Najlepszym sprzętem jest ten, który mamy przy sobie

Ludzie z pasją

W numerze

Najlepszym sprzętem jest ten, który mamy przy sobie

Ludzie z pasją

 

Z wykształcenia jest ekonomistką, ale z zamiłowania fotografem. Swoją wiedzą i miłością do sztuki dzieli się z innymi, nie tylko poprzez wystawy, ale również zajęcia, które prowadzi. Jak Ślązaczka znalazła się na ziemi świętokrzyskiej, w Starachowicach? Czy każdy może być fotografem? Zapraszam na spotkanie z Katarzyną Gritzmann. 

- Kim jest Katarzyna Gritzmann?

- Hmm - kobieta zawiesza głos, by za chwilę jednym tchem odpowiedzieć na to pytanie. - Katarzyna Gritzmann jest osobą lekko zwariowaną, stara się nie być osobą schematyczną. Jest mamą zakochaną w swoim dziecku. Jest fotografem, który stara się przekazywać swoją wiedzę fotograficzną na tyle na ile potrafi. Jest instruktorem fotografii w MDK Starachowice. Jest również osobą, która cały czas się uczy i poszerza swą wiedzę. I to chyba tyle.

Od siebie dodam, że Katarzyna jest również niezwykle skromnym człowiekiem z bardzo dużym poczuciem humoru.



Katarzyna Gritzmann pochodzi ze Śląska, urodziła się w Gliwicach, a wychowała w Zabrzu. Gwarą nie mówi, bo jak wspomina, starsze pokolenie, owszem, jej używało, ale młodsze już nie. W tamtych czasach również w szkole nie było mile widziane, jak któreś z dzieci nią mówiło. Kasia uczęszczała do szkół w Zabrzu, a po zdaniu matury studiowała w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej w Katowicach. I nie był to żaden kierunek związany ze sztuką, tylko ekonomia. Po studiach pracowała w zawodzie, ale tylko chwilę. Jak sama mówi, nie wytrzymała schematycznego rodzaju pracy.

- Doszłam do wniosku, że nie jest to, co chcę robić w życiu - mówi K. Gritzmann.

- Nie tęsknię za Śląskiem. Dopóki żyli moi rodzice, jeździliśmy tam często. Teraz odwiedzam go rzadziej. Chcę, by moje dziecko poznało miejsce, gdzie się urodziłam i wychowałam. Śląsk to ogromna aglomeracja ludzka, nawarstwienie ludzi, budynków i betonu. Jak pierwszy raz przyjechałam w rejony świętokrzyskie, to zakochałam się w tych lasach, w tych rzekach. Wy tego nie doceniacie - ze śmiechem mówi Katarzyna. - Może dlatego, że macie to na co dzień. Dla mnie, osoby ze Śląska, to jest coś pięknego.

Do Starachowic przyjechała piętnaście lat temu, a powodem tego wyboru była... miłość. Piotr, mąż Kasi, pochodzi właśnie z naszego miasta. Wiedział, co męczyło ją na Śląsku i jakiego otoczenia potrzebuje. Zabierał Kasię na długie wędrówki, a zaczął od pokazywania pięknych okolic Starachowic.

- On to robił celowo - śmieje się Katarzyna. - Rozkochując mnie w tym krajobrazie wiadome było, że z przyjemnością będę chciała tu zostać.

Do zawodu ekonomisty nie wróciła. Przez pewien czas prowadziła firmę zajmującą się pośrednictwem. Stwierdziła jednak, że nie jest to dla niej, że najwyższa pora zacząć rozwijać swoje pasje. Jest licencjonowanym przewodnikiem świętokrzyskim. Nie czuła się nigdy artystką, jednak - jak cofa się wspomnieniami do przeszłości - przypomina sobie radość z rysowania. Gdy zajęła się fotografią i stwierdziła, że czerpie przyjemność poprzez dostrzeganie w przestrzeni tego, czego inni nie widzą, zaczęła kierować swoją karierę w tę fotograficzną stronę. I od tamtej pory jest to pomysł nie tylko na siebie, ale również sposób na zarobkowanie.

- Na początku chciałam pokazać to, co widzę. I zaczęłam robić zdjęcia. Okazało się, że to, co uchwyciłam nie jest tym, co chciałam pokazać. Robiłam zdjęcia aparatem analogowym, ale szybko przeszłam na cyfrowy - opowiada Katarzyna. - Stwierdziłam, że skoro widzę coś pięknego, to chcę to pokazać, ale w sposób w jaki ja to widzę.

Fotografii uczyła się od podstaw. Szybko stwierdziła, że zdjęcia robione w trybie automatycznym, czyli narzuconym przez producenta jej nie satysfakcjonują, że ona widzi coś innego niż pokazuje aparat. Zaczęła eksperymentować, by - jak mówi - mieć pełną kontrolę nad finalnym wyglądem zdjęcia, które ma przedstawiać obraz tak, jak ona go postrzega.

Zaczęła fotografowanie od zdjęć, które ułatwiały jej pracę przewodnika. Jakiś czas później uznała, że skoro te jej fotografie podobają się najbliższym, to pora rozwijać umiejętności. Tak trafiła do grupy pasjonatów CO - ARTO w Skarżysku - Kamiennej. Tam zaczęła szkolić swoją technikę, szukać informacji związanych z fotografią, a zdjęcia pokazywać w Internecie. Publikowała je na portalach polskich i zagranicznych, rozpoczęła współpracę z pismem branżowym DFV, gdzie doczekała się swojej pierwszej okładki, która prezentowała zimowy krajobraz rzeki Kamienna. I tak pasja stała się sposobem na życie.

- Początki zarabiania na fotografowaniu były trudne. Zgłaszali się ludzie, którzy byli zainteresowani zakupem zdjęcia, a ja kompletnie nie wiedziałam, jak mam reagować. Jak wyceniać swoją pracę - opowiada.

Wycenić pracę jest bardzo trudno. Są pola eksploatacji związane z tym, gdzie dana fotografia ma zawisnąć, czy będzie to praca wisząca w salonie, znajdująca się na stronie internetowej, czy może rzucająca się w oczy, gdzieś w mieście na

billboardzie. Jednak są to zarobki bardzo nieregularne, gdyż trudno przewidzieć kiedy, komu i za ile zdjęcie uda się sprzedać.

Poprzez międzynarodową stronę, gdzie istnieje możliwość komercyjnego wystawiania zdjęć, zaczęła zyskiwać coraz szersze grono odbiorców zainteresowanych zakupem prac. Jej fotografie zaczęły być polecane. Zaczęła startować w konkursach fotograficznych. Pierwsze Grand Prix dostała podczas konkursu organizowanego przez Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury w Starachowicach.

- Pamiętam, że byłam wtedy w ciąży - wspomina Kasia. - Potem były kolejne mniejsze i większe nagrody.

Twórczość naszej fotografki jest doceniania, na koncie ma ponad dwadzieścia wyróżnień. Te najważniejsze to m.in. trzecie miejsce w konkursie „High key” w 2017 r. (portal 1x.com Uppsala, Szwecja), wyróżnienie specjalne w konkursie „Odnaleźć Wawel 2015” organizowanym przez Zamek Królewski na Wawelu, pierwsze miejsce w konkursie „Foto-Tur 2015”, pierwsze miejsce w konkursie fotograficznym: „Dziedzictwo Cysterskie w Obiektywie” w 2013 roku, trzecie miejsce na konkursie fotograficznym „Takie jest życie, taki jest świat” w 2013 roku czy Grand Prix konkursu „Foto-Tur” w 2012 r.



Fotografuje wydarzenia kulturalne, przyrodę, pejzaże... Zabytki i maszyny przemysłowe. I ludzi, tych małych i tych dorosłych, naturszczyków i profesjonalne modelki. Robiła już zdjęcia komercyjne, dla dużych firm, a dla przyjaciół przygotowała sesje ślubne. Receptą na dobrą fotografię jest cierpliwość, umiejętność patrzenia, a w przypadku portretów, rozmowa z człowiekiem.

Katarzyna niedawno miała swoją wystawę w Starachowicach. W trakcie naszej rozmowy zrywa się z kanapy, by pokazać mi swoje zdjęcia. Opowiada ich historię, pomysł na kadr.

To czy zdjęcie będzie czarno - białe, czy kolorowe zależy od nastroju fotografa.

- Czasami jest tak, że na coś patrzę i czuję, że to powinno być takie a nie inne - opowiada. - Zależy to też od nastroju, czasami zrobię zdjęcie radosne, czasami poważne. Czasami chcę pokazać jak się załamuje światło, bez dodawania koloru, który rozprasza. Natomiast ludzi lubię pokazywać w czarno - bieli. Dlaczego? Bo uwaga nie skupia się wtedy na ładności człowieka, kolorze jego oczu czy włosach, tylko na jego emocjach.

Gdyby w tym samym czasie dostała propozycję z dwóch kompletnie różnych światowych magazynów, gdzie fotografia jest podstawą, a różnica polega na tym, że jeden z tytułów publikuje fotografie związane z modą a drugi z krajobrazem i przyrodą, Katarzyna Gritzmann bez wahania wybrałaby ten drugi. Choć miałaby noc spędzić w namiocie na 4000 m., to zdecydowanie wolałaby ten rodzaj pracy.

Idolami Kasi są Joe McNally - mistrz użycia światła w fotografii cyfrowej i Helmut Newton, mistrz czarno - białej fotografii. Ten drugi znany był z prowokacyjnego stylu. Czy Katarzyna Gritzmann lubi prowokować?

- Chyba raczej nie... Choć niektórzy mówią, że profanuję architekturę. Jest trend pokazywania architektury prosto, a u mnie jest to najczęściej powykrzywiane, łamana jest struktura. Ale to jest moja wizja.

Zawsze patrzy obrazem, kadrem. Będąc dwa czy więcej razy w jednym miejscu i fotografując to samo, za każdym razem wyjdzie inne zdjęcie. Jak mówi, różnice wynikają ze światła czy choćby nastroju człowieka.

Wbrew pozorom i swojemu zawodowi nie nosi ze sobą aparatu. Powód jest jeden, zamiast skupić się na wypoczynku czy zwiedzaniu, robi zdjęcia. Dlatego przestała sprzęt fotograficzny nosić wszędzie ze sobą. Wolny czas poświęca rodzinie, a zdjęcia – żartuje - może zrobić w każdej innej chwili. Ale gdy wybiera się na dłuższe wyprawy z córką, to uwiecznia chwile, bo one się drugi raz mogą nie powtórzyć.



Katarzyna Gritzmann swoją wiedzą praktyczną i teoretyczną z zakresu fotografii dzieli się z innymi. Od 1,5 roku prowadzi zajęcia w Młodzieżowym Domu Kultury. Wśród młodych ludzi, którzy przychodzą na warsztaty, widzi kilka perełek, które mają oko i pomysły, myślą obrazem. Zajęcia prowadzi również na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Współorganizuje plenery „Czarowne świętokrzyskie”.

- Fotografii, a dokładnie jej zasad i podstaw robienia zdjęcia, można się nauczyć. Można nauczyć się technicznej obsługi aparatu. Ale nie można nauczyć się jednego, stylu. Ten własny po prostu się ma, albo się go nie ma - mówi Kasia. - Każdy teraz może fotografować, ale nie to czyni z człowieka fotografa.



Katarzyna Gritzmann ma 9-letnią córkę Wiktorię. Dziewczynka fascynuje się tym, co robi jej mama i sama zaczęła fotografować. Jeździ z Kasią na wschody słońca, uczęszcza na zajęcia z fotografii.

- I całkiem nieźle jej idzie - z dumą mówi Kasia.

Poza tym, Wiki świetnie rysuje. Jeśli w przyszłości powie mamie, że chce studiować na Akademii Sztuk Pięknych, Katarzyna to zaakceptuje.

Kasia chroni swoją prywatność, na pytanie o męża odpowiada jednym zdaniem: - uwielbiam go.



Mamy XXI wiek. Fotografia na przestrzeni wieków rozwijała się. Jeszcze niedawno cudem technicznym była lustrzanka. Obecnie większość z nas posiada telefony komórkowe, które mają wbudowane obiektywy. Zdjęcia momentalnie trafiają do sieci, krążą w Internecie. Produkowane są programy do retuszu i obróbki zdjęć.

- Świat idzie do przodu i fotograf musi się rozwijać i za nim nadążać - mówi Katarzyna Gritzmann. - Kto się nie rozwija, ten się cofa. A najlepszym aparatem jest ten, który mamy przy sobie.

- Jak uchwycić piękno?

- Nie ma recepty. Dla każdego piękno jest inne. A dla mnie czasami piękne jest brzydkie i odwrotnie.

- Kim jest fotograf?

- To ktoś, kto ma jakąś wizję tego, co go otacza i pokazuje ją obrazami. I niekoniecznie są to rzeczy, które widać. Dziesięć osób patrzy na jedną rzecz, dziewięć widzi to samo, fotograf widzi co innego.

- Po tych latach spędzony tu, w Starachowicach, powiesz o sobie, że jesteś starachowiczanką ze Śląska czy Ślązaczką ze Starachowic?

- Jestem związana z tym rejonem, w którym mieszkam i z tym, gdzie się urodziłam. 28 lat spędziłam tam, 15 tu... Po połowie... Jestem Ślązaczko - starachowiczanką.

Anna Ząbecka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ