"Padliśmy ofiarą własnego sukcesu"

Wywiad GAZETY

Na okładce

"Padliśmy ofiarą własnego sukcesu"

Wywiad GAZETY

Wiecznie zabiegany, z pomysłami. Na spotkanie z GAZETĄ znalazł czas między wizytą u swojej mamy a spotkaniem z Warszawie. O dziele stworzonym dla uczczenia pamięci o swoim ojcu, doktorze Wadiuszu Kieszu i o Polsko - Amerykańskich Klinikach Serca rozmawiamy z prof. dr hab. n. med. Radosławem Stefanem Kieszem.

Spotykamy się w miejscu, które jeszcze pół roku temu tętniło życiem. Personel medyczny krzątał się między pacjentami, niosąc im pomoc z zakresu kardiologii i chirurgii naczyniowej. Obecnie odziały Polsko - Amerykańskich Klinik Serca w Starachowicach są zamknięte. W salach są puste łóżka, światła są pogaszone.

- Panie profesorze, nadal jest pan i czuje się starachowiczaninem?

- Oczywiście. Urodziłem się tu, wychowałem i jak pani widzi, znowu jestem w Starachowicach.

- Często pan tu gości?

- Co miesiąc. Moja mama ma ponad dziewięćdziesiąt lat i ciągle tutaj mieszka. Wiadome, że ją odwiedzam. A drugi powód wizyt, to Polsko - Amerykańskie Kliniki Serca, które stworzyliśmy razem z profesorem Pawłem Buszmanem, profesorem Andrzejem Bochenkiem i doktorem Zbigniewem Czyżem, a które w Starachowicach niestety zostały zamknięte.

- To jest pana "dziecko", panie profesorze?

- Klinika w Starachowicach została stworzona na prośbę mojego ojca, który był bardzo zaniepokojony śmiertelnością mieszkańców Starachowic i okolicznych gmin, statystyki były fatalne. I dlatego ponad dziesięć lat temu pojawiliśmy się tutaj. Tu, gdzie pani teraz siedzi była taka duża rudera z taką olbrzymią dziurą w ścianie. Przyjechaliśmy tu na zaproszenie od ówczesnego starosty, Rady Powiatu, ówczesnych władz samorządowych. Był wniosek, musiałem przekonać Radę Nadzorczą American Heart of Poland. Powiedziałem wspólnikom, że "okej, wszystko dobrze, ale podkreślam, że ja jestem ze Starachowic. Na Śląsku udało się opanować tę straszną sytuację związaną z chorobami serca i dlatego panowie, musimy pomóc Starachowicom". Udało mi się przekonać kolegów. Błagania mojego ojca zostały wysłuchane.

- Kliniki mogły ruszyć?

- Tak, Na początku wynajęliśmy w budynku C szpitala pewną powierzchnię, by wystartować. A w międzyczasie kupiliśmy ten budynek i w pełni go wyremontowaliśmy. I tak z ruiny zrobił się naprawdę elegancki szpital. Ironia losu polega na tym, że były już, na szczęście, minister zdrowia twierdził, że PAKS nie posiada na własność budynku, że wypożyczamy powierzchnię od szpitala. To wszystko było kłamstwem.

- Powstał PAKS, którego oddziałów w powiecie starachowickim już nie ma...

- W Starachowicach powstał wspaniały ośrodek sercowo - naczyniowy. Na początku pod dowództwem ordynatora Grzegorza Dzika stworzono najlepszą w całym województwie placówkę kardiologiczną, gdzie leczono zawały, zaburzenia rytmu, implantowało się rozruszniki i defibrylatory. To był wspaniały ośrodek, z fantastycznymi wynikami. A potem powstała chirurgia naczyniowa, jedna z trzech w województwie, która wykonywała ok. 70 procent zabiegów w Świętokrzyskiem. Dla mnie ważne było, by chirurgia również tu powstała. Moje metody endowaskularne zastosowałem w Stanach Zjednoczonych ponad 15 lat temu, a teraz są stosowane na całym świecie.

- Naczyniówka ratuje życie?

- Oczywiście! Proszę sobie wyobrazić, jak zmienia się pani czy innych życie, gdy dochodzi do amputacji nogi. Część ludzie nie może pracować, idzie na rentę. Przez co staje się "ciężarem" dla państwa, dla rodziny. To generuje koszty. Tego problemu nie pojmują co poniektórzy. Ratowaliśmy życie i zdrowie. Rozwarstwiający tętniak aorty wymaga natychmiastowej operacji inaczej kończy się zgonem. Zaniedbane zmiany miażdżycowe, jeśli nie będzie reakcji, to pacjent traci kończynę. U nas było to wykonywane naprawdę w świetny sposób. Sytuacja, jeśli chodzi o chirurgię naczyniową w Polsce przypomina sytuację, kiedy przyjechaliśmy tu ponad 20 lat temu i Polska miała największą umieralność na zawały serca w Europie. To się zmniejszyło, ale niestety po tzw. reformach poprzedniego ministra i wiceministra zdrowia, gdzie drastycznie obniżono wycenę za zabiegi ratujące życie, to igranie ze śmiercią. Mamy wzrost zgonów z powodów sercowo - naczyniowych o 16 tysięcy. Przyrost naturalny, który się trochę zwiększył, został zniwelowany śmiertelnością. To pierwszy raz, taki trend od 15 - 20 lat. Powiem pani dlaczego do tego wracam. Z tego co widzę, tutaj w Starachowicach zamiata się pod dywan przykry fakt, że po zamknięciu naszego ośrodka ludzie umierają. Zniszczono dorobek ponad 10 lat, gdzie uratowaliśmy życie ponad 17 tysięcy pacjentów. Ale pani wojewoda Wojtyszek uważa inaczej, że region jest jest świetnie zabezpieczony.

- Wchodząc dziś tu, na oddział, gdzie w minionych miesiącach byłam dość częstym gościem, poczułam ścisk w gardle. Pogaszone światła, puste łóżka. Co pan, jak sam siebie określa, ojciec założyciel tej Kliniki czuje, gdy tu ten raz na miesiąc wchodzi?

- Bywałem tu, jak stały same stropy, stan surowy budynku. Pamiętam, jak ściągaliśmy tutaj lekarzy. Sam doktor Dzik był ściągnięty do Kliniki prosto z lotniska. Miał wylatywać do Niemiec do pracy, gdzie wszystko miał dograne. U nas dyżurowali lekarze w randze profesorskiej. I zrobiła się z tego jakaś bijatyka polityczna, z którą ja nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego. Nie mieszam się w te rzeczy, a nawet nimi gardzę. Jako syn ziemi starachowickiej, Kielecczyzny chciałem tu coś dobrego zrobić. Niestety, padliśmy ofiarą własnego sukcesu. Byliśmy za dobrzy. Włożyliśmy w Kliniki całe serce, mieliśmy świetnych specjalistów i to zostało kompletnie rozwalone.

- Czy to zazdrość? Mentalność Polaków?

- Nie, nie nazwałbym tak tego. Tam gdzie są dobrzy lokalni gospodarze dzieje się wspaniale. Proszę zobaczyć na Śląsk, Opolszczyznę czy inne regiony, gdzie istniejemy. Myślę, że teraz decydenci się zastanawiają co dalej, są znane im wyniki śmiertelności i dostępności do leczenia. Są powody utraty stanowisk przez ministra czy wiceministra zdrowia. Obniżenie wyceny za zabiegi, itp. Dwa lata wystarczyły, by wrócić do wczesnych lat 90 - tych. A Starachowice to najlepszy przykład, jak można coś mądrego i dobrego zniszczyć przez... złą wolę, zakłamanie i jakieś polityczno - finansowe machinacje lokalnych polityków. Poprzedni dyrektor szpitala doradza pani Wojtyszek, pani Wojtyszek jest ze Starachowic. Opowiada ona, że jest tutaj zabezpieczenie kardiologii czy chirurgii naczyniowej na nie wiadomo jakim poziomie. To są bzdury!

- Czy zdrowie da się przełożyć na liczby?

- Oczywiście, że tak! Zdrowie to są liczby, przełożenie na to jaka jest śmiertelność, na liczbę osób, którym się pomogło. Na skutek reform, płaci się za przetrzymanie pacjenta na oddziale przez trzy dni. Przez ten czas zawał się już dokonuje, to jest zbrodnia! Wzrasta niewydolność krążenia w Polsce, co może skutkować zawałem. Będziemy leczyć powikłania, które są o wiele bardziej groźne. Przez to ludzie chorzy mogą stać się kalekami. W Starachowicach na pewno wzrośnie liczba pacjentów z niewydolnością krążenia, którzy powinni być odpowiednio leczeni. W Starachowicach wydawano 24 miliony na leczenie, wydawane jest dużo mniej. Obecnie czas oczekiwania na przyjęcie na oddział kardiologiczny to 40 dni! Serce nie może czekać! Poprzedni dyrektor szpital oskarżał nas o to, że kradniemy pieniądze szpitalowi. My nie kradniemy, ani nie dajemy łapówek, bo my się rządzimy prawem amerykańskim. Być może dlatego mamy takie problemy.

- Bo nie dajecie łapówek?

- Tak, bo nie dajemy łapówek i nie kradniemy. W Stanach można zabić matkę i człowieka można uniewinnić, ale za łapówkę idzie się na 40 lat do więzienia. Nie ma takiej możliwości, aby American Heart of Poland dało komukolwiek łapówkę.

- Jak wygląda obecnie sprawa Klinik w Starachowicach?

- Dzięki mojemu głosowi przekonałem profesora Buszmana, żeby przedłożył promesę w Ministerstwie Zdrowia. Tylko nie ma pieniędzy, żeby uruchomić tę chirurgię naczyniową. Tu u nas jest sprzęt, tu jest wszystko. Są ludzie! Robimy medycynę w amerykańskim stylu, na świetnym sprzęcie, mamy świetnie wyszkolonych ludzi. I z tym wszystkim przyszliśmy do Starachowic, bo ja stąd pochodzę i mój ojciec tu pracował ponad 50 lat, ratował ludzi i kształcił młodych lekarzy. Poświęcił życie temu miastu. Ja ze względu na szacunek do niego i miłość do regionu. Chodziłem do II Liceum Ogólnokształcącego, byłem harcerzem, chodziło się na rajdu po tym regionie. I... Ja stąd jestem. A to że mieszkam w USA, to zupełnie inna historia, człowiek nigdy nie zapomina skąd jest.

- Mówi pan, panie profesorze o pamięci i szacunku do ojca, doktora Wadiusza Kiesza. Czy to jest powód, dla którego będzie pan cały czas walczył o powrót Klinik Serca do Starachowic?

- Oczywiście, że będę. Ale sami tego nie zrobimy. Dlatego apeluję do ludzi, którzy są przyzwoici, uczciwi, mają w sobie humanitarne przesłanki, żeby robili wszystko, by ludzi - pacjentów ratować. Bo umierają i to umierają teraz, albo stają się osobami niepełnosprawnymi.

- Panie profesorze, co na to wszystko Ambasada Stanów Zjednoczonych w Polsce?

- Mamy duże wsparcie ze strony Ambasady i tylko dlatego jeszcze istniejemy. Mamy wspaniałych dyplomatów, sam ambasador również wychodził ścieżki w różnych ministerstwach.

- Co AHP wniosło do Polski?

- Dzięki naszym wysiłkom, ale również dzięki wysiłkom całego środowiska kardiologicznego i wprowadzeniu nowoczesnego leczenia, dziesięciokrotnie zmniejszyła się śmiertelność w zawałach serca. I padliśmy ofiarą własnego sukcesu. Zaczął się ten cały skoordynowany atak na kardiologię. Polska jest znowu na samym końcu jeśli chodzi o służbę zdrowia w krajach Europy.

- Jak reagują pana koledzy i koleżanki na to, co się tutaj wydarzyło?

- Ja nawet tego nie opowiadam, bo jest mi wstyd. Gdy jestem w Stanach Zjednoczonych czuję się ambasadorem mojego kraju. Obojętnie, jaki jest rząd, jaka jest administracja ja mówię o dobrych rzeczach, jakie tu się dzieją. Bo taka jest moja duma narodowa. Dla mnie jest ważne, by przekonać mądrych polityków, bo wiem, że tacy istnieją, by tę sprawę naprawić. Narobić dużo hałasu i bałaganu to każdy potrafi, ale by posprzątać nie ma chętnych.

- W Polsce mamy nowego premiera. Liczy pan, panie profesorze na zmiany?

- Jestem bardzo zbudowany tą zmianą. Bo obok nowego premiera jest i nowy rząd. Myślę, że premier Mateusz Morawiecki wybrał ludzi z kwalifikacjami. Uważam, że wraz ze zmianą rządu jest nadzieja na poprawę w służbie zdrowia. Uważam, że nowy minister zdrowia jest świetnym fachowcem. Jest kardiologiem który kształcił się pod fachowym okiem mojego zmarłego przyjaciela, świetnego elektrofizjologa. Zna sytuację na rynku.

- Liczycie, że uda się odzyskać PAKS dla Starachowic?

- Jest olbrzymia potrzeba społeczna, załamuje się system. Jeżeli z powrotem nie uruchomi się takich ośrodków, jak PAKS, nie odwróci się tej wyceny promującej leczenie zachowawcze zawału, zaprzepaścimy to wszystko, co udało się stworzyć. Mam nadzieję, że uda się ruszyć do przodu.

- Jest szansa?

- Powiem tak... Jest jeszcze szansa, żeby to wszystko odwrócić, odwrócić tę krzywdę, jaka się wydarzyła ludziom z naszego i skarżyskiego powiatu. W Polsko - Amerykańskich Klinikach Serca w Starachowicach wciąż działa Poradnia Kardiologiczna. Przyjmuje w niej sześciu lekarzy, którzy wykształcili się u nas. To doktor Krystyna Latała - Musiał i Mariola Zając oraz doktorzy Henryk Hałaczkiewicz, Janusz Paź, Krzysztof Figarski i Ignacy Sawina. Oni przyjmują przez pięć dni w tygodniu pacjentów. To wzorcowo prowadzona poradnia.

- Starachowice... do końca życia będą w sercu?

- Tu się urodziłem... Wszystko można zmienić oprócz jednej rzeczy, miejsca urodzenia. Na całym świecie znają mnie, jako Polaka.

- Jest pan profesor Amerykaninem z Polski czy Polakiem w Ameryce?

- Hmm... Jest polskim patriotą, a także amerykańskim. Łączę dwa światy i walczę o dobre imię Polski i Stanów Zjednoczonych. Jestem człowiekiem, który urodził się i wychował w Starachowicach. I który bardzo dużo robi dla kraju, z którego pochodzi. I powtórzę jeszcze raz, tam, w Stanach jestem ambasadorem Polski. Tam mówię dobrze, ale gdy przylatuję tu, mówię co należy naprawić. Taka jest moja misja.

- Kardiologia na zawsze w sercu?

- Jestem kardiologiem, specjalistą endowaskularnym. Jestem jednym z pionierów medycyny zabiegowej, mam już swoją pozycję w świecie nauki. Ciągle operuję, miesięcznie wykonuję ponad 100 zabiegów. Wykształciłem kolejne pokolenie lekarzy specjalistów. Razem z profesorem Buszmanem, profesorem Bochenkiem i doktorem Czyżem stworzyliśmy AHP, by ratować ludzi. To ciągle moja pasja...

Anna Ząbecka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ