej niż Rumunów, Irlandczyków, Jamajczyków, Albańczyków, Pakistańczyków lub Litwinów. Ich utrzymanie kosztuje 35 mln funtów rocznie. Pisze się nawet, że: "Polska mafia zmienia Wielką Brytanię w gniazdo gangsterskiej przemocy, próbując uciec przed sprawiedliwością u siebie." Takie komunikaty powodują narastanie antypolskich nastrojów. W Hiszpanii na szczęście nie jest tak dramatycznie. Zatargi z prawem na hiszpańskiej ziemi to głównie wyłudzenia, praca na czarno, handel narkotykami oraz kradzieże. Jeszcze mniej wykroczeń zdarza się Polakom w Portugalii. Tyle że tu wiele razy i dość długo ukrywali się przestępcy pochodzący z naszego kraju. We Włoszech Polacy również nie popełniają zabronionych czynów na dużą skalę. Próbują wynosić ze sklepów alkohol, perfumy czy kosmetyki. Równie dobrze jednak ma się na Półwyspie Apenińskim przestępczość Polaków wobec... rodaków. Przybywa napaści seksualnych na rodaczki. To nie buduje dobrego obrazu naszego kraju za granicą.

"Nie" nr 17 - 18

Bez względu na to, komu przekazujemy swój 1 proc., kasę dostają ci, którzy mają dostać – kwituje Tadeusz Jasiński w "1 procencie nierządu".

Żeby fundacja czy stowarzyszenie mogły działać, jej członkowie muszą się zrzucić finansowo – albo w formie darowizny, albo składek członkowskich. Wtedy już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taki twór zaczął zarabiać pieniądze, za pomocą prowadzenia działalności gospodarczej. W Polsce mamy ponad 106 stowarzyszeń i nieco więcej niż 20 tys. fundacji. Średni budżet roczny to prawie 30 tys. zł. Dzięki takim danym łatwo policzyć, że na NGO - osy (z angielska: organizacje pozarządowe – przyp. ewa) idzie rocznie ponad 3,6 mld zł." Do wspierania którejś z organizacji przyznaje się 52 proc., Polaków. Tyle że gros osób robi to dla Jerzego Owsiaka i jego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Odejmując odsetek na ten cel, pieniądze na inne OPP przekazuje 27 proc. Polaków. Ale i to niezupełnie prawda. Bo przecież mnóstwo osób wspiera finansowo zabiegi medyczne chorych, potrzebujących operacji. Oblicza się, że 90 proc. środków na innych Polacy przeznaczają właśnie na akcje charytatywne. Prawie 8,5 tys. NGO –sów ma status Organizacji Pożytku Publicznego. Ale tylko co drugi wpisał do PIT -u jakąś OPP. "Ale i tak z 1 proc. uzbierało się ponad 660 mln zł. Rekordziści wyjęli niemal 150 baniek. Trzydziestu największych beneficjentów wzięło ponad połowę z tych 660 baniek. 149 organizacji dostało kwoty nie przekraczające 100 zł. /.../ 200 organizacji, które mają status uprawniający do pozyskania jednego procenta, nie dostało złamanego grosza." 55 proc., z 3, 6 mld zł to pieniądze publiczne. Od polityków. Bo przecież fundusze dzielą mianowani przez nich pracownicy. 80 proc., darowizn pochodzi od spółek skarbu państwa. 20 proc., darowizn jest ucieczką biznesmenów od podatków. Sami zakładają fundacje, dzięki czemu część pieniędzy do nich wraca. I tak to pieniądze trafiają do swoich. Dopóki rządzący nie dobiorą się do prywatnych mediów, ich fundacje mogą spać spokojnie. Podobnie jak dziesiątki pozarządówek będących typowymi organizacjami lobbystycznymi. Finansują je np. zagraniczne giganty farmaceutyczne, którym kasy nie brakuje. "Przez lata usiłowano organizacjom pozarządowym przyprawiać nimb demokratycznej świętości. Naiwni w to wierzą" – podsumowuje autor.

"Duży Format" nr 16

"Nie gaś tego, co cię parzy" – cytuje czeskie powiedzenie Agata Grabowska. Czyli nie wtrącaj się, nie mieszaj w nie swoje sprawy. No i Czesi - w przeciwieństwie do Polaków wolą powiedzieć za mało niż za dużo.

Zagryźć zęby. Obrócić w żart. Ustąpić z drogi, niż... stanąć w obronie czyichś, a bywa, że i swoich racji. Tu pada przykład ze sceny teatralnej. Czeski reżyser widzi wyraźną różnicę między polskimi i czeskimi aktorami. "Czesi przychodzą, próbują, jest dobrze, do domu. Polacy – wiecznie niezadowoleni, jeszcze chcą przegadać, jeszcze porozmawiać, czy zmienić, jak to wygląda. Zawsze dużo słów i dużo pasji." I drugi przykład. "Polacy jak wypiją, to zaraz podnoszą głos i pojawia się tzw. wielkie ramię /.../. A Czech upije się mniej ekspresyjnie i wsobnie. To polskie zachowanie jest w Czechach znane. Jest nawet taki stary czeski kawał /.../. O psie, zwykłym kundlu, który mieszkał na granicy polsko – czeskiej. I tak się wałęsał to tu, to tam. Jak chciał się nażreć, to szedł do Czech, a jak wyszczekać, to do Polski." Czesi uważają, że siedzieć cicho, jest po prostu bezpieczniej. Nawet do leżącego na czeskiej ulicy w ataku padaczki raczej nikt nie podejdzie. Ponieważ to nie ich sprawa, ludzie idą dalej. To więcej niż wielkomiejska znieczulica. "Wy w Polsce macie zawsze overreaction, to znaczy robicie wielkie halo o wszystko, a my w Czechach – underreaction. Ani entuzjazm, ani rozpacz szczególna. /.../ A najgorzej jest się chwalić. W Czechach każdy sukces lepiej przemilczeć. I nie traktować samego siebie zbyt serio. Za dużo o sobie nie opowiadać. Bo mucha wleci." Słowa mają swój ciężar. Nie wolno ich marnować. Marnowanie słów nie leży w czeskiej naturze. Autorka jeździła praskim tramwajem prawie 8 godzin. Zaobserwowała, że nie tylko nikt nie mówił głośno, żarliwie nie dyskutował, ale i nie rozmawiał przez telefon! "Czesi mają większy szacunek dla prywatności, swojej i cudzej. /.../ Jak Czech dzwoni i nie odbierzesz, to nie dzwoni 17 razy z rzędu, bo przecież widzisz, wyświetla ci się, kto dzwonił. W Polsce – do skutku." W Polsce często słychać: "Syn mi się rozchorował", "Babcia mi umarła." Mnie! /.../ Mnie, a nie po prostu umarła. I od razu łzy. Bo JEJ się to zdarzyło, w NIĄ osobiście to było wymierzone. Czech nigdy tak nie powie, raczej tak nie pomyśli. Bo oni nie robią z siebie ofiar. Bohaterów też zresztą nie."

"Newsweek" nr 21

"Jedz mniej, żyj dłużej" – zachęca Dorota Romanowska. Za najzdrowsze na świecie uchodzi pięć tzw. blue zones czyli niebieskich stref: w Grecji, Włoszech, Japonii, Kostaryce i USA. Tam jest najwięcej stulatków. Ba, mieszkańców tych stref rzadko dopadają współczesne choroby cywilizacyjne – zaburzenia pracy serca, cukrzyca i demencja.

Na podstawie badań osób tam żyjących, prowadzonych od kilkudziesięciu lat, prof. Valterv D. Longo opracował dietę długowieczności. "Kuchnia każdego z tych regionów rządzi się swoimi prawami, ale wszystkie mają kilka wspólnych cech: bogactwo warzyw i produktów pełnoziarnistych, a niewiele ryb i mięsa." Białko zwierzęce bowiem wcale nie zapewnia zdrowia, sprzyja natomiast nowotworom, przewlekłym zaburzeniom układu krążenia oraz chorobie Alzheimera. "Jednak nie tylko dobór składników diety jest ważny. Badania stulatków z Chin z blue zones wykazały, że wszystkie długowieczne osoby jedzą tylko tyle, ile potrzebuje ich organizm. Nie przejadają się, ich posiłki zazwyczaj są lekkie, ale sycące i przygotowane na bazie produktów naturalnych." Nie ma miejsca na żywność przetworzoną. Eliksirem młodości okazuje się dieta, której w Japonii podstawę stanowią soja, ryż pełnoziarnisty, słodkie ziemniaki, warzywa i owoce. W japońskiej blue zone mieszkańcy dostarczają organizmowi 1500 – 1900 kalorii, czyli 500 kalorii mniej niż u ich rodaków. Niskokaloryczna dieta zmniejsza tempo przemiany materii, a co za tym idzie, zmniejsza się ilość niekorzystnych produktów metabolizmu, w tym wolnych rodników, które uszkadzają komórki. Zaleca się zatem diety opierające się na produktach roślinnych z małą ilością ryb. Szczególne niebezpieczne jest przejadanie się cukrami i białkami. Węglowodany niekoniecznie są złe. Wszystko zależy od tego, jakiego są typu. "Powinniśmy jeść niewiele cukru i nieco więcej skrobi, która znajduje się w makaronach, chlebie, i ryżu, a najwięcej węglowodanów z roślin strączkowych i warzyw /.../." Prof. Longo odradza tłuszcze zwierzęce, a poleca oliwę z oliwek, orzechy, łososia, które zawierają tłuszcze korzystne dla zdrowia i sprzyjające długowieczności. Wybierać trzeba produkty spożywane w rodzinie przez poprzednie pokolenia. Potrawy z innych regionów świata lepiej jeść sporadycznie. Nadmiar obcych produktów w diecie może być jedną z przyczyn coraz częstszych nietolerancji pokarmowych i chorób autoimmunologicznych. "Całe pożywienie powinno być spożywane podczas dwóch lub najwyżej trzech posiłków w ciągu 12 godzin lub mniej. Jedzenie pięciu posiłków dziennie prawie zawsze będzie się kończyć nadwyżką energetyczną." Niewielkie ilości alkoholu nie są niezdrowe. Mężczyznom zaleca się nieprzekraczanie dwóch drinków dziennie, kobietom – jednego. Generalnie, jedzenie ma sprawiać przyjemność.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ