Na innych łamach

"Polityka" nr 15

"Rzucić broń!" – namawia Rafał Matyja, rozmówca Rafała Wosia. To właśnie ten politolog i publicysta jest twórcą słynnej koncepcji IV RP. Tyle że dziś rządzący nie realizują postulatu naprawy Rzeczypospolitej, którą sugerował 20 lat temu.

"Prawo i Sprawiedliwość doprowadziło do pogłębienia części wad III RP, wzmocniło wewnętrzne podziały, zlekceważyło konstytucyjne ograniczenia nałożone na większość parlamentarną." Może to prowadzić do "pozbawienia instytucji państwa cechy neutralności oraz do niekontrolowanej eskalacji konfliktu w warunkach kryzysu politycznego." Co z tego, że nie brakuje krytyków obecnej władzy, jeśli sama krytyka to za mało. Przyjęcie wojowniczej postawy rodzi konsekwencje. Nie ma miejsca na pluralizm. Każdemu nie dość gorliwemu w potępianiu PiS przypina się łatkę "symetrysty". A to jest przeciwskuteczne! Ostrość sporu zresztą demoralizuje polityków. Umacnia opozycję. Uważa, że nie musi nic zmieniać we własnej postawie, co zwalnia ją z formułowania swojej alternatywy. Błąd! Straszenie Prawem i Sprawiedliwością już nie działa. Ba, antypisowskiej koalicji łączącej całą opozycję nie ma. PiS może i tracić w sondażach, lecz do przejęcia władzy jest daleko. Owszem, należy się przeciwstawiać. Potrzeba jednak jakiejś pozytywnej oferty, nadziei na coś więcej niż zmiana władzy. Opozycja zbyt często świeci światłem odbitym. "Większość wypowiedzi opozycji brzmi tak, jak gdyby nie dało się powiedzieć niczego, co by nie było o Kaczyńskim. /.../ Koncentrowanie się na Kaczyńskim to nie jest perspektywa, którą ma większość ludzi, obywateli i wyborców. Ciągłe mówienie o tym, co zrobił prezes PiS albo co zaraz nam wszystkim zrobi, najbardziej wzmacnia... Jarosława Kaczyńskiego. Przede wszystkim jego osobiście, bo został w tekstach przeciwników wykreowany na postać niemal wszechmocną. Podobnie przesadzono w ogłoszeniu końca demokracji." PiS jedynie wyłączył bezpieczniki regulujące kryzysy polityczne i zepsuł wiele instytucji. Mówienie o dyktaturze jest więc przesadą. Inaczej nikt nie ekscytowałby się sondażami czy choćby kandydatami na prezydenta Warszawy... Politolog zachęca do szukania nowych rozwiązań, wręcz do rewolucji wyobraźni. Politycznej. Ludziom trzeba pokazać pomysł na demilitaryzację polskiego sporu. Możliwości jest wiele. Bo poza Warszawą i wielkimi metropoliami też toczy się życie. Wiele tematów czeka na zajęcie się nimi. Niech zaczną wreszcie nad nimi debatować ludzie młodzi! Niech krzyczą, że się ich blokuje. W polskiej polityce, mediach i na uczelniach.

"Newsweek" nr 16

Muzea tylko słuszne, filmy tylko narodowe, Tatry wyłącznie patriotyczne. Ludzie kultury pytają, czy do rozmowy z ministrem Piotrem Glińskim trzeba przywdziać mundur żołnierza wyklętego – ironizuje Aleksandra Pawlicka w "Ministerstwie kultury wyklętej".

Resort zażądał przekazania 4 mln euro z funduszy norweskich na tworzone przez PiS Muzeum Getta Warszawskiego. Z 10 mln euro przyznawanych przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię. Polska jest największym beneficjentem tych środków. W obecnej edycji dostanie ich 809,3 mln euro. Wcześniej rządzący chcieli przejąć część pieniędzy przeznaczonych dla organizacji pozarządowych. Norwegowie się jednak nie zgodzili, by kasą zarządzał rządowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa. Przystali wyłącznie na to, by dotacje przechodziły przez ministerstwa. Ale grant dla POLIN negocjacjom nie podlega. PiS –owi środki są potrzebne na Muzeum Getta Warszawskiego, które ma pudrować antysemicką gębę, "jaką rząd PiS przyprawił Polsce, forsując ustawę o IPN." Ma ono podlegać ministerstwu, stąd obawa, że posłuży do przejęcia muzeum POLIN. Tak przecież stało się z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Połączono je z Muzeum Westerplatte. Zmieniono kierownictwo i obsadzono swoimi ludźmi. Ci zaś zmienili wystawy, zastępując je ekspozycjami zgodnymi z wytycznymi władzy. "Z POLIN sprawa jest trudniejsza, bo ma trzech właścicieli: resort kultury, warszawski ratusz i ŻIH. /.../ Kadencja obecnego dyrektora POLIN kończy się jednak w marcu 2019 r. O przedłużeniu kontraktu albo o wyborze nowego dyrektora muszą zgodnie zdecydować wszyscy trzej właściciele. W razie impasu resort kultury może na rok wprowadzić komisarza. Gliński zdradził ostatnio, że pewne nadzieje pokłada /.../ w zbliżających się wyborach: "Aby zmienić tę instytucję, musimy wygrać wybory samorządowe" – napisał na Twitterze. PiS przymierza się poza tym do utworzenia 20 nowych placówek, m.in. Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce czy Muzeum Historii Polski. Równie niekorzystna jest sytuacja w filmie. Szefa Polskiego Instytutu Filmowego zmieniono. Finansuje się pakiet filmów o Janie Pawle II. Mają trafić do szkół z okazji 40 –lecia wyboru papieża Polaka na watykański tron. Pieniędzy nie otrzymało wiele zasłużonych inicjatyw, np. festiwal Kino na Granicy. "Minister Gliński powtarza, że skończył się czas pedagogiki wstydu i filmów szkalujących Polaków – jak "Pokłosie" Pasikowskiego, "Ida" Pawlikowskiego, "Pokot" Holland czy nagrodzony w lutym na Berlinale film Szumowskiej "Twarz" /.../. Teraz – jak zapowiada minister – powstać mają filmy o Piłsudskim, Pileckim, żołnierzach Andersa, rodzinie Ulmów i Szmulu Zygilbojmie, którego relacja jest kamieniem węgielnym Muzeum Getta Warszawskiego." Kryzys trwa w teatrach. Jeszcze większy nadejdzie, gdy w wyborach samorządowych PiS przejmie władzę. I ograniczy finanse nieposłusznym teatrom. "Centralizacja, ideologizacja i ręczne sterowanie. To jest propozycja obecnej władzy dla kultury /.../." A to oznacza dla niej śmierć, gdyż kultura potrzebuje... wolności i różnorodności.

"Przegląd" nr 12

W zeszłym roku odeszło 403,5 tys., osób. Więcej zgonów po wojnie było tylko w 1991 r. – informuje Barbara Jagas w komentarzu "Polska wymiera?"

Dane GUS wskazują, że największą śmiertelnością charakteryzują się pierwsze miesiące roku. Na całym świecie zresztą zimą liczba zgonów wzrasta. Mrozy bowiem są groźniejsze niż upały, odwrotnie niż nam się wydaje. Najkorzystniejsza pogoda to 20 stopni Celsjusza. Drugą przyczyną może być zanieczyszczenie powietrza, a to bywa ostatnio bardzo duże. Do tego dochodzi grypa i powikłania po niej. Zaszczepienie się przeciwko niej powinni rozważyć nie tylko starsi, ale również mężczyźni w średnim wieku. Umiera ich dwa razy więcej w Polsce niż w krajach Europy Zachodniej. Głównymi jednak sprawcami umieralności pozostają choroby układu krążenia i nowotwory, stanowiące ponad 70 proc., wszystkich zejść. Niestety, liczba zgonów z powodu nowotworów stale rośnie. A maleje - z powodu chorób układu krążenia. Raporty mówią, że niedofinansowanie terapii skutkuje złym leczeniem nowotworów. "W Polsce roczne wydatki na chorego wynoszą 42 euro, podczas gdy w Czechach to 85 euro, a w Wielkiej Brytanii - 171. "Ba, średni czas oczekiwania na leczenie onkologiczne zwiększył się w czterech z pięciu monitorowanych dziedzin: onkologii, chirurgii onkologicznej, ginekologii onkologicznej i radioterapii onkologicznej. Demografowie podkreślają ponadto, że większa umieralność jest wywołana odchodzeniem ludzi w... sędziwym wieku. To seniorzy po dziewięćdziesiątce, obok mężczyzn 55 – 65 – letnich! Zwiększa się jednocześnie w Polsce liczba osób, które wchodzą w biologiczny czas umierania, czyli 70 i 80 lat. Generalnie więc, wzrost liczby zgonów jest wynikiem starzenia się społeczeństwa. Przez najbliższe lata liczba zgonów może siłą rzeczy rosnąć. "Obecnie mediana śmierci mężczyzn wynosi 77 – 78 lat, a kobiet 82 lata, więc jeśli w pewnym momencie więcej ludzi wejdzie w ten wiek, przełoży się to na zwiększenie umieralności. Za parę lat wysyp śmierci spowodują liczne roczniki z pierwszej polowy lat 50. To samo będzie kiedyś z ludźmi urodzonymi w 1983 r., z kolejnego wyżu demograficznego /.../". Na razie wzrostem liczby zgonów nie ma się co martwić, chyba że to będzie jakaś stała tendencja – pocieszają demografowie. Dodają, że z badań wynika ponadto, iż Polacy umierają najczęściej w wieku 88 lat (kobiety), a mężczyźni – 82.

"Nie" nr 11

"Widziałem interes Rydzyka" – donosi Michał Marszał. W pierwszą niedzielę z zakazem handlu spędził dzień w toruńskich włościach ojca redemptorysty.

Mimo nowego prawa, tamtejszy sklep funkcjonował w najlepsze. Chociaż nie tylko polskie prawo, ale i sam Pan Bóg podobno przykazał dzień święty święcić. Czynna była księgarnia, tyle że godzinę jej zamknięcia przesunięto z 19 na 17.00. W obsłudze cywilne sprzedawczynie. "Obie robią tu po cywilnemu, nie są zakonnicami. Podsłuchuję, jak jedna z nich tłumaczy dziecku przez telefon, dlaczego musi dziś zjeść samo obiad. /.../ Pielgrzymów jest mnóstwo. Kursują od kawiarni do księgarni i z powrotem. /.../ W myśl przepisów Rydzykowy sklep powinien być /.../ zamknięty, bo deklaruje, że sprzedaje głównie książki. /.../ Dewocjonaliów są może 4 regały, pozostałych kilkanaście ugina się od prawoskrętnych publikacji oraz maści, ziół, gier planszowych, przypraw, makaronów i gadżetów Radia Maryja. /.../ Nie o biznes i interpretacje prawa tu jednak chodzi, ale głównie o postawę Kościoła, który najgłośniej o zakazie handlu gardłował, a sam swoim cywilnym pracownikom wolnych niedziel dać nie chce. Panie uwijały się jak w ukropie nie tylko w księgarni, ale i kawiarni o. Rydzyka. Czy te drugie też nie mają rodzin, z którymi powinny spędzać "dzień święty". /.../ Związkowcy "Solidarności" /.../ podkreślali, że "fundamentalne znaczenie dla ustanowienia niedzieli dniem wolnym od handlu ma doktryna Kościoła katolickiego". Najostrzej próby walki z zakazem handlu krytykował paradoksalnie sam o. Rydzyk, który /.../ mówił /.../: "Kup sobie chleb w sobotę i co potrzeba w piątek. A nie w niedzielę. /.../ Do kościoła! /.../ Nie kombinować! /.../ Pan Bóg nie błogosławi kombinującym." Autor opuścił imperium redemptorystów uboższy o 155,50 zł. W torbach niósł książkę "Moralność kapitalizmu", w której zamierzał "odnaleźć wytłumaczenie wielkiej hipokryzji osób duchownych, publikacje o Andrzeju Dudzie i Mateuszu Morawieckim, słodycze, półlitrowy sok z aronii, 12- składnikową przyprawę do potraw, flagę Radia Maryja, końską maść i /.../ herbatkę ekologiczną "Dla nerwusów". (!)

"Wysokie Obcasy" nr 11

Tarja Halonen, była prezydentka Finlandii, rozmówczyni Marty Bałagi w wywiadzie "Mamusia Muminka", uważa, że religia powinna być przede wszystkim dla ludzi, a nie polityków.

"Kieruję się głównie przesłaniem zawartym w Nowym Testamencie, bo jest po fińsku praktyczne: w życiu nie można myśleć tylko o sobie. Kilka lat temu spędziłam jakiś czas na Harvardzie i studenci zwrócili mi uwagę, że często mówię w liczbie mnogiej. I chyba rzeczywiście tak jest, bo w moim odczuciu przekłada się to nawet na takie kwestie, jak dbanie o środowisko czy idea zrównoważonego rozwoju. Nie chodzi tu o nas, ale o innych – o kolejne pokolenia. Zawsze bawiło mnie jednak, że wielu polityków należących do Kościoła nie wydaje się szczególnie zainteresowanych kwestią etyki." Ludzie dysponujący ogromną władzą, zazwyczaj myślą w kategoriach "Ja". Dlatego dość długo trwało, nim Finowie stali się gotowi na uchwalenie praw mniejszości seksualnych. O wiele łatwiej było przekonać ludzi do antykoncepcji i aborcji, tym bardziej że ruch wyzwolenia kobiet zyskiwał na sile. Aż do lat 70. Finlandia miała surowe prawo antyaborcyjne. Tabletki antykoncepcyjne stanowiły nowość i nie były dość powszechne. "O seksie dopiero zaczynało się mówić. Kiedy usiłowałam (T. Halonen była wtedy sekretarką Narodowego Związku Studentów – przyp. ewa) dostać na ten cel dofinansowanie, usłyszałam od jednego z parlamentarzystów: "Studenci mają się uczyć, a nie uprawiać seks". Odpowiedziałam: "Tak, ale czasem im się zdarza i potem nie mogą kontynuować nauki". Na szczęście nie byli aż tak głupi i przyznali nam potem pieniądze." W Polsce kobiety nadal walczą o swoje prawa. "Już wcześniej byłam świadoma tego, co się dzieje w Polsce. /.../ W latach 90., kiedy wstępowaliście do Rady Europy, uchwalaliście nową konstytucję. Niektórzy, w tym ja, próbowali powstrzymać waszych liderów przed wprowadzeniem niektórych rozwiązań. Argumentowaliśmy, że nie przestrzega się w nich praw kobiet, że nie są traktowane na równi z mężczyznami. Nikt nas nie słuchał. Odniosłam wówczas wrażenie, być może błędne, że polski Kościół oczekiwał czegoś w zamian za wsparcie, które okazał w czasach komunizmu. Odzyskaliście wolność, jednocześnie odbierając ją kobietom"

"Gość Niedzielny" nr 12

Rośnie zainteresowanie grami planszowymi. Powstają nawet kluby miłośników planszówek – odnotowuje Szymon Babuchowski w tekście "Wracamy do gry". Większość ma wspomnienia z dzieciństwa związane z grami.

"W tym wszystkim chodzi najbardziej o interakcję z innymi ludźmi, ważny jest też element rywalizacji." Stąd dbałość o atmosferę. Fani gier planszowych gromadzą się więc przy rodzinnych albo koleżeńskich stołach. Nie do uwierzenia, że dzieje się to w dobie Internetu! Eksperci zgodnie przyznają, że pojawia się przesyt wirtualnych rozrywek. Ludzie zaczynają poszukiwać miejsc, gdzie mogą spotkać się z drugim człowiekiem. Tematyka gier planszowych jest rozmaita. Słynną "K2" jej autor stworzył jako alternatywę dla starochińskiej gry planszowej "Go". Możliwości są zresztą duże. Bo różni są odbiorcy gier. "Te przeznaczone dla dzieci powinny mieć w miarę proste zasady, dużo emocji i element losowy. Gry rodzinne mają nieco bardziej rozbudowaną mechanikę, ale zasady też powinny być w miarę proste. Są osoby, które preferują tzw. eurogry, gdzie ważne są przeliczanie i strategia. Inni wolą gry w stylu amerykańskim – szerokie historie rozgrywające się w jakimś mniej lub bardziej prawdopodobnym świecie, do których instrukcja to prawdziwa książka." Wymyślanie "gry dla wszystkich", według znawców tematu, mija się z celem. Brakuje jednak takich gier, które w ciekawej formie przekazywałby treści religijne. "Jednym z producentów, którzy od lat próbują wypełnić tę lukę, są Polskie Gry Planszowe. W krakowskiej firmie powstają nie tylko gry o tematyce związanej z wiarą, ale także prezentujące polską historię czy kulturę. Są gry o misjach, św. Franciszku i podróżach Jana Pawła II. Jest też pomysł na odkrywanie Wawelu i strategiczna "Bitwa pod Grunwaldem". Wszystko w ładnej oprawie plastycznej, z kunsztownie wykonanymi drewnianymi pionkami czy specjalnie zaprojektowanymi kołami losującymi, zastępującymi tradycyjną kostkę. Dzięki temu gra staje się pięknym przedmiotem, dającym zmysłową przyjemność, której grafika komputerowa, nawet najbardziej udana, zapewnić nie może." Poza tym gra musi mieć w sobie zasady zapewniające dynamiczną rozgrywkę i dobrze rozłożone prawdopodobieństwo wygranej. No i elementy pobudzające intelekt i wiarę. Produkty Polskich Gier Planszowych są małym wkładem w ewangelizację kultury. Wstępem do rozmowy na ważne tematy. Nawet grając w "Scrabble" można umówić się na zasady, dzięki którym uda się wydobyć treści duchowe.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ