reklama

Starachowicka droga do niepodległości

W numerze

Starachowicka droga do niepodległości

Aby spełnił się sen Polaków o niepodległości, potrzeba było odważnych patriotów, długotrwałych przygotowań oraz sprzyjających warunków.

O starachowickiej drodze do niepodległości rozmawiano na „historycznym czwartku” w MBP. Głównie nawiązywano do brawurowych akcji rozbrojenia wojsk okupacyjnych w wierzbnickim powiecie. W 150. rocznicę urodzin Józefa Piłsudskiego (5 grudnia 1867 r.) oraz zbliżającego się stulecia odzyskania niepodległości, spotkanie w MBP przyciągnęło duże grono spragnionych prawdy o zakazanej do niedawna historii. Na tę prelekcję wraz z pokazem przeźroczy, wystawę dokumentów w formie reprodukcji na planszach przygotowali: w imieniu Towarzystwa Przyjaciół Starachowic Adam Brzeziński oraz Zbigniew Bielat, reprezentujący Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział Starachowice.

Pomimo zacierania wszelkich śladów pamięci o bohaterach walczących o wolność w roku 1918, a następnie o utrzymanie tejże wolności w roku 1920, walkę z hitlerowsko-bolszewickim okupantem, a po wojnie trzymanie się z daleka od peerelowskiej ubecji, przyszedł wreszcie czas „Solidarności” i opuszczenie naszych granic (22 lata temu) przez wojska sowieckie. Z tej pobieżnej wyliczanki jasno wynika, że dopiero w 1995 roku mogliśmy bez obawy głosić prawdę o naszej historii i rodakach, którzy nie mogli pogodzić się ze zniewoleniem lub zakłamaniem. Trudno więc było znaleźć jakiekolwiek wzmianki o tych heroicznych czasach odzyskania niepodległości w jakimkolwiek podręczniku szkolnym.

Dla upamiętnienia pierwszych masowych zbrodni na mieszkańcach Starachowic – Wierzbnika, dokonanych przez Niemców na Firleju k/ Radomia na żołnierzach legionów polskich i polskich oddziałów wojskowych, działaczach kombatanckich politycznych i społecznych w okresie międzywojennym, jak również współtwórców armii podziemnej i jej pierwszych żołnierzy w naszym powiecie, społeczeństwo ufundowało tablicę wmurowaną na terenie kościoła p.w. Świętej Trójcy, na której uwiecznione są nazwiska godne naszej pamięci: Jan Aksan, Kazimierz Berent, Brunon Bochyński, Lech, Stanisław i Wiesław Brzostowiczowie, Edward i Zbigniew Ćwieluchowie, Franciszek Daszkowski, Alfred Gołaszewski, Ignacy Gos, Jan Gul, Tadeusz Heneczkowski, Józef Kaczmarski, Piotr Kandzia, Jan Koniarz, Czesław i Jan Krzeszczykowie, Józef Kupiec, Zdzisław Liss, Władysław Michalski, Karol Mijalski, Alojzy Obara, Stanisław Pajkert, Roman Przydatek, Stanisław Rek, Franciszek Romanowski, Józef Sławek, Albin Twardowski, Henryk Wnętrzak, Jan Wojtkowiak, Henryk Zbroja. Są to peowiacy zamordowani na początku II wojny światowej. Z około 200 żołnierzy (w tym także kilka kobiet) Józef Bielejec i Władysław Słoka zamordowani zostali w Katyniu, natomiast Katarzyna Lesiowska zmarła w 1943 r.

Podczas prelekcji jeden ze słuchaczy zapytał: - Dlaczego nie mówiło się o tym wcześniej. Mówiło się mówiło lecz tylko w rodzinie lub wśród zaufanych przyjaciół.

Teraz przeżyciami swoich bliskich mogą dzielić się z nami potomkowie, tych którym nie udało się doczekać lepszych czasów. Tak więc droga do zrzucenia jarzma niewoli nie była łatwa. Starachowice-Wierzbnik okupowane były przez wojska austriacko-węgierskie wsparte przez oddziały czeskie. Aby przeciwstawić się okupantowi Polacy założyli tajną organizację, która była drugą w świecie partyzantką po tej hiszpańskiej za czasów Napoleona Bonaparte. Aby móc zdobywać wiedzę wojskową, sprytni Polacy robili to pod szyldami drużyn strażackich, sportowych itp. Oprócz ćwiczeń peowiacy zajmowali się zbieraniem informacji typu: rozlokowanie okupanta, jego stan osobowy, rodzaj formacji, miejsca składowania broni itp. Dzięki tym informacjom, Starachowice –Wierzbnik stały się pierwszym wyzwolonym miastem w Polsce, gdyż grupy peowiaków nie traciły czasu na działania po omacku. Dowódcą akcji rozbrajania wojsk okupacyjnych był p. por. Edward Łęcki ps. „Janina”. Miał on do dyspozycji oddziały peowiaków, których dowódcami byli niespełna dwudziestoletni mężczyźni: Józef Bartkiewicz – pierwszy komendant POW w Starachowicach, Eugeniusz Wydrzycki – zastępca komendanta w Starachowicach, Andrzej Sieragowski – kom. pododdziału Wierzbnik, Maksymilian Bejm – kom. w Michałowie, Julian Rosa – były legionista, kawaler Krzyża Virtuti Militari (komendant na Wanacji), Edward Ćwieluk – założyciel POW w Wierzbniku. W akcjach POW uczestniczyły także kobiety, których komendantką w Wierzbniku była Julia Sokół-Bakierowa (29 lat). Kobiety i mężczyźni będący członkami POW, pod koniec listopada 1918 r. wstąpili w szeregi Wojska Polskiego (24 pułk piechoty), z którym udali się na obronę Lwowa. Tam właśnie poległ Franciszek Grabowski. Poświęceniem i męstwem wykazali się nasi peowiacy w czasie wojny z bolszewikami, czego dowodem są ich odznaczenia: srebrne Krzyże Orderu Virtuti Militari: Władysława Michalskiego, Stanisława Reka, Mariana Morawskiego i Franciszka Romanowskiego. Możemy więc być dumni z naszych dzielnych peowiaków, tym bardziej ich potomkowie, którzy podczas „historycznego czwartku” dzielili się swoimi cennymi wspomnieniami.

Omar

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ