Cywilna odwaga

Mimochodem

 

Świętym oburzeniem nic się nie zdziała. Nawet perswazją. Bo to jeszcze wzmaga poziom agresji. Ale co robić, jeśli sumienie nie pozwala nie zareagować? 

Dwóch wyrostków żartobliwie przepychało się obok stadioniku SSM. Tyle że z ich ust płynął potok niecenzuralnych słów. Słysząc te wszystkie "k...", "ch ..." postanowiłam wkroczyć między nich. Z głupia frant spytałam, jak się czują, tak publicznie bluźniąc? O dziwo, zatrzymali się. Po długiej chwili jeden z nich odparł, że niezbyt fajnie.

Pod pretekstem zbierania materiału dziennikarskiego kontynuowałam rozmowę. Nie naciskając jednak. Jedynie okazując ciekawość. No, bo dlaczego, jeśli niefajnie, to przeklinaniem akcentują zdania, a nawet pojedyncze słowa? Usłyszałam, że tak robią ich rówieśnicy, a w dzisiejszych czasach nie honor różnić się od przeciętnej.

Choć o tym wiedziałam, udałam zdziwienie mówiąc na odchodnem: "A ja myślałam, że coś znaczy indywidualność i chęć równania w górę..." Swój cel przynajmniej na moment osiągnęłam, gdyż na ulicy zapanowała cisza. W każdym razie łacina podwórkowa się urwała.

Może i nieporadny był mój sposób prowadzenia rozmowy z małolatami, ale akurat nic innego nie przyszło mi do głowy. Za wszelką cenę jednak chciałam nie pozostać obojętną na to, co się w przestrzeni publicznej niedobrego dzieje. Czy dzięki temu odważę się przeciwdziałać przemocy słownej jeszcze raz? A także fizycznej? Tym bardziej że złapałam się na tym, iż miałabym opory, by wkroczyć między podobnie zachowujące się dziewczyny. Wydaje mi się bowiem, że poziom agresji bywa u nich nieprzewidywalny. Tyle że pozostanę w nieświadomości, jeśli się o tym nie przekonam na własnej skórze.

Nikogo nie namawiam do bezwzględnego reagowania w trudnych sytuacjach. Bo to jest niebezpieczne. Ale patrzenie w szybę, gdy ktoś w autobusie czy na ulicy napastuje słabszego, też do niczego dobrego nie prowadzi. Obojętność przypadkowej publiczności jest przyzwoleniem na rozprzestrzenianie się przemocy. Wobec wyimaginowanych wrogów również. A takim wrogiem może być każdy. Niekoniecznie wyłącznie ktoś o innym kolorze skóry, z innej kultury, mówiący obcym językiem. Tych na starachowickich ulicach spotyka się rzadko. Chociaż... coraz częściej słychać język ukraiński. Nie do pomyślenia jednak, by mogło to komukolwiek przeszkadzać, jeśli na lokalnym rynku zaczyna brakować rąk do pracy. A Ukraińcy akurat chcą się zatrudniać w starachowickich firmach. Azjaci? Przecież niejednemu starachowiczaninowi smakuje kebab.

Na fali przemocowych zachowań śledzę wszelkie informacje, które pomogłyby rozbroić w jakiś sposób strony konfliktu. Interwencja słowna może dać dobre efekty. Ale tylko interwencja przemyślana, wyuczona, w żadnym razie bezmyślna. Takie umiejętności są równie cenne, jak sztuka samoobrony. Czy nie należałoby tego nauczać równolegle? Piętnowanie przypadków agresji to za mało.

Po spotkaniu z małolatami na ulicy Kościuszki, na własny użytek przygotowałam sobie parę innych historyjek, którymi się posłużę, kiedy stanę się świadkiem przykrego zdarzenia. Żeby się nie bać interweniować, trenuję scenki w domowym zaciszu. Nie ma przecież nic gorszego, niż brak wiary, że i tak się nic nie zmieni. Przeciwdziałaniu przemocy towarzyszy przecież podobne przesłanie, jak w przypadku pomocy starszej osobie w dźwiganiu zakupów czy młodej matce we wniesieniu wózka na czwarte piętro. Odwagę i postawę obywatelską zatem wypada w sobie kształtować. Zamiast odwracać głowę w autobusie, na ulicy, lepiej chyba np. zacząć smartfonem filmować agresorów znęcających się nad bezbronnym i zachęcić do tego pozostałych pasażerów, przechodniów. Zarazem podnieść larum, wzywając służby porządkowe.

Najlepszym ponoć sposobem, najbardziej wartościowym dla osoby atakowanej (słowami, poszturchiwaniami) – jak ostatnio przeczytałam – jest zwrócenie się do niej, choćby z pytaniem "czy wszystko w porządku?" albo o godzinę, jeśli akurat ma na przegubie zegarek. Ignorując sprawcę. Pozbawi się sprawcę tego, czego oczekuje: uwagi. Przynajmniej w pierwszym momencie zajścia. Ale raczej wówczas – jak sądzę - kiedy istnieje prawdopodobieństwo, że nadejdzie wsparcie dla ofiary oraz jej obrońcy.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ