Nasz telefon

Pozostaje podziemie

- Kiedy słyszę, że środowisko sędziowskie odcina się od kolegów po fachu, którzy zgłosili swoje kandydatury do KRS, relegując ich z prawniczych stowarzyszeń, żal mi, że lekarskie nie postępuje podobnie. Nie solidaryzuje się wokół spraw ważnych dla pacjentów - pozostawienia im prawa do wyboru w takich kwestiach, jak choćby in vitro czy aborcja. Nie znalazłam lekarza w Starachowicach, który w przychodni zdecydowałby się przepisać receptę na "pigułkę dzień po". Usłyszałam w jednym z gabinetów, że nie zrobi tego... ze strachu. Boi się, że może mieć do czynienia z wymiarem sprawiedliwości! Poradziłam sobie w inny sposób, ale tylko ja wiem, ile mnie to kosztowało zdrowia. Niech mi nikt nie mówi, że żyjemy w przyjaznym nam, kobietom, kraju - telefonuje czytelniczka.

Bądźmy inni, lepsi

- Nie tylko duże miasta, również Starachowice ratują pracownicy z Ukrainy. Na lokalnym rynku brakuje bowiem rąk do pracy. Nie orientuję się, ile osób jest zatrudnianych bezpośrednio w firmach, w których pracują, a ile przez pośredników. Nie wiem też, na jakich warunkach się to odbywa. Od stycznia br. miały być identyczne, jak dla Polaków. Tymczasem wydaje mi się, że niekoniecznie się tak dzieje. Miałam bowiem w rękach dokumenty pracownika z Ukrainy i dojrzałam w nich nieprawidłowości. Konkludując, uważam, że pracownicy ukraińscy są traktowani gorzej. Cieszyłabym się, gdyby to właśnie Starachowicom, jako pierwszemu miastu w Polsce, udawało się zapobiegać takim przejawom patologii. Są przecież stosowne służby, które mogą się dokładnie przyjrzeć umowom, płacom, warunkom pracy. Nawiasem mówiąc, nawet rękawice robocze Ukraińcy, pracujący w jednym z miejscowych zakładów, otrzymują za krótkie, przez co ręce nad nadgarstkami, jak zauważyłam, mają bardzo zniszczone – telefonuje starachowiczanka.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ