Dzieje obszaru nad Kamienną

Historyczne czwartki w MBP

 

Sympatycy czwartkowych spotkań w MBP, poświęconych historii obszarów nad Kamienną, doczekali się kolejnego wykładu dr Krzysztofa Gębury. 

Wszystkie przemiany na naszym obszarze, w mniejszym lub większym stopniu były odbiciem polityki, czy jak kto woli wydarzeń spowodowanych przez ówczesne mocarstwa europejskie. Właśnie w pierwszej połowie XIX wieku, tuż po zakończeniu wojen napoleońskich, w Europie zapoczątkowane zostały ruchy rewolucyjne mające na celu wywalczenie wolności oraz swobód obywatelskich nazwane Wiosną Ludów. Do ważnych wydarzeń polskiej Wiosny Ludów zaliczyć należy wiele powstań, m.in.: podsycana przez Austriaków rabacja galicyjska, powstanie wielkopolskie, powstanie listopadowe zwane także wojną polsko-rosyjską. Tu wykładowca posypał datami oraz mnóstwem znaczących nazwisk typu: szczecinianka Katarzyna II Wielka, Kacper Dziewicki, płk. Edmund Różycki, pochodzący z Kielecczyzny ks. Piotr Ściegienny, Józef Hauke-Bosak, wielki książę Konstanty lub stroniący od polityki papież Grzegorz XVI, który autorytatywnie potępił wybuchy powstań, ganiąc tym samym buntowanie się przeciwko "legalnej władzy cara Mikołaja I".

Dla co światlejszych mieszkańców obszaru nad Kamienną, oprócz wolności liczył się również przysłowiowy chleb, który zapewniała praca, a którą na naszym terenie organizował Stanisław Wawrzyniec Staszic. Dzisiaj można by było nazwać tę wybitną postać polskiego oświecenia, po prostu zdolnym cynikiem, który doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego mieszczańskiego pochodzenia, co w tamtych czasach stanowiło kolosalną przeszkodę na drodze do poważnej kariery. Jedynym sposobem spełnienia swoich ambicji było wstąpienie w stan duchowieństwa. Ale spokojnie – nie ubierał sutanny. Młody, pełny zapału człowiek garnął się do wiedzy. Po studiach teologicznych kontynuował nauki przyrodnicze we Francji i Niemczech i niebawem dał się poznać jako filozof, geolog, działacz polityczny i oświatowy. Pierwsze spotkanie z wielką polityką miało miejsce na dworze Zamoyskich, Oprócz wielu prezesur i członkostw, był też współzałożycielem i rektorem Szkoły Akademiczno-Górniczej w Kielcach. W Królestwie Kongresowym przyczynił się do rozwoju przemysłu i hutnictwa. Co ważne, prywatne zakłady hutnicze dawały w tym czasie większą produkcję niż rządowe. Staszic wydał więc surowy zakaz wywozu rudy za granicę, aby wydobytą całość przerabiać w kraju. Z nadprodukcji naszej stali powstały m.in. tory kolei transsyberyjskiej, która trwała 25 lat, a rozpoczął ją Aleksander II w 1891 r. Było to ogromne przedsięwzięcie liczące ponad 11 tys. km. więc budulec, w tym tory, gromadzono dużo wcześniej.

Aby sprostać intratnym potrzebom, Staszic zadbał o kształcenie kadry (Akademia Górnicza w Kielcach). Na początku postarał się o fachowców z Niemiec i Francji, którzy chętnie podejmowali się pracy w Polsce, ponieważ członkowie organizacji górniczej zwolnieni byli z podatków, służby wojskowej, a chłopów polskich powiązanych z przemysłem zwolniono z pańszczyzny. W powstającym Zagłębiu Staropolskim, jak grzyby po deszczu wyrastały zakłady: od Bzina przez Parszów, Wąchock, Starachowice, Kunów, Nietulisko do Ostrowca. Powstawały też nowe szyby i kopalnie: Ruda, Adamów, Rudnik, Górniki w Czarnym Lesie, Pakułowskim Smugu, Czałszyńskim Smugu oraz fryszerki w Wąchocku. Nieodzowną częścią produkcji była woda, na Kamiennej wybudowano więc kilka zapór, wzniesiono też 15 młynów. Jedynym mankamentem była przestarzała technologia wytopu oparta na drewnie, dlatego następnymi osadnikami ściągniętymi przez Staszica było 70 rodzin ze Śląska, które trudniły się wypalaniem drewna.

Ku naszemu zdziwieniu, w tamtych czasach także funkcjonowali dziennikarze lecz ich narzędziem nie było pióro lecz ołówek, którym zapisywali planowany dzienny wypał drewna właśnie, o czym w swoich zapiskach wspominał J. U. Niemcewicz. Znalazła się w nich jeszcze ważna informacja odnośnie funkcjonowania w Królestwie Polskim dekretu o kruszcach obecnych w gruntach właściciela. Otóż srebro i złoto należało od korony, reszta kopalin stanowiła własność posiadacza terenu.

Na początku XIX w. klasztor w Wąchocku był dla mieszkańców tym, czym FSC dla Starachowic w latach 60-tych. Przed kasatą klasztoru w 1819 r. – majątek przejęło państwo – w Wąchocku liczono 161 domów i 1138 mieszkańców, czyli po 7 osób pod jedną strzechą. W tamtych czasach okolicznym żyło się znośnie, gdyż klasztor dawał zatrudnienie stałe dla: wójta, ekonoma, kredencerza, organisty, ogrodnika, kuchmistrza, piwowara, kuchcika, praczki, dwóch fornali, mleczarki, garbarza, szewca, krawca, kowala, rzeźnika, piekarza, chirurga, balwierza, zakrystiana, dzwonnika, dwóch służących, rybaka, konwisarza, parobków oraz pastuszków. Po represyjnych kasatach klasztoru wąchockiego i na Świętym Krzyżu, w pierwszym urządzono pomieszczenia dla poczty, lazaret dla górników oraz szkoły powszechnej a nawet gimnazjum, ale też umiejscowiono w klasztorze kościół. Tak oto przez 132 lata klasztor pełnił różne funkcje społeczne. Powrót cystersów nastąpił dopiero w 1957 roku.

Jeszcze jedna ciekawostka, którą z wertowanych dokumentów zdołał wyłowić dr Gębura. Nigdy dotychczas nie dziwiła nikogo pozycja społeczna ludzi wykształconych, wywodzących się z rodzin zamożnych...ale, żeby tak chlubne wyjątki miały miejsce wśród synów rodzin mało zamożnych! (?) A jednak! Licząc od Bzina do Ostrowca na Uniwersytecie Warszawskim 22 młodzieńców studiowało medycynę lub prawo. Byli to oczywiście studenci pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli na nasze tereny po roku 1862. Można śmiało rzec, iż były to czasy dziwne, ciekawe jak również mokre od łez i krwi.

Marek Oziomek

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ