W Kukułeczce będą się uczyć gry na skrzypcach

Pielęgnują folklor

 

Starachowicka Fundacja "Kukułeczka" systematycznie się rozwija i rozszerza swoją działalność. Niebawem ruszą zajęcia nauki gry na skrzypcach. 

Formalnie "Kukułeczka" działa od października 2016 roku. Obecnie w zajęciach uczestniczy 65 dzieci w różnych wieku. Uczą się w trzech grupach wiekowych: 4-latki, 5-6-latki oraz w grupa od 7 do 12 lat. Zainteresowanych udziałem w zajęciach wciąż przybywa, a teraz fundacja zabiega o rozwój Dziecięcego Zespołu Folklorystycznego.

Będą uczyć się gry na skrzypcach

Jednym z pomysłów jest wprowadzenie zajęć nauki gry na skrzypcach. Dzieci pod okiem profesjonalnego instrumentalisty uczyć się będą metodą odsłuchową.

- Wpadliśmy na pomysł, żeby przy fundacji dzieci mogły rozpocząć, ale też kontynuować naukę gry na instrumentach. Nawiązaliśmy współpracę z muzykiem, zajęcia będzie prowadził Kamil Powrózek, który pochodzi ze Starachowic. Obecnie mieszka w Kielcach i jest nauczycielem gry na skrzypcach w szkole muzycznej II stopnia, należny do kapeli ludowej "Ciekoty", ponadto jest muzykiem Filharmonii Świętokrzyskiej, a także jedynym w województwie nauczycielem gry na skrzypcach metodą "Suzuki", którą chcemy uczyć dzieci w Starachowicach. Dzieci uczą się grać zwyczajnie ze słuchu, a metodę tę opracował japoński profesor Suzuki, nauka przychodzi w sposób naturalny, tak jak nauka języka ojczystego. Małe dziecko uczy się stopniowo mówić, najpierw próbuje naśladować, powtarzać pojedyncze słowa, potem łączy je w zdania dopiero po kilku latach uczy się zapisu słów - mówi GAZECIE Marta Blicharz, prezes Fundacji Kukułeczka.

Pomysł z wprowadzeniem nowego rodzaju zajęć pojawił się dość naturalnie, bowiem zwyczajnie brakuje dzieci, które mogłyby występować w kapeli ludowej. Władze fundacji chcą w przyszłości postawić również na naukę gry na innych instrumentach.

- Miasto mamy trochę mało rozegrane. Bardzo trudno jest znaleźć muzykującą młodzież, a już grającą w stylu ludowym, to prawdziwe wyzwanie. Mamy u siebie w kapeli młodych, zdolnych muzyków, ale zdaję sobie również sprawę z tego, że nie jesteśmy miastem akademickim i ta młodzież za kilka lat stąd wyjedzie. Chcemy zachować ciągłość, stąd właśnie pomysł na rozszerzenie działalności. Wiem, że kapela to nie same skrzypce, ale od czegoś musimy zacząć, skrzypce to wymagający i wiodący instrument niemalże każdej kapeli ludowej Obecnie w naszej kapeli mamy czworo skrzypków, akordeon i bębenek. Oczywiście, kiedy będziemy opracowywali muzykę innych regionów, jak chociażby folklor gór, to przydałyby nam się również inne instrumenty, np. pasterskie, różnego rodzaju piszczałki, fujarki i tu znajdzie się miejsce w kapeli dla kogoś, kto gra na flecie prostym.

Na scenie możemy zobaczyć dzieci i młodzież z "Kukułeczki" w repertuarze ludowym z dwóch regionów Polski, ale na zajęciach nie brakuje urozmaicenia. Kapela opracowuje również utwory rozrywkowe czy najnowsze hity, jak przebój Sławomira "Miłość w Zakopanem".

Kultury świata

Mogłoby się wydawać, że folklor, muzyka ludowa, to nie jest popularny trend wśród dzieci i młodzieży, ale okazuje się, że zainteresowanie jest duże. Podopiecznych fundacji przybywa. Najważniejsze jest, aby wśród najmłodszych zaszczepić sympatię do ludowości i własnych korzeni.

- Staramy się, aby nasza oferta edukacyjna była atrakcyjna i żeby dzieci chciały przychodzić do nas na zajęcia. Oprócz tańca i śpiewu ludowego, którym zajmujemy się na co dzień, wyjeżdżamy też z dziećmi na koncerty do filharmonii. Byliśmy już na występie Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk oraz na koncercie Narodowego Zespołu Folklorystycznego Węgier. Od samego początku przyświeca nam cel, aby rozbudzić wśród dzieci sympatię do rodzimego folkloru. Tę pasję do ludowości trzeba zaszczepić, trzeba pokazać jej piękno i unikalność. Folklor jest tym, co nas wyróżnia wśród tylu barw świata. W Irlandii dzieci uczą się tańca irlandzkiego w szkole, jest to przedmiot obowiązkowy. Wszystkie stepują i nikt nie wstydzi się tego, a przecież taniec irlandzki jest niczym innym, jak tańcem ludowym. Sama wiem po sobie, jak ważne jest to w jaki sposób podamy dzieciom nasz folklor. Ja swoją przygodę zaczęłam bardzo późno i to zupełnie przypadkiem. Natomiast w tym momencie mam do folkloru ogromny sentyment i nie wyobrażam sobie, żeby tego elementu w moim życiu nie było - zapewnia M. Blicharz.

Prezes "Kukułeczki" z folklorem na poważnie zetknęła się na studiach, swoje pasje kontynuowała przez kolejne lata, ale dopiero niedawno pojawił się pomysł, aby rozpocząć naukę wśród dzieci i młodzieży.

- Pomysł powołania takiej działalności krążył od dłuższego czasu po wielu głowach, ale chyba najbardziej zdeterminowana byłam ja. W pewnym momencie zdecydowałam się zrezygnować z aktywnego tanecznego uczestnictwa w "Starachowianach" na rzecz dzieci. Małgorzata Wyderska obecna kierownik artystyczna zespołu, to osoba o niezwykłej wyobraźni scenicznej i talencie, to właśnie z nią założyłyśmy fundację - mówi.

Przełomowym momentem dla prezes Marty Blicharz był wyjazd do Egiptu na międzynarodowy festiwal. Właśnie tam zetknęła się z wieloma kulturami z całego świata. Ten wyjazd rozbudził miłość do folkloru, która trwa do dzisiaj.

- Dzięki zespołowi uniwersyteckiemu, zobaczyłam świat i poznałam kulturę i bogactwo, nie tylko własnego kraju ale krajów niemalże całego świata. Tutaj poznałam wielu ciekawych ludzi, którzy mi zaimponowali miłością do własnej kultury, szacunkiem do stroju, dbałością o każdy szczegół. To tutaj poznałam człowieka, który jest dla mnie do dnia dzisiejszego niedoścignionym wzorem. Jan Pogonowski to choreograf, instruktor tańca, niezwykle elokwentny starszy pan. Podziwiałam go za wiedzę, za klasę, za piękny baryton, za nietuzinkowe podejście do młodych ludzi, szarmancję wobec studentek, które tańczyły w zespole, za unikatowe poczucie humoru, wreszcie za to, że nocami szył mam elementy strojów, czepce, kryzy, spódnice, pasy. Wszystko było pięknie wykonane z zachowaniem najdrobniejszych szczegółów. Pod koniec lat 90-tych wyjechaliśmy z Zespołem Pieśni i Tańca "Jawor" do Egiptu na międzynarodowy festiwal. Był on ogromny, przyjechało prawie 50 zespołów z całego świata. Jako grupa studencka nie mieszkaliśmy wówczas w "europejskim" kurorcie, ale w miejscach, gdzie mieszkają przeciętni Egipcjanie. Na pustyni, w akademikach, razem z Chińczykami, Jordańczykami, Pakistańczykami, Słowakami, Zambijczykami. Wówczas zachód Europy ulokowany został właśnie w kurortach, a cały blok wschodni zakwaterowany był na peryferiach. Właśnie dzięki temu poznałam jaki Egipt jest naprawdę, mieszkając z innymi kulturami miałam możliwość ich posłuchać, zobaczyć jak bardzo pięknie się różnimy. To było niesamowite. To był właśnie ten moment, kiedy uświadomiłam sobie, że jestem dumna ze swojej kultury i szczycę się nią - wspomina Marta Blicharz.

Na początku byli "Starachowianie"

Życiowe losy, a zwyczajnie przypadek, sprawiły, że Marta Blicharz wraz z rodziną zamieszkała w Starachowicach . W 2004 roku obecna prezes "Kukułeczki" nawiązała współpracę z zespołem "Starachowianie", w którym występowała przez ponad 12 lat z przerwami na macierzyństwo.

- W pewnym momencie zauważyłam, że pojawia się przepaść pokoleniowa. Początki "Kukułeczki" wcale łatwe nie były, głównie chodzi o względy finansowe, ale jakoś sobie z tym radzimy i cały czas się rozwijamy. Znalazłam wspaniałych partnerów, którzy nas wspierają. Jedni pomagają nam jednorazowo, inni systematycznie, ale każdemu, za każdą pomoc, jesteśmy bardzo wdzięczni - zapewnia prezes "Kukułeczki"

Formalną działalność fundacja rozpoczęła w październiku 2016 roku. Zarząd od początku tworzą: prezes Marta Blicharz, zastępca prezesa i jednocześnie kierownik artystyczny Małgorzata Wyderska oraz Anton Fedorkin. W fundacji pracuje także Szczepan Królikowski, który pełni funkcję kierownika muzycznego i kierownika kapeli.

- Na początku mieliśmy tylko 12 dzieci i 750 złotych w kieszeni. Nie mieliśmy ani jednego stroju, a nawet ani jednego buta. Dzięki uprzejmości dyrekcji SCK, dostaliśmy możliwość korzystania z sali baletowej i niedużego pokoju, który służy nam za garderobę. W chwili obecnej mamy już cały komplet strojów śląskich, a w tym roku kończymy kompletowanie strojów kolejnego regionu, konkretnie Kraków Bronowice. Stroje ludowe są bardzo drogie, ale małymi krokami udaje nam się kompletować i zapełniać garderobę - mówi M. Blicharz.

O "Kukułeczce" jest coraz głośniej. Nie tak dawno wystąpili na starachowickim rynku podczas Dnia Flagi, a w sierpniu szykują się na swój pierwszy międzynarodowy festiwal.

- Plany mamy już ustalone na cały rok. Na scenie Starachowickiego Centrum Kultury weźmiemy udział w międzypokoleniowym koncercie z okazji Dnia Matki, wraz ze "Starachowianami". W lipcu wyjeżdżamy do Sandomierza na warsztaty taneczno-muzyczne, a w sierpniu planujemy wyjechać na międzynarodowy festiwal do Brańska. To będzie pierwszy udział w rywalizacji konkursowej dla naszego zespołu - cieszy się Marta Blicharz.

- Będzie to też pierwsze spotkanie naszych dzieci i młodzieży z kulturą świata, bowiem do Brańska przyjadą zespoły z Indii, Kanady, Słowacji, Węgier, Portugalii, Rumunii, Tajwanu, Gruzji i Łotwy. Bardzo chcemy pokazać dzieciom ten kolorowy świat z nadzieją, że spodoba im się i że dostrzegą własne piękno na tle świata i zaczną się tym własnym pięknem szczycić - dodaje.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ