Na innych łamach

"Newsweek" nr 20

Nie ufają politykom, ale nie zamierzają się buntować. Liczą się nauka i rodzina. Mowa o tegorocznych maturzystach z "Pokolenia "łap szansę" (tytuł reportażu), jak ich nazywa Jacek Tomczuk.

Ponad połowie 19 –latków wydaje się, że ich przyszłość będzie gorsza niż ich rodziców. Ci, którzy dobrze myślą o dorosłości, radzą wykorzystywać okazje i... ciężko pracować. Szóstka z prestiżowego liceum im. Stefana Batorego w Warszawie, rozmówcy autora tekstu, wybierają jak nie studia medyczne (jedna osoba w Oxfordzie), to techniczne, jedna zaś biznes z językiem chińskim w Edynburgu. Na pewno nie chcą pracować w korporacji. "Dziś pełni funkcje XIX – wiecznej fabryki, do której szło się na szóstą i cały dzień pracowało. To nie jest miejsce, w którym potrzeba wyższego wykształcenia. Wiem, o czym mówię, pracowałem tam przez dwa miesiące w wakacje." Ale stawiają na wynagrodzenie. "U nas w szkole są ludzie, którzy mówią, że idą na zarządzanie, bo tam się dużo zarabia, chociaż mają talent do medycyny albo śpiewania. A jak nawet zaryzykują, to nie po to, żeby zostać artystą, tylko żeby coś zarobić. Chcę tyle zarobić, żeby godnie żyć, utrzymać siebie, rodzinę." O ile dla współczesnych nastolatków wzorcem są dziewczyny z "Tańca z gwiazdami, o tyle maturzyści szukają autorytetów wśród znanych naukowców. Według nich "autorytetem zostaje ten, kto odniósł sukces, zdobył popularność i pieniądze." Bohaterowie z historii to tylko punkt odniesienia. "Poza tym Polska jest podzielona, więc nie ma autorytetów wspólnych dla wszystkich ludzi, z naszego pokolenia też." O polityce chętniej rozmawiają na przerwach. W ich liceum PiS i Kukiz `15 by nie wygrali, gdyby przyszło im wybierać. Generalnie jednak, nie sympatyzują z żadną partią. Do prawdziwych urn wrzucą głos nieważny, pokazując, że politycy nie mają nic do zaoferowania, poza gadaniem. "Elita polityczna doprowadziła do braku zaufania do rządzących. W każdej ujawnianej aferze nie chodzi o znalezienie winnego, tylko propagandowe zniszczenie przeciwnika. Ludzie mają poczucie, że to państwo się rozpada." Ubolewają, że pieniądze idą na socjal, a nie na naukę. Polski poziom szkolnictwa oceniają niżej niż za granicą, np. w Wielkiej Brytanii, USA, Niemczech, Szwajcarii. To dlatego wybierają studia na Zachodzie. "Studia za granicą to dzisiaj nowy sposób na podkreślenie swego statusu społecznego. Raz miałem taką rozmowę z innym licealistą: "Co chcesz studiować? Nie wiem, ale za granicą". A że nawet zagraniczna uczelnia nie daje gwarancji pracy, nie czują się jakoś strasznie z tyłu Europy. Cenią przy tym... jednolitość kulturową Polski.

"Polityka" nr 19

"Przed nami ściana" – przypuszcza dr Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej oraz Rady Gospodarczej przy Donaldzie Tusku, rozmówca Joanny Solskiej. Ba, jest przekonany, że premier Mateusz Morawiecki w kasie państwa zobaczył dno.

Świadczy o tym choćby pakiet obietnic, które ostatnio przedstawił. W rzeczywistości to puste pudełka do rozpakowania nie wiadomo kiedy. Przykład? Pakiet Dostępność Plus ma kosztować 23 mld, za czym kryją się głównie pieniądze unijne i samorządów. Jedyny konkret, na który trzeba znaleźć kasę, to 300 – złotowa wyprawka dla uczniów przed 1 września br. Rekompensata za wcześniej odebrane bezpłatne podręczniki. Jeśli więc pojawią się jeszcze jakieś obietnice przed samorządowymi wyborami, i one nie będą finansowane natychmiast. Co ciekawe, rząd nie informuje obywateli o faktycznym stanie państwa. "Ciągle nie ma analiz pokazujących, jakie naprawdę są efekty uszczelnienia VAT. Nie znamy nawet efektów tzw. pakietu paliwowego, który utrudnił działalność przestępczą. To dość dziwne." Niewiele wiadomo o wpływach do budżetu w pierwszym kwartale. Rozbieżności między dochodami państwa, zapisanymi w ustawie budżetowej, a tymi realnymi są duże, co by oznaczało, że rząd nie potrafi dobrze zaplanować dochodów państwa. Ba, jak to się dzieje, że przy tak dobrej koniunkturze gwałtownie rośnie liczba upadłości przedsiębiorstw. Jak się do tego mają zmiany funkcjonowania skarbówek? Wiadomo natomiast na pewno, że tempo przyrostu wpływów państwa wyhamowało. A wydatki rosną. Rządzący zorientowali się, że za dużo wydajemy i trzeba to zastopować. Inaczej, skończy się źle. Polska przestała być prymusem. Spośród krajów UE zadłużenie powiększyło tylko pięć państw. Obok Rumunii, Węgier, Hiszpanii, Francji, także Polska. Dobrze zatem już było. W 2017 roku. Teraz świat będzie się rozwijał wolniej. Tegoroczna dziura budżetowa będzie większa. Z wydatków socjalnych rząd nie zrezygnuje. Niech wyborcy PiS wierzą, że rząd dalej stać na wszystko. Stan świadomości społecznej oraz wiedzy ekonomicznej społeczeństwa jest przecież żaden. I na tym zagra populistyczna partia. Inaczej utraciłaby poparcie. A pieniędzy poszuka w naszych portfelach. Choć w retoryce PiS celem będą najbogatsi, którzy... już dawno uciekli do rajów podatkowych. Zostali szarzy obywatele, którzy uciec nie mają dokąd. Straci tzw. klasa średnia i beneficjenci wszystkich transferów socjalnych. Byłoby najlepiej, gdyby najgorsze w gospodarce zdarzyło się za rządów PIS. W przeciwnym razie, znów Polska usłyszy, że wrócili złodzieje i... kradną.

"Gość Niedzielny" nr 16

Kaja Godek jest członkiem zarządu Fundacji Życie i Rodzina i pełnomocnikiem inicjatywy Zatrzymaj aborcję. Z wykształcenia anglistka, od dwóch lat pracuje w Warszawskich Zakładach Mechanicznych, co część mediów poddało krytyce, posiłkując się zarzutami braku kompetencji. Stąd nawet zdecydowała się na ujawnienie swoich zarobków w wysokości 3,4 tys. zł miesięcznie.

Z mężem wychowują troje dzieci, jedno z zespołem Downa. Rozmówczyni Bogumiła Łozińskiego obiecuje: "Rozliczymy polityków" (tytuł wywiadu). Wytyka posłom PiS, że występując przeciwko zakazowi aborcji wyborcy odwrócą się od nich. A feministki i tak na PiS nie zagłosują, więc przymilanie się tym środowiskom nie ma sensu. Mimo to Komisja Polityki Społecznej i Rodziny nie zajmuje się złożonym projektem. W ogóle nie wszedł pod obrady i nie ma go w harmonogramie na najbliższe pół roku. Wymyśla się coraz to nowe powody, by się nim nie zajmować. Ostatecznie w kwietniu br., praktycznie prawie wszyscy członkowie komisji opowiedzieli się przeciwko włączeniu projektu do porządku obrad. Tym samym... opowiedzieli się za dalszym zabijaniem dzieci w szpitalach. "O aborcji eugenicznej powiedziano już wszystko. Nasz projekt zawiera jedno zdanie – usunięcie zapisu, który pozwala na aborcję dzieci z powodu podejrzenia, że są chore. Wśród posłów pojawił się też pomysł, aby do projektu wpisać poprawki zakładające pomoc socjalną niepełnosprawnym dzieciom. To chybiona propozycja, gdyż od zabezpieczenia socjalnego są inne programy i nikt do nich nie próbuje wprowadzać obrony życia, więc nie mieszajmy tych spraw." K. Godek jest zaskoczona, że nawet posłowie, którzy deklarują przywiązanie do wartości katolickich, nic nie robią, żeby przyspieszyć debatę nad projektem. To sprzeniewierzanie się wartościom, lekceważenie obywateli i... głosu episkopatu. A przecież opowiadanie się za zakazem aborcji zwiększa liczbę zwolenników i wyborców partii rządzącej. Wcale nie odstrasza czy przeszkadza w uzyskaniu wysokiego poparcia. Były nawet sytuacje odwrotne. Kiedy w 2007 roku PiS doprowadził do odrzucenia propozycji wzmocnienia ochrony życia w konstytucji, po paru miesiącach stracił władzę – przytacza przykład K. Godek. "Posłowie PiS mogą uważać, że wyborcy, którzy na nich głosowali i poparli nasz projekt, zapomną o ich postawie. Mylą się. Pod naszą propozycją podpisało się 850 tys. osób i one rozliczą polityków. Ludzie bardzo interesują się tym, co się dzieje z naszą inicjatywą. /.../ Będziemy dzwonić do osób, które jesienią zbierały podpisy pod projektem, i informować, kto konkretnie blokuje prace nad nim, a także prosić, aby przekazywali o tym informację w swoich środowiskach".

"Nie" nr 16

Do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) wpłynął raport "O przestępstwach motywowanych nienawiścią wobec chrześcijan w Polsce". Przygotowała go katolicka fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Twierdzi ona że "każdego roku liczba incydentów motywowanych nienawiścią wobec chrześcijan i chrześcijańskich symboli w Polsce może budzić niepokój." Opisano 34 przypadki przestępstw z powodów religijnych, do których doszło w 2017 r. Wśród nich m.in. włamanie do jednego z kościołów i kradzież kielichów mszalnych, zdemolowanie kościoła, wrzucenie rybich wnętrzności do kropielnicy albo... wystawa malarstwa, rzeczywiście kontrowersyjna, bo na jednym z obrazów postać prezesa PiS w slipach na tle krzyża, na innym zaś postać byłego szefa resortu obrony w rydwanie obok rozbitego samolotu itp. Wystawę zamknięto po protestach aktywu partyjnego, ale artyście nie postawiono żadnych zarzutów. Ordo Iuris wszedł jednak w rolę prokuratora i sądu. Największe zdumienie Andrzeja Sikorskiego, autora komentarza "A u nas biją katolików", wzbudził, jako przykład przestępstwa przeciw chrześcijaństwu, broadwayowski musical "Kinky Boots", wystawiony w warszawskim Teatrze Dramatycznym. Opowiada prawdziwą historię. Tyle że jeden z aktorów krzyczy ze sceny, zgodnie ze słowami sztuki, że jest "Marią Magdaleną z łydką do golenia..." Choć spektakl zebrał znakomite recenzje, znalazł się na owej słynnej liście czynów nienawiści wobec chrześcijaństwa. Pozostałe przypadki, podobnie jak te pierwsze, co znalazło się w aktach organów ścigania, zdarzyły się raczej z głupoty i dla wątpliwej zabawy, co przyznawali złapani na gorącym uczynku sprawcy. Żaden jednak chrześcijanin w Polsce na tym nie ucierpiał. "Są znudzone nastolatki, odurzone dopalaczami i wódką, zamroczeni alkoholem dżentelmeni i drobne złodziejaszki, które nie przepuszczą żadnej okazji do wzbogacenia się". Jednocześnie pomija się fakt, że w Polsce rośnie fala agresji wobec obcokrajowców. W 2017 r. stwierdzono 726 przestępstw nienawiści, a sprawę się bagatelizuje twierdząc, że tego rodzaju przestępstwa stanowią zaledwie 0,1 proc. ogółu. To niewiele jak na 40 – milionowy kraj. Mimo że 200 razy więcej niż ciosy w katolików.

"Forum" nr 9

"Warszawa? Zwykła dziura!" (tytuł tekstu). Wygodne życie, niezrozumiały system edukacji i rusofobia, która wyłazi w najbardziej niespodziewanym momencie – tak opisuje swój pobyt w Polsce Rosjanka Antonina Owrucka w "Gazeta.ru".

Zdecydowała się rozpocząć studia na jednej z polskich prywatnych wyższych uczelni. "Warszawa wydała mi się taką małą, brzydką, europejską wioską. /.../ Pod żadnym pozorem nie chciałam stać się częścią tego stołecznego mechanizmu, w którym nie było miejsca na wzajemną pomoc, niewinny flirt, a nawet na moje przyzwyczajenie do skręcania w metrze papierosów z tytoniu i bibułki. Moja ukochana Moskwa wydawała mi się wulkanem energii, a mała Warszawa z dwoma milionami mieszkańców wyglądała na parodię stolicy. Nie od razu zdałam sobie sprawę, co to znaczy być Rosjanką w Warszawie. Po paru miesiącach się przekonałam, czym jest polska rusofobia, zwłaszcza przy okazji rozmów o polityce. W jednym z nocnych klubów ktoś nazwał mnie ruską prostytutką." Uniwersytet nie spełnił oczekiwań A. Owruckiej. Wróciła do Rosji. W Petersburgu dostała się na socjologię. "Zanurzyłam się w studenckie życie, wykłady od rana do nocy. Wielki kontrast z Warszawą – tam na uniwersytecie było zaledwie kilka godzin zajęć. Język polski przydawał mi się jedynie jako powód do żartów w towarzystwie. Wspominając Warszawę, zadawałam sobie jedno i to samo pytanie: po co tam pojechałam, co mi to dało?" Tekst Rosjanki wzbudził wiele kontrowersji. Pojawiły się wpisy, że Polacy rzeczywiście Rosjan nie lubią, ale Rosjanie się im odwzajemniają. Jeden z internautów przypomniał niemiłe zdarzenia z Mundialu w 2012 roku w Polsce. Wszędzie dochodziło do bójek. "Nasi chodzili z obitymi gębami. Polacy nas wszędzie zaczepiali, obrażali, napadali nawet na kibiców z żonami i dziećmi. Czekamy na was na mistrzostwach świata u nas w Rosji. Policzymy się".

"Przegląd" nr 16

Na "Pytanie tygodnia": "Czy Polacy dobrze traktują zwierzęta?", zadane przez Michała Sobczyka, odpowiedzieli:

prof. Andrzej Elżanowski, zoolog - "Na obecnym etapie rozwoju cywilizacji żaden naród nie traktuje dobrze wszystkich zwierząt. W rankingu /.../ Polska ma tę samą kategorię C co Francja, Hiszpania i Włochy, a więc w UE lepszą tylko niż Rumunia. Według różnych sondaży /.../ dwie trzecie Polaków wyraża troskę o zwierzęta (chociaż słabo to się odzwierciedla w zachowaniach konsumenckich) i tyle samo jest przeciwnych ubojowi rytualnemu oraz fermom futerkowym, a więc podobnie jak w krajach bałtyckich, podczas gdy w większości zachodnich krajów UE (także w sąsiednich Czechach) sprzeciw ten wynosi 74 – 91 proc. Większość przypadków horrendalnego znęcania się nad zwierzami (np. zabijanie psów na smalec) zdarza się w Polsce południowej (zaczynając od Świętokrzyskiego) i wschodniej, co sugeruje wpływ mizoterii Kościoła"; Anna Iżyńska, Stowarzyszenie Otwierane Klatki – "W przypadku zwierząt towarzyszących człowiekowi w coraz większym stopniu można mówić o troskliwym traktowaniu. Niestety, nieporównywalnie większa liczba zwierząt wciąż cierpi na fermach przemysłowych. /.../ Obserwujemy, jak z roku na rok poprawia się świadomość Polaków w sprawie realiów chowu przemysłowego, a co za tym idzie – zmieniają się ich wybory żywieniowe i oczekiwania konsumenckie. Ponad 30 tys. osób podpisało deklarację niekupowania jaj z chowu klatkowego, w ślad za tym wycofują je najwięksi producenci, sieci handlowe i restauracje"; Katarzyna Maria Piekarska, prawniczka, polityczka SLD – " /.../ Wprowadzenie kar więzienia za znęcanie się nad zwierzętami było bardzo trudne do przeforsowania, a w tej chwili /.../ trzymanie psa na łańcuchu jest obciachem. Tylko że ciągle rozmawiamy o zwierzach domowych, natomiast nadal dużo do życzenia pozostawia nasz stosunek do zwierząt gospodarskich. /.../ Koszmarnym wstydem są konie wożące turystów do Morskiego Oka: ludzie zdają sobie sprawę, że to rodzaj znęcania się, ale wsiadają"; Bożena Korczyńska, czytelniczka – "Nie, bo jest mocne rozgraniczenie na zwierzęta do kochania i do jedzenia."

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ