Pacjenci nie ustają w staraniach o Kliniki Serca

Na okładce

Pacjenci nie ustają w staraniach o Kliniki Serca

W Starachowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej, pacjenci Klinik Serca spotkali się z przedstawicielami Stowarzyszenia EkoSerce. Specjalnym gościem był doktor Grzegorz Dzik, dyrektor zamkniętych - decyzją NFZ - Polsko - Amerykańskich Klinik Serca w Starachowicach.

Leczyli się w Klinikach Serca w Starachowicach, wielu uratowano tam życie. Wciąż walczą o reaktywowanie tej lecznicy kardiologicznej w naszym mieście. Licznie przybyli na spotkanie zorganizowane 18 maja br. przez Stowarzyszenie EkoSerce, którego starachowicki oddział powstał m.in. po to, by obronić byt tej placówki w naszym mieście. Wśród zaproszonych gości byli: posłanka na Sejm RP Marzena Okła - Drewnowicz z Platformy Obywatelskiej, prezydent miasta Marek Materek, powiat reprezentował wicestarosta Marek Pawłowski. Obecny był doradca Klinik Marian Mróz, radni miejscy i powiatowi. Na spotkaniu zabrakło zaproszonej wojewody Agaty Wojtyszek, dyrektorki NFZ w Kielcach Małgorzaty Kiebzak oraz posła Prawa i Sprawiedliwości ze Starachowic - Krzysztofa Lipca. Obecny był doktor Grzegorz Dzik i doktor Krystyna Latała - Musiał z obsady starachowickich Klinik Serca.

Doktor Dzik nie krył, że działalność Polsko - Amerykańskich Klinik w Starachowicach została zakończona "zgodnie z wolą wszystkich, którzy o tym decydowali". I powtórzył słowa znane z okresu obrony Klinik - "jest tak, jak miało być". Na pytanie o szanse powrotu placówki do Starachowic odpowiedział, że o tym decydują włodarze regionu. Podkreślił, że jego obecność na spotkaniu jest wyrazem ogromnego szacunku do społeczności, pacjentów, tych którzy byli z Klinikami i których przez lata miał honor leczyć. Również, że on zawsze będzie o Starachowicach pamiętał, a to czy PAKS wróci do miasta zależy od organizatorów służby zdrowia.

Był prezydent i prezes starachowickiego EkoSerca Zenon Krzeszowski nazwał Grzegorza Dzika starachowiczaninem na uchodźstwie, przypomniał ideę powołania stowarzyszenia w naszym mieście, którego głównym celem obrona Klinik Serca przed likwidacją. Poinformował, że obecnie stowarzyszenie skupia 231 członków, zarówno z terenu powiatu starachowickiego, jak i skarżyskiego. Przed rozpoczęciem spotkania deklaracje wypełniały kolejne osoby.

Sytuację po likwidacji Klinik i działania stowarzyszenia przybliżyła wiceprezes Joanna Matysek. Mówiła, że pacjenci walczą o reaktywację placówki. Zwróciła uwagę na fakt, iż Narodowy Fundusz Zdrowia w pismach odpowiada, że m.in. w Starachowicach testowana jest sieć w szpitali, że sprawdzą, jakie są efekty funkcjonowania placówek służby zdrowia w ramach nowej ustawy.

- A przecież my wiemy, jakie są efekty. Są duże kolejki, nie można się dostać do lekarza, brak jest zabiegów na poziomie - mówiła J. Matysek. - Mieliśmy Kliniki, które były perełką, doskonale się sprawdzały, ratowały życie i nagle mamy szpital, gdzie jest za mała liczba łóżek, za stary sprzęt i brak możliwości dostania się.

Wymieniła też ilość pism wysłanych do ważnych osobistości, które nie doczekały się odpowiedzi i podkreśliła, że pacjenci są uparci i nie poddają się. Rozdała tez zgromadzonym kartki z adresem Świętokrzyskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, na który można wysyłać pisma, ponieważ Fundusz twierdzi, że nie ma skarg na złą sytuację w powiatach starachowickim i skarżyskim. Nie ma więc podstaw do działania m.in. w kwestii reaktywacji Klinik Serca. Mówiła, że jest okres przedwyborczy i politycy będą rozliczani przez społeczeństwo, również za służbę zdrowia i ratowanie PAKS.

Doktor Grzegorz Dzik, który obecnie pełni funkcję ordynatora oddziału kardiologii w Nysie podkreślił, że jego wizyta w Starachowicach podyktowana jest szacunkiem do ludzi, których leczył, do tych, którzy przez kilka miesięcy walczyli o Kliniki oraz swoich byłych współpracowników.

- Państwa obecność tu jest dowodem na to, że zabezpieczenie zdrowotne nie jest wystarczające - mówił dr Dzik. - Ale to nie jest odkrywcze, bo my o tym mówiliśmy. Tłumaczyliśmy, że nie da się bezkarnie amputować 4 tysięcy hospitalizacji, że to nie może być bez wpływu na jakość i dostępność leczenia.

- Wpływ na władzę publiczną jest zależny nie od władz Klinik Serca, tylko od ludzi, którzy tę władzę wybierają - skonstatował pan doktor.

- Dziękujemy panie doktorze - rozległo się z sali, co uczestnicy poparli gromkimi brawami.

Posłanka Platformy Obywatelskiej Marzena Okła - Drewnowicz podziękowała pacjentom zrzeszonym w stowarzyszeniu za to, co robią i przeprosiła za to, że nie udało się uratować Klinik.

- Przegrana bitwa w kwestii życia ludzkiego boli - powiedziała. - Do głowy by mi nigdy nie przyszło, że mogłoby nie być PAKS- u. Nie włączyła się do walki o Kliniki od początku wiedząc, że jako posłanka opozycji byłaby oskarżana o zbijanie kapitału politycznego. Śledziła na bieżąco sytuację, a włączyła się w momencie, gdy we wrześniu 2017 r., wojewoda Agata Wojtyszek nie wpuściła pacjentów do Urzędu Wojewódzkiego. Wtedy zwołano Sejmową Komisję Zdrowia, posłanka apelowała również do prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, którego matka Jadwiga pochodzi ze Starachowic.

Doktor Krystyna Latała - Musiał, która obecnie pracuje w szpitalu w Radomia powiedziała, że do Starachowic przyjeżdża ze smutkiem. Bolesny jest widok w pełni wyposażonego szpitala, który nie funkcjonuje. Straciła również nadzieję, by udało się odzyskać Kliniki, poza determinacją pacjentów, byłych pracowników i posłanki Okły - Drewnowicz nie widzi żadnych innych starań.

- To jest porażka społeczna, to są nieodwracalne straty społeczne. Historia wielomiesięcznej walki o jednoznaczne dobro pokazuje, że ta walka nie ma sensu. Jak to jest, że z tak oczywistymi prawdami nie można przebić się do urzędników, decydentów. Że ludzie są ignorowani, lekceważeni. To podcina skrzydła - mówiła doktor Latała - Musiał.

Marian Mróz podkreślił, że szpital w Starachowicach nie jest w stanie zapewnić usług medycznych na takim poziomie, jaki był w Klinikach, przyjąć takiej ilości pacjentów. Podkreślił, że PAKS przystąpi do konkursu na usługi kardiologiczne, jeśli zostanie on rozpisany, bo oczekują tego pacjenci, a zamknięty oddział w Starachowicach jest na to gotowy. Sprzęt stoi i czeka.

Prezydent miasta Marek Materek, mimo że istnienie Klinik Serca nie jest zależne od władz miasta, podkreślił, że obecność pacjentów jest wyrazem wdzięczności dla lekarzy i personelu, którzy stworzyli świetny ośrodek w Starachowicach. Ocenił też, że sprawa istnienia Klinik Serca była bardzo prosta, bo, gdy wchodziła ustawa o sieci szpitali wiadomym było, że można podpisać kontrakt w ramach podwykonawstwa, przynajmniej w przypadku chirurgii naczyniowej.

- Rozmowę z panią dyrektor NFZ mamy umówioną na koniec maja br. Chcemy, żeby podsumowała to, co zadziało się od czasu wejścia w życie ustawy o sieci szpitali. Żeby z perspektywy całego regionu przedstawiła nam tę sytuację. Czy rzeczywiście jest tak, jak deklarowano wcześniej, że mamy zabezpieczone świadczenia zdrowotne. Czy te dane, które były przedstawiane o zabezpieczeniu kardiologii i chirurgii naczyniowej są w tej chwili takie, jak je przedstawiano w momencie, kiedy wchodziła ustawa - mówił Marek Materek. - Czy jest pole manewru, żeby można było ogłosić konkurs dla północnej części województwa świętokrzyskiego.

W imieniu Zarządu Powiatu Starachowickiego głos zabrał wicestarosta Marek Pawłowski, który powiedział, że od początku całym sercem jest za Klinikami Serca, ale nie zgadza się z zarzutem, że Powiat odpowiada za wszystko. Powiat nie ma siły sprawczej, a swoimi działaniami udowodnił, że robi wszystko, żeby PAKS w Starachowicach pozostał.

- Wystosowaliśmy petycję, była podjęta uchwała intencyjna, by Kliniki zostały. Zostaliśmy posądzeni, że lobbujemy na rzecz Klinik. Nasze możliwości się w pewien sposób wyczerpały - tłumaczył Marek Pawłowski. - Pisaliśmy do ministra zdrowia, do Narodowego Funduszu Zdrowia. Uchwała Rady Powiatu była wysłana do wszystkich instytucji. Od początku staliśmy na stanowisku, że Kliniki powinny zostać w Starachowicach.

Wicestarosta zwrócił uwagę na fakt, że gdyby były dyrektor PZOZ Grzegorz Fitas podpisał porozumienie z Klinikami Serca, to nie byłoby spotkania, w którym obecnie uczestniczy.

Swoje opinie wygłaszali również zgromadzeni na sali mieszkańcy, którzy wyrażając dezaprobatę w sprawie zamknięcia Polsko - Amerykańskich Klinik Serca w Starachowicach dziękowali za to, ile zostało zrobione. Nie ukrywali oburzenia faktem zamknięcia ośrodka, który zrobił tak wiele dobrego i tyle istnień ludzkich uratował. Przytoczono też opinie z raportu Najwyższej Izby Kontroli mówiące o tym, że dane o zabezpieczeniu medycznym (słynne 140 proc.) są niezgodne ze stanem faktycznym. Okazało się, że tzw. mapa potrzeb zdrowotnych, wg. raportu kontrolnego NIK była przygotowana niefachowo, na podstawie niekompletnych rejestrów i przestarzałych danych.

- W każdej chwili, dzięki lekarzom, mieliśmy pomoc, nigdy nie patrzyli na zegarek. To w naszych rękach jest jeszcze jakaś szansa, żeby cokolwiek uczynić. Trzeba pokazać, że umiemy się zjednoczyć dla ratowania chorych ludzi - powiedziała radna miejska Elżbieta Kucy.

(zaz)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ