reklama

Na innych łamach

"Polityka"" nr 49

"Jakiej Polski chcą Polacy?" - odpowiada Władysław Janicki, czerpiąc informacje z sondażu w tym celu specjalnie przeprowadzonego w końcówce listopada br.

Wybrano dziesięć znaczących dla rozpoznania zbiorowej mentalności społecznej problemów. Wyniki są zaskakujące. 1. Sprawa ustawowych regulacji dotyczących aborcji. 36 proc. opowiada się za złagodzeniem obecnych przepisów. 34 proc. jest za pozostawieniem dotychczasowych. Tylko 8 proc. chce całkowitego zakazu aborcji, a 9 proc. wybiera wariant PiS, w którym dodatkowo jest mowa o zakazie tzw. aborcji eugenicznej. 2. Uprawnienia związane ze zwycięstwem w wyborach. 24 proc. wybrało odpowiedź, że zwycięzcy "otrzymują pełnię władzy w państwie". 58 proc. wskazało na opcję: "otrzymują władzę ograniczoną przez konstytucję, sądy i prawa mniejszości". Widać zatem silne przywiązanie Polaków do demokracji liberalnej. 3 Kwestie relacji z Unią Europejską. 27proc. chce zacieśnienia więzi z UE, 40 proc. pozostawienia ich takimi, jakie są, a 18 proc. uważa, że powinny ulec rozluźnieniu. 3 proc. życzy sobie wystąpienia Polski z Unii. 4. Emerytury. 54 proc. uważa, że powinny być wypłacane z przychodów ZUS, 33 proc. – że z indywidualnych kont emerytalnych. 5. Sądownictwo i jego ulokowanie w państwie. 57 proc. optuje za niezależnością sądów i odrębną władzą. 31 proc. zaś, że powinny podlegać nadzorowi i kontroli władzy państwowej. 6. Przyjęcie waluty euro. 9 proc. życzyłoby sobie przyjęcia jej jak najszybciej. 31 proc. – za kilkanaście lat. Jednak 49 proc. uważa, że Polska waluty euro nie powinna nigdy przyjmować. 7. Model gospodarki. 45 proc. uznało, że powinna się opierać na firmach i bankach państwowych lub z polskim kapitałem. 36 proc. – że na przedsiębiorstwach prywatnych, poddanych regułom prawa i wolnego rynku. 8. Sprawy socjalne. 45 proc. chce państwa opiekuńczego, zapewniającego szerokie świadczenia socjalne, nawet jeśli trzeba podnieść podatki lepiej zarabiającym. 41 proc. proponuje, by pomagać najbiedniejszym i nie podwyższać podatków, bo to godzi w pracowitość i inicjatywę. 9. Uprawnienia władzy lokalnej. 24 proc. jest za zwiększeniem władzy samorządowej. 37 proc. chce, by samorządy zachowały takie kompetencje, jakie mają, a tylko 22 proc. uważa, że samorządom należy zmniejszyć kompetencje na rzecz władzy centralnej. 10. Obecność Kościoła kat. w życiu publicznym i państwowym. 69 proc. wybrało odpowiedź: "państwo powinno być świeckie, a wyznawanie religii sprawą prywatną". Tylko 21 proc. wskazało opcję: "Kościół powinien uczestniczyć w życiu publicznym i wpływać na decyzje władzy państwowej". Inaczej mówiąc, większość Polaków nie akceptuje pomysłów PiS na demokrację, ustrój państwa, podział władzy, miejsce Polski w UE, rolę Kościoła kat., czy sprawę aborcji. Natomiast w sferze gospodarki i świadczeń socjalnych Polacy sprzyjają rozwiązaniom partii rządzącej. Ale naprawdę twardych zwolenników całościowego programu PiS jest niewiele ponad 20 proc. Rządząca partia pozostaje w swych poglądach formacją mniejszościową. Opozycja potencjalnie ma do odzyskania i zagospodarowania nawet 80 proc. wyborców. Może się jednak okazać, że "zdeterminowana kadrowa partia z ograniczonym społecznym poparciem narzuci pełnię swojej władzy i woli biernej i milczącej większości." Jest się nad czym zastanowić.

"Newsweek" nr 50

Radosław Omachel wystawia rachunek ustawodawcom za pomysł całkowitego zamknięcia supermarketów. Hasło "Abyś dzień święty święcił..." może państwo sporo kosztować. Skończyć się spadkiem obrotów sklepów i likwidacją tysięcy stanowisk pracy. Czort jednak wie, jak zareagują na zmiany Polacy.

Węgrzy wycofali się po roku z takiego rozwiązania, bo ludzie wciąż dawali upust swojej niezgodzie na ten krok. Kiedy opozycja wystąpiła z wnioskiem o referendum w tej sprawie, na wszelki wypadek rząd ekspresowo prawo do handlu w niedziele przywrócił. Polacy raczej szukają obejścia prawa. Ustawa jest bowiem dziurawa jak sito. "Restrykcje nie obejmą placówek handlowych położonych przy stacjach benzynowych – od przegłosowania ustawy w Sejmie minęło zaledwie kilkadziesiąt godzin, a już dostaliśmy propozycję otwarcia sklepów przy jednej ze stacji paliw – przyznaje /.../ prezes sieci handlowej Lewiatan." Z zakazu wyłączono sklepy na dworcach i w portach lotniczych. "Można w ciemno obstawiać, że jeśli przepisy wejdą w życie w obecnym kształcie, wokół dworców wyrosną wkrótce nowe dyskonty. Wyposażone będą w piece do chleba i bułek oraz stoiska z ciastkami, gdyż piekarnie, ciastkarnie i lodziarnie zostały przez posłów wyłączone spod handlowego embarga. To gratka dla Biedronki i Lidla, bo spora część ich placówek już ma urządzenia do wypieku pieczywa z gotowego ciasta." Senatorowie PiS zapowiadają uszczelnienie ustawy. Czy spodoba się to np. radomianom? W Radomiu działa ... 40 wielkopowierzchniowych placówek handlowych. Rządząca ekipa PiS od dwóch dekad walczy o ukrócenie handlu. Skróciła nawet czas niedzielnego otwarcia do kilku popołudniowych godzin. Tyle że radomski suweren zaprotestował. Przepis uchylono wraz z pierwszymi zapowiedziami zwolnień w handlu. Wtedy jednak było 30 – proc. bezrobocie, teraz sytuacja na rynku pracy jest znakomita. Peryferyjne centra handlowe największe zyski osiągają w weekendy. Mogą zatem na zakazie stracić najwięcej. Zwłaszcza sprzedawcy artykułów przemysłowych. Sprzedawcy regionalnej i zdrowej żywności jakoś sobie poradzą. Dopóki PiS nie zamknie w niedziele sklepów internetowych, menedżerowie z zagrożonych sektorów będą rozwijać ten kanał dystrybucji." - Musimy się bronić, ale mamy świadomość, że w spółce, która handluje teraz prawie wyłącznie w galeriach handlowych, utrata najlepszego po sobocie dnia handlowego będzie na dłuższą metę nie do odrobienia. Rachunek za zmniejszone przychody sprzedawcy przerzucą na pracowników." W efekcie pracę może stracić jakieś 36 tys. osób. Krzywią się studenci dorabiający w weekendy w centrach handlowych. To jedyne dni, w których mogą pracować. W pozostałe są na uczelniach. Ale co z tego, jeśli przeważyły głosy NSZZ Solidarność i Kościoła kat., żeby ocieplić nadwątlone relacje. I jeszcze jedno - pośrednio zakaz uderzy w branże współpracujące z handlem – producentów, dystrybutorów i zaplecze logistyczne. Czy odbije się to w dochodach budżetu państwa i dynamice PKB, czort wie.

"Duży Format" nr 41

Piotr Łoj, producent filmów wirtualnej rzeczywistości, z którym w wywiadzie "W goglach mniej boli", rozmawiała Bożena Aksamit, wyjaśnia dobrodziejstwo wirtualnej rzeczywistości. O ile bowiem nowe technologie niosą ze sobą ryzyko uzależnień, o tyle dawkowane mogą przynieść ciekawe doświadczenia osobom chorym. Zwłaszcza dzieciom.

Producent kilkanaście miesięcy namawiał lekarzy onkologicznego szpitala, żeby otworzyli się na wirtualną rzeczywistość. "Gdy w końcu pokazałem, na czym to polega, zgodzili się. /.../ Wszystko, co poprawia nastrój, odciąga dzieci od chemioterapii czy chirurgii, wspomaga leczenie." Chore dzieci zamiast bawić się z rówieśnikami, leżą w łóżku. "Gdy widzę, jak reagują na filmy, dzięki którym mogą skoczyć ze spadochronem czy spacerować po lesie, rośnie mi serce. Filmy pozwalają zapomnieć o znużeniu i bólu. Nawet jeśli film trwa pięć minut. /.../ Możemy przeżywać pokaz fontanny w Las Vegas, biegać z kangurami w Australii albo bawić się z delfinami w Kalifornii. /.../ Emocje są nie do opisania. Kilkuletni chłopczyk chciał, żeby mu na okrągło włączać film z delfinami. Opowiadał, że kiedy z nimi pływa i widzi je pod sobą, to czuje, jak muskają go w stópki. Jedna z dziewczynek była zadowolona, bo ujęcia z wysokiego klifu pomagały jej pokonać lęk wysokości. Gdy stała na krawędzi urwiska, czuła się bezpieczna, bo wiedziała, że tak naprawdę siedzi w łóżku. /.../ Teraz pokazujemy film nagrany rok temu, oczywiście po konsultacjach z lekarzami, którzy zasugerowali, żeby były na nim młode zwierzęta. /.../ Reakcje są świetne. Dzieci lubią też podróże w kosmos i przejażdżki kolejką górską." Filmy są krótkie, nie mogą męczyć oczu i nudzić. Podczas podawania chemii dziecko w goglach znajduje się w przyjaznym otoczeniu. "Zastanawiamy się z lekarzami, czy nie wprowadzić oglądania filmów podczas badań uciążliwych, takich jak tomografia, aby w odpowiednim momencie, kiedy na przykład trzeba wstrzymać oddech, dziecko wykonywało polecenia, które wydaje narrator." Wejście w magiczny świat jest w krytycznych momentach zbawienne. VR sprawdza się również w rehabilitacji osób sparaliżowanych. "W ciągu zaledwie roku takiej terapii 32 – letnia pacjentka odzyskała czucie w nogach, a była sparaliżowana 13 lat." VR sprzyja leczeniu fobii. Terapie polegają na oswajaniu lęków przez stymulację określonych sytuacji. Wzmacniając psychikę, można sobie pomóc. Wszystko dzieje się przecież w głowach pacjentów.

"Przegląd" nr 46

"Europejczyków nie stać na mieszkania" – informuje Mateusz Mazzini. I nie jest to nowe zjawisko na europejskim rynku. Wszak dekadę temu od rynku nieruchomości zaczął się największy kryzys finansowy na świecie po II wojnie światowej.

Wykluczenie dotyka nie tylko młodych. "Perspektywa spędzenia całego dorosłego życia bez własnego lokum rysuje się dziś przed całymi grupami zachodnioeuropejskich społeczeństw." Prawie 17 proc. mieszkańców UE żyje w tzw. mieszkaniach zatłoczonych, czyli zbyt małych, jak na liczbę przebywających w nich osób. "Odsetek ten jest ponad trzykrotnie wyższy dla dawnych krajów bloku wschodniego – niemal połowa (48 proc.) Rumunów i niewiele mniej Polaków (43 proc.) ma na co dzień do dyspozycji metraż mniejszy, niż wynoszą standardy OECD. /.../ Dane ONZ pokazują, że aż 42 proc. Włochów, co czwarty Portugalczyk, Hiszpan i Belg żyją w gospodarstwie domowym, które w ciągu 2016 r. zadeklarowało co najmniej czasowe problemy finansowe spowodowane kosztami utrzymania." Na pierwszy rzut oka statystyki nie są wcale takie złe. Wszak 42 proc. Europejczyków mieszka w blokach i apartamentowcach. Przodują w tym Hiszpanie – 65.9 proc żyje w blokowiskach. Chorwaci zaś, a także Słoweńcy, Węgrzy i Rumuni raczej w domach wolno stojących. Tyle że standard mieszkań bywa alarmujący. Brakuje kanalizacji. Niedostateczne jest zaopatrzenie w energię, co odbija się na ogrzewaniu lokali. A tak w ogóle to rosną koszty utrzymania mieszkań. Aż do 40 proc. całej kwoty do dyspozycji, jaką mają mieszkańcy Starego Kontynentu. Generalnie jednak mieszkań brakuje. Prawie co rugi Europejczyk w wieku 18 – 30 lat mieszka z rodzicami. Z kolei emeryci żyją w za dużych mieszkaniach; koszty ich utrzymania pogarszają warunki życia. Sytuacja będzie się wciąż pogarszać. Blokowiska już wymagają gruntownych remontów, na co potrzeba pieniędzy. Z kolei zmiany klimatyczne wymuszą przesiedlenie ludzi z obszarów nadmorskich i danie im lokali zastępczych. Jak się do tego doda efekty migracji i urbanizacji oraz nadchodzący kryzys systemu ubezpieczeń społecznych, niedługo większości Europejczyków na mieszkanie nie będzie stać.

"Nie" nr 46

Ravi Shewakramani jako dziecko przyjechał wraz z rodzicami do Polski w 1990 roku. W Polsce poszedł do szkoły, podjął pracę, ożenił się, został ojcem. "Myślę jak Polak, czuję się jak Polak, tu płacę podatki, a jedyne, co mnie na co dzień spośród innych Polaków wyróżnia, to kolor skóry" – pisze w o sobie jako o "Brązowym biało – czerwonym".

Lata 90. wspomina jednak dobrze. "Polacy byli zafascynowani ludźmi o innym kolorze skóry – zaczepiali nas, aby zapytać, czy nam się tu podoba, dlaczego wybraliśmy akurat ten kraj. Byli ciekawi kultury, obyczajów, kuchni, języka, oferowali pomoc, traktowali nasze przybycie wręcz jako wyróżnienie – patrzcie, oto ktoś ze świata wybiera Polskę jako miejsce do życia, czyli nie jest tu wcale źle. Oczywiście w latach 90. istnieli skinheadzi, którzy fundowali obcokrajowcom oklep na ulicy, a zespół Big Cyc nagrał nawet swój hit "Makumba", wyśmiewający rasistowskie zachowania Polaków, ale nigdy nie czułem się wtedy fizycznie zagrożony. /.../ Z racji zawodu często podróżuję po świecie i jeśli ktokolwiek pyta mnie, skąd jestem, odpowiadam – z Polski, z Warszawy. W Indiach bywałem wielokrotnie, ale to nie jest mój dom. Takie rzeczy się po prostu czuje. Gdy grają "Mazurka Dąbrowskiego" – wstaję i śpiewam. Gdy wypada państwowe święto – biorę w nim udział. Gdy reprezentacja Polski gra mecz – kibicuję. Zawsze czułem się Polakiem i to już się nie zmieni. Nawet gdyby mnie tu zabito, umarłbym jako Polak, a nie Hindus. /.../ Dorastałem razem z III RP i wbrew zaklinaniu rzeczywistości, twierdzeniach o marginesie marginesu czy niefortunnych słowach grupki chuliganów wołam, dopóki nie jest za późno – Polska jeszcze nigdy nie była tak rasistowska jak teraz. /.../ Rasizm w Polsce ostatnio /.../ popularyzuje się i trafia pod strzechy: głoszenie rasistowskich tez podczas spotkań towarzyskich nie jest już powodem do wstydu. Naśmiewanie się z uchodźców niemal wszędzie uchodzi płazem. /.../ Rasiści weszli na platformę i są z niej słuchani. /.../ Gdy w maju tego roku wybrałem się na imprezę w centrum Warszawy do inteligenckiego domu, pierwszym pytaniem, jakie zadawali mi goście, było: Czy jesteś uchodźcą?" Wyszedłem ochłonąć do pobliskiego sklepu, a tam w kolejce zaczęto za mną krzyczeć: Allahu akbar!" /.../ Gdy podczas studiów inżynierskich poleciałem na dłuższy czas do Szkocji, do jedynego rasistowskiego aktu, z jakim się spotkałem, doszło ze strony Polaków. /.../ Podczas zakupów w drogerii pewna polska para zawadziła o mnie wózkiem. "No patrz, brudas, nie widzi, gdzie idzie" – powiedziała ona, na co płynną polszczyzną odpowiedziałem: "Lepiej niech państwo uważają." /.../ Rasizm wykorzystywany jest cynicznie przez polityków w każdym kraju. Doskonale spaja elektorat, pokazując wspólnego wroga, zagrożenie, buduje fałszywe poczucie dumy i wyższości. Polska zna to z historii, zapominając, że gloryfikacja postaw rasistowskich może obrócić się przeciwko niej samej, tak jak w 1939 r. Czy 40 milionów nastawionych rasistowsko Polaków może dokonać spustoszenia w świecie? Nie. A 3 miliardy Chińczyków i Hindusów, stanowiących niemal połowę ludzkości?

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ