reklama

Podbić świat uśmiechem

Mimochodem

 

Powiedzenie: kobiety w wieku balzakowskim, byłoby niebywałym komplementem dla tych czterech pań. Z kolei nazwanie ich seniorkami nie odzwierciedlałoby rzeczywistości, choć one same absolutnie by się nie obraziły. Bo zdają sobie sprawę, że swoje lata mają. Ponieważ jednak wyglądają nietuzinkowo, nie da się ich nie zauważyć na ulicy. Tym bardziej gdy na chwilę przystaną na chodniku, żeby zamienić parę słów. Wszak się znają. 

Dwie z pań zatrzymały się, gdyż tu krzyżowały się ich drogi. Następne dwie akurat wychodziły z klatki pobliskiego bloku na osiedlu "Żeromskiego". I spontanicznie dołączyły do znajomych. Nawet przeszło im przez głowę, że cztery osoby to chyba już zgromadzenie. Na dodatek nielegalne, który to termin znów wraca do publicznej przestrzeni, zapomniany – wydawałoby się, że na dobre - przez minione ćwierćwiecze. Dostrzegł w tym zdarzeniu takie właśnie cechy przechodzący obok mężczyzna, z kryzysem wieku średniego na karku, dając niezbyt grzecznie do zrozumienia, że w ten sposób kobiety tarasują drogę. Gdy dotarło do niego rzucone bezceremonialnie: "A cóż pan taki naburmuszony?!", zatrzymał się. Z wrogim nastawieniem odwarknął: "Się nie podoba?!" I usłyszał, że rzeczywiście się nie podoba, gdyż mógłby odezwać się z humorem na przykład, a przede wszystkim z uśmiechem. "Z uśmiechem, powiadają panie? A po co?" – spytał z zaciekawieniem. "Bo uśmiechnięty człowiek nie dość że od razu jest ładniejszy, to jeszcze czuje się lepiej" – dobiegło go wypowiedziane chórem.

Najpierw nieśmiałe skrzywienie ust, potem serdeczny uśmiech zagościł na twarzy mężczyzny, który oklaskami przyjęły kobiety. Cofnął się do nich: "Panie pewnie z kościoła? Cóż, ja nie jestem wyznania rzymskokatolickiego." Nie szły z kościoła i coming out mężczyzny (niczym niegdysiejsze arystokratki) przyjęły bez zdziwienia. Nietuzinkowe w każdym calu, bo i z religią, zwłaszcza katolicką, niekoniecznie im po drodze. Ale otwarte na drugiego człowieka. Poczuł to mężczyzna, traktując przypadkowe spotkanie jako okazję do pogawędki. Ba, do zwierzeń.

Jakiś czas temu opuściła go żona. Nie może znaleźć innej partnerki. Psa nie weźmie ze schroniska (z psem łatwiej zawiera się znajomości, jak podpowiedziały mu panie), bo zwierzęta nań warczą. Warczą, bo jest naburmuszony i się nie uśmiecha. Gdyby pies wyczuł w nim serdeczność do świata, pewnie by się łasił – zauważyły kobiety.

Rozmowa dalszego ciągu nie miała, mimo chęci mężczyzny do jej kontynuowania gdzieś na siedząco. Przyznał, że gdyby na swej drodze spotykał takie właśnie kobiety, jak te akurat, umiałby się cieszyć życiem. Na pewno jednak, przynajmniej do końca dnia, towarzyszyć mu będzie dobry nastrój - zapewnił panie i siebie.

Nie trzeba się znać, żeby na ulicy wysyłać dobre sygnały do otoczenia. A tego Polacy nie robią na co dzień, co wytykają nam obcokrajowcy zwiedzający nasz kraj i zatrzymujący się tu na dłużej. Ponoć nawet dźwięk naszego języka w naszych ustach jest taki, jakby naprzeciw siebie stali wrogowie i za chwilę miało dojść do bitki. Nie ma w nim nie tylko łagodności, ale i uśmiechu.

"Dzień dobry" – padło z ust przechodzącej nieznajomej na ulicy Staszica. "Nie wiem, kto pani jest, ale postanowiłam dziś mijających mnie ludzi pozdrawiać, jak na turystycznym szlaku. Żeby na starachowickich ulicach zagościł uśmiech" – usłyszałam. I chyba podziałało, ponieważ kilka dni później na ulicy Złotej przejeżdżający na rowerze mężczyzna też rzucił w moją stronę: "Dzień dobry, nieznajomej. Udanego dnia!"

Udanego, uśmiechniętego 2018 Roku!

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ