Na innych łamach

"Gość Niedzielny" nr 8

PiS stara się wprowadzić w życie jedną z zasad katolickiej nauki społecznej – dobra wspólnego – donosi Bogumił Łoziński w "Pokoleniu Plus". Definiuje się je jako "sumę tych wszystkich warunków życia społecznego, które pozwalają bądź to grupom, bądź poszczególnym członkom pełniej i szybciej osiągnąć ich własną doskonałość".

Rolą rządzących jest takie zorganizowanie państwa, by obywatele mogli zaspokajać swoje potrzeby. Inaczej mówiąc, mieli prawo do pożywienia, mieszkania, pracy, wykształcenia, dostępu do kultury, środków komunikacji, ochrony zdrowia, swobodnego przepływu informacji i ochrony wolności religijnej. Stąd obecnie ta bardzo szeroka oferta. Dotychczas beneficjentem sukcesów gospodarczych była wąska grupa najbogatszych. Powstało więc bardzo duże rozwarstwienie społeczne; większość żyła na niskim poziomie materialnym. Teraz PiS, sprawiedliwie dystrybuując dobra państwowe, kieruje strumień środków do najbiedniejszych i średnio zamożnych poprzez m.in. program 500+, podwyższenie minimalnej płacy i najniższych emerytur, darmowe leki dla seniorów i obniżenie wieku emerytalnego. W br. lokatorzy zasiedlą pierwsze lokale z programu Mieszkanie Plus. "Zasada dobra wspólnego zakłada również stworzenie sprawnego państwa i trwałego porządku prawnego." Wedle krytyków to najkrótsza droga do autorytaryzmu. Dla PiS zaś - naprawa "teoretycznego państwa". Niemożliwa bez reform w sądownictwie, szkolnictwie, nauce, służbie zdrowia. Tyle że swoje zarzuty mają i duchowni. Nie uchwalono bowiem zakazu aborcji, nie wypowiedziano konwencji przemocowej, trwa spór z Kościołem odnośnie przyjmowania uchodźców. PiS jednak zrobił coś bardzo ważnego – przywrócił ludziom godność. Najważniejszym efektem "dobrej zmiany" będzie powstanie nowej generacji, którą autor nazywa Pokoleniem Plus. Kluczowym w tym procesie jest pojęcie godności. Jako że człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże, godność jest dlań cechą przyrodzoną. "Stąd Katechizm Kościoła Katolickiego bardzo wyraźnie stwierdza, że trzeba każdego bez wyjątku traktować jak siebie samego, przede wszystkim szanując jego życie i zapewniając każdemu środki konieczne do jego godnego prowadzenia. /.../ Dla Pokolenia Plus ważny jest patriotyzm rozumiany jako miłość do własnej ojczyzny, nacjonalizm to margines. Nie wstydzą się wywieszania biało – czerwonych flag, chodzenia na patriotyczne manifestacje, śpiewania hymnu. Odrzucają pojęcie patriotyzmu europejskiego, zdecydowanie stawiają na wspólnotę narodową. Są katolikami /.../." Te cechy określają mocną tożsamość wspólnoty, wyrażającą się w podobnym sposobie odbierania rzeczywistości i spójnym światopoglądzie.

"Polityka" nr 10

Z Jackiem Najderem, dyplomatą, byłym przedstawicielem Polski przy NATO, oraz gen. Jarosławem Stróżykiem, byłym attache wojskowym w Waszyngtonie, o storpedowanej pozycji Polski w NATO i o tym, kto zajął nasze miejsce, w wywiadzie "Zgliszcza po ministrze", rozmawiał Juliusz Ćwieluch.

Realia są takie, że pozycja Polski na arenie międzynarodowej słabnie. Ostatnio żaden z Polaków nie zwyciężył w konkursie na ważne stanowisko w NATO. Bo zaczęliśmy zgłaszać... niewybieralnych kandydatów. Wcześniej wygrywało 80 proc. Ba, torpedujemy sukcesy własnych kandydatów! Mimo wygranej, jeden z nich zamiast w NATO znalazł się w krajowej jednostce, a potem odesłano go do cywila! "Kiedy Sojusz podjął decyzję, że czas na reformę systemu dowodzenia, stworzona została grupa robocza do wypracowania wstępnych założeń (JN). Coś w rodzaju grupy mędrców. Ludzi o wyjątkowej wiedzy i zdolnościach analitycznych. Bez mocy decyzyjnej, ale oddziałujących siłą autorytetu (JS). Sekretarz generalny powiedział mi wprost: "Chcę mieć w tej grupie Polaka. Znajdźcie mi dobrego kandydata". Ale przyprowadziłem takiego, jakiego dostałem z Warszawy. Zastępczyni sekretarza generalnego Rose Gottemoller zapytała wówczas: "Jacek, czy ty żartujesz? Przecież wiesz, że to nie jest ten kandydat". Przekazałem tę opinię do Warszawy, ale kandydatury nie zmieniono (JN). A w tym samym momencie blokowane były kandydatury ludzi, którzy mieli realne szanse /.../ (JN)." Do stanowisk w NATO dotąd przygotowywano ludzi latami. Tam nie da się funkcjonować w pojedynkę. Żeby coś osiągnąć, trzeba grać na ... czterdzieści rąk. To, że teraz niewłaściwymi decyzjami kadrowymi tracimy pozycję i wpływy w Sojuszu, naraża kraj na realne niebezpieczeństwo. Czystki w armii, dokonane przez ministra Antoniego Macierewicza nie wróżą dobrze. NATO jest wrażliwe na takie sygnały. Fakt, że zatwierdzonych projektów nikt nam nie zabierze. To duże pieniądze. Ale czy uda się wywalczyć podobne? Będzie trudno. "Byłem przy rozmowie ministra Macierewicza ze swoją niemiecką odpowiedniczką Ursulą von der Leyen. Było to spotkanie katastrofalne, które doprowadziło do załamania polsko – niemieckiej współpracy wojskowej. Dotyczyło funkcjonowania polsko – niemieckiej jednostki, ale szybko przeszło na kwestie historyczne, straciło charakter merytoryczny oraz przyjacielski" (JN). Litewska brygada z kolei zamiast z polską dywizją, do której jej bliżej, podpisała umowę o współdziałaniu z niemiecką. Polska miała kiedyś dużą siłę przekonywania Sojuszu do wielkich zmian. Dziś na tym polu zastąpili nas Rumuni. Ci skutecznie i mozolnie rozprowadzają swoje kadry po natowskich stanowiskach. Polska nie dość, że najlepszych oficerów wysyła poza resort, to nie realizuje kluczowych zakupów dla obronności. Ministerstwo za to dofinansowuje lokalne drogi i kupuje samoloty dla VIP – ów. Dopóki jednak będziemy wypełniać zobowiązania wobec NATO, możemy sobie pozwolić na ekstrawagancje.

"Przegląd" nr 8

"Co dalej z kościelnymi dogmatami" – zastanawia się Tadeusz Bartoś. Kościół kat. w 1870 r., ogłosił dogmat o nieomylności papieża. ("Nieomylny był więc Pius XII, kiedy w 1950 r., ogłaszał ostatni katolicki dogmat o zabraniu Maryi po jej śmierci z ciałem i duszą do nieba.") Taka nieomylność bez wysiłku "dobrze pokazuje ogrom uzurpacji, niepowstrzymanej pychy, która pozwala przyznać sobie samemu ostatnie słowo w każdej prawie sprawie.

Oszustwo doskonałe, chciałoby się powiedzieć, które zapomniało, że jest oszustwem." Kościół kat. niesie przekonanie, że jest wiecznotrwałym nośnikiem nieomylnej prawdy. Że wyznawcy innych religii są raczej w posiadaniu szatana niż prawdy. W najlepszym zaś razie, że ich bogowie są oszustwem. "Rodzące się chrześcijaństwo głosiło wyznawcom religii klasycznych: jeśli nie odrzucicie swoich bogów, nie zaprzestaniecie kultu, składania ofiar i nie nawrócicie się na prawdziwą, katolicką wiarę, zostaniecie skazani na wieczne męki w piekle." Za grzech Adama należy się kara. "Wyraźnie widać, jak bardzo doktryna ta jest moralnym szantażem. Jej cel to uzależnienie człowieka od poczucia winy. Zaszczepiony od dziecka strach /.../ leczony jest potem lekarstwem rytuałów religijnych obiecujących ocalenie. /.../ Do kodu genetycznego tej religii należy pełne podporządkowanie wszystkich jednemu ośrodkowi, zarządzanemu przez przywódców religijnych. Tak megalomańska sekta /.../ mogła budzić przerażenie, gdyby nie fakt, że swoją agresję najczęściej skutecznie maskowała. Chrześcijaństwo doprowadziło do perfekcji to, co zwie się dziś elegancko marketingiem politycznym, a co dosłownie oznacza techniki masowej manipulacji. Miłość – oto imię chrześcijaństwa. Do dziś wierzą w to rzesze ludzi na całym świecie. Tymczasem miłość nie jest tu celem, ale narzędziem – dodajmy skutecznym – zdobywania władzy, jej utrwalania i zachowywania na następne pokolenia." Uwodzenie przez Kościół kat. udawaną miłością jest niebezpieczne. Tak samo jak "pozbawiony właściwej miary /.../ jego głos, uzurpujący sobie prawo sterowania wszystkimi wymiarami prywatnego i publicznego życia ludzi, zarówno wierzących, jak i niewierzących. To nie jest po prostu jedna z wielu organizacji pozarządowych, ale instytucja totalna. Stąd restrykcyjne ograniczenia nakładane na religie w wielu państwach o tradycji chrześcijańskiej. Wszystko po to, by uchronić autonomię aparatu państwowego przed władzą tych, którzy z boskiego nadania mają uprzywilejowany dostęp do prawdy, co w codziennej praktyce oznacza, że wszystko wiedzą lepiej, gotowi innym zorganizować życie wedle własnego zamysłu. We Francji mamy laickość jako sztandarowy atrybut republiki, w USA ustawę zakazującą Kościołom angażowania się w politykę pod groźbą utraty ulg podatkowych. Restrykcyjność tych regulacji pokazuje, że władze państw rozpoznają kościoły chrześcijańskie jako realne i poważne zagrożenie dla stabilności rozwoju autonomii instytucji publicznych."

"Newsweek" nr 11

Najwięcej negatywnych wpisów o Ukraińcach jest na Twitterze, ale najostrzejsze są na Facebooku i pod wpisami blogerów. W Internecie samo określenie Ukrainiec jest traktowane pejoratywnie. To obcy, gorszy, głupszy - piszą Małgorzata Święchowicz i Karol Marczak w "Tym gorszym"

Ukrainiec w Polsce to dziś gorzej niż Żyd. Do oszukiwania i bicia. Z badań CBOS wynika, że proporcje niechęci Polaków wynoszą 32 proc. do 26 proc. na niekorzyść Ukraińców. Takich nastrojów się dotąd nie notowało. "Jeszcze kilka lat temu, w czasie kijowskiego Majdanu, Polacy żywo interesowali się tym, co się dzieje na Ukrainie. - Gdy szłam warszawskimi ulicami w kurtce, na której miałam znaczek z flagą ukraińską, podchodzili i mówili: "Jesteśmy z wami, wspieramy was". A teraz? Jechałam tramwajem, odebrałam telefon i zaczęłam rozmowę po ukraińsku, usłyszałam: "Ty ku... banderowska! Spier... z Polski! Nie zaśmiecaj nam tego kraju!" Krzyczał jeden podpity mężczyzna, ale reszta milczała. To mnie przeraziło. W tramwaju pełnym ludzi nie znalazł się nikt, kto by powiedział choć słowo w mojej obronie" - opowiada działaczka inicjatywy społecznej Euromajdan - Warszawa. Związek Ukraińców wydał właśnie raport. A w nim długi wykaz fizycznych ataków na ludzi, do jakich doszło w wielu polskich miastach. Jest też mowa o zniszczeniach ukraińskich pomników, flag, krzyki na marszach przeciwko Ukraińcom, wlepki na przystankach, typu: "Wołyń pamiętamy". Tymczasem gdyby nie Ukraińcy, niektóre miasta by bez nich zamarły. Polacy bowiem wielu prac się nie imają. Ale jednocześnie, którzy ich zastępują na najtrudniejszych stanowiskach, nie szanują. Ukraińcy są wpychani do szarej strefy, nie dostają wynagrodzenia za pracę, albo wypłaca się im mniej niż mieli dostać. Pracodawcy nic sobie nie robią ze skargami na wyzysk. Nie boją się postępowania sądowego, jakby zakładali, że może do niego nie dojdzie albo, że sprawa utknie w sądzie – relacjonują autorom radcy prawni, z którymi rozmawiali. Premier szacuje, że Ukraińców jest w Polsce ok. 1,5 mln. Tymczasem pod koniec ub. roku zarejestrowanych w ZUS było 316 tysięcy. Czyżby reszta pracowała na czarno? O to trzeba pytać pracodawców. Żaden Ukrainiec nie chce być zatrudniony nielegalnie. Chce mieć opłacone składki, mieć możliwość leczenia. Każdy chce się czuć jak normalny człowiek. Wychodzić na ulice bez strachu, że się zostanie zatrzymanym i deportowanym.

"Duży Format" nr 5

O to: "Jak się państwu mieszka z uchodźcami?", spytała Monika Prończuk. Do Niemiec od 2015 r., przyjechało ponad milion uchodźców. Do Hamburga z 1,8 mln mieszkańców – 40 tysięcy. Policzono, że w jednym z hamburskich centrów na 190 uchodźców przypadało aż 140 wolontariuszy!

Niemcy pomagają, bo rozumieją sytuację w krajach objętych konfliktami. Uważają, że im więcej zainwestuje się w uchodźcę, tym mniejsze prawdopodobieństwo terroryzmu wśród przybyłych Azjatów. "Poza tym Merkel otworzyła granicę, Afgańczycy już tu są. Powinniśmy pomagać, bo są ludźmi, a my mamy takie możliwości" – twierdzą Niemcy. Tyle, że nie wszyscy uchodźcy chcą pracować. Traktują Niemcy jak zakład opieki społecznej. Na co obruszają się... migranci z Europy. Wielu mieszka w schronisku. Współtworzą nawet i sprzedają własne pismo. "Na 550 bezdomnych, którzy sprzedają magazyn, 300 to cudzoziemcy - głównie Polacy, Rumuni, zdarzają się Bułgarzy." Ba, są wręcz niechętni uchodźcom. Bo to im Niemcy powinni pomagać w pierwszej kolejności. I rzeczywiście pomagają obcym, bo trochę czują się winni. "Holocaust był tak przerażającą, odrażającą zbrodnią, że nie mamy prawa nigdy o niej zapomnieć. Mamy dług wobec reszty świata. /.../ Urodziłem się w czasie wojny, mój ojciec był już za stary, żeby walczyć podczas II wojny. Za to wiem, jak to jest zaczynać wszystko od zera" – mówi jeden z rozmówców autorki teksu. "To samo, co uchodźcach, mówiliśmy kiedyś o Polakach. Dużo czasu nam zajęło, żeby przekonać się, że nie wszyscy Polacy są złodziejami samochodów. /.../ Nie sadzę, żeby islam na dłuższa metę był niekompatybilny z niemieckością. W Niemczech obowiązują konkretne reguły. To, czy ich przestrzegasz, to twój indywidualny wybór, który nie ma nic wspólnego z religią" – dodaje. Nie brakuje i takich, którzy głośno przyznają, jak rozczarowała ich reakcja innych krajów europejskich na uchodźców. "Kiedy ludzie głodują, to naszym obowiązkiem jest im pomóc. Koniec kropka. Nawet jeśli pochodzą z drugiego końca świata albo jeśli to będzie kosztem obniżenia naszego standardu życiowego. Wszyscy jesteśmy ludźmi i musimy sobie pomagać." Co ciekawe, ostatnio polscy bezdomni pogodzili się z sytuacją. "Przełomem był pomysł, żeby oni też zaczęli pomagać uchodźcom – rozdawać herbatę, udzielać informacji, opowiadać o mieście. /.../ Wtedy poczuli, że naprawdę są u siebie, że mogą coś komuś podarować, a nie tylko brać. Okazało się, że to bardzo poprawia samoocenę."

"Wysokie Obcasy" nr 3

"Wkurzona obywatelka zaprasza na JUTRO", tak Dorota Wodecka zatytułowała rozmowę z Barbarą Nowacką.

Stowarzyszenie Inicjatywa Polska, któremu szefuje, przygotowało manifest dla nowoczesnych formacji postępowych. "To społeczna gospodarka rynkowa, w której podstawową wartością jest praca za godną płacę i w godnych warunkach, w której każdy zawód darzony jest szacunkiem i każdy czuje się potrzebny. To solidarna, odpowiedzialna polityka społeczna, która aktywnie przeciwdziała wykluczeniom i wyrównuje szanse oraz buduje wśród obywatelek i obywateli pewność, że w żadnej trudnej sytuacji życiowej nie zostaną sami. Szacunek dla praw i potrzeb kobiet i mężczyzn na miarę wyzwań XXI wieku. Powszechny, sprawny system opieki zdrowotnej oparty na medycynie bliskiej ludzi, na zdobyczach nauki, a nie światopoglądzie lekarzy. Edukacja równych szans i możliwości, kultura i sztuka w centrum uwagi jako klucz do naszej świadomości, tożsamości i pamięci. Zrównoważony rozwój gwarantujący wzmocnienie ochrony przyrody i praw zwierząt. Aktywne poszukiwanie odpowiedzi na wyczerpywanie się zasobów naturalnych. Silne, świeckie i dobrze zarządzane instytucje państwowe i samorządowe, zbudowane na wzajemnym zaufaniu i umożliwiające jak najszerszą partycypację obywatelek i obywateli. Pogłębiona integracja w ramach Unii Europejskiej. /.../ Obserwuję PiS i widzę, jak im się odbija. Buta, brak pokory. Tego w Polsce nikt nie lubi. Z drugiej strony wszyscy w opozycji do PiS wiedzą, że podstawowym zadaniem jest skuteczna mobilizacja wyborców, by nie dać prawicy wygrać kolejnych wyborów. I że sojusze taktyczne, dogadanie się, będą konieczne. /.../ Lewica cierpi na nadmiar partii. Kiedy przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi utworzyliśmy Zjednoczoną Lewicę, miałam na naszych spotkaniach wrażenie, że więcej jest na sali szyldów niż osób. Próba ponownego wielkiego połączenia lewicy wzbudzi tylko konflikty. /../ Aby wygrać z PiS, potrzebna jest kontrpropozycja dla Polski. /.../ Można iść do wyborów pod logo niekonfliktującej partii – ich naprawdę jest wiele."

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ