Seniorzy w gościnie u odlewników

W numerze

Seniorzy w gościnie u odlewników

Od dawna planowane spotkanie ciekawych wszystkiego członków Sekcji Edukacji Obywatelskiej przy UTW z prezesem Zbigniewem Rondudą doszło wreszcie do skutku.

Jakże mylne są nasze wyobrażenia o minionym czasie, o ludziach i ich dążeniu do celu, do ich pokerowych posunięć przypominających słynny tekst bohaterów "Ziemi obiecanej", którzy nie mając pieniędzy postanowili uruchomić fabrykę. O względnie dobrych i tych wcale łatwych czasach, wyrzeczeniach, ale także o ludziach, którzy wierzyli, że pracą, nauką i śmiałymi pomysłami można pokonać każdy problem – no, prawie każdy - opowiadał seniorom z Sekcji Edukacji Obywatelskiej UTW prezes jednej z najnowocześniejszych odlewni w Europie: Odlewni Polskich S.A. w Starachowicach, Zbigniew Ronduda.

Swoją przygodę z odlewnią, czyli dawnym Zakładem Metalurgicznym FSC, prezes rozpoczął na czwartym roku studiów (AGH) podejmując podczas wakacji pracę w odlewni D3. Mimo że pobierał uczelniane stypendium, potrzeby młodego człowieka były zbyt ambitne więc postanowił dorobić. Jak wspomina te ciekawe czasy? Do pracy na D-3 przyjęto go na podstawie świadectwa z podstawówki. To z technikum zostało w dziekanacie, a na dyplom trzeba było poczekać jeszcze jeden rok. Żeby było weselej, jako robotnik niewykwalifikowany zarabiał wówczas więcej niż po studiach. Bardzo dużo "zarabiali" też drugoligowi zawodnicy "amatorskiej" drużyny piłkarskiej "Star", którzy, gdy już odnaleźli przypisany im wydział, pytali: gdzie tu wypłacają pieniądze? Następnym z najbliższych w rodzinie odlewników jest syn prezesa, który przeszedł bardzo podobną drogę (technikum, AGH) oprócz tej wakacyjnej przygody ojca na D-3. Był jeszcze wydział odlewni D2, gdzie obecny prezes był kierownikiem. Na ile wydział ten był lubiany przez pracowników niech zaświadczy jego ksywa: Hiroszima.

Wystarczył niepełny kwadrans przy ciastku i herbatce, aby słuchacze Sekcji Edukacji Obywatelskiej przy UTW (ok. 20 osób) poczuli szacunek i sympatię do człowieka o dużej wiedzy, twórczych realizacjach i bardzo fajnym poczuciu humoru, czego dowodem jest przytoczone bardzo sympatyczne i bardzo dużo mówiące wspomnienie o tamtejszych Polakach.

- Otóż pewnego razu pracownik Odlewni FSC Jerzy M. dostał polecenie udania się do Warszawy po pieniądze na wypłaty dla pracowników. Wszystko się zgadzało, pieniądze były w kasie banku lecz Jerzy M. nie mógł ich pobrać, gdyż zapomniał zabrać swoich dokumentów.

- Niech pan jeszcze raz przeszuka wszystkie kieszenie – zachęcał personel banku.

- Nie ma (?), to niedobrze. Niechby chociaż książeczka wojskowa lub książeczka zdrowia, a tu nic.

Nagle któraś z referentek zapytała:

- A ma pan delegację?

- Delegację mam – odparł roztargniony Jerzy M.

Wszyscy odetchnęli z wielką ulgą i wzięli się za odliczanie, a jedna z pań zauważyła nawet, że interesantowi brakuje guzika przy koszuli i mu ... przyszyła.

- Prezesowanie w latach złych i lepszych dla załogi, a tym samym dla Odlewni (Exbud Odlewnie Żeliwa) rozpocząłem 25 lat temu. Długo by mówić o trudnych latach dziewięćdziesiątych, w których, aby przetrwać, podejmowaliśmy się handlowania czym się dało: auta typu Polonez, maszyny do szycia lub maszyny rolnicze itp. Wejście na giełdę, opanowanie nowej technologii produkcji żeliwa sferoidalnego otworzyło nam rynki zachodnie...

Tu prezes ściszył głos, co miało oznaczać wyznanie słuchaczom pewnej tajemnicy. Chodziło o próby związane ze wspomnianym żeliwem. Nowością tego stopu, którego zastosowanie pozwoliło Odlewniom stanąć na nogi, jest jego elastyczność i zastosowanie w skomplikowanych kształtach odlewów. Technologia znana od 1949 roku to: stop żelaza z krzemem, węglem (grafit kulkowy) modyfikowany magnezem, oczywiście wszystko w odpowiedniej kolejności, temperaturze i proporcjach. Wspomnę tylko, że próby wytopu tegoż żeliwa trącały tak horrorem, jak też humorem. Otóż nikt z grupy inżynierów, a tym bardziej pracowników fizycznych, nie miał pojęcia, że z chwilą dodania magnezu powstanie oślepiający błysk, a po chwili zacznie ze stopu wydobywać się gęsty dym. Zatem trudno się dziwić, że wszyscy w popłochu dali drapaka. Największego strachu najadła się spanikowana suwnicowa, która miała właśnie podniesioną dymiącą kadź i nie miała gdzie uciec. Podobno darła się na górze niczym potępieniec, a gdy po wszystkim schodziła po drabince, podobno dziwnie jej w butach chlupało.

Największym skarbem firmy Odlewnie Polskie S.A., o których mówi z dumą, jest ZAŁOGA, na którą prezes zawsze może liczyć i nie ukrywa, że bez tak oddanych ludzi na każdym szczeblu nie udałoby się firmy postawić na nogi. Obecny rok jest pierwszym w historii, w którym lista zamówień przekracza możliwości produkcji, chociaż pracują na trzy zmiany. Obecnie funkcjonuje jedna odlewnia, której roczna produkcja wynosi 22 tys. ton. Dawniej mniej produkowały trzy odlewnie. Istnieje zatem potrzeba zakupu jeszcze jednego pieca, który będzie uruchomiony już we wrześniu br.

Zapewne nikt ze zwiedzających Odlewnie Polskie nie spodziewał się aż takich atrakcji. Opiekunem wycieczki Sekcji Edukacji Obywatelskiej przy UTW był Jacek Wojtan, a oprowadzającym, tłumaczącym słuchaczom każdy szczegół techniczny lub technologiczny dr Adam Nowak.

Marek Oziomek

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ