"Volumeny, Księgozbiory Bibliotecznej Cory", czyli 70 lat MBP

W numerze

"Volumeny, Księgozbiory Bibliotecznej Cory", czyli 70 lat MBP

Taki tytuł nosiło pierwsze w tym roku, a kolejne, 42. Głośne Czytanie Nocą, dawno temu utworzone według pomysłu Andrzeja Rojka z zacną pomocą Miejskiej Biblioteki Publicznej w Starachowicach.

Nikt nawet półgębkiem nie wspomni o tzw. wieku dostojnym (panie Hrabio), co w myślach na udanego można przekładać na całkiem udaną przeszłość. Być może obecnie po prostu mniej się chce chcieć, kozetka częściej puszcza do nas oczko, fryzjer ma mniej roboty, chociaż zdziera tyle samo lub więcej i zaczynamy teoretyzować na tematy marynistyczne, przy czym te najbardziej wysmakowane częściowo łyżeczką czerpiemy z autopsji, a resztę łychami z książek.

Zdawać by się mogło, że robię Andrzejkowi wymówki co do zbyt małej ilości dioptrii czy też szastania groszem u fryzjera. Nic z tych rzeczy. Otóż moje podejrzenia "zmęczenia materiału" wzbudziła zapowiedź gospodarza GCN, iż głównymi czytającymi w następnym wieczorno - nocnym spotkaniu będą tylko dotychczasowi słuchaczo-klaskacze. Zachęcał przy tym do trafnych wyborów tekstów, a najlepiej własnej inwencji, pod warunkiem, że mają być utrzymane w konwencji satyrycznej tzn. po prostu śmieszne (!) czyli prawie jak w Sejmie... z wyjątkiem buuuuczenia. Bo Biblioteki są miejscami, w których składa się hołd Literaturze. Tak czyniło się i czyni w wielu miastach i gminach cywilizowanego świata. Gdyby polski turysta powziął ochotę na odwiedzenie tychże światowych perełek niechże wstąpi do: Madrytu (biblioteka w klasztorze Escorial), duńskiej Biblioteki Królewskiej zwanej "czarnym diamentem", portugalskiej Biblioteki Joanina (250 mln. woluminów), Stanowej Biblioteki Południowej Australii funkcjonującej od 1884 r. jako biblioteka publiczna, Biblioteki Opactwa Benedyktynów w Austrii, Biblioteki Centralnej w Seattle w USA, zaprojektowanej na 1,5 mln książek. Portugalskiej Czytelni Królewskiej w Rio de Janeiro, która w kilka sekund skradnie serca każdego miłośnika książek. Można dopisać jeszcze Bibliotekę Wydziału Ekonomicznego w Wiedniu oraz Bibliotekę Uniwersytetu Fabra w Barcelonie. Długo jeszcze przyszło by wymieniać wspaniałe biblioteki jednak trzeba uchylić kapelusz przed najstarszą, która powstała w Aleksandrii, spalonej z polecenia kościoła chrześcijańskiego, a dokonał tego (391 r.) patriarcha Teofil. Zdaniem naukowców, przyczyną pożaru było pozbycie się dzieł zawierających zbyt dużo dowodów będących w sprzeczności z dogmatem chrześcijan i muzułmanów. Istnieje teoria, że pierwsze podpalenie było przypadkowe, drugie za sprawą Żydów (115 r.), trzecie spowodowali chrześcijanie, natomiast czwarte w 642 r. na rozkaz kalifa Omara I, który miał powiedzieć: "Albo te księgi zawierają to samo co Koran, są więc niepotrzebne, albo coś innego, więc są szkodliwe". W ten sposób pozbyto się bezcennych zbiorów oraz mądrej i pięknej Hypatii. Był to kolejny religijny fanatyzm zwrócony przeciw wiedzy i nauce. Można domyślać się co było przyczyną, że ci równie pobożni co głupi możnowładcy kazali spalić rękopisy dawnych Majów, Inków czy Egipcjan. Co spowodowało, że tak wielu niby mądrych ludzi decydowało się na puszczenie z dymem dóbr kultury? Despotyzm nie pozwalał im przyznać, iż przed nimi istniały kultury starsze i bardziej rozwinięte. Nie rozumieli też, że po każdym takim paleniu foliałów, ludzkości robiło się coraz ciemniej.

W Polsce szczycimy się dziedzictwem kulturowym jaką jest Biblioteka Jagiellońska, Narodowa Biblioteka Załuskich w warszawskim Domu Pod Królami czy najstarszą w Polsce Publiczną Biblioteką Raczyńskich w Poznaniu (1829). Poza tymi wyjątkowymi są nie mniej ważne biblioteki wojewódzkie, gminne oraz miejskie, wśród których najpiękniejszą jest nasza, starachowicka przy ul. Kochanowskiego 5, oczywiście wraz z filiami. Nawiązując do tygodnia bibliotek (10 maja – 4 czerwca), pamiętliwe czytelniczki przypomniały ubiegłoroczną wizytę prezydenta miasta, który obiecał wyremontować pomieszczenia, które podobno mają być "piękne niczym z bajki". Wątpiący przekonani są, że z tych obiecanek należy brać pod uwagę tylko "bajki". Co bardziej optymistycznie naiwne chciały nawet usunąć naścienną blachę lecz podniósł się ogromny raban, a właścicielka przejmującego dyszkantu przebiła się twierdzeniem, że liberum veto, bo te blachy to my (sic).

Gdy wszystko wróciło do normy rozpoczęło się GCN. W którym Aldona Jagieła przypomniała, iż wszechświat także można nazwać biblioteką, Dorota Kiełek zwróciła uwagę na pomysły, idee i zapał, które to za pomocą pióra czy komputera zbierane są w zdania, stronice i wreszcie książki, z których dowiadujemy się o bohaterach, świecie, wojnach, miłościach, historiach wielkich Polaków, legendach dla dzieci i młodzieży oraz garściami czerpiemy z literatury pięknej. Dyrekcja pochwaliła się (a co?) nowym exlibrisem z okazji jubileuszu 70-lecia MBP autorstwa Marcina Bondarowicza, natomiast Jacek Tarnowski mamą, która była bibliotekarką. Przeczytał też urywek doznań chłopca, który spacerował z ojcem w labiryncie zapełnionym książkami. Jak się okazało, był to cmentarz zapomnianych książek. Podobna historia, ale już autentyczna, dzieje się w Rżuchowie, w którym znajduje się Dom Spokojnej Książki prowadzony przez Stowarzyszenie Moniki i Piotra Kogutów. Zdaniem gospodarzy obszernego regału o wysokości 5 metrów, "robiącego" za miejsce święte, książki tam spoczywające posiadają dwie dusze – własną i autora. Jak na ironię dyrektor Jolanta Sopińska przeczytała fragment rozdziału dotyczącego śmierci bibliotekarki przygniecionej stosem książek właśnie. Aby odpędzić złe myśli, Andrzej Rojek przeczytał "humor z zeszytów": – Ponieważ doktor Judym współżył z chłopami, dlatego często bywał na czworakach. Piotr Kogut nawiązał do lat 60 – tych, kiedy to bibliotekarki ubrane w spódniczki mini i wysokie koturny często musiały wchodzić na drabinkę, więc czytelników do trzymania drabinki nie brakowało. Wyszło na jaw, że mężczyźni będący bibliotekarzami stwarzają w nich nastrój przypominający magistracki.

Duże zamieszanie spowodował tekst czytany przez Małgorzatę Mroczek. Rzecz dotyczyła napotkanego psa rasy rottweiler, którego wypasła bułką z masłem i szynką, po czym wsiadła do okazałej limuzyny i tyle ją tego dnia widziano. Opowieść ta, jako żywo zmierzała do obalenia mitu o kiepskim uposażeniu magistrów od Dygasińskiego. Zosia Wiśniewska potraktowała natomiast temat remontu Filii na 2 jako konieczny i najlepiej, gdy będzie on wykonany przez fachowców z rodziny, zwłaszcza, że gwarantują konkurencyjne ceny! Wychodzi na to, że kobiety też potrafią zadbać o familiarne interesy.

Marek Oziomek

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ