Brudna kampania

Brudna kampania

W numerze

Brudna kampania

Brudna kampania

Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej padł wniosek, a może raczej prośba o to, by nie brutalizować nadchodzącej "wielkimi krokami" kampanii wyborczej. Propozycja jak najbardziej zasadna i pożądana, ale wymagająca przede wszystkim tego, by zacząć ją realizować od siebie.

Takie mamy czasy, że powszechne, a nawet modne stało się ogołacanie z własnej prywatności. Wiele osób zamieszcza w internecie setki i tysiące zdjęć ze swojego życia, dokumentujących przeróżne sytuacje, choćby tak banalne jak poranne śniadanie. Co ciekawe, takie obrazki są komentowane i budzą najgorętsze emocje wśród sympatyków lub przeciwników danego celebryty lub celebrytki. Tym samym sprawiamy, że – chcąc nie chcąc – obniża się wśród nas poziom wzajemnego szacunku. Skraca się również dystans, zawężają sfery prywatnej przestrzeni i tabu wobec niektórych tematów. Ludzie robią i jednocześnie publikują zdjęcia z przeróżnych miejsc: z łóżka, z wanny, z ubikacji, itp. Po co? Żeby budzić emocje, być "na językach", utrzymywać swoją wartość reklamową i być stale popularnym. Słowem: nieważne co, byle o mnie mówili.

Ta powierzchowność i płytkość mediów społecznościowych i internetu powoduje, że ludzie coraz częściej formułują proste i jednoznaczne oceny osób i sytuacji, chociaż to niczemu nie służy, a na pewno nie sprzyja rozwiązywaniu problemów. Robią tak, ponieważ dla wielu odbiorców pozostają anonimowi (choć tak naprawdę odpowiednie służby posiadają instrumenty, dzięki którym można zidentyfikować "życzliwych" autorów). Takie internetowe wpisy (tzw. hejt) nieraz bolą bardziej niż fizyczna przemoc i mogą prowadzić do poważnych zaburzeń psychicznych, a w skrajności nawet do myśli samobójczych.

Atmosfera z internetu może przenieść się również do świata rzeczywistego. Politycy w przeważającej części nie używają dziś języka dyplomacji. Czasami można odnieść wrażenie, że ich celem nie jest rozwiązanie jakiegoś sporu, ale pognębienie politycznego przeciwnika, zainteresowanie ze strony mediów i przyciągnięcie w danym momencie jak największej liczby zwolenników. Co więcej, skoro na takie zachowania pozwalają sobie wybrańcy ludu, to dlaczego tzw. "zwykli" mieszkańcy nie mieliby się podobnie zachowywać? Zatem o to, aby nie brutalizować najbliższej kampanii wyborczej powinni zadbać przede wszystkim ci, którzy będą kandydować. To oni w głównym stopniu zdecydują o atmosferze wyborczego wyścigu.

Michał Walendzik

Radny Rady Miejskiej

radny.mw@gmail.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ