Niedziela dla nas?

Mimochodem

 

Za nami pierwsza niedziela bez handlu w supermarketach. Choć robienie zakupów w niedziele nie jest zbrodnią. Nie jest nią również praca. Ta z kolei to nie galery. Bez pracy zresztą niejeden czuje się nic nie wart. Zwłaszcza ten, kogo dotknęło bezrobocie. Również przechodzący na emeryturę, jeśli wcześniej nie zaplanował, jak spędzi pozazawodowy czas. Dlatego mogła zdumiewać narracja trzymających władzę o niesprawiedliwości tego świata, którą dotknięto pracowników branży handlowej. W niedzielę właśnie. A już komentarz przy urzeczywistnianiu ustawy o ograniczaniu handlu zabrzmiał jak zniesienie niewolnictwa.

Najwyżej postawiony urzędnik kraju pochylił się nad losem ekspedientów, którzy – jak się wyraził – każdego ranka w niedzielę musieli opuszczać swoje rodziny, by co? Odrabiać pańszczyznę? Prosić o jałmużnę? Nie. Pracować. Wybrzmiało to, jakby praca była przekleństwem. Tymczasem jest esencją życia. Jednocześnie sposobem na zarabianie pieniędzy. Niektórzy zarabiali je w handlu tylko w niedzielę. Np. studenci, mający w tygodniu zajęcia na uczelniach.

Zamykanie centrów handlowych pod pretekstem konieczności święcenia dnia świętego jest mydleniem ludziom oczu. Nawet ze względu na chęć dania ludziom pracy możliwości spędzenia tego akurat dnia z rodziną. Bo dlaczego tak uprzywilejowano handlowców? Kiedy to specyficzny rodzaj zajęcia. Nakierowany na zaspokajanie podstawowych potrzeb społeczeństwa. A przy rozbudowanej usłudze sklepów wielkopowierzchniowych mający wyjątkowy wymiar. Nie do wiary, ale także terapeutyczny. Dla kilku znajomych starachowiczanek niedzielne wycieczki do supermarketów były odstresowaniem kłopotów dnia codziennego. Tyle że to margines marginesów, jak to się ostatnio zwykło mawiać.

Pochylanie się nad dolą sprzedawców pracujących w niedzielę – jakkolwiek patrzeć - to lekka przesada. Gdyby byli oni jedyną grupą zawodową zatrudnianą w ten dzień, może i należałoby ubolewać. Tyle że jeśli zdecydowali się na tę profesję, musieli wziąć pod uwagę niedogodności czasu pracy. Tak jak zresztą inni im podobni.

W każdą niedzielę przez lata dyżurowała w szpitalu kuzynka – żona i matka. Tak jakoś wyszło, że jej koledzy lekarze mieli zazwyczaj wtedy własne pilne zajęcia. A że kuzynka kocha swój zawód, więc w każdą niedzielę cieszyła się, że znów spełni się zawodowo pomagając chorym. Podobnie siostra koleżanki. I ona zdołała wychować dzieci, mimo że również często w niedziele pracowała, na dyżurze pielęgniarskim. Co ciekawe, obie głęboko wierzące, a zatem znajdujące czas na kontakt nie tyle z wiarą, co z Kościołem kat., jako instytucją. I obie – z racji deficytowych profesji - pracowały mimo osiągnięcia wieku emerytalnego. Do dziś nadal pracuje jedna, dyżurując w weekendy, drugiej nie pozwoliła na to choroba.

Poza lekarzem i pielęgniarką w każdą niedzielę w Starachowicach staje w ekspedycji aptekarka. Inaczej mieszkańcy mieliby utrudniony dostęp do leków. A z doświadczenia wiem, że dolegliwości przychodzą w najmniej odpowiednim momencie, zwłaszcza w święta. Wcześnie rano wstaje do pracy kierowca miejskiego autobusu. Nie zliczę uwag pod adresem MZK na niniejszych łamach, kiedy w dni świąteczne autobusom zdarza się nie przyjeżdżać albo spóźniać. Bo do pracy dojeżdża m.in. obsługa nie tak znów licznych, ale jednak, placówek gastronomicznych. Trudno sobie przecież wyobrazić nieczynne latem lodziarnie obok banku czy przy ulicy Kilińskiego! Po zamknięciu "Galardii", tamtejszej lodziarni może nie być w niedziele. Pewnie zostanie ta przy kinie. Ponieważ kino chyba zdecyduje się na niedzielne projekcje filmów...

Do pracy w niedzielę stawią się też w Starachowicach: salowa, obsługa szpitalnej kuchni, policjant, strażak, kolejarz, konduktor, kierowca autobusu (busa) dalekobieżnego, ratownik na basenie, kasjerzy – bileterzy, również w Muzeum Wielkiego Pieca, pracownicy pod numerami alarmowymi, pracownicy stacji benzynowych, kwiaciarni i... ksiądz. Ale ksiądz nie ma rodziny, więc jego nie dotyczą słowa dostojnika państwowego, że pracując w niedzielę pozbawia się swą rodzinę czegoś bardzo cennego. Niedzielnej wspólnoty rodzinnej. A ta w swym kształcie - mimo zamknięcia supermarketów w niedziele - najprawdopodobniej pozostanie taką jak dotychczas.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ