"W drodze po szczęście"

Pomóżmy Mariuszowi

Na okładce

"W drodze po szczęście"

Pomóżmy Mariuszowi

Zaczęło się od bólów brzucha, które się nasilały nie pozwalając normalnie funkcjonować. Diagnoza przyszła szybko: ostra białaczka limfoblastyczna. Spokój rodziny Szmalców został zburzony a jedno zdanie zmieniło dotychczasowe funkcjonowanie Basi, Dominika a przede wszystkim 17- letniego Mariusza.

Styczeń 2018 roku, okres noworoczny. W szkołach ostatnie klasówki i sprawdziany przed feriami. Trwają bale i spotkania karnawałowe młodych ludzi. 16 - letni Mariusz Szmalec coraz gorzej się czuje, narzeka na coraz bardziej bolący brzuch i ogólne osłabienie.

- Może to wyrostek, może pęcherzyk, a może z przejedzenia? - początkowo myśli Barbara, matka chłopca.

Mieszkają w Starachowicach, kobieta pracuje w jednej ze starachowickich dużych firm, starszy syn Dominik studiuje w Kielcach, młodszy jest uczniem pierwszej klasy Zespołu Szkół Zawodowych nr 2.

- Mariusz zaczął narzekać na ból brzucha, ciężko mu się oddychało, męczył się. Bolało go coraz bardziej i trafiliśmy do lekarza. Początkowo lekarz myślał, że to może być jakaś niestrawność, synowi przepisano leki. Niestety, było coraz gorzej. Bardzo się wystraszyłam, skontaktowałam się z lekarką, syna skierowano na dodatkowe badania. USG brzucha wykazało bardzo powiększoną śledzionę. 31 stycznia trafiliśmy na oddział szpitala w Kielcach. Zrobiono badania, pobrano szpik. Po południu usłyszałam diagnozę - opowiada pani Basia.

Wtedy był to dla niej szok. Dziś mówi już ze spokojem o tym, że złe przeczucia zaczęła mieć wtedy, gdy do ręki wręczono jej skierowanie syna do szpitala w Kielcach. Domyślała się, że skoro po wstępnych badaniach w placówce kierują Mariusza na oddział, to dzieje się coś złego. Po badaniu szpiku nie było już wątpliwości, to białaczka.

- Tak, początkowo się załamałam. Ale mam ogromne wsparcie w starszym synu, Dominiku który w momencie, gdy dzieje się coś złego ma jedną myśl - działać. Powiedział mi, że jak zacznę płakać, to kto pomoże Mariuszowi, że on mnie potrzebuje. Wiedziałam, że z płaczem nie mogę wejść do dziecka.

Informację o chorobie przekazał chłopcu jego brat. 22 - letni Dominik jest wzorem dla Mariusza.

- Informacje przekazał „po swojemu”. On potrafi to tak zrobić, że wiadomo, iż trzeba się wziąć w garść i walczyć - mówi pani Barbara. - Mariusz był w dużym szoku, ale musiał się z tym pogodzić.

Na to, że zaczął walczyć wpływ na pewno miało wsparcie ze strony i mamy, i brata, i całej rodziny. Matka chciała powoli „wprowadzać” syna w chorobę, jednak ordynator oddziału onkologii powiedziała, że Mariusz jest mądrym chłopcem, który takich informacji musi dowiedzieć się od rodziny, by mieć świadomość tego, jaką walkę musi stoczyć. A raz okłamany, nie zaufa nikomu.

Jak mówi pani Barbara, informacja o białaczce syna to jedno. Potem doszła kolejna o tym, że następne tygodnie będą ważące, że ta choroba krwi ma swoje odmiany, od łagodnej do bardzo ciężkiej. Żeby to stwierdzić, należało czekać, jak Mariusz zareaguje na podawaną chemię.

- Nie wiedziałam, jak mu te wszystkie informacje powtarzać. Chłopakowi, który ma 17 lat, nie chorował na nic, nigdy nie był w szpitalu, a białaczka ma prawo kojarzyć mu się tylko z tym, co może kiedyś usłyszał w telewizji. I on myśli, że jest w szpitalu na badaniach, a tu trzeba do niego wejść i powiedzieć, że leczenie będzie trwało, że trzeba tu zostać.

Mariusz zaczął reagować na chemię. Lekarze mówili, że organizm chłopaka odpowiednio działa na podawane lekarstwo. Jak opowiada pani Basia, jej syn jest chłopcem którego nie da się oszukać, wyłapuje każdą informację przekazywaną przez lekarzy, wypytuje o wszystko.

- Po 33 dniach leczenia choroba została wycofana z wysokiego ryzyka. Badania nie potwierdziły wskazań do przeszczepu. Organizm Mariusza walczy, choć bardzo źle reaguje na chemię.

Chłopcu podawano sterydy, wykryto u niego również cukrzycę. Przy zerowej odporności, którą ma obecnie, dostał stanu zapalnego skóry. Chemia wywołuje u niego jadłowstręt. Obecnie kończy drugi cykl chemii, przed nim kolejne trzy.



- Jakim chłopcem był malutki Mariusz?

- Ach - pani Basia uśmiecha się, pierwszy raz podczas naszej rozmowy. - Taki ukochany syn mamusi.

Mariusz był uczniem Szkoły Podstawowej nr 11, następnie uczęszczał do Gimnazjum nr 3, by podążyć śladami starszego brata Dominika i stać się uczniem Zespołu Szkół Zawodowych nr 2. Szkoła wspomaga chłopca i jego rodzinę. Dyrekcja zaproponowała, by za pomocą internetowej platformy edukacyjnej Mariusz zaliczał poszczególne przedmioty szkolne. I w ten sposób docierają do niego zadania i prace, który on musi pisać i rozwiązywać.

- Stajemy zawsze frontem do ucznia - mówi Grażyna Małecka, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 w Starachowicach. - Gdy okazało się, że mamy chorego ucznia, wiadome było, że pomożemy.

Mariusza wspierają koleżanki i koledzy. Społeczność szkolna zorganizowała dla swojego ucznia i kolegi koncert, podczas które zbierano fundusze na jego leczenie. Udało zebrać się ponad 6 700 złotych, które zostały przekazane pani Barbarze.

Chłopiec kocha piłkę nożną. Fascynuje go ten sport, jest wiernym kibicem FC Barcelona i Legii Warszawa. Uwielbia również muzykę, szczególnie hip - hop. Ostatnio spotkała chłopca ogromna niespodzianka. Na zaproszenie Fundacji Spełnionych Marzeń odwiedził go polski raper Adam Ostrowski, znany jako O.S.T.R. Spędził u Mariusza trochę czasu, pogadali o zdrowiu i walce z chorobą. Mówili również o muzyce.

- Spełniło się marzenie mojego syna. Miał być na koncercie O.S.T.R, a okazało się, że ten odwiedził go osobiście - mówi pani Basia. - Odżył, uśmiecha się od ucha do ucha.

12 marca Mariusz obchodził 17. urodziny, był tort i prezenty. Wszyscy śpiewali chłopcu „sto lat”, życząc mu wszystkiego co najlepsze. Fundacja przygotowała przyjęcia dla młodego pacjenta. I to, jak przyznaje pani Basia, był moment, kiedy poczuła przysłowiową gulę w gardle i się wzruszyła.

- Ale nie płaczę po nocach, czasami łzy popłyną, jak go tam zostawiam i jestem już w samochodzie w drodze do Starachowic - przyznaje.



Pani Barbara musiała pogodzić i połączyć ze sobą trzy światy. Ten pierwszy, czyli chorobę Mariusza z drugim, czyli chorą na Alzheimera mamą. Trzeci świat to praca. Kobieta podkreśla, że jest bardzo pozytywnie zaskoczona podejściem pracodawców i współpracowników do tego, co w jej życiu się obecnie dzieje. Pomaga jej Dominik, siostra Ewa, rodzina i dobrzy ludzie.

- To jest tak, że szpital po dwóch miesiącach leczenia staje się drugim domem. W tym domu jest teraz mój syn.

Szpital stał się drugim domem dla całej rodziny. Mariusz przechodzi tam leczenie, toczy swoją walkę. Dominik po zajęciach na uczelni bierze książki i tam przygotowuje się do kolejnych wykładów. Pani Basia jedzie do szpitala, by spędzać jak najwięcej czasu z synem, by mu pomagać. I tak od ponad dwóch miesięcy.



- Organizm przy białaczce to jedna wielka zmienna - mówi pani Barbara.

Od postawienia diagnozy chłopiec był w domu jedynie przez dwa dni. Jest szansa, że będzie częstszym bywalcem. Takie pobyty związane są z badaniami krwi, co dwa dni, z zapewnieniem pełnej sterylności czy podawaniem dietetycznych posiłków.

Mariusz mówi GAZECIE, że nie zamierza się poddać, że będzie walczyć. Chce się uczyć, chce spełniać swoje marzenia. Bo przecież za rok kończy 18 lat.

A pani Basia wciąż wierzy, że będzie dobrze. Że razem pokonają chorobę.



Mariusz Szmalec jest podopiecznym Fundacji Spełnionych Marzeń. Wszystkich, którzy mogą wesprzeć finansowo Mariusza w chorobie, prosimy o przekazywanie 1 proc. podatku i darowizny na wskazane konto Fundacji: ING BANK ŚLĄSKI nr 69 1050 1025 1000 0023 5851 4368 z dopiskiem „dla Mariusza Szmalca”,

1% KRS 0000128832 z dopiskiem „dla Mariusza Szmalca” Potrzebna jest każda przysłowiowa złotówka. Obok specjalnego leczenia farmakologicznego, Mariusz potrzebuje specjalnej diety, leków, które trzeba stale przyjmować, witamin. Potrzebna jest rehabilitacja, gdyż chłopiec ma skrzywienie kręgosłupa. Ważna jest również opieka stomatologiczna, gdyż nie można dopuścić do stanu zapalnego. Dojazdy do Kielc dla samotnej matki, to również duże obciążenie domowego budżetu.

Przypis redakcji: tytuł reportażu nawiązuje do płyty Adama O.S.T.R. Ostrowskiego

Anna Ząbecka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ