reklama

W stronę autocenzury

Mimochodem

 

Znajomi rodzice pierwszoklasistki nie pojechali w niedzielę do centrum handlowego, bo usłyszeli od córki, że dzień święty trzeba świecić. Trzy miesiące szkoły wystarczyły, żeby zmienić w siedmiolatce hierarchię wartości. A jeszcze w wakacje to ona wymuszała na rodzicach niedzielny wyjazd do miasta (mieszkają w okolicznej gminie) jak nie na lody, to na spacer po butikach. Bo nie lada z niej modnisia. 

Z nowych strojów nie zrezygnowała, jedynie w niedziele postanowiła nie robić zakupów, gdyż szkoła źle by to widziała. Szkoła, czyli nauczyciel katechezy, uczący dzieci, że tego dnia najpierw idzie się do kościoła, potem je obiad w rodzinnym gronie, a po obiedzie spaceruje. No i żeby dziewczynka na lekcji religii nie wygadała się, że u niej w domu żyło się dotąd nieco inaczej – choć wspólne posiłki są celebrowane – rodzice supermarket odpuścili. I nawet się ucieszyli, że siłą rzeczy już teraz przyzwyczajają się do faktu, że handlu w niedziele ustawowo nie będzie.

Jak widać, zawsze znajdzie się sposób, by osiągnąć każdy cel. Rządzący są na najlepszej drodze, żeby podporządkować sobie nawet krnąbrną część społeczeństwa. Choćby poprzez dzieci. Te najmłodsze przyjmą od nauczyciela wszystko za dobrą monetę. Na katechetki i katechetów można liczyć, że zachowają się "po linii i na bazie", jak się drzewiej mawiało. Tylko indoktrynacja była innego rodzaju.

Dużo nie brakuje, żeby do obecnej władzy przekonać nieprzekonanych. W Starachowicach wystarczy raz spisać mieniących się obrońcami demokracji. To kobiety z czarnymi parasolkami, osoby pod sądem, palący znicze na rynku... Zresztą, jedni i ci sami, głównie emeryci. Odważni, bo niewiele mają do stracenia. Świadczenia? Za jakiś czas i tak może ich zabraknąć. Jak tylko pojawią się problemy z dopinaniem budżetu. Przecież i Salomon z pustego nie naleje. A wtedy zazwyczaj żeruje się na najsłabszych. Seniorach właśnie, najsłabszym – jak się wydaje – ogniwie społeczeństwa. Tyle że polscy emeryci i renciści, zaprawieni w wiecowaniu (na manifestacjach KOD – u to oni przeważali, z wyjątkiem chyba ostatniego wiecu w obronie sądów) może świadczeń odebrać sobie nie dadzą. Chociaż... Większość ma rodziny – dzieci jeszcze pracujące, którym w rozwijaniu kariery szkodzić nie wolno. I tak stopniowo wyeliminuje się również seniorów ze społecznej, niewłaściwej wedle rządzących, aktywności.

Jeszcze dwa lata temu społeczeństwo niezwykle przyjazne obcokrajowcom (nie mylić z terrorystami), dziś w ponad trzech czwartych nie chce widzieć w kraju osób o innym kolorze skóry, choćby mieli medalik na szyi i znali prawdy wiary. Codzienna medialna i rządowa narracja przekonała niejednego, że cudzoziemiec jest wrogiem. Tak właśnie potraktowała mężczyznę o trochę ciemniejszej karnacji starachowicka znajoma, nie podejrzewając, że może być czystej krwi Polakiem o swojsko brzmiącym nazwisku. Wstyd? Wcale nie. Jej zdaniem, lepiej być ostrożnym, choć niemiłym. Na wszelki wypadek.

Małe dzieci wymuszają na rodzicach nieobnoszenie się ze swymi laickimi przekonaniami. Bo co powie pani w szkole?! Te, już dorosłe, wolą nie widzieć w przestrzeni publicznej (czytaj: na protestach) rodziców, bo co powie zwierzchnik w instytucji administracji państwowej?! Nie bez kozery ukuto kiedyś powiedzenie: "pokorne cielę dwie matki ssie". Tak zachowywali się ludzie przed transformacją, tak zaczynają się zachowywać teraz. Co ciekawe, niektórzy starachowiccy opozycjoniści z okresu PRL wcale nie zmienili pozycji. Kiedyś stali naprzeciw ZOMO, a i dziś tylko czekać, jak drogę zagrodzą im również na prowincji barierki. Oczywiście tym, którzy się nie bali i dalej się nie boją.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ