reklama

"Refleks szachisty to stereotyp"

Oliwier Mazonik realizuje swoje pasje i odnosi sukcesy

Informacje sportowe

"Refleks szachisty to stereotyp"

Oliwier Mazonik realizuje swoje pasje i odnosi sukcesy

Ma dopiero 13 lat, a na swoim koncie wiele sukcesów i to w kilku dziedzinach. Oliwier Mazonik, uczeń Szkoły Podstawowej nr 6, jest utytułowanym starachowickim szachistą, ale mało kto wie, że drugą jego wielką pasją jest taniec. W przeszłości grał także w piłkę nożną.

Oliwier Mazonik to świeżo upieczony mistrz Szkolnej Ligi Szachowej organizowanej przez klub Gambit. To jednak nie pierwszy jego sukces.W każdych niemal zawodach to nazwisko pojawia się na czołowych miejscach, zazwyczaj na pierwszych. W szachy gra od 7. roku życia i z tym sportem wiąże swoją przyszłość. Zaczął dość przypadkowo.

- Na początku trochę się przyglądałem jak inni grają, chociaż u mnie w domu nikt w szachy nie grał. Zaczęło mi się to podobać, chociaż na początku zupełnie nie potrafiłem grać. Ja od małego lubiłem liczyć, a wiadomo, że szachy to głównie przeliczanie ruchów, to czysta matematyka. Jeśli ktoś rozumie matematykę, to rozumie szachy i na odwrót - mówi GAZECIE Oliwier Mazonik.

- Doskonale pamiętam, jak to wszystko się zaczęło. Był początek pierwszej klasy, w związku z moją pracą syn zostawał na świetlicy po lekcjach. Biegiem pędziłam, jeszcze wtedy do Szkoły Podstawowej nr 10, żeby go odebrać, wpadłam na świetlicę, przepraszałam syna, że tak późno go odbieram, a on powiedział mi wtedy, że nigdzie nie idzie, bo musi zostać na turnieju, szachowym. Powiedziałam, że przecież nie umie grać, ale on stwierdził, że to nic i coś go do tych szachów ciągnęło. Był wtedy bardzo dumny, bo przyniósł do domu pierwszy puchar: dla najmłodszego zawodnika. Od tamtej pory nie opuścił żadnego turnieju - dodaje mama utalentowanego zawodnika, pani Jolanta.

Z zawodów na zawody, z tygodnia na tydzień zdobywał większe doświadczenie. Trenował również w domu.

- Kiedy byłem młodszy, tata jeszcze mnie ogrywał, ale teraz stwierdził, że jego poziom to dla mnie za mało. Mama, niestety, nie chce się nauczyć, chciałem jeszcze nauczyć starszą siostrę ale ona również nie bardzo chce. Czasami także ze swoją młodszą siostrą, która grać trochę umie. Jednak nie mam problemu, żeby z nią wygrywać, bo już od około 3 lat gram bardziej profesjonalnie. W tej chwili zawody organizowane w Starachowicach zazwyczaj wygrywam, dlatego chce się w tej chwili bardziej zaangażować w poważniejsze turnieje. Mam trzecią kategorię szachową, od której zależy udział w niektórych zawodach. Jeśli chcę zdobyć wyższą kategorię, to muszę wyjechać na turnieje gdzieś dalej, bo w Starachowicach takich turniejów nie ma - opowiada Oliwier.

Uczeń Szkoły Podstawowej nr 6 bardzo poważnie myśli o związaniu swojej przyszłości z szachami. W Starachowicach osiągnął już chyba wszystko, mierzy w poważniejsze turnieje, a oprócz nauki w klubie Gambit uczestniczy w prywatnych lekcjach u prezesa klubu Romana Kaputa. Mało kto jednak wie, że szachy, to nie jedyna jego pasja. Kiedyś trenował także piłkę nożną i akrobatykę sportową, jednak z tych dyscyplin zrezygnował właśnie dla szachów. Teraz swoje realizuje się w szachach i tańcu. Jest uczniem Szkoły Tańca MiM.

- Mimo że w tej chwili zostały mi tylko szachy i taniec, to i tak wypełnia mi to grafik w całości. Chciałbym jednak postawić na szachy, wziąć udział w poważniejszych zawodach. Czasami wyszukuję w internecie różne regionalne i makroregionalne zawody. Mierzę w uczestnictwo w mistrzostwach województwa, by rywalizować z silniejszymi zawodnikami. Już taką okazję miałem podczas zawodów ministrantów w Starachowicach. Walczyłem tam naprawdę z silnymi rywalami i zakończyłem ten turniej na 4. miejscu, a do tego pokonałem najlepszego zawodnika turnieju, który miał pierwszą kategorię szachową. Chciałbym swoją przyszłość związać z szachami, a kiedyś zostać trenerem w tej dyscyplinie. Jak jest się dobrym graczem, to również można z tego się utrzymywać, wszystko zależy od rangi turnieju - dodaje utalentowany 13-latek.

Co dla naszego młodego zawodnika jest najtrudniejsze w szachach?

- Ciężko tak jednoznacznie odpowiedzieć. Trzeba mierzyć się ze stresem. Najwięcej nerwów jest wtedy, gdy ma się mało czasu do końca i jest się na wygranej pozycji. Jeśli przeciwnik ma więcej czasu, to będzie specjalnie grał na czas, a ten co prowadzi musi podejmować niekorzystne ruchy, mimo wygranej pozycji. W Gambicie nauczyłem się, że powiedzenie "refleks szachisty" jest stereotypem, bo gdy ma się mało czasu, to musi być szybkie myślenie i trzeba mieć sprawną rękę. Dla szachisty 5 sekund to jest bardzo dużo, bo tak naprawdę można zrobić wtedy nawet 25 ruchów. W tej chwili uczę się bardzo szybkiego matowania, bo są metody, gdzie da się w 5 sekund zdecydować o wygraniu partii - zdradza Oliwier Mazonik.

Z bardzo podobnym zacięciem podchodzi o nauki tańca w Szkole Tańca MiM, z którą uczestniczył już w wielu międzynarodowym imprezach i przywoził wiele medali. W czeskim Libercu wraz z zespołem wywalczył Mistrzostwo Świata, a w Amsterdamie Mistrzostwo Europy Zachodniej. Zapowiada, że w MiM-ie chce zostać do czasu, gdy pójdzie na studia.

- Taniec to również moja pasja od dzieciństwa. Zawsze, kiedy słyszałem muzykę w radiu, tańczyłem. W tańcu rozwijam swoje ciało, natomiast w szachach umysł. Sukcesy w tańcu idą dla całej grupy, a w szachach walczę indywidualnie. Chcę w MiM-ie zostać do matury i myślę, że wytrwam, ale w przyszłości bardziej myślę o szachach - deklaruje Oliwier.

Realizację pasji z nauką czasami bardzo ciężko pogodzić, dlatego ważna jest rola rodziców, którzy swoją pociechę wspierają na każdym kroku. Mama Oliwiera nie ukrywa, że czasami bywa ciężko, ale najważniejsze jest zadowolenie z tego, co robi ich syn.

- Oliwier jest bardzo ambitnym dzieckiem, bo w poprzednim roku zabrakło mu jednej szóstki do średniej 6,0. Nie ukrywam, że teraz, w 7 klasie, doszło sporo nauki, a na to też trzeba mieć czas. Dlatego w momencie, gdy pojawia się dłuższe wolne, jak chociażby przerwa świąteczna, to wtedy jest to dla niego raj. Wtedy odpoczywa, bo nie raz bywa tak, że ze szkoły na tańce, na angielski, na szachy albo jeszcze na zajęcia dodatkowe. Nie ukrywam, że jest to ciężkie, ale ja prowadzę swoją działalność gospodarczą i mąż również, dlatego swój grafik dostosowujemy do potrzeb dzieci. Bo najważniejsze jest ich zadowolenie, radość dziecka jest bezcenna - mówi mama Jolanta.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ