Na innych łamach

"Newsweek" nr 10

Zapowiadana przez PiS "budowa nowego narodu" i "wymiana elit" odbywa się dzięki szczodrości polskich podatników – wyjaśnia Cezary Michalski w "Nomenklaturowej arystokracji".

Jarosław Kaczyński swoimi ludźmi obsadza gospodarkę i państwo. Absolutnie nie dba o kompetencje, chcąc spełnić marzenie każdego partyjnego lidera. W ten sposób buduje siłę partii i kupuje lojalność ludzi. Wszystko za publiczne pieniądze. "PiS będzie pierwszą partią w historii III RP, która sprawując władzę, stanie się klubem milionerów." Posady w spółkach skarbu państwa przynoszą krocie ich pracownikom. Wciąż pęcznieje grono uwłaszczonych partyjnych działaczy. Zniszczenie służby cywilnej owocuje dziś powrotem do partyjnej nomenklatury. "Oddaje to w ręce działaczy partyjnych tysiące państwowych i publicznych urzędów. Po objęciu stanowisk natychmiast podnosi się im pensje, przyznaje nagrody i premie." Awansują często z kategorii wiecznych nieudaczników do elity materialnego sukcesu ludzie całkowicie pozbawieni kwalifikacji i zawodowego doświadczenia. Jednocześnie liberalizacja kryteriów przetargów pozwala uwłaszczyć się na publicznym majątku nie tylko działaczom PiS, ale i ich rodzinom oraz zaprzyjaźnionym biznesmenom. Podobną rolę spełniają nowo powstające dublujące się wzajemnie instytucje państwa. Przykładem jest Instytut Współpracy Polsko – Węgierskiej powielający rolę istniejącego od dawna Instytutu Polski w Budapeszcie. Itp. "Takich stanowisk dla swoich ludzi PiS od dwóch lat kreuje w całej Polsce tysiące". Już w latach 90. J. Kaczyński nie krył, że chce zbudować partię własnych milionerów. Przygotowywał wewnętrznie spójną "wizję totalnej hegemonii, w której ani sądy, ani uniwersytety, ani cały rynek medialny nie są neutralne czy pluralistyczne. Są monolitycznym układem, co znaczy, że jedynym sposobem, by się tej potędze przeciwstawić, jest zbudowanie własnego kontrukładu." To odwrócona teoria TKM, ubrana w maskę "Wielkiej Ustrojowej Rewolucji". Nawet jeśli PiS straci władzę, jego elita milionerów za wszelką cenę zechce odzyskać przywileje. Stanie się gigantyczną polityczną pięścią, wiszącą nad polską demokracją. Co prawda, jak dotąd jeszcze żadna formacja na zasadzie TKM nie przetrwała. Niemniej jednak obecnie J. Kaczyński pozostaje potężny i bezkarny.

"Gość Niedzielny" nr 7

Skuteczną politykę robi się nie przez paragrafy, ale edukację, wydarzenia medialne oraz działania w sferze kultury masowej – uważa Andrzej Grajewski w "Pamięci i polityce".

Możemy się uczyć od Czechów, którzy po 1989 r. systematycznie promują swoich bohaterów. Niedawno w międzynarodowej koprodukcji powstał film o życiu Reinharda Heydricha, utrwalający wizerunek narodu czeskiego jako niezłomnych konspiratorów zaangażowanych w walkę z niemiecką okupacją. "Umiejętnie propagowany dorobek intelektualny prezydenta Vaclava Havla jest ważnym głosem w ogólnoświatowej debacie o sposobie uprawiania polityki, granicach między heroizmem a koniecznością kompromisu. Nasze spory o "Bolka", choć ważne dla najnowszej historii Polski, nikogo na świecie nie interesują." Ponieważ historyczna narracja Zachodu jest zdominowana przez kwestię Zagłady, musi znaleźć odzwierciedlenie w polskiej polityce historycznej, jeśli ta polityka ma być skuteczna. /.../ Powinno to jednak zostać uzupełnione pozytywną opowieścią o relacjach polsko – żydowskich w czasie II wojny światowej /.../." Ulmowie, Zofia Kossak - Szczucka, pomysłodawczyni "Żegoty", to znakomite przykłady polskiego heroizmu. Niewiedza Zachodu o losach Polaków pod niemiecką okupacją jest wręcz powszechną. Przydałby się pomnik upamiętniający polskie ofiary III Rzeszy oraz muzeum dokumentujące losy polskiej mniejszości w Niemczech, zbudowane w centrum Berlina. W 2014 r., Polska była głównym adwokatem proeuropejskich ambicji Ukrainy w czasie Majdanu. Dziś zaś parlamenty obu krajów okładają się regulacjami dotyczącymi przeszłości. Spory o historię ważą na wzajemnych relacjach. Moskwa przyjmuje to z zadowoleniem. "W sytuacji kiedy mamy u siebie milion Ukraińców, podjęcie racjonalnej polityki historycznej wobec Ukrainy wydaje się jednym z najważniejszych wyzwań stojących nie tylko przed polityką historyczną, ale przed całą polską polityką na kierunku wschodnim. Ogromne znaczenie ma kształtowanie elit w krajach, do których Polska chce adresować swoje przesłanie. Instytut Solidarności i Męstwa to jedno, ale np. programy stypendialne, proponowane badaczom z zagranicy to drugie. Aktywność oficjalnych instytucji nie wystarczy.

"Przegląd" nr 7

"Europa Środkowa wymiera" – uważa Mateusz Mazzini. Największy odsetek ludności tracą Bułgaria, Łotwa i Ukraina. Pierwszą dziesiątkę zamykają Polska i Węgry.

Do 2050 r., te kraje utracą niemal jedną czwartą do jednej siódmej ludności. Źródłem tego zjawiska jest emigracja. Młodzi ludzie wciąż uciekają na Zachód. "Doskonale widać to na przykładzie Bułgarii. ONZ szacuje, że w ciągu najbliższych trzech dekad będzie tam mieszkać aż o 1,7 mln mniej osób (obecna populacja nieznacznie przekracza 7 mln). To tak, jakby z mapy wymazać całą stolicę, Sofię, z przylegającym do niej obszarem metropolitarnym." Pustoszeją całe miasteczka i wioski. Za poprzednich systemów przeżywające okres świetności. Dziś stają się cmentarzyskami. Zanim ludzie zaczęli emigrować, miejscowości niszczyła dzika, przesiąknięta korupcją, prywatyzacja. Doprowadziła do bankructwa tamtejszych przedsiębiorstw i gospodarstw rolnych, a także do zapaści cen na spożywczych rynkach. Po poszerzeniu Unii Europejskiej exodus nabrał tempa. W ciągu 10 lat przynależności do UE taka Rumunia np. straciła w procesie emigracyjnym około 5 proc. ludności. Na dodatek Europa Środkowa ma problem z utrzymaniem przyrostu naturalnego. "Jak podaje Eurostat, w 1990 r., przyrost naturalny w Polsce wynosił 2,06 na 1000 ludności, ćwierć wieku później już tylko 1,32. Ten sam trend, miejscami z jeszcze bardziej radykalnymi spadkami, można zaobserwować na Słowacji, na Węgrzech, w Czechach, Estonii czy Bułgarii. Pozytywnie na tym tle odznacza się Białoruś /.../, przede wszystkim z powodu ograniczonych możliwości emigracyjnych jej mieszkańców oraz innej struktury ludności." Spadający przyrost to zagrożenie ekonomiczne. Coraz mniej rąk do pracy przekłada się na coraz niższe wpływy do systemu ubezpieczeń społecznych i brak pieniędzy na emerytury. A emerytów przybywa... "Na narodowe czy regionalne strategie przyjmowania imigrantów niestety nie ma co liczyć. Jak na ironię właśnie te kraje, dla których redukcja populacji stanowi największe zagrożenie, są jednocześnie państwami o antyimigranckim nastawieniu i z najszerszą gamą radykalnych ugrupowań prawicowych. Taka polityka jest krótkowzroczna /.../. Ważniejsze jest ogromne ryzyko gospodarcze. Niebawem w większości państw bałkańskich czy środkowoeuropejskich może najzwyczajniej w świecie zabraknąć rąk do pracy /.../. Już teraz Polska, Czechy, Węgry i Serbia borykają się z brakiem stolarzy, szklarzy czy murarzy. Bez stałego dopływu pracowników mogą się załamać całe gospodarki regionu /.../."

"Polityka" nr 9

Dlaczego Polacy chcą, ale nie mają więcej dzieci - Joannie Solskiej w wywiadzie "Dobra zmiana przed zmianą" mówi socjolożka Anna Gromada.

Politycy uważają, że jeśli przywróci się tradycyjny model rodziny, wzrośnie w kraju obecny wskaźnik 1,32 dziecka, przypadający na statystyczną Polkę. Tyle że się mylą. "Dziś ludzie mają mniej dzieci nie z powodu liberalizacji obyczajowej, ale z powodu konfliktów współczesnego świata: między życiem osobistym a zawodowym, między faktycznymi a pożądanymi warunkami materialnymi, między rolami płciowymi, które są w toku zmian. Także dlatego, że kobiety bardziej skorzystały z boomu edukacyjnego i rośnie ich udział w rynku pracy, ale organizacja innych sfer życia nie nadąża za tymi zmianami." Francuzkom też zależy na karierze, lecz we Francji rodzi się najwięcej dzieci w Europie. Bo tam do modelu rodziny dostosowuje się polityka społeczna. U nas tego nie ma. Nie dostrzegamy nawet tego, że od kilkunastu lat co trzecie małżeństwo kończy się rozwodem. Z ulg podatkowych zatem nie mogą korzystać ludzie wychowujący dzieci w nieformalnych związkach. Z kolei z programu 500+ wykluczono matki samotnie wychowujące dziecko (83 proc.), bo przekraczają próg dochodowy na osobę. Są wykluczone, gdyż... pracują. Ciągle w 71 proc. polskich gmin nie ma ani jednego miejsca opieki dla dzieci do lat trzech. Wcześniejsze emerytury babć i dziadków wcale nie przekładają się na skuteczniejszą sieć wsparcia dla młodych rodziców, gdyż często rodziny mieszkają w innych częściach kraju. Owszem, znajdujemy się w czołówce europejskich krajów, które na politykę społeczną przeznaczają teraz najwięcej pieniędzy. Odnosi się jednak wrażenie, że daliśmy rodzinom po 500 zł, dopiero potem zastanawiając się, jaki to ma rozwiązać problem. "Walka z ubóstwem powinna być priorytetem. Jednak z wyliczeń /.../ wynika, że ten sam stopień redukcji ubóstwa można było uzyskać za 3 mld zł, czyli 12 proc. kosztów 500 plus. Ubogim – zamiast zmuszania ich do wyboru: praca czy 500 plus na pierwsze dziecko – pomogłoby ułatwienie im osiągania dochodu z obu źródeł." Co niepokojące, i reforma edukacji zaszkodzi dzieciom z gorzej sytuowanych rodzin. Rozpoczynając naukę w wieku sześciu lat miały szanse nadrobienia dystansu, a w przyszłości wyjścia z ubóstwa. Pójście wcześniej do liceum też "sortuje" dzieci. I tak to źródłem porażek wielu programów pomocowych jest brak poszanowania godności osób ubogich. Nawet mieszkania plus zamierza się wznosić na odizolowanych terenach... Siłą rzeczy powstaną getta biedy. To tak jak z plecakami, które podarowano dzieciom. Wszystkie dostały ten sam model wysyłający komunikat: "jestem biedny"! No i dzieci z daru nie skorzystały. Dalej nosiły książki w siatkach.

"Nie" nr 6

W Azji Środkowej walczy się o obywatela – donosi Tadeusz Jasiński w "Starzyźnie z importu".

Niemcy wyssali z Kazachstanu jakieś 800 tysięcy swoich rodaków, z całej Rosji będzie to 2,2 mln osób. Putin ściąga stamtąd do siebie Rosjan. Pozyskał ich pół miliona. Kazachstan z kolei sprowadza z Rosji własnych repatriantów. Polski plan repatriacji stamtąd jest mizerny. W ciągu trzech lat ma z Kazachstanu przyjechać do nas 3,7 tys. repatriantów, a od 2021 r., po tysiąc rocznie. Do zeszłego roku było tak, że repatrianci przylatywali do Polski, gdy jakaś gmina wyremontowała im dom i znalazła pracę. Trafiali więc zazwyczaj tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Przy tym miejscowi byli nastawieni do nich ksenofobicznie. Nic dziwnego zatem, że polscy Kazachowie polubili Niemcy, gdzie wyemigrowało sporo ich rodaków z korzeniami niemieckimi. Szacuje się, że 70 proc. repatriantów poniżej czterdziestki najpóźniej rok po przyjeździe do Polski pojawiło się w Niemczech. Do Rosji wyjeżdża 10 – 15 procent pozostałych. Zostają w Polsce wyłącznie ludzie w wieku emerytalnym. Nowe prawo dla repatriantów nie jest bardziej przyjazne. Z dofinansowań do mieszkania i najniższej krajowej w pracy nie da się wyżyć. Ale od czegóż jest nowiutki paszport z polskim obywatelstwem? Otwiera granice. "Robotnik, który dziś strzyże trawniki w Konstancinie, za kilka miesięcy będzie robił to samo pod Hamburgiem lub Utrechtem. Za dużo lepszą stawkę." W polskiej gospodarce pracuje 1,5 mln osób zza Buga. Ale to i tak mało. Ten stan niekoniecznie się utrzyma. Również niejeden Ukrainiec i Białorusin wyjedzie. "Zmusi go do tego nie tylko ekonomia, ale i taki drobiazg jak nakaz opuszczenia Polski przez jego urodzone kilka lat temu w tejże Polsce i uczęszczające do tutejszych szkół dziecko. Albo nakaz powrotu pod Drohobycz z jakiegoś innego debilnego papierkowego powodu. Spośród setek tysięcy robotników ze Wschodu połowa mieszka u nas już od lat. Dali się poznać jako świetni fachowcy i ogarnięci ludzie. Polscy podatnicy nie dopłacili do ich wykształcenia, aklimatyzacji, mieszkania. Ani nawet do ich miejsca pracy. Jaki zatem mamy problem, by to właśnie ich zakorzenić tutaj, zanim spieprzą dalej? Dlaczego w imię ideologicznych bzdetów dotyczących początku zeszłego stulecia prowadzić nieefektywną politykę repatriacyjną? Dlaczego setkom tysięcy naprawdę chcących tu mieszkać nie pozwolić, by zostali obywatelami RP? /.../ A gdyby tak zostali u nas na stałe, ściągnęli rodziny? Kilka myków administracyjnych i bez żadnych inwestycji mielibyśmy kilkaset razy więcej Polaków niż tych z repatriacji."

"Forum" nr 4

Olimpiady od lat odbywają się w cieniu fałszywych obietnic, korupcji i dopingu – zdradza "Der Spiegel" w tekście "Igrzyska? Kto zyska?"

Jeśli nie w Korei Południowej, olimpiada odbyłaby się w Monachium. Miasto miało symbolizować igrzyska oszczędne, odpowiedzialnie społecznie i nawiązujące do tradycji. Jednak MKOL wybrał ekspansję na nowe rynki. I tak Pjongczang otworzył się na sporty zimowe. Żeby to się stało, wywłaszczano ludzi, żeby zbudować trasy zjazdowe. Lekką ręką zniesiono ochronę ekologiczną lasów i poświęcano stoki wzniesień na trwające zaledwie kilka dni zjazdy narciarskie czy slalom supergigant. Drwale ścięli setki tysięcy drzew: dęby mongolskie, cisy, kalopenaksy siedmioklapowe, jodły mandżurskie. Niektóre miały po 500 lat. Ponad pięć tysięcy wyrosło na wysokość ponad ośmiu metrów. W ich miejscu powstały stadiony, dla których nie ma pomysłu na dalsze użytkowanie. Bo też olimpiady przynoszą straty miastom, które je organizują. Gigantyczne zyski czerpie wyłącznie MKOL. Mógłby wspomóc kraje organizujące imprezy, lecz tego nie robi. Pjongczang nie nadawał się na potrzeby olimpiady. Pojawiają się opinie, że MKOL powinien wytypować cztery lub pięć lokalizacji na igrzyska, gdzie co cztery lata rotacyjnie rozgrywano by zimowe konkurencje. Można by wykorzystać istniejącą infrastrukturę, a nie wciąż od nowa zaczynać to szaleństwo. I marnować niemałe pieniądze. Tym bardziej że później dla obiektów nie ma przyszłości i się je demontuje. Wątpliwe, czy powtórnie zalesi się już nikomu niepotrzebne, zniszczone tereny w Korei Południowej... W innych jej podobnych krajach również nie ma tradycji zimowych igrzysk. Dlaczego zatem nie organizować ich w krajach skandynawskich albo alpejskich? Bo tu chodzi o wygraną MKOL! "Hojne ulgi podatkowe i ułatwienia wizowe dla olimpijskiej ferajny, reglamentacja reklam w okolicy i scedowanie ryzyka finansowego na organizatora zapewniają spokojny sen finansistom z centrali w Lozannie."

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ