Nasz telefon

Awizo

- W dobrej wierze otworzyłam domofonem drzwi do klatki schodowej listonoszce, gdyż zaanonsowała się z przesyłką. Próżno jednak na nią czekałam. Na piętro nie dotarła. Jestem osobą mało samodzielną i sama nie zejdę do skrzynki w klatce schodowej. Tknięta złym przeczuciem, poprosiłam sąsiadkę, by tam zajrzała. I rzeczywiście, znalazła w niej awizo. Z racji inwalidztwa na pocztę wybrać się nie mogłam. Pocztowcy przesyłki sąsiadom wydać nie chcieli, a wielokrotne prośby o ponowne przysłanie listonosza lekceważyli. Nie znajduję dla sytuacji żadnego usprawiedliwienia, ponieważ zawsze jestem w domu, co potwierdzi listonosz rejonowy, przynoszący mi emeryturę. Dla wyjaśnienia dodam, że akurat wtedy urlopował; zastępował go ktoś, kto pracą widocznie zbytnio się nie przejmuje. W końcu sposobem, wespół z sąsiadami, odebrałam z poczty, co moje. A ile się przy tym nadenerwowaliśmy ... - telefonuje rozżalona seniorka.

Lokalni /nie/patrioci

- Podpisałam swego czasu petycję o rewitalizację promenady przy ulicy Leopolda Staffa. Nigdy bym tego nie zrobiła, wiedząc, że wydaję wyrok śmierci na kolejne drzewa w Starachowicach. Teraz już wiem, że realizacja każdego wniosku obywatelskiego w miejskiej przestrzeni zaczyna się u nas od wycinania zieleni. Co z tego, że obiecuje się zastąpienie ściętych drzew nowymi, jeśli obietnic się nie dotrzymuje. A jeśli nawet, to drzewa wolno rosną i akurat ja nie nacieszę się już ich szumem, bo wcześniej umrę. W blokowisku, przypominającym betonową pustynię. Swego czasu z podziwem słuchałam mieszkańców podwarszawskiego Konstancina, którzy, owszem, życzą sobie poprawy wizerunku swojej miejscowości, pod warunkiem jednak, że drzew nikt im nie ruszy. Widocznie tam mieszkają ludzie prawdziwie kochający swój kawałek Polski, razem z jej fauną i florą ... - pozwala sobie na sarkazm czytelniczka.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ