reklama

Lata w przestworzach królewskimi liniami

Młodzi, zdolni starachowiczanie

Na okładce

Lata w przestworzach królewskimi liniami

Młodzi, zdolni starachowiczanie

 

Kiedy po gimnazjum wybrała naukę w liceum, jeszcze nie wiedziała, kim będzie w przyszłości. Urodziła się, wychowała i kończyła szkoły w Starachowicach. 29 - letnia Aleksandra Kubik. po ukończeniu II Liceum Ogólnokształcącego rozpoczęła studia w Warszawie. Jest osobą, która dąży do realizacji marzeń. I jedno z nich spełniła, została stewardesą. Lata z rodziną królewską i ministrami Arabii Saudyjskiej 

Przyjętą normą jest to, że absolwenci klas biologiczno - chemicznych wybierają studia, które pozwolą zdobyć im zawód. Medycyna, farmacja, biotechnologia i pokrewne nauki. Ola wybrała zarządzanie w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, gdzie obroniła pracę na poziomie licencjatu. Naukę kontynuowała na Uniwersytecie Warszawskim. Przez rok była studentką programu Erasmus, przebywała wtedy w Hiszpanii.

- Koleżanka, z którą chodziłam do klasy, przypomniała mi, że przecież już w liceum mówiłam, że chcę być stewardesą - opowiada Ola Kubik. - Nie pamiętam tego, ale o tym, że chcę spróbować swoich sił i chcę latać wiedziałam na pewno już na studiach.

Ola śmieje się, że reakcja rodziców była zgoła odmienna. Tata zapytał, czy „po studiach naprawdę chcę podawać kawę”, natomiast mamie zależało na tym, by córka była na miejscu, w Polsce. A gdy dowiedziała się, do jakich linii aplikuje Aleksandra, to przeraziła się tej wizji.

Kobieta marzyła o tym, by latać nad krajami innymi niż europejskie. Dlatego, gdy dowiedziała się, że linie lotnicze z krajów Bliskiego Wschodu szukają kandydatek na stewardesy, to właśnie tam złożyła dokumenty.

Dziewczyny, które chcą zostać stewardesami aplikują do konkretnych linii lotniczych. Skąd pomysł Aleksandry, by były to dalekie kraje, tak obce nam kulturowo?

- To, że jest to kraj Bliskiego Wschodu nie jest przypadkiem, tam są najbardziej prestiżowe linie lotnicze, lata się w różnorodnych kierunkach, również kontrakty i pobyty w tych krajach są dłuższe. Dlatego właśnie, ze względu na warunki pracy, celowałam w Bliski Wschód. To, że jest to Arabia Saudyjska było kompletnym przypadkiem, ponieważ próbowałam dostać się do linii katarskich.

Nie udało się z Katarem, ale również wtedy saudyjskie linie Flynas prowadziły rekrutację w Polsce. Początkowo miała bardzo sceptyczne nastawienie i jak przyznaje po latach, trochę przerażała ją wizja mieszkania w tak restrykcyjnym religijnie kraju.

- Stwierdziłam, że skoro chcę próbować pracy jako stewardesa, to warto zobaczyć, jak wygląda bardzo skomplikowany proces rekrutacyjny - mówi Ola.



Proces rekrutacji do pracy w liniach lotniczych jako personel pokładowy składa się z kilku etapów. Podstawą jest perfekcyjna znajomość języka angielskiego. Dodatkowe języki są mile widziane, ale podstawą jest właśnie angielski. Testy i wszystkie rozmowy przeprowadzane są w tym języku. Osoby aplikujące do zawodu stewardesy czy stewarda, obok rozmów indywidualnych, sprawdzane są również podczas testów zadaniowych. Rekrutujący obserwują zachowanie kandydatów podczas ćwiczeń, jak radzą sobie w grupie, czy potrafią reagować na sytuacje stresowe, czy radzą sobie z nietypowymi zachowaniami. Rekrutacja trwa kilka dni, a konkurencja jest duża. O pracę w większości starają się kobiety, ale zdarzają się również mężczyźni. Osoby przeprowadzające rozmowy kwalifikacyjne wybierają odpowiednich kandydatów, których dokumenty trafiają bezpośrednio do przedstawicieli linii lotniczych. To oni podejmują końcową, tę najważniejszą decyzję.

- Pierwsza rekrutacja to niepewność, zupełnie nie wiedziałam, gdzie jestem, nie wiedziałam jak to wygląda - opowiada Ola. - Na kolejnej byłam już pewniejsza siebie, bo wiedziałam, jakich błędów nie popełniać i na co rekruterzy zwracają uwagę.

Po tygodniu od rozmów kwalifikacyjnych wszystkie kandydatki otrzymały e-maila. Nasza bohaterka w wiadomości przeczytała, że firma ją zatrudniła. Oprócz niej pracę otrzymało około 15 dziewczyn. A była to pierwsza rekrutacja wśród Polek, które wyjechały do Arabii Saudyjskiej.

- Pamiętam, że informację otrzymałam w okolicy świąt Bożego Narodzenia 2013 roku. Skakałam do góry ze szczęścia - wspomina Ola.

Po pozytywnym przejściu rekrutacji i otrzymaniu informacji o zatrudnieniu, przyszły personel pokładowy przechodzi szkolenie. Jednak zanim do niego doszło, wszystkie dziewczyny z Polski, które dostały pracę, musiały załatwić formalności w kraju. Rozpoczął się skomplikowany proces wizowy, gdyż do Arabii Saudyjskiej nie da się wylecieć nie posiadając wizy pracowniczej. Agencja, która przeprowadzała rekrutację pośredniczyła również w załatwianiu formalności między Arabią Saudyjską, liniami lotniczymi a Polkami. Jednym z wymogów jest określenie swojej wiary. W przypadku kraju mocno religijnego, koranicznego praktykowanie innej wiary jest zabronione, choć jest ona szanowana, ale nie można być ateistą. Należy również przedstawić zaświadczenie o niekaralności. Obok wizy, bez której nie ma szansy, by wylecieć do tego kraju, Aleksandra musiała przejść wszystkie zlecone badania medyczne.

- Przechodziłam badania do wizy, a potem badania na miejscu. W Polsce były one bardzo szczegółowe - mówi Ola. - Praca w powietrzu, pod ciśnieniem, połączona z pracą fizyczną wymaga bycia ekstra zdrowym. Nie da się oszukać lekarza. Serce, płuca - tu nie można mieć żadnych problemów. Lekarz bada słuch, wzrok. Można nosić okulary, to nie jest przeciwwskazanie. Do tego dochodzą badania krwi, ogólne i szczegółowe. Nie można być w ciąży.

Jak podkreśla Aleksandra, nie można oszukać lekarza w kwestii zdrowia, nawet jak się ma marzenia związane z lataniem... Dla swojego dobra. Przed wylotem trzeba oczywiście przejść pakiet szczepień, które są wskazane przed wylotem i pobytem w Arabii Saudyjskiej. Proces przygotowań do wylotu trwa około trzech tygodni.



W Arabii Saudyjskiej Aleksandra Kubik wylądowała 4 marca 2014 roku. To były jej urodziny. Z kolejnym rokiem swojego życia rozpoczęła nowy etap. Ale zanim rozpoczęła pracę jako stewardesa, musiała przejść dwumiesięczne szkolenie praktyczne. Symulatory lotu, zachowania na pokładzie w razie sytuacji awaryjnych, jak np. turbulencje czy pożar. Pływanie, budowanie tratwy i inne sytuacje ekstremalne.

- Było ciężko, ale wszystkie przetrwałyśmy szkolenie - mówi Ola. - Ja zdałam wszystko na sto procent, choć rzeczywiście było trudno. Choćby dlatego, że porozumiewaliśmy się w języku angielskim, ale już tym specjalistycznym. Komendy, instrukcje... To wszystko trzeba znać na pamięć i błyskawicznie wprowadzać w czyn. To są instrukcje, które w razie sytuacji zagrożenia trzeba recytować słowo w słowo, nie może być pomyłki.

Po szkoleniu przyszedł ten długo oczekiwany przez Aleksandrę moment. Praca stewardes to loty według grafików i na dyżurze (angielskie stand-by - przyp. red.), gdzie w określonym czasie są „pod telefonem”, są w gotowości, by w razie potrzeby zastąpić koleżankę.

- Mój dyżur zaczął się o północy i już o drugiej zostałam wydzwoniona - opowiada Ola. - Byłam spanikowana, bo nie spodziewałam się, że tak szybko wylecę. Przed każdym lotem jest spotkanie załogi, gdzie personel pokładowy jest informowany jak będzie wyglądał lot, odbywa się rozmowa z kapitanem, a szefowa lub szef pokładu zadają pytania. Przed lotem trzeba również sprawdzić wyposażenie samolotu pod względem bezpieczeństwa.

Pierwsza podróż zawodowa pozwoliła jej zauważyć różnice między teorią a praktyką. Jednak, mimo zdenerwowania, bardzo miło wspomina tamten dzień. I od tamtej pory zaczęły się regularne podróże Oli. Ma zawsze spakowaną walizkę, by być gotową, gdy dostanie informację o wylocie. W walizce stewardesy znajdują się kosmetyki, bielizna, zmienne ubranie, buty i instrukcja postępowań, będąca swoistą encyklopedią zachowań i komend pokładowych.

Jednak bycie w powietrzu to nie tylko nutka adrenaliny, którą przeżywają przeciętni pasażerowie. I choć statystycznie łatwiej zginąć w ruchu lądowym niż lotniczym, to jednak katastrofy w przestworzach napawają strachem. Nasza bohaterka samolot traktuje, jak drugi dom. W powietrzu spędza ogrom czasu i nie boi się latać. Czy zdarzyło się, że ze strachu zrobiła znak krzyża, tam, na górze?

- Poważniejszych zagrożeń, na szczęście, nie było. Aczkolwiek problemy się zdarzały. Przykładowo, znak w kokpicie, że drzwi są otworzone, albo np. szef pokładu zapomniał rozbroić drzwi i otworzyła się zjeżdżalnia - opowiada GAZECIE. - Mieliśmy również twarde lądowanie, ale na szczęście nikomu nic się nie stało.

Nieprzyjemne kwestie techniczne to jedno, na pokładzie może się również zdarzyć niemiły pasażer, jak delikatnie określa Ola. Zdarzają się panowie pod wpływem alkoholu, którzy przed przylotem do Arabii Saudyjskiej mają ostatnią szansę, by skosztować alkoholu (w Arabii jest całkowity zakaz jego spożywania - przyp. red.). Czasami w stronę stewardesy kierowane są niemoralne propozycje. Tego Aleksandra się obawiała, jednak rzeczywistość okazała się inna.

- Jesteśmy uczone tego, że gdy zachowanie pasażera odbiega od standardów, nie możemy reagować. Musimy poinformować kapitana samolotu o zaistniałej sytuacji. Załoga zawsze stoi za nami, zawsze nas wspiera i reaguje.

Kilka razy zdarzyło się, że mężczyźni robili Oli zdjęcia. Jest to zakazane, szczególnie w Arabii Saudyjskiej, ponieważ stewardesy na pokładzie samolotu mają odkryte włosy i nie są ubrane w tzw. abaję. Pasażer, który sfotografował Aleksandrę został upomniany przez mężczyznę będącego członkiem załogi i pod groźbą wezwania policji skasował zdjęcie Polki.

Na pokładzie zdarzają się pasażerowie, którzy mimo poleceń nie reagują na słowa załogi, co przy lądowaniu może stanowić zagrożenie dla innych.

- Wtedy postępujemy według instrukcji, która określa, jak postępować krok po kroku. Jeśli pasażer za trzecim poleceniem nie reaguje, informuje się szefową lub szefa pokładu. Jeżeli nadal ten człowiek nie stosuje się do instrukcji, informowani są kapitanowie. Takie postępowanie pasażerów jest niezgodne z prawem lotniczym i dlatego policja po zawiadomieniu od kapitana ma prawo aresztować takiego człowieka - opowiada Aleksandra. - Informacja o policji na szczęście zazwyczaj skutkuje.



Najwyższa pora przełamać stereotypy. Owszem, stewardesy muszą odpowiednio wyglądać. Muszą być eleganckie. Ba, podczas rekrutacji są ważone i oceniana jest ich prezencja. Muszą mieć zawsze perfekcyjnie zrobiony makijaż, pomalowane paznokcie i upięte włosy. Biżuteria jest dopuszczalna, ale liczy się minimalizm. Ważne, by na nadgarstku był zegarek. Ola mówi wprost, że reprezentuje firmę. Jednak podkreśla, że prezencja to jedno, ale bez znajomości języków, wiedzy i umiejętności interpersonalnych nie uda się zostać stewardesą.

Jej praca jest bardzo wymagająca. Na pokładzie samolotu wiele się dzieje, wszystko musi być pod ścisłą kontrolą obsługi pokładowej. Każda decyzja, każde polecenie ma swoją przyczynę. Lot, bycie tysiące kilometrów na ziemią wymaga od stewardes uwagi i zaangażowania.

- Oczywiście jest taki stereotyp, że jesteśmy ładnymi dziewczynami, które są od tego, by podać kawę czy poprawić poduszkę. Robimy dużo więcej, a wszystko to związane jest z procedurami, choćby przy lądowaniu - mówi Aleksandra Kubik.



Rzadko, ale jednak dobiegają nas tragiczne informacje o katastrofach lotniczych dużych samolotów, gdzie giną setki ludzi i mniejszych, gdzie ofiary liczone są w dziesiątkach. Szukanie „czarnych skrzynek”, ustalanie przyczyny katastrofy, dramat rodzin. Przyczyny są różnorodne, a tragiczna śmierć setek ludzi powoduje, że media na całym świecie informują o wydarzeniach. Czy ktoś, kto swoje życie poświęcił dla lotnictwa, kto setki godzin w roku spędza w powietrzu zaczyna rozważać rezygnację z zawodu? Zastanawia się, co dalej?

- Zawsze myślimy o tym, co się wydarzyło, i piloci, i załoga pokładowa. Zazwyczaj rozważamy te katastrofy pod kątem przyczyn technicznych. Tego, co mogło się wydarzyć. A każda taka sytuacja zmienia coś w lotnictwie. Wszystkie instrukcje pisane są na podstawie doświadczeń.

W 2001 roku świat obiegła informacja o zamachach w Stanach Zjednoczonych przy użyciu samolotów pasażerskich. W 2014 roku nad Ukrainą zestrzelono samolot pasażerski Malaysia Airlines 17. To tylko dwa przykłady tragicznych wydarzeń.

- Czy waham się? Nie. Nie chcę rezygnować z pracy, ale to nie zmienia faktu, że nie myślę o tym, co się wydarzyło. Mieszkam w Arabii Saudyjskiej, tu jest bezpiecznie. Ale zdarza nam się latać do Jemenu, gdzie jest wojna. Myślimy o tym, ale wiadomo, podobnie jak z wypadkami w ruchu lądowym. Cały czas ma się nadzieję, że nas to nie spotka.

Aleksandra Kubik podczas swojej dotychczasowej pracy była na Bliskim i Dalekim Wschodzie, w Europie, Afryce, Azji i w Ameryce Północnej. Czasami ze względów bezpieczeństwa, jak np. w Jemenie, jest to tylko lądowanie i wylot.

W liniach komercyjnych Flynas Ola pracowała krótko. A potem wydarzyło się coś, co spowodowało zmianę pracodawcy. Choć w zawodzie stewardesy została.



- Pewnego dnia, po moim powrocie z Polski do Arabii Saudyjskiej zmienili mi grafik i kazali przyjść do biura - opowiada Aleksandra. - Zdenerwowałam się, bo to był długi lot, na którym bardzo mi zależało. Szefowa poinformowała mnie, że... mam rozmowę do prywatnych linii lotniczych.

Ola pojechała do wskazanego jej biura, gdzie menadżer powiedział jej, że przecież się znają. Leciał z nią dwa razy do Dubaju, z czego jedna z podróży i osoba Oli zapadła jego żonie w pamięci, która zasugerowała mężowi, że powinien zarekrutować kobietę do linii prywatnych.

- Jestem szczęściarą. Nie pamiętam, co się wydarzyło, że zapadłam im w pamięci - mówi dziewczyna.

Aleksandra Kubik została stewardesą w prywatnych liniach lotniczych, którymi latają członkowie rządu Arabii Saudyjskiej, ważne osobistości, a przede wszystkim członkowie rodziny królewskiej. Ze względu na klauzulę tajności związaną z wymogami bezpieczeństwa, nazwę firmy zna tylko sama Aleksandra.

W prywatnych liniach z ważnymi osobistościami lata wymiennie tylko 15 stewardes, większość Europejek. Powodem jest między innymi nieznajomość języka arabskiego, dlatego że na pokładzie prowadzone są często rozmowy wagi państwowej. Pracują rotacyjnie, dwa miesiące w powietrzu i miesiąc wolnego. Praca ta związana jest z tym, że Ola w każdej chwili może dostać telefon, by stawić się na lotnisku, ponieważ planowany jest wylot.

Dla przeciętnego obywatela spotkania z rodziną królewską czy ważnymi personami Arabii Saudyjskiej są niewyobrażalne. Ludzie ci dysponują milionami dolarów, tzw. petrodolarów. Czy odczuwa się ten luksus latania?

- To, że pasażerowie mają miliony, czuć. A do tego my nie latamy takimi zwykłymi samolotami. Nasze samoloty mają sypialnie, łazienki, pokoje sypialne i biurowe. To samoloty luksusowe, wykończone marmurem - opowiada Aleksandra. - Naszą pierwszą zasadą jest dyskrecja, jeżeli pasażer nie życzy sobie, by osoba z obsługi pokładowej wchodziła do pokoju, nie robimy tego.

Ola podczas opowiadania o lotach w prywatnych liniach waży każde słowo. Choć rozmawiamy tysiące kilometrów od Arabii Saudyjskiej, to jednak podpisana klauzula tajności obowiązuje również w Polsce. Dlatego nie poznamy ani zwyczajów książęcych, ani wpadek VIP-ów, ich nazwisk, ani nawet tego nad jakim terytorium wykonywane są loty.

- Mogę jedynie wspomnieć, że jest to miłe doświadczenie bytowania z tymi ludźmi. Obawiałam się na początku tego, jak będzie wyglądać moja praca. Poziom wykształcenia, obycia, statusu tych ludzi wyklucza jakiekolwiek dziwne czy niegrzeczne zachowania - opowiada Ola. - Na równi jest etyka naszej pracy z ich etycznym zachowaniem.

Ekipę latającą stanowi stała załoga pilotów i stewardes. Aleksandra jest bardzo zadowolona z tego, że z nimi pracuje, że zaczęła latać w liniach prywatnych. Jak sama mówi, wyżej w karierze stewardesy nie ma już niczego. To ostatni szczebel. Potem pozostaje praca w lotnictwie naziemnym lub zrobienie licencji pilota. Tym bardziej że w zawodzie stewardesy górna granica wieku, to 32 - 33 lata. Związane jest to między innymi z faktem, że kobieta w pewnym momencie swojego życia planuje być mamą. Pozostanie w zawodzie dłużej czasami się zdarza, ale rzadko.

- Nie wiem, jak będzie ze mną. Ja nie planowałam zostać w Arabii Saudyjskiej tyle lat. Nie zakładam, co będzie potem. Nie wiem, co się stanie za dwa, trzy lata. Nigdy nie mów nigdy, jednak trzeba mieć plan B...



Arabia Saudyjska to odległy kraj położony w zachodniej Azji, na Półwyspie Arabskim. Jego stolica znajduje się w Rijadzie i tam od czterech lat mieszka starachowiczanka. Państwo to kojarzy nam się z szejkami, ropą, bogactwem. Obowiązuje tam prawo koraniczne. A głównymi obok stolicy miastami są Dżudda, Mekka i Medyna. Jak żyje się tam Europejce, katoliczce, dziewczynie wychowanej w zupełnie innej kulturze?

- Na początku okropnie się bałam, że zrobię coś nieświadomie i złamię prawo - opowiada Aleksandra. - Ale na szczęście należę do osób, które szybko dostosowują się do miejsca, lubią egzotykę, więc nigdy nie miałam myśli, by stamtąd uciec.

Kobiety w Arabii Saudyjskiej zakrywają ciało, również te innych narodowości i religii. Prawo koraniczne stanowi, że w miejscach publicznych muszą nosić czarną abaję, czyli długą suknię. Obecnie zmiany w prawie dopuszczają inne kolory ubioru. Kobieta musi mieć zakryte włosy, choć zdarza się, że Ola chodziła z odkrytymi. Jednak wtedy mogła dostać upomnienie od policji religijnej. Prawo w Arabii Saudyjskiej dzięki rządom młodego księcia nie jest już tak restrykcyjne, jak było jeszcze cztery lata temu, gdy Ola przybyła do tego kraju. Dlatego kobieta coraz częściej może pozwolić sobie na pokazywanie głowy. A niedługo będzie mogła, podobnie jak inne panie, prowadzić samochód, gdyż po Rijadzie i innych miejscowościach w większości podróżuje się autem.

Alkohol jest całkowicie zakazany. Gdyby Aleksandra przewiozła do Arabii Saudyjskiej choćby jedną butelkę wina, zostałaby aresztowana i osadzona w więzieniu. Kobiety nie mogą palić w miejscu publicznym. Nie można również jeść wieprzowiny.

- Tęsknię za pierogami - mówi Ola. - Polskiej kuchni niestety nie da się znaleźć. Ale są inne, różnorodne kuchnie, od indyjskiej po amerykańskie fast foody.

W Arabii Saudyjskiej otworzono kino, mają powstać teatry. Codzienną rozrywką jest pobyt w centrach handlowych. Media społecznościowe, internetowe są dostępne mieszkańcom tego muzułmańskiego kraju. Jednak, jak zauważa Ola, na pewno są cenzurowane i trzeba uważać, co się publikuje. Pewne strony, choćby te związane z seksualnością człowieka czy hazardem są blokowane. Cenzurze podlegają również filmy czy prasa. Z filmów wycinane są sceny miłosne, a nawet pocałunek. A z prasy, elementy związane z twarzą i ciałem kobiety.

W Arabii Saudyjskiej mieszka około 130 Polaków. To lekarze, inżynierowie, pielęgniarki i stewardesy.



Ola w Rijadzie poznała swojego męża Jada, który jest Libańczykiem. Para spotkała się po przylocie kobiety do Arabii. Małżonek Oli jest chrześcijaninem, prawnikiem, który wraz z rodzicami od dzieciństwa mieszka w tym kraju. Poznali się przez wspólnych znajomych.

- Wbrew pozorom istnieje, choć małe, towarzyskie życie w Arabii Saudyjskiej. Ekspaci (specjaliści, którzy pracują za granicami swojego kraju - przyp. red.) mieszkają w zamkniętych osiedlach, w których można funkcjonować inaczej niż poza jego (osiedla) murami. Nie trzeba nosić abaji, są restauracje. I podczas mundialu poznałam właśnie Jada.

Ślub wzięli w sierpniu 2017 roku.

- Dla Saudyjczyka pytanie o to, czy ktoś jest panną, czy mężatką jest normalnym w konwersacji. I rzeczywiście, jeżeli nawet któryś z Saudyjczyków ma nadzieję na kawę ze mną, to fakt, że mam męża powoduje, że odpuszcza. W islamie instytucja małżeństwa jest święta - podkreśla Ola.

Jad był już w Polsce, spróbował polskiej wódki i piwa, bigosu, pierogów i schabowego. Rodzice akceptują zięcia, pokochali go całym sercem. Również Ola została w pełni zaakceptowana przez teściów. Mama Jada bardzo o nią tam, w Arabii Saudyjskiej, dba. Synowa swoim teściom, którzy są bardzo religijni, wiele opowiada o m.in. o Janie Pawle II.

Aleks i Jad razem podróżują po całym świecie, jest to ich wspólna pasja.



Pasją Aleksandry, obok podróży, jest fotografia. To z nią wiąże swoja przyszłość, gdy już „osiądzie na ziemi”. Prowadzi bloga i konta w mediach społecznościowych, gdzie prezentuje opisy i zdjęcia ze swoich podróży. W Starachowicach bywa, przyjeżdża do rodziców i siostry. W Warszawie ma znajomych.

Podkreśla, że jest Polką, Europejką, mieszkanką świata. Tam, na obczyźnie tęskni za małymi rzeczami, jak zapach wiosny czy jedzenie.

- Rodzice pogodzili się z tym, że nie mieszkam w kraju. Tak często bywam w Starachowicach, że nie zdążą zatęsknić - mówi Aleksandra Kubik. - Nie zapominam skąd jestem, mówię o tym. A Polska Arabom kojarzy się z Robertem Lewandowskim i Lechem Wałęsą. Ale obecnie? Przede wszystkim z piłkarzem.

Nie żałuje decyzji, że kiedyś wybrała życie w tak odległym kraju, jak Arabia Saudyjska. Nie żałuje, że wybrała taki zawód, który powoduje, że rzadziej w domu bywa, niż tam jest. Spełniła swoje marzenie, połączyła zawód z pasją. I spotkała miłość swojego życia.



O podróżach i życiu w Arabii Saudyjskiej więcej można przeczytać na blogu prowadzonym przez Aleksandrę

www.olasupertramp.com

Anna Ząbecka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ