Na innych łamach

"Newsweek" nr 12

Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią zakorzenioną w społeczeństwie, pewną jego poparcia, więc ciągle boi się reakcji swoich wyborców – tłumaczy Aleksandrze Pawlickiej europoseł Kazimierz Michał Ujazdowski w wywiadzie "Państwo tymczasowe".

To formuła obliczona na czas panowania Jarosława Kaczyńskiego. Monopol i prowizorka, która usuwa niezależne instytucje państwowe i uzależnia je od ośrodka politycznej dyspozycji znajdującego się poza państwem. To również zaprzeczenie konserwatywnych nurtów polskiej centroprawicy, polegające na "pogardzie dla instytucji, braku szacunku dla prawa, zawłaszczaniu państwa, na ideologii dzielącej wspólnotę. I wreszcie na zerwaniu związku między patriotyzmem a zobowiązaniami uniwersalnymi, bo konserwatyzm w polskiej tradycji, od Czartoryskiego poczynając, wyrażał się tym, że potrafił łączyć miłość do ojczyzny z europejskim oddechem, ze zobowiązaniami wobec szerszych wspólnot. A dziś co? Okopanie się, izolacja i strach przed wyimaginowanym wrogiem." Wszystko, cokolwiek robi PiS, jest składane na ołtarzu partii. "To jest rządzenie poprzez eskalację konfliktu społecznego i tworzenie ostrego podziału dzielącego wspólnotę. W efekcie część społeczeństwa okazuje się niegodna partycypacji w życiu narodu. Następuje de facto paraliż państwa." Rządy J. Kaczyńskiego są pozbawione kultury państwowej. Kontroferta powinna być oparta na przezwyciężeniu konfliktu i zjednoczeniu wspólnoty. "Nie może grzeszyć ani neoliberalizmem, ani socjalizmem. /.../ Kluczem w całej sprawie jest to, że obecna władza jest nieefektywna, i to trzeba Polakom uświadomić. /.../ U nas rządzi Nowogrodzka, narzucając opaczną wizję narodu: skurczonego, który ma mniej ambicji, a więcej pretensji. Słabość tej władzy polega między innymi na tym, że nie mobilizuje Polaków do wielkich przedsięwzięć, wzrostu, pomnożenia istniejącego potencjału, modernizacji. /.../ Fatalna praktyka tego rządu polega na zaczynaniu wszystkiego od nowa, co prowadzi do wyniszczania pamięci państwa i nie pozwala czerpać z dotychczas zdobytej wiedzy. A przecież nikt, komu naprawdę na sercu leży dobro własnego kraju, nie przekreśla dorobku poprzedników." PiS nie skupia się na prawdziwej reformie państwa, ale na eskalacji negatywnych emocji, bo to łatwy sposób utrzymania poparcia. "Prezydent wybrał bezpieczne miejsce w obozie władzy za cenę ograniczenia swojej konstytucyjnej roli. Mógł wybrać inaczej – Polacy dali mu taką szansę w czasie protestów lipcowych w sprawie ustaw sądowniczych. Nie zechciał z niej skorzystać."

"Przegląd" nr 9

"Morawiecki – miał być technokratą, wyskoczył fanatyk" – uważa Robert Walenciak. Występuje w roli nauczyciela swojej wersji historii. "Historię najnowszą /.../ widzi oczami agitatora Brygady Świętokrzyskiej.

Naród polski jest ofiarą, a świat tego nie docenia. /.../ Polska Ludowa? Nie było jej /.../. Innymi słowy, Morawiecki patrzy na polską historię oczyma dziecka /.../, które rodzice przyprowadzają pod rosyjskie koszary i pokazują mu czołgi, by wychowało się w nienawiści. Do Polski Ludowej ma mniej więcej taki stosunek jak więźniowie polityczni z KPP do Polski sanacyjnej. Mamy zatem premiera, o którym – jeśli chodzi o spojrzenie na polską historię – powiedzieć, że jest jastrzębiem, to nic nie powiedzieć. I który ma ambicje narzucić swój sposób widzenia historii Polakom." Były prezydent Wrocławia tak go opisuje we "Wprost": "Mateusza poznałem, kiedy był w zarządzie Banku Zachodniego we Wrocławiu i przekonywał radnych, żeby miasto przyznało ulgi bankowi i jeszcze zainwestowało parę milionów złotych. Mówił, że w przeciwnym wypadku siedziba banku zostanie przeniesiona z Wrocławia do Warszawy /.../. Zdecydowaliśmy jednak, że nie zainwestujemy w bank, BZ WBK został we Wrocławiu, a Morawiecki robił w nim karierę. Jest uparty, realizowanie rzeczy, z którymi się nie zgadza, nie leży w jego naturze. Podobno w banku dążył po trupach do celów. Był bezwzględny w stosunku do ludzi. /.../ Kaczyński postawił na Morawieckiego. Czy już żałuje?" Bo kiedy premier zbuduje swoją pozycję, może stać się ojcobójcą. "Może w końcu doprowadzi PiS do rozpadu" – dodaje były prezydent Wrocławia.

"Polityka" nr 11

Projekt nowego Kodeksu pracy zapowiada koniec śmieciowego zatrudnienia w Polsce – informuje Rafał Woś w tekście "Wszyscy na etaty!" Sposobem świadczenia pracy ma być umowa o pracę. "Czyli stary dobry etat. Z ubezpieczeniem socjalno – emerytalnym. Z płatnym nieprzerwanym urlopem. Z prawem do zrzeszania się w związku. Bez możliwości wypowiedzenia pracy z dnia na dzień i bez straszenia, że jak nie będziesz grzeczny, to nie licz na przedłużenie kontraktu.

Etat będzie prawem pracującego, a nie dobrodziejstwem wynikającym z dobrej woli pracodawcy. Jeśli pracodawca i pracownik chcą ze sobą pracować i porozumieją się co do warunków, to podpisują umowę o pracę. Tam gdzie to możliwe – od razu na czas nieokreślony." Wyjątki jednak będą. To umowa dorywcza (do 30 dni), umowa sezonowa (np. w sadownictwie) i umowa nieetatowa. Ta ostatnia będzie dotyczyła tylko studentów do 26. roku życia oraz emerytów, chcących sobie dorobić. Samozatrudnienie też będzie możliwe. Ale z określonymi zabezpieczeniami. W razie wątpliwości, zawsze rozstrzyganymi na korzyść zatrudnienia. Nowe przepisy zastąpią stary Kodeks pracy. Pracodawcy sarkają. "Dla nich domniemanie etatu to oczywiście wyższe koszty i ryzyko finansowej destabilizacji /.../". Komentatorzy prorokują bankructwa, zwolnienia, niższe zarobki. Bo pracownicy mogą się stać roszczeniowi. Stąd prezent dla firm od legislatorów. Takim ukłonem ma być "tzw. jobsharing, czyli dzielenie się pracą na jednym stanowisku. Drugim są specjalne konta (na ich powstanie muszą się zgodzić związki), na które trafią pieniądze z nadgodzin. I mają służyć na wypadek np. osłabienia koniunktury i wpadnięcia firmy w tarapaty." Rewolucję wróży ponadto zapowiedź nowego ładu związkowego w Polsce. Autorzy kodeksu stają bowiem po stronie... dużych central pracowniczych. "Podnosząc progi reprezentatywności potrzebne do rejestracji związku i wypychając mniejszych graczy poza bramę zakładu." Podobnie jak w Niemczech. By związki mogły rozmawiać z pracodawcami jak równy z równym. Na poziomie całych branż. Istnieje jednak obawa, czy pracodawcy nie zechcą się dogadywać z centralami pond głowami pracowników... Teoretycznie projekt nowego Kodeksu pracy da się zrealizować do końca kadencji. Ale czy będzie do tego polityczna wola? – zastanawia się R. Woś.

"Gość Niedzielny" nr 9

Samorządy lokalne w Polsce wydają rocznie aż 300 tys. zezwoleń na sprzedaż alkoholu. To 4 razy więcej niż przewidują normy WHO – alarmuje Maciej Kalbarczyk w publikacji "Trzeźwy znaczy wolny".

Problem nadużywania alkoholu jest nie tylko problemem społecznym, ale i duchowym. Stąd Kościół kat. występuje z Narodowym Programem Trzeźwości. "To propozycja głębokich zmian w naszej mentalności, w której zakorzenił się brak szacunku do abstynencji oraz akceptacja upijania się przy każdej możliwej okazji." Program trafi do wszystkich parafii, władz samorządowych i specjalistów zajmujących się uzależnieniem. Autorzy zakładają, że w ciągu 25 lat można będzie zmienić postawy społeczne. Ukształtować nowe pokolenie, nieskażone kulturą gloryfikacji pijaństwa. W Polsce dominuje północno – wschodni model spożywania alkoholu. Stał się on rodzajem narkotyku na wszystkie nieszczęścia. "Obecnie w naszym kraju jedna osoba wypija ponad 12 litrów /.../. Tymczasem jeszcze w połowie XX wieku Polak spożywał zaledwie 3 litry w ciągu 12 miesięcy. Ilość spożywanej substancji zaczęła rosnąć w czasach PRL –u. Z jednej strony była to reakcja obywateli na powszechną apatię, a z drugiej świadoma polityka władz, która z łatwością mogła manipulować społeczeństwem otumanionym alkoholem /.../. Po transformacji ustrojowej konsumpcja alkoholu wzrosła i nadal pozostaje przyczyną wielu dramatów społecznych: bezrobocia, przemocy domowej i rozpadu rodzin." Bez obostrzeń dla alkoholowej branży mentalności Polaków się nie zmieni. Co z tego, że uczniowie otrzymują przekaz o szkodliwości alkoholu, jeśli promują go media. Trzeba wziąć przykład z Litwy, która właśnie wprowadziła całkowity zakaz reklamy alkoholu. Należy też zadbać o abstynencję do 21. roku życia. Ponieważ zaś Kościół kat. od lat udziela się w rozwiązywaniu problemów alkoholowych, krucjata na rzecz abstynencji powinna się udać. Wszak chodzi również o dusze. Kościół musi pokazywać ludziom drogę odnowy moralnej, by wyprowadzić ich z grzechu odrzucenia Chrystusa. Liczy na aktywność państwa. "W przeszłości już kilka razy udawało się nam stworzyć wspólny front w tej sprawie. W czasach II RP uchwalono tzw. prawo o obrocie alkoholem (1920). /.../ Z kolei w PRL –u władza odpowiedziała na naciski społeczne i uchwaliła obowiązującą do tej pory ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Dokument cieszył się poparciem niektórych komunistów (np. gen. Jaruzelskiego), Kościoła i Solidarności."

"Nie" nr 7

Formacja powołana przez Antoniego Macierewicza to jedna nędza i druga rozpacz- twierdzi Maciej Mikołajczyk w tekście "Kukułeczka kuka, Antek czołgu szuka".

Na razie bowiem dzielni terytorialni swego męstwa dowodzili jedynie w akcji zwalczania skutków afrykańskiego pomoru świń we wschodnich regionach Polski. Tropili padłe dziki. Tyle że większych sukcesów nie odnotowali. Wykryli zaledwie kilka sztuk. Cokolwiek mówić, podszlifowali jednak umiejętności posługiwania się mapą i kompasem, jeśli nie nauczyli się tego w harcerstwie. Takie umiejętności to, niestety, za mało. Wojska Obrony Terytorialnej mają już rok. Istnieją raczej na papierze, ale kosztują niemało. Ponoć w WOT służą całe rodziny, a liczba chętnych przekracza zdolności organizacyjne. Ale tak naprawdę ta zdolność jest nieznana. "A to dlatego, że nigdy jej nie sprawdzono. Nie poderwano na nogi żadnej brygady, ani żadnego z piętnastu batalionów, bo poziom wyszkolenia żołnierzy jest zbyt niski i rezultaty niechybnie zbawców ojczyzny naraziłyby na śmieszność. Zdolność do działań antyzaskoczeniowych sprawdzono jedynie w przypadku jednej kompanii, uznanej przez dowództwo za wzorcową, ale rezultaty testu objęte są tajemnicą wojskową." Nawet jeśli test wypadł pozytywnie dla jakichś stu ludzi, nie czyni to Polski bezpieczną. Gdy WOT się rodziły, zapowiadano, że na wyposażeniu będą miały nawet czołgi. Ich obsługę zamierzano wyszkolić podczas weekendowych kursów. Dziś MON spuścił z tonu. "Wieść o tym, że wdziewający 2 razy w miesiącu mundur patrioci nie będą mieli do dyspozycji czołgów, z pewnością cieszy nie tylko Putina /.../." Tyle że zorganizowanie trzech brygad i tak kosztowało podatników ponad miliard, przy założeniu, że będzie to 300 – 350 mln zł. Dokładnych informacji nie sposób uzyskać, gdyż zdecydowano, by WOT "przejęło i kultywowało dziedzictwo tradycji komendy Głównej Armii Krajowej". Obowiązuje więc pełna konspiracja. Wiadomo tylko, że oprócz WOT w strukturach sił zbrojnych jest jeszcze 30 odrębnych batalionów złożonych z rezerwistów, istnieją Narodowe Siły Rezerwowe. Za 42 mln zł w br. zamierza się przeszkolić 32 tys. rezerwistów, by udoskonalić ich umiejętności w zakresie obrony terytorialnej właśnie.

"Forum" nr 5

"Trzeba walczyć o nasz świat" – zachęca politolog Yascha Mounk w "Suddeutsche Zeitung". Populiści budują bowiem w takich krajach, jak Polska czy Węgry, demokrację bez państwa prawnego lub demokrację nieliberalną.

"Rządzący realizują tam w wielu punktach wolę większości elektoratu. Szczególnie popularne jest, niestety, ograniczanie praw mniejszości. /.../ Populiści robią wydmuszkę z państwa prawa /.../. Atakują niezależne instytucje. Na Węgrzech zaufani Victora Orbana w pełni opanowali komisję wyborczą... /.../. Gdy władze zdobędą kontrolę nad komisją wyborczą, zniosą niezawisłość sądów i zlikwidują krytyczne media, nie będzie już wolnych i uczciwych elekcji. A gdy dzisiejsi populiści staną się niepopularni, społeczeństwo praktycznie nie będzie miało możliwości, by ich usunąć przez akt wyborczy." Populizm podsyca spadek zaufania do polityków – ludzie w życiu codziennym nie doświadczają praktycznie wzrostu gospodarczego. Pojawiła się złość na imigrantów i uciekinierów, ludzi innych kultur. Nie przeszliśmy jeszcze od społeczeństwa jednolitego monokulturowo do wieloetnicznego. Dzięki mediom zaś wiele poglądów szybko przebija się do opinii publicznej. To one mogłyby pomagać w udomowieniu nacjonalizmu. "Musimy bardziej nawiązywać do tożsamości narodowej, ale traktować ją jako wartość otwartą." Również nas, Polaków, mimo różnych wyznań na przykład, łączy ustrój polityczny i solidarność gospodarcza. Dlaczego nie umożliwiać ludziom pielęgnowania różnorakich przynależności? Można być przecież wyznawcą określonej religii, ale również obywatelem kraju i Europejczykiem. Świat byłby lepszy, gdyby wszyscy potrafili się angażować tak samo na rzecz każdej istoty ludzkiej. Tymczasem nie czując do tego motywacji zaczyna się hołdować nacjonalizmowi właśnie. Pora zatem zreformować liberalną demokrację. "Potrzeba świeżego i nowoczesnego myślenia. Nie dlatego, żeby liberalna demokracja była złym systemem, ale dlatego, że nadal pozostaje zdecydowanie ustrojem najbardziej atrakcyjnym i godnym człowieka spośród tych, które wymyśliła ludzkość."

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ