Rocznica wygaszenia Wielkiego Pieca

W numerze

Rocznica wygaszenia Wielkiego Pieca

Zdajemy sobie sprawę z niby prozaicznego faktu, że piramidy też kiedyś obrócą się w piasek... a jednak żal.

Starachowicki Wielki Piec jest świadectwem unikalnych wartości myśli technicznej w skali europejskiej. Zaglądając w pożółkłe karty historii, właśnie w Europie zapoczątkowano udoskonalanie archaicznych dymarek, w efekcie czego powstały wysokie piece z wymuszonym nadmuchem powodowanym siłą ludzkich mięśni lub wykorzystaniem koła wodnego. Zwiększenie siły strumienia nadmuchu sprawiło, że w XVI w. powstał wielki piec, w którym otrzymywano z rudy ciekłą surówkę, wykorzystywaną na odlewy i gąski do dalszej przeróbki.

Pierwszy wielki piec w Starachowicach wybudowali w 1789 roku przybyli z zachodniej części Europy wąchoccy Cystersi. Ojczulkowie dobrze wiedzieli co robią, gdyż w bogatym zalesieniu otaczającym zewsząd tereny obecnego powiatu istniały bogate złoża rud żelaza. Ważnym przyczynkiem stawiania na rozwój tutejszego przemysłu było ukształtowanie terenu oraz dostęp do pobliskiej rzeki. Tak oto wykorzystanie sprzyjających czynników spowodowało rozwój kopalń oraz zakładów hutniczych zwanych kuźnicami.

W obrębie zakładów rozwijało się też osadnictwo. W ten sposób rodziły się podwaliny prężnego ośrodka przemysłowego w Starachowicach. Ponieważ dla Cystersów wąchockich konkurencję przemysłową stanowili Benedyktyni Świętokrzyscy, należało więc określić strefy ich wpływów. Uzgodniono, że ziemie od Skarżyska do Starachowic, wraz ze wsiami: Rejów, Bzin, Wielka Wieś, Węglów, Rataje, Górki, Krzyżowa Wola, Maziarze i Lubienia, będą należały do Cystersów. Natomiast tereny przyległe do rzeki Kamienna: od Starachowic (Wanacja, Wierzbnik, Michałów, Dziurów, Kuczów) zarządzane będą przez Benedyktynów.

Przyszedł jednak czas na radykalne zmiany. Archaiczne, mało wydajne i prymitywne dymarki zastąpiono wielkimi piecami. Z inicjatywy wąchockiego opata Aleksandra Rupkiewicza, w 1789 roku w naszym mieście stanął wielki piec. Burzliwa historia państwa polskiego miała zdecydowany wpływ na stagnację naszego przemysłu. Zły stan finansów, rabunkowa działalność gospodarcza Żydów, stała się dostateczną przyczyną zapaści hutnictwa. Wreszcie po 1815 roku, dzięki Stanisławowi Staszicowi (już w Królestwie Kongresowym) nastąpiło upaństwowienie dóbr oraz istniejących zakładów. Według staszicowskiego planu, pilną koniecznością stała się modernizacja wielkich pieców w Starachowicach, Parszowie, Mostkach i Samsonowie. W planowanym kombinacie Starachowice miały odgrywać role zakładu głównego, węzłowego. Po dużych nieporozumieniach "na górze", St. Staszica zastąpił Ksawery Drucki Lubecki, który zlikwidował zakład stary, a w 1836 r. rozpoczęto budowę nowego, którą ukończono w 1841 roku.

Pościg za najlepszymi rozwiązaniami techniczno-technologicznymi wymuszał kolejne modernizacje, które przeprowadzono w latach: 1878, 1883 i 1896. W wyniku kryzysu i powodzi, która miała miejsce w 1903 r., zakłady zostały częściowo zamknięte. Po koniecznym remoncie Wielki Piec uruchomiono ponownie w 1914 r., a w latach 1915 - 1918 r. wielki piec nie pracował – przebiegli pracownicy ukryli część maszyn, które szybko wróciły na miejsce tuż po odzyskaniu niepodległości. W czasie okupacji hitlerowskiej zakłady powiązane zostały z koncernem Herman Goering Werke, a tuż po zakończeniu wojny, w 1946 r. ponownie uruchomiono Wielki Piec. W 1966 r., wojewódzki konserwator zabytków wpisał Wielki Piec do rejestru zabytków województwa kieleckiego.

19 marca 1968 roku zamknęła się piękna i dramatyczna historia Wielkiego Pieca. Nie zobaczymy już nocnego, pomarańczowego nieba nad miastem – szkoda. Wspomnieniem tamtych lat jest masywne wzniesienie prawie w środku miasta, które powstało w miejscu wylewanej tam szlaki i wystawa fotografii, nieżyjącego już Mieczysława Kowalskiego, w Muzeum Przyrody i Techniki zatytułowana "Ostatnie gąski. Pięćdziesiąta rocznica wygaszenia Wielkiego Pieca w Starachowicach". Wrażenie robią duże formaty dobrych technicznie zdjęć, które umieszczone zgodnie z kierunkiem zwiedzania ilustrują cały ciąg technologii wielkopiecowej. Z wielką satysfakcją wspominam sylwetkę pana Mieczysława (byliśmy po imieniu), z którym razem pracowaliśmy w Zakładzie Doświadczalnym. Bez przesady można powiedzieć, iż był człowiekiem ogromnie twórczym, a czego tylko się dotknął robił to dokładnie i z pasją: konstruktor, fotograf, żeglarz, harcerz, hodowca przeuroczych chryzantem i wielu, wielu innych dziedzin.

Otwierając wystawę dyrektor MPiT Paweł Kołodziejski dziękował bardzo córce Mieczysława Kowalskiego - Danucie Zakrzewskiej, za udostępnienie cennych negatywów wykonanych przez ojca ponad pięćdziesiąt lat temu. Wystawa czynna jest w Hali Lejniczej Muzeum Przyrody i Techniki przy ul. Wielkopiecowej.

Marek Oziomek

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ