Kadrowe troski trenera Kamiennej

Informacje sportowe

Kadrowe troski trenera Kamiennej

Głównym celem Kamiennej Brody na rundę rewanżową będzie walka o utrzymanie w IV lidze. Trener zespołu, Marcin Wróbel przyznaje w rozmowie z GAZETĄ, że będzie to bardzo trudna runda, tym bardziej że kadra nieco się uszczupliła.

- Runda rewanżowa zapowiada się dla was bardzo ciężko, bo na plecach czuć oddech rywali, a przewagi nad strefą spadkową też dużej nie ma...

- Będzie to dla nas bardzo ciężka runda. Ilościowo nasza kadra się zmniejszyła, może na jakości nie straciliśmy, ale ważne jest również, żeby mieć szeroką kadrę. Niestety, kilku chłopaków zamierza zmienić barwy klubowe. Niedbała, Czerpak i Pyskaty zapowiedzieli, że chcą nas opuścić i nie ukrywam, że dla mnie takie podejście jest trochę niezrozumiałe i trochę nieodpowiedzialne. Wiosną dochodzą kartki i zawieszenia, mogą pojawić się jakieś kontuzje i szeroka kadra jest istotna. My wiosną potrzebujemy punktów, bo aktualny dorobek nie gwarantuje nam spokoju psychicznego, dlatego będzie to dla nas na pewno bardzo ciężka część sezonu. Niemniej jednak wierzę w swój zespół i w to, że połączenie doświadczenia z młodością, jakie mamy, się sprawdzi.

- Na tę chwilę wydaje się, że Nidzianka Bieliny będzie murowanym kandydatem do spadku, ale zagrożone są jeszcze inne zespoły, jak chociażby uznane w regionie marki jak Nida Pińczów czy Wierna Małogoszcz. Was od strefy spadkowej dzielą jedynie 3 punkty, zatem rywalizacja na wiosnę zapowiada się niezwykle ciekawie.

- Nidzianka na pewno nie złoży broni i będzie jeszcze walczyła o utrzymanie. W dole tabeli szykuje się naprawdę zacięta walka, ale mamy fajnych zawodników, ogranych w wyższych ligach i wierzę, że będzie dobrze. W trudnych momentach będę chciał liczyć na doświadczenie moich graczy, którzy będą mogli młodszych kolegów podnosić na duchu. Sportowo nie wygląda to źle, bo jesienią kilka spotkań przegraliśmy tylko różnicą jednego gola i wcale w tych meczach słabsi nie byliśmy. Poza meczami z Neptunem Końskie i Zdrojem Busko-Zdrój, gdzie te porażki były zasłużone, w pozostałych meczach nie wyglądało to źle. W przerwie zimowej trzon drużyny został utrzymany, a na treningach widzę, że piłkarze sami się mobilizują i mają świadomość walki, jaka będzie nas czekała na boisku.

- Runda jesienna w waszym wykonaniu przypominała sinusoidę: 7 meczów bez porażki, a później zanotowaliście kolejnych 9 spotkań bez zwycięstwa...

- Na początku sezonu byliśmy na fali wznoszącej. W meczu z Łysicą miałem duże pretensje do sędziów, ale prawda jest taka, że to my prowadziliśmy, mieliśmy grę pod kontrolą i jako doświadczona drużyna nie powinniśmy sobie pozwolić na takie błędy, jakie wtedy popełniliśmy. Po tym spotkaniu czegoś zaczęło nam brakować. Na początku był to brak skuteczności, a później przytłaczały nas te minimalne porażki. Szukaliśmy różnych rozwiązań, ale nie przynosiło to zamierzonego skutku. Atmosfera wówczas w szatni była grobowa, ale nie było zganiania winy na jednego czy drugiego zawodnika, raczej wzajemnie się wspieraliśmy. Bardzo dobrze, że w ostatnim meczu rundy udało się nam przełamać i wreszcie wygrać. Nasza sytuacja obecnie w tabeli nie jest wesoła, ale tak naprawdę, po dwóch czy trzech zwycięstwach możemy już znaleźć się w górnej części. Ścisk w tabeli jest ogromny, będzie to bardzo ciekawa runda, jakiej dawno w IV lidze nie było.

- Przyznaje pan, że wiosna będzie ciężka, a czy okres przygotowawczy tej zimy przebiega po pana myśli?

- Najbardziej boli mnie sytuacja kadrowa, bo nie na każdym treningu wyglądało to dobrze. O trzonie drużyny nie mogę powiedzieć złego słowa, bo zawodnicy trenowali systematycznie. Tak jak już mówiłem brakuje nam ilości, ale może jeszcze w ostatniej chwili uda nam się kogoś zakontraktować. Natomiast jeśli chodzi o sparingi, to graliśmy z wymagającymi drużynami i wyniki nie były tu najważniejsze. W okresie przygotowawczym chciałem dać szansę pokazania się wszystkim zawodnikom, bo od tego są gry kontrolne. Do wyników nie przykładam ogromnej wagi, tym bardziej że momentami prezentowaliśmy się naprawdę dobrze.

- Wspomniał pan o wyrównanej IV lidze, ale już w III wygląda to zupełnie inaczej, bo mamy tylko trzy nasze zespoły, a dwa z nich walczą o utrzymanie. Czy poziom świętokrzyskiej piłki na tle innych województw rzeczywiście wygląda tak słabo?

- Nie chciałbym oceniać, że poziom naszej piłki się pogorszył, ale rzeczywiście wygląda to nieco gorzej niż jeszcze kilka lat temu. Pokolenie zawodników, które wywodziło się z naszego województwa i grało w najwyższych ligach, powoli już zanika, a zawodnicy albo kończą kariery, albo decydują się na trenowanie. Natomiast młodzi piłkarze mają zupełnie inną mentalność. Problemem są wymagania finansowe, bo teraz nawet dla młodych głównie liczą się pieniądze. To jest niestety trend w całym kraju i chyba na świecie. Kiedyś było więcej zawodników, którzy grali z pasji, a dzisiaj nawet juniorzy myślą w pierwszej kolejności o pieniądzach. Ja, kiedy zaczynałem grę w seniorach, jako młody piłkarz nie dostawałem żadnych pieniędzy. Dopiero po jakimś czasie dostałem pierwszą premię, a teraz jest już całkowicie inaczej, teraz pieniądze są priorytetem. Natomiast sam poziom sportowy na przykładzie naszej IV ligi znacznie się wyrównał, ale już wchodząc do III ligi ten przeskok jest bardzo duży. Od lat nie możemy równać się z województwami: czy to małopolskim, mazowieckim, czy podkarpackim, bo tam jest o wiele więcej drużyn i co za tym idzie więcej zawodników.

- Dziękuję za rozmowę.

Marcin Pokrzywka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ