reklama

Na innych łamach

"Newsweek" nr 13

Paweł Reszka w "Administracji zbiorowej pamięci" rozmawiał z historykiem Piotrem Osęką. Ze spokojem skonstatował on, że część Polaków uważa za bohatera Jacka Kuronia, a część "Burego". I niech tak zostanie, jego zdaniem, byle nikt z tego powodu nie brał się za łby na ulicach. Trudno bowiem oczekiwać, żeby nagle udało się uzyskać jakąś wspólnotę.

"W II RP na 3 Maja było siedem pochodów i jeszcze te pochody się biły. Nie jest to dobry wzór." Dziś także różnimy się historycznymi pamięciami. Tyle że trąci to niekiedy groteską. Przecież, jak chcieliby rządzący, operacji pod hasłem: "To Kaczyński był przywódcą strajku w Stoczni Gdańskiej, a nie Wałęsa" – nie da się przeprowadzić." Inna rzecz, że wiele osób się dziwi, słysząc, że Jarosław Kaczyński nie był internowany i był ważnym negocjatorem przy Okrągłym Stole, za to Bronisław Komorowski wiele miesięcy spędził internowany i kontestował Okrągły Stół. Wałęsy nie da się wygumkować, ale... można powiedzieć o nim: "On był przez cały czas agentem, wszystko, co robił, było ukartowane przez komunistów". Można też, jak to zrobiła właśnie w broszurze Polska Fundacja Narodowa, na opublikowanym zdjęciu z 1979 r., zrobionym podczas głodówki działaczy KOR w kościele Świętego Krzyża, przybić stempel, by... zakryć twarz Adama Michnika! "Władza radykalna i populistyczna chętnie sięga po proste interpretacje historii. Ale nawet PRL nie wyrzucał całej II RP. /.../ Za to III RP w stosunku do PRL była bardziej zniuansowana. A teraz nasza historia jest przedstawiana jako starcie ciemiężonego narodu z komunistycznym oprawcą. /.../ Stąd słowa premiera Morawieckiego, że w 1968 r., nie było Polski, tylko komunistyczna okupacja." Nie wiadomo, ilu Polaków klaskało, kiedy Polacy żydowskiego pochodzenia opuszczali kraj. Z lokalnych badań wynika, że na prowincji całkiem sporo. Szeroką falą płynęły donosy: "ten Żyd i tamten Żyd i ten na pewno też, bo ma samochód". Trudno nie dostrzec podobieństwa z tym, co obecnie się dzieje w Polsce. "To niemal kropka w kropkę to, co teraz czytamy w prawicowych pismach: "Musimy przypomnieć o żydowskim współudziale w Holokauście". To dotyczy też polityków. Ich usta mimowolnie wypowiadają słowa sprzed lat. /.../ Ciekaw jestem, czy PiS uda się "operacja Jaruzelski". Społeczeństwo może na to patrzeć niejednoznacznie. /.../ Nie ma aż tak wielu takich, którym zadał osobiste cierpienie, za to wielu uważa, że sytuacja była szczególna i musiał coś zrobić, żeby ratować ojczyznę." Władza jednak chce, żeby pamięć była jedna. Bo tylko taka tworzy wspólnotę narodową. Stawia więc na żołnierzy wyklętych. Tymczasem po stronie opozycji są naturalni spadkobiercy AK albo – wedle PiS - UB. Społeczeństwo zatem – w narracji partii rządzącej – dzieli się na potomków zdrajców i potomków bohaterów. A przecież z trzecim pokoleniem nawet walczyć nie wypada, ponieważ te pokolenia się krzyżują, mieszają... Dotąd świat nie interesował się specjalnie Polską. Zaczął w związku z manifestacjami niepodległościowymi, ustawą o IPN etc. "Oglądałem ostatnio filmy z 11 Listopada. Patrzyłem, jak oni idą. I to nieprawda, że większość manifestantów to rodziny z dziećmi. Większość to faceci młodzi, napakowani, wściekli..."

"Nie" nr 8

IPN jest jedną z najważniejszych instytucji w Polsce. Inaczej jego budżet nie wzrósłby z 289 mln zł w 2017 r., do niemal 400 mln zł w br.

Nie będzie już co prawda opiniował nazw ulic uwłaczających dobremu imieniu Polski, również pomników. Ani wyszukiwał oprawców z biur paszportowych czy zatrudnianych tam sprzątaczek, pozostających na garnuszku PRL, by ich emerytury nie były wyższe niż kryminalistów, którzy pół życia spędzili w pudle za ewidentne zbrodnie przeciwko społeczeństwu. Ale zostało choćby "udostępnianie dokumentów zgromadzonych w archiwach służb specjalnych PRL osobom, o których organy bezpieczeństwa państwa zbierały informacje na podstawie celowo gromadzonych danych, w tym w sposób tajny". Mimo że IPN udostępnia te dane od lat, wzrasta liczba chętnych babrania się w esbeckich kwitach. Prześwietlają... rodziców i dziadków osób funkcjonujących dziś w polityce i w mediach! Być może przodek zniweczy komuś karierę! W IPN pracuje ponad 2 tysiące osób. Podobno dojdzie dodatkowych 500. Czyżby szykowano IPN – owi nowe zadania? Mówi się o reaktywacji ustawy lustracyjnej. Dekomunizacji w nauce i szkolnictwie. Ba, lustracja ma sięgnąć organizacji i stowarzyszeń. Wszystkich tych, które zechcą wystąpić o państwowe pieniądze. Te unijne również. Do sprawdzenia zatem IPN ma jeszcze tysiące nazwisk. Roboty mu nie zabraknie. Pisze też przecież na nowo historię. Nawet Legnicę w 1241 r., trzeba przekuć w sukces. Chociaż ponieśliśmy tam sromotną klęskę. Część oddziałów uciekła, a dowodzący Polakami Henryk II Pobożny został wzięty do niewoli i ścięty. Przybywa IPN pracy i z wydawaniem zaświadczeń o opozycyjności. Jeszcze nie wszyscy połasili się na 402,72 zł za walkę z komuną. Ipeenowcy mają ponadto możliwość dorabiania. Fuch typu konsultacje historyczne przy filmach, wykłady o żołnierzach wyklętych nie brakuje. Byle o tym nie rozmawiać z dziennikarzami. Do tego desygnowano pojedyncze osoby. "W zamian za to wszystko pracownik IPN dostaje pieniądze. Niemałe. Średnio ponad 7 tys. zł brutto. Musi jednak pamiętać, aby po każdorazowej podwyżce podpisać się pod taką laurką jak ponad rok temu: "Pragniemy serdecznie podziękować za decyzję Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej /.../ o podwyżkach wynagrodzenia dla pracowników Instytutu. Z uwagi choćby na wieloletnie zaniedbania poprzednich władz w tym kierunku wzrost płac o 1000 zł brutto będzie z pewnością długo oczekiwaną rekompensatą za pracę w ciągłym stresie i napięciu"- donosi Tadeusz Jasiński w "Psach historii".

"Duży Format" nr 8

Od kilku tygodni trwa inwazja fałszywych profili zapraszających Polaków do znajomych. Kto je założył? – zastanawia się Albert Hupa, socjolog, specjalista od marketingu politycznego, z którym w wywiadzie "Zobacz, którą małpką jesteś" rozmawiała Urszula Jabłońska.

Może partie polityczne? A może Rosjanie? Głównym celem jest dotarcie do statystycznego internauty. W polityce chodzi o przekonanie nieprzekonanych. Docieranie do własnego elektoratu nic przecież nie zmienia. Tyle że statystyczny wyborca polityką w ogóle się nie interesuje. Ma jakieś tam pojedyncze konta i to mu wystarcza. Trzeba zrozumieć, co go kręci. W polityce bowiem nie działają racjonalne przekazy, gra się na emocjach. Dziś najczęstszym kanałem zasięgowym jest Facebook. Trzeba więc tworzyć takie treści, w skrócie wirale, żeby odbierało je jak najwięcej osób. I tworzyć je masowo. Bo wypali jeden na sto. "W czasie trwania kampanii wyborczej PO i PiS uruchamiają lokalne grupy działaczy, którzy pracują za darmo. Oczywiście im się pomaga, dostarcza programy do składania grafik, banki zdjęć, dostęp do kanałów partyjnych. Dodatkowo partie zatrudniają w tym celu zewnętrzne agencje reklamowe. PO i PiS działają trochę różnie. PiS wszystko trzyma w środku. Jeżeli zatrudniają agencje, to tylko i wyłącznie takie, co do których są pewni. Są znani z tego, że jak im się proponuje jakieś rozwiązania, to natychmiast zabierają pomysł i zlecają realizację swoim ludziom. W PO panuje inna zasada. Zatrudniają małe agencje reklamowe, z mniejszym doświadczeniem, które są tańsze. Wyciskają z nich wszystko, co się da, a po miesiącu biorą następną." Wyprodukują hasztag, tekst, zdjęcie, filmik – podważą tym czyjś autorytet, bo o to chodzi. "Dobrym przykładem jest zdjęcie kota Kaczyńskiego, który stoi w oknie i strzela z oczu laserem do demonstrantów za oknem." PiS jest lepszy pod względem organizacyjnym. Bierze pod uwagę badania i analizy. Nawet nazwa partii wyszła z badań. Polacy postawili w nich na dwie najbardziej pożądane wartości: prawo i sprawiedliwość. Sprawdziło się. Dzisiaj nową partię należałoby nazwać... Rodzina. Ten właśnie trend wychodzi na czoło konsumenckich badań. Trzeba pamiętać, że w kampanii wyborczej na decyzje bardziej wpływa telewizja niż Internet. I tu trzeba mieć specjalistów od PR. Żeby to, co pozytywne zawsze było na wierzchu. Bo to pozostaje w głowie. Wracając do Internetu, najpopularniejsze portale mają problem z fake newsami. Komputer nie odróżnia co nimi jest, a co nie. Do tego potrzeba ludzi. Na koniec ciekawostka: "Dam sobie obie ręce uciąć, że jest w Rosji komórka do spraw polskich, która realizuje cele strategiczne – przejąć kontrolę nad polskim Internetem" – przekonuje socjolog.

"Przegląd" nr 10

Od kilkunastu miesięcy służby mundurowe europejskich krajów zmagają się z wzrastającą lawinowo przestępczością, zwłaszcza zorganizowaną, i to wśród nastolatków. Co bardzo niepokoi, gdyż w wielu regionach dotąd było to nie do pomyślenia – alarmuje Mateusz Mazzini w "Nastoletniej przemocy Europy".

Do niedawna Norwegowie zmagali się najwyżej z grupkami dilerów narkotykowych, które usuwali z przestrzeni publicznej. Ostatnio doszło tam jednak do nietypowego brutalnego, jak na Oslo, aktu przemocy. Piętnastolatek został otoczony przez dwudziestkę rówieśników i pobity do nieprzytomności. Niby z powodu... nieco ciemniejszego odcieniu skóry. Tyle że między napastnikami nie brakowało jeszcze ciemniejszych karnacji... Niemożliwą zatem staje się nawet ocena takich zdarzeń. W każdym razie europejska młodzież się radykalizuje ideologicznie i oddala od prawa. W sąsiedniej Szwecji jest to jeszcze bardziej widoczne. Na dodatek młodzi mają broń palną. W zeszłym roku policja w Malmo skonfiskowała kałasznikowa u... 14 – latka. To już zresztą nie tylko problem skandynawski. Co roku na Starym Kontynencie jest mordowanych ponad 15 tys. nieletnich. Czterech na dziesięciu gnie od ciosów zadanych nożem. W rozgrywkach między gangami. Wiele z tych gangów nie ma wcale europejskiego rodowodu. "W samym 2017 r., zidentyfikowano aż 23 organizacje przestępcze wywodzące się z Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej, dopiero od niedawna operujące na rynku europejskim, których większość członków nie ukończyła 18. roku życia. Oficerowie Europolu podkreślają, że schemat ich przenikania do Europy jest dość prosty. Szefowie macierzystych gangów w swoich krajach rozdzielają członków pomiędzy różne grupy uchodźców, tak by zwiększyć szanse dostania się do Europy. Struktury odtwarzane są następnie w obozach dla uchodźców, gdzie grupa najczęściej zaczyna też operować – handlować narkotykami, wyszukiwać klientów i ewentualnych partnerów w nowym kraju. Problem pojawia się, jeśli terytorium jest już zajęte przez inny gang. Wtedy /.../ powstaje kocioł, który w każdej chwili może wybuchnąć." Rządy różnie sobie z tym radzą. Holendrzy mają prawo publicznie "rozbierać" młodych ludzi, podejrzanych o przemyt np. podróbek drogich marek i błyskotek. Wielka Brytania stawia na edukację młodzieży. Tyle że to wycinkowe działania. Potrzeba strategii całej Unii Europejskiej - nie ma wątpliwości autor.

"Gazeta Wyborcza" nr 60

"Smog sprzyja zbrodniom" – obwieszcza Aleksandra Postoła. Zanieczyszczone powietrze może bowiem zanieczyszczać naszą moralność. Amerykańskie badania pokazały, że tam, gdzie powietrze było bardziej skażone, dochodziło do... większej liczby przestępstw.

"Kiedy spojrzymy na ostatni raport stanu powietrza w Europie, Polska znajduje się w czołówce krajów o najgorszym powietrzu." Niechlubne miano najbardziej zanieczyszczonego miasta na świecie zyskał... Wrocław. Zanieczyszczenie powietrza kosztuje świat około 5 miliardów dolarów rocznie. To 7 proc., światowego PKB. Mieszczą się w tym m.in. koszty utraty zdrowia i leczenia chorób wywołanych smogiem, zgony, niemożność kontynuowania pracy z powodu złego stanu zdrowia. W Polsce umiera rocznie przez brudne powietrze jakieś 47 tysięcy osób. A ponieważ wywołuje ono przy tym poczucie niepewności i strachu, wpływa na nieetyczne zachowanie i skłonność do popełniania przestępstw. Również oszukiwania na pieniądze. To tak samo, jak nieład w otoczeniu powoduje nieład w naszym zachowaniu. "Na przykład ludzie są bardziej skłonni śmiecić na ulicach, na których już walają się śmieci. Wynika to z tego, że panujący w otoczeniu nieład sugeruje, że śmiecenie jest akceptowane i jest zachowaniem powszechnym. – Zatem, kiedy doświadczamy przebywania w mieście o zanieczyszczonym powietrzu, nasza troska o zachowanie moralności może się zmniejszyć, a to z kolei sprawi, że nie będziemy mieli skrupułów, by postąpić nieetycznie czy wbrew prawu /.../." Tego rodzaju niewłaściwym zachowaniom sprzyja także brak światła albo zmniejszona widoczność. "Badania pokazują, że w jasno oświetlonym pokoju zachowujemy się bardziej uczciwie, a kiedy światło jest przyciemnione, łatwiej jest nam oszukiwać. Gęsty smog /.../ potrafi ograniczać widoczność, sprawia, że wszystko wydaje się szare. Smog zatem /.../ może wywoływać w ludziach poczucie anonimowości i przez to skłaniać do zachowań nieetycznych" – dowodzi autorka.

"Polityka" nr 12

Larp to forma nowej terenowej gry. Larpuje się po to, żeby uciec od codzienności. Ale są też poważniejsze powody. "Przeżyj to sam" – zachęca Paweł Franczak.

Kiedy w 1991 r., w Supraślu uczestnicy zagrali w taką wojenną grę terenową, chodząc po parku z drewnianymi replikami broni, wezwano policję. Trudno było wytłumaczyć mundurowym, że to nie kult szatana, tylko... forma rozrywki. Dziś larpy, wywodzące się zresztą z harcerskich gier terenowych, takich kontrowersji już nie budzą. Ba, rozsławiły niedawno nasz kraj na cały świat. Tak w Polsce tworzy się nowa gałąź turystyki. To jeszcze niezbyt dochodowy biznes, ale zainteresowanie rośnie. Dlatego jednocześnie kieruje się ofertę do wycieczek szkolnych i klientów indywidualnych, którym proponuje się i przebywanie w prehistorycznej wiosce, i możliwość strzelania z łuku albo tylko paradowanie przez cały dzień w średniowiecznym stroju na przykład. Żeby przygotować konkretną grę, trzeba się nieźle napracować. Co ciekawe, larpowanie sprawdza się w edukacji. Przeżywając na bieżąco sytuację, konflikty i sukcesy w jakimś historycznym wydarzeniu, lepiej się je zapamiętuje niż podczas tradycyjnego nauczania. Z kolei zwykłym śmiertelnikom larpowanie dodaje wręcz animuszu. Są potem w stanie zdziałać w życiu rzeczy, którym wcześniej by nie podołali. Grając rolę zawadiaki, nieśmiały zwykle uczestnik nabiera pewności siebie. Wzięcie mają m.in. gry oparte na "Roku 1984" , na kultowym filmie "Fight Club", na brytyjskim serialu "Downton Abbey" czy filmie "Wściekłe psy" Quentina Tarantino. Dzięki odgrywaniu ról i w ten sposób zdobywanemu doświadczeniu, udaje się spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy. Właśnie trwa konkurs na scenariusze gier dotykające niepełnosprawności. Jak się posadzi prezydenta miasta na wózek i każe mu dostać się z punktu A do punktu B, jest szansa, że coś w mieście zmieni. Nie ma bowiem jak przeżywanie konkretnych sytuacji.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ