reklama

Ślepy zaułek

Mimochodem

 

Każdy może mieć własne zdanie na dany temat, lecz decydenci i tak zrobią swoje. Swoje, czyli nie uwzględniając żadnych argumentów drugiej strony. Tak ma się dziś w Polsce demokracja, co widać w parlamencie przy forsowaniu kolejnych ustaw, w zamiarze mających zapewnić transparentność państwa i uczynić łatwiejszym życie obywateli. Tyle że od dawna nie wprowadzono naraz tylu nakazów i zakazów, jak obecnie. 

Pożegnaliśmy in vitro - ostatnio w Kielcach, pigułkę "dzień po", za chwilę pożegnamy się z czynnymi w niedzielę dużymi sklepami, a nawet z możliwością kupienia po godzinie 22.00 dobrego chilijskiego, czy z RPA, czerwonego wina. Sędziom Sądu Najwyższego każe się odchodzić w stan spoczynku po ukończeniu 65 lat, choć w Sejmie posłowie seniorzy mają zdecydowanie więcej wiosen. I mogą stanowić prawo dla prawie 40 mln Polaków. Zachodzi obawa, że w myśl nowej ordynacji wyborczej radnych przywozić się będzie w teczkach. Bo muszą wygrywać partie, a nie społecznicy nie obciążeni politycznie, którzy swoje miasta znają jak własną kieszeń i wiedzą, co ludziom by się przydało. W ten sposób wkrótce ubezwłasnowolni się całe społeczeństwo; jak nigdy dotąd w przestrzeni publicznej nabiera znaczenia powiedzenie "rzucać grochem o ścianę".

Nadzieją na przyczółki względnej samodzielności były samorządy. Ale i w nich trwają wewnętrzne przepychanki, nie służące kompleksowym działaniom na rzecz minispołeczności. Tu też próbuje się zmieniać rzeczywistość na własną modłę, pozorując wsłuchiwanie się w głosy mieszkańców. Daje się im budżet obywatelski, dzięki któremu powstanie jeszcze jedna zatoczka parkingowa albo nowy chodnik. Duże architektonicznie rozwiązania za to zostawia sobie.

Pięćdziesiątka starachowiczan uczestniczyła w konsultacjach projektu przebudowy dolnych Starachowic. Nie bez kozery padł ze strony zebranych zarzut, że planuje się nad Kamienną drugi rynek. Wielką wybetonowaną powierzchnię, odciętą od świata. Bo bez dotychczasowego przejazdu kolejowego, co wyraźnie obrazuje wizualizacja. Komunikacja z "Orłowa" zostanie poprowadzona zupełnie nowymi ścieżkami. Może przez to ucierpieć tamtejsza branża usługowo – handlowa.

Kiedy przebudowywano rynek, przedsiębiorcy całkiem słusznie protestowali przeciwko wybetonowaniu placu i pozbawieniu go uliczek przejazdowych. Bo miejsce najnormalniej w świecie by omijano. Jeśli nie można obok czegoś przejechać, zatrzymać się, taki obiekt przestaje się liczyć. Utrudnienia w rynku są zauważalne. To dlatego zamieniono ścieżkę rowerową z lampami pośrodku (sic!) w miejsce postojowe dla aut, później dobudowano parking obok prywatnych posesji, wreszcie ograniczono czas parkowania, żeby umożliwić większej liczbie mieszkańców przyjazd na rynek. Pachołki od południowej strony wciąż przeszkadzają dostawcom dojeżdżającym do punktów usługowo – handlowych.

Nauczeni tym nie najlepszym doświadczeniem rewitalizacji rynku mieszkańcy zasługują na przyjazne im Starachowice Zachodnie. Na razie w konsultacjach wzięto pod uwagę wniosek o poszerzenie dojazdu do posesji w związku ze specyfiką ogrzewania mieszkań. Ale czy wydostanie się stamtąd mieszkańców przez drogowy ślimak na drugi brzeg rzeki będzie dla nich dogodne? No i widok na ocean kostki brukowej, z której będą wyrastać stanowiska autobusowo – taksówkowe, olbrzymi parking pod dachem, napowietrzne kładki, pewnie ich nie zachwycą.

O ile rynek w ostateczności jest miejscem przejezdnym, o tyle dół Starachowic może jednak stracić na znaczeniu. Nie ostaną się bowiem nawet te nieliczne firmy i punkty, gdyż mało komu będzie tam po drodze. Dlatego, chcąc zebrać oklaski za modernizację, warto wziąć pod uwagę sugestie ludzi, którzy tam mieszkają, działają, bo to nadal ma być ich miejsce zamieszkania, pracy. A władza? Władza dziś jest, a jutro jej nie ma. Lepiej więc, żeby pozostawiane przez nią pomniki nie były przekleństwem.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ